Ciągle walczę o swoją sprawność

2021-05-01 18:22:08 (ost. akt: 2021-05-01 18:27:34)

Autor zdjęcia: Arch. prywatne

Kiedy niepełnosprawność pojawia się w pewnym momencie życia, bywa ogromnym wyzwaniem. Wioleta Milewska mierzy się z tym od czasu, kiedy brutalnie zaatakował ją jej własny ojciec.
Dramat pani Wiolety rozegrał się 6 lat temu, choć tak naprawdę trwał przez wiele lat. 19 lipca 2015 roku podczas kolejnej awantury ojciec chwycił za nóż. Kobieta, chcąc uratować mamę, zasłoniła ją własnym ciałem. Mężczyzna zadał jej kilka ciosów, a potem śmiertelnie ugodził tym samym nożem jej mamę. Dziewczyna trafiła do szpitala na pięć miesięcy. Każdego dnia walczyła o życie i powrót do sprawności... Od tamtego dnia musi poruszać się na wózku inwalidzkim.
— Byłam młodą, pełną życia i pasji 20-latką, kiedy to się stało — opowiada pani Wioleta Milewska z gminy Braniewo. — W ciągu kilku minut do góry przewrócił się mój cały świat. Straciłam ukochaną mamę i wylądowałam na wózku. Potem przyszło mi się zmagać z bólem, ale i problemami finansowymi. Otrzymałam początkowo zasiłek z MOPS, który wynosił 604 złote. Za takie pieniądze trudno było wyżyć, opłacić lekarstwa, zorganizować długotrwałą rehabilitację i zakupić potrzebny sprzęt. Dobrze, że po odwołaniu się przyznano mi rentę specjalną, bo inaczej za tą kwotę nie byłabym w stanie przeżyć.

Pani Wioleta ma uszkodzony dysk, dwie przepukliny, ucisk na nerwy, obniżony i krzywy kręgosłup. Porusza się na wózku. Przejście kilku kroków o kulach sprawia jej ogromny ból. Codziennie przyjmuje około 20 tabletek.
— Ból czasami jest nie do zniesienia — przyznaje. — Po kilku krokach mięśnie napinają się samowolnie, ból wykręca stopy... Nie mogę nad tym zapanować. Nie pomagają żadne leki. Jeżdżę po różnych specjalistach, na rehabilitację, jednak nie ma na to żadnego lekarstwa. A na dodatkową prywatną rehabilitację po prostu mnie nie stać. Po tragedii zorganizowana została zbiórka pieniędzy, za które kupiliśmy meble do mieszkania przyznanego przez gminę oraz wózek inwalidzki. Po wyjściu ze szpitala nie otrzymałam od lekarzy porady, gdzie mam się udać, z czego mogę korzystać, jaka rehabilitacja mi przysługuje. O wszystkim dowiadywałam się od pielęgniarek czy przypadkowych osób. Dzięki temu mogłam skorzystać z turnusów rehabilitacyjnych, po których mój stan zdrowia widocznie się poprawiał.

https://m.wm.pl/2021/03/orig/wiola2-694970.jpg

ZNALEŹĆ NOWY SPOSÓB NA ŻYCIE
Gdy człowieka spotyka nieszczęście, szuka różnych sposobów, by choć w niewielkim stopniu zapomnieć o tym, czego doznał. Pani Wioleta po zdarzeniu uciekła w sport. Przed wypadkiem była bardzo aktywną fizycznie osobą i mimo niepełnosprawności ma wciąż duszę wojownika. Rozpoczęła treningi w Integracyjnym Klubie Sportowym SMOK w Ornecie. W 47. Memoriale Józefa Żylewicza tradycyjnie wzięli udział także niepełnosprawni sportowcy. Do pchnięcia kulą zgłosiło się osiem osób. Najlepszą z kobiet została właśnie pani Wioleta. Niestety, ból kręgosłupa i trwająca pandemia nie zawsze pozwala młodej kobiecie na aktywność i treningi.
— Zawsze byłam aktywna, lubiłam sport, prace na świeżym powietrzu, musiałam być w ciągłym ruchu. Dlatego chciałabym kontynuować aktywność sportową pomimo niepełnosprawności — tłumaczy. — Niestety ból jest tak silny, że czasem nie jestem w stanie funkcjonować. Miałam tylko dwa marzenia: chciałabym się wyleczyć z bólu pleców i zebrać pieniądze na dostawkę do wózka, która pozwoli mi samodzielnie poruszać się i dotrzeć w wiele miejsc. Sama nie byłam w stanie zebrać takiej kwoty, bo leki i rehabilitacja pochłaniają większą część moich dochodów. I tu otrzymałam wsparcie ludzi o dobrych serc. Zorganizowano zbiórkę i udało się uzbierać potrzebną sumę. Chciałam złożyć wniosek o dofinansowanie, jednak spędziłam cały dzień próbując wypełnić formularze i mi się nie udało. Wszystko robi się tak, by skomplikować nam życie. Nie każdy jest biegły w obsłudze internetu, starsi ludzie w ogóle tego nie potrafią, a urzędy z powodu pandemii są pozamykane. Zresztą byłam świadkiem, jak urzędnicy potrafią zbywać ludzi. To zniechęca i powoduje, że czujemy się gorsi. Jesteśmy spychani, brakuje empatii, by nam wytłumaczyć, co i jak wypełnić. Jesteśmy traktowani jak ludzie gorszej kategorii. A dla nas każdy grosz się liczy, bo nawet kilkaset złotych dofinansowania pozwoli nam na zakup czegoś innego. Za poduszkę do siedzenia w wózku, taką od odleżyn musiałam zapłacić 500 złotych. W aptece za leki zostawiam miesięcznie 500 złotych. Muszę też zrobić opłaty i za coś przeżyć. Jest trudno...

MIMO WSZYSTKO SZANSA
Mimo tak wielu trudności życiowych pan Wioleta mówi, że jest szczęśliwa. Marzy o życiu bez bólu i tym, by mieć łatwiejszy dostęp do specjalistów, rehabilitacji i darmowego sprzętu.
— Droga do szczęścia nie zawsze jest prosta. Czasem jest z górki, a czasem pod górkę — mówi pani Wioleta. — Czasami są postoje lub gdzieś zabłądzimy. Musimy się zmotywować i iść do przodu. Nie możemy stać w miejscu. Powinniśmy realizować wyznaczone sobie cele i spełniać marzenia. Po tym, co przeszłam, dostrzegam wiele pięknych, drobnych rzeczy i cieszę się nimi. Kiedy człowiek dostaje drugą szansę na życie, to zaczyna doceniać to, co ma. Staram się żyć normalnie, nie wracać myślami do przeszłości... Jednak to wciąż siedzi w mojej głowie. Niełatwo zapomnieć o tym, co się stało. O tym, co ojciec zrobił mojej mamie i mi. Zabrał mi ukochaną osobę i sprawił, że do końca życia będę niepełnosprawna. Każdego dnia uczę się z tym żyć. Dostałam od życia ostre baty. Zastanawiam się czasem, dlaczego to mnie spotkało... Wciąż potrzebuję pomocy psychologa, leczę się z traumy, którą zafundował mi psychopatyczny ojciec. Mam jednak szczęście, bo mam wspaniałego partnera, dzięki któremu moje życie ma sens. To dzięki niemu uśmiecham się i wierzę, że jeszcze wiele pięknych dni przed nami. To z nim dzielę swoje smutki i radości.

Joanna Karzyńska

Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Komentarze dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników. Zaloguj się.

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Tomasz Badyński #3065724 1 maj 2021 20:51

    To wpis z pamiętnika czy co? Co dla zwykłego szarego czytelnika wnosi ten „artykuł”?. Mamy publicznie współczuć tego co przeszła czy co?

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-19) odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)

    2001-2021 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, GRUPA WM Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 5