Piskie ślady Krzysztofa Klenczona i jego ojca

2022-05-11 07:40:42(ost. akt: 2022-05-11 09:18:05)
Krzysztof Klenczon

Krzysztof Klenczon

Autor zdjęcia: pinterest

Krzysztof Klenczon, kompozytor i wykonawca wielu przebojów. Członek „Niebiesko-Czarnych”, „Pięciolinii” i „Czerwonych Gitar”, założyciel zespołu „Trzy Korony”. W tym roku minęła 80. rocznica jego urodzin. Cóż jeszcze można na jego temat dodać lub wyjaśnić z piskiej perspektywy? Pewnie niewiele, ale jest kilka mało znanych wątków wartych popularyzacji.
Wydana kilka lat temu biograficzna książka Dariusza Michalskiego "KRZYSZTOF KLENCZON, który przeszedł do historii" to najbogatsze źródło wiedzy o legendarnym artyście. Jej motto brzmi:

„Dla mojego pokolenia Krzysztof był naprawdę kimś. Był symbolem TAMTYCH czasów i uosobieniem młodości, może trochę wtedy surowej, trochę rosochatej, ale niepokornej wobec establishmentu”.

Krzysztof Klenczon był postrzegany przez ówczesną młodzież jako buntownik. Dzięki książce możemy poznać nie tylko jego twórczość i niepowtarzalny klimat polskiego big beatu i rocka lat 60/70, ale przede wszystkim to, jakim był człowiekiem oraz kto i co go ukształtowało.

Książka zawiera kilka wątków piskich związanych z rodziną Klenczonów, które szerzej zapewne w Piszu nie są znane. Krzysztof urodził się w 1942 roku w Pułtusku. Jego rodzicami byli Helena, którą uwielbiał, i Czesław, który był dla niego autorytetem.

Ojciec Krzysztofa w czasie wojny zaangażowany był w działalność podziemną, należał do Armii Krajowej. W 1945 r. późną wiosną przybył do Szczytna, a wkrótce za nim reszta rodziny. Po wojnie działalność podziemną kontynuował w strukturach WiN, w obwodzie obejmującym swoim zasięgiem powiaty Mrągowo i Pisz. W 1946 został zatrzymany przez UB.

Ojciec i syn
Ojciec i syn (fot: Archiwum rodzinne Hanny Klenczon-Barańskiej)

Na szczęście udało mu się zbiec i przez 10 lat (do 1956 r.) ukrywał się w okolicach Czaplinka w woj. szczecińskim pod zmienionym nazwiskiem. Gdy pytano o niego, rodzina łącznie z małym Krzysiem mówiła, że nie żyje. Swoje pierwsze spotkanie z ojcem, Krzysztof wspominał tak: „późnym wieczorem, w drzwiach stanął nieogolony mężczyzna, w długim zniszczonym płaszczu…”

Siostra Krzysztofa, Hanna, relacjonowała, że po powrocie ojciec zamykał się z Krzyśkiem w pokoju i całe noce mu opowiadał. Tak, jakby chciał nadrobić stracony czas i lata rozłąki.


To był patriotyczny dom

Jak podaje Michalski, Czesław urodził się w Rucianem, w roku 1910. Z piskiej perspektywy jest to bardzo interesująca informacja, ale niestety, błędna. Ruciane nie były gniazdem rodziny Klenczonów. Czesław i cała rodzina wywodzili się z Nowej Wsi pod Ostrołęką, stamtąd przybyli do Szczytna (źródło: Kurek Mazurski).

W okresie dorastania i później, już w dorosłym życiu, między ojcem i synem były głębokie więzi emocjonalne. Ojciec imponował Krzysztofowi, wiele ze sobą rozmawiali. W gronie rodzinnym wspólnie śpiewali i muzykowali, najczęściej były to pieśni patriotyczne. To był patriotyczny dom.

Jak wspomina siostra, to ojciec nauczył ich co znaczy Polska, co to jest Armia Krajowa. Atmosferę domu rodzinnego i wpływ ojca odnajdziemy w twórczości Krzysztofa. Na opolskim festiwalu w 1969 r. piosenka „Biały krzyż”, którą prywatnie zadedykował ojcu i pamięci żołnierzy walczących z komunistami, otrzymała nagrodę Ministra Kultury i Sztuki.

Krzysztof wywiódł wtedy cenzurę w pole. Słowa tej piosenki nie odnosiły się do żadnej konkretnej formacji i to cenzorów zmyliło. Publiczności to jednak nie przeszkodziło, bezbłędnie zrozumiała o jakich bezimiennych żołnierzach jest ten utwór i komu jest on poświęcony.

Gitara, żagle i koszykówka

Kolejnym piskim wątkiem jest informacja, że Czesław na początku lat 70 pracował w Ośrodku PTTK w Rucianem Nidzie, jako pracownik umysłowy. W tamtym czasie ośrodek ten był dużą i liczącą się bazą turystyki wodnej na Mazurach. Czy w tym popularnym wówczas ośrodku bywał Krzysztof, czy korzystał z możliwości żeglowania?

Niestety tego nie wiemy, ale znając jego miłość do żagli i Mazur zapewne tak. Mazury były dla niego bardzo ważne, były punktem odniesienia, o których często mówił, wspominał i zawsze chciał tu wracać. Ta fascynacja była obecna także w jego twórczości. O żeglowaniu i pięknie mazurskich jezior pozostawił po sobie, nostalgiczną piosenkę „Wróćmy na jeziora”.

W książce Dariusza Michalskiego jest jeszcze trzeci piski wątek, bardzo zabawny, dotyczący nauki i sportu. Krzysztof w szkole nie był prymusem, nie poświęcał na nią zbyt dużo czasu, ale żadnych problemów z nauką nie miał. Był dobry z przedmiotów ścisłych i uwielbiał angielski. Koledzy wspominają go, jako wisusa. Do życia podchodził… bardzo humorystycznie. Był wysportowany. Pasją była gitara i żagle, ale z przyjemnością uprawiał także inne dyscypliny sportowe. W szkole średniej grał w szkolnej drużynie piłki koszykowej.

„W sobotę był bal maturalny, całą noc, następnego dnia w Piszu mieliśmy mecz koszykówki. W czarnych garniturach tam pojechaliśmy, mocno zmęczeni, spaliśmy na boisku, na trawie. Drużyna przeciwników przyszła, obudziła nas, oczywiście dostaliśmy sromotne bańki. Młodsi o trzy lata, mniejsi od nas, ale dobrzy technicznie, ograli nas do zera”.

Ten bal maturalny, wyprawa do Pisza oraz słaba forma musiała być przez Krzysztofa i kolegów dobrze zapamiętana skoro przywołane zostało to w książce. Ta historia ma również swoją puentę. Krzysztof skomponował przezabawną piosenkę „Matura”, która do dnia dzisiejszego często towarzyszy zabawom studniówkowym i balom maturalnym.

Być może wspomnienie tego upojnego balu, słabej kondycji i sportowych „baniek” w Piszu były też w jakiejś części inspiracją do jej powstania? Może ktoś w Piszu pamięta tamten mecz?

Charakterny, koleżeński i uczynny

W latach 60/70 Klenczon należał do najbardziej popularnych polskich piosenkarzy. Publiczność darzyła go niesamowitą sympatią. Zarówno na estradzie, jak i w życiu prywatnym był taki sam. Charakterny, koleżeński i uczynny. Niczego nie udawał i za to wszyscy go kochali.

Wspomina siostra Hanna: „Był rodzinny, bardzo rodzinny. Zawsze! I wtedy, gdy dosięgła nas bieda, gdy ojciec się ukrywał, a mama miała kłopoty z pracą, Krzysztof musiał się opiekować mamą i mną. I później, kiedy był znany, może nawet i sławny, to nigdy o nas nie zapominał. Na każde Święta Bożego Narodzenia przyjeżdżał do Szczytna albo my jeździliśmy do niego, do Oliwy. Święta były zawsze bardzo rodzinne i zawsze mama była bardzo ważna”.

Krzysztof był artystą niepokornym, nie był ulubieńcem peerelowskiej władzy i nie dał się wtłoczyć w obowiązujące wtedy schematy. Na początku lat siedemdziesiątych, będąc u szczytu popularności, podjął decyzję o wyjeździe do USA. Pełen wątpliwości i rozterek, ostatni dzień przed wyjazdem spędził na rozmowach z ojcem. Ameryka nie przyniosła mu szczęścia, chciał wrócić do Polski. Nie zdążył, zmarł 7 kwietnia 1981 r. w Chicago, w wyniku odniesionych w wypadku samochodowym obrażeń. Siostra urnę z prochami Krzysztofa przywiozła do Szczytna. Tam jest pochowany razem z mamą. Ojciec zmarł w 1975 roku i również pochowany jest w tym mieście.

Przedstawione wątki w historii życia rodziny Klenczonów są mikroskopijnymi okruchami. Wkomponowane w całość dają nam pełen obraz nie tylko tych postaci, ale również wzbogacają wiedzę o Krzysztofie Klenczonie w naszym lokalnym wymiarze. Okruchy niewielkie, ale jednak nasze, piskie.

Z początkiem maja minęła też kolejna rocznica zakończenia II wojny światowej, wspomnijmy więc partyzanta Czesława i jego niepokornego syna, który śpiewał, że „… tylko w polu biały krzyż nie pamięta już kto pod nim śpi…” i powiedzmy, że pamiętamy.
Andrzej Knyżewski








2001-2022 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, GRUPA WM Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 5