Czym smakują sportowe święta? Agnieszka, Piotr i Arkadiusz (cz. VIII)

2020-12-30 12:00:00 (ost. akt: 2020-12-30 08:56:41)

Autor zdjęcia: archiwum prywatne

SPORT || Na co dzień piszemy o ich dokonaniach sportowych. O kolejnych pokonywanych przez nich granicach i systematycznym rozwoju. Nie tylko o sukcesach w ich karierach, ale i czasem - naturalnie - o ich potknięciach. Tym razem jednak postanowiliśmy naszych sportowców ukazać Wam, Czytelnikom, z zupełnie innej strony. Tej świątecznej. Jeszcze bardziej "ludzkiej", choć związanej z Bożym Narodzeniem.
Jakie jest ich najdawniejsze wspomnienie związane ze świętami? Co zazwyczaj spada na ich barki przy rodzinnym podziale świątecznych obowiązków? Bez którego z dań nie wyobrażają sobie wigilijnej wieczerzy i ile są w stanie "wciągnąć" pierogów? Wreszcie - jak ich relacje ze św. Mikołajem i... kto w tym roku obawia się znalezienia rózgi pod choinką? Odpowiedzi na te i wiele innych pytań znajdziecie poniżej.

Agnieszka Trzcińska (medalistka mistrzostw Polski w badmintonie)

Podczas przygotowań świątecznych najczęściej biorę się za "ogarnianie" domu, robienie prezentów, pieczenie ciast i szykowanie sałatek. To czas, w którym dowodzenie nad "garami" przejmuje mój mąż. Jest bardzo dobrym kucharzem, uwielbia gotować. Starannie wybiera składniki podczas zakupów świątecznych.

Coś mu czasem pomogę, ale tak naprawdę mogę mu jedynie w tym czasie jedynie trochę "poprzeszkadzać" (śmiech).

Nie wyobrażam sobie Wigilii bez czerwonego barszczu z uszkami i... pierogów. Mogę je jeść, i jeść, i jeść... Kalorii nie liczę. Święta to dla mnie czas, kiedy mogę sobie w tym temacie "pofolgować". Odpoczywam także od sportu. Regeneruję się, by po świętach wrócić do ostrego trenowania i gubienia kalorii.

W tym roku dzieci zdecydowanie "przyśpieszyły" pojawienie się magii świąt. Pierwszy krok wykonała w tym temacie córka, która już dawno udekorowała swój pokój. Wisienką na torcie w naszym domu była choinka, która pojawiła się w ostatnich dniach przed Wigilią.

Mam cichą nadzieję, że zasłużyłam w tym roku na prezent. Nie mam niczego wymarzonego. Należę do ludzi, którzy... potrafią ucieszyć się praktycznie ze wszystkiego. Najlepszym prezentem będzie czas wspólnie spędzony z rodziną. Bo święta bez rodziny to... nie święta.

Piotr Zembrzuski (sędzia i trener karate).

Najdawniejsze z moich świątecznych wspomnień jest dość "smutne". Miałem 5-6 lat. Czekałem i czekałem na św. Mikołaja, by go zobaczyć. "Posterunek" opuściłem tylko na chwilę, by się wykąpać. I właśnie wtedy, gdy byłem w wannie, usłyszałem jego niski głos, który mi oznajmił, że "zostawia prezenty i leci dalej, nie może zostać dłużej, bo śpieszy się do innych dzieci". Dałem się wykiwać (śmiech).

Do moich obowiązków świątecznych należy m.in. kwestia choinki, jej osadzenie itd. Gdy dzieci były małe, to również ją ubierałem. Poza tym staram się pomagać najbardziej jak mogę: sprzątam ze stołu, wstawiam naczynia do zmywarki etc. Bo kuchnię świąteczną w całości zostawiam żonie. Gotuje doskonale i wraz z teściową tworzą takie specjały, że palce lizać.Jest wiele potraw, które po prostu muszą znaleźć się na naszym stole.

Szczególnie wyczekuję jednak kapusty wigilijnej oraz kompotu z suszu śliwowego. Te przysmaki to akurat dzieło teścia, który również potrafi świetnie gotować.
Podczas świąt udzielam sobie zawsze "dyspensy" i nie liczę kalorii. Próbuję każdej z potraw, a że wszystkie smakują wyśmienicie, cóż... Później muszę to wszystko spalić na macie.

Tempo życia jest coraz szybsze, więc coraz trudniej i o typową magię świąt. Ostatnie dni przed Wigilią to istna gonitwa. Gdy jednak zapalą się wreszcie lampki na choince, to w całym domu czuć, że święta tuż-tuż. Zwykle następuje to na 2-3 dni przed Wigilią, choć w tym roku udało się zdążyć z tym trochę wcześniej.

Obecne wirusowe realia nie wpłyną aż tak znacznie na nasze święta, choć różnicę będzie widać. Nasz dom był zawsze pełen gości. A ponieważ jest duży, to zjeżdżała się tradycyjnie cała rodzina. W tym roku, niestety, będzie musiało być inaczej.

Jeśli pod choinką znajdę jakiś prezent, to będę bardzo szczęśliwy. Nie to jest jednak dla mnie najważniejsze. Zresztą — kilka lat temu otrzymałem już od żony wymarzony prezent. Motocykl. Nie był to prezent świąteczny, co jest dowodem na to, że warto robić sobie miłe niespodzianki przez cały rok.

W święta aktywności w naszej rodzinie nie zabraknie. Najprawdopodobniej wszyscy udamy się nad jezioro. Od kilkunastu lat morsuję. Ostatnio nawet moje dzieci weszły do lodowatej wody. Liczę więc, że i tym razem nie zostawią mnie samego (śmiech).

Arkadiusz Leska (dyrektor MOS, sędzia koszykarski)

Najodleglejsze z moich wspomnień sięgają lat 70'. Pamiętam, że wtedy zima była prawdziwą zimą. Zaspy śnieżne, lód na jeziorze. Święta te pachniały igliwiem oraz świątecznymi wypiekami mojej babci. Swoją magię miała też tradycyjna kuchnia węglowa i pichcone nań dania.

Podczas przygotowań każdy z domowników ma swój wkład. Moim głównym zadaniem jest zdobycie choinki, którą później wspólnie ubieramy. Odpowiadam też za zakupy. Jedyną z potraw, którą przygotowuję, jest tradycyjna sałatka warzywna. Od zeszłego roku smakuje wyjątkowo, bo jest krojona już wraz z moim synem, Szymonem. O pozostałe potrawy, jak i wszelkie inne wypieki, dba moja żona Aneta. I robi to świetnie!

Nie wyobrażam sobie, by na stole zabrakło choćby jednego z tradycyjnych dań. Zwłaszcza nie można zapomnieć o uszkach (potrafię "wciągnąć" ich naprawdę dużo) i barszczu, pierogach z kapustą i grzybami, karpiu w galarecie czy makowcu. To nieodłączny element naszych świąt.

Magia świąteczna pojawia się w naszym domu wraz z choinką, najczęściej na tydzień przed Wigilią. Nie pozwalam również, by nie trafiła ona do moich współpracowników. W miejscu pracy również ubieramy wspólnie choinkę, organizujemy i spotkanie wigilijne. Właściwa atmosfera w pracy ma ogromny wpływ na jakość realizowanych obowiązków.

Jak i cały rok, tak i święta będą tym razem u nas inne przez "koronę". Zmianie ulegnie na pewno liczba osób przy stole, którą — w porównaniu do lat poprzednich — trzeba było niestety zawęzić. Trochę przykro, bo Boże Narodzenie — tuż obok Wielkanocy — to najważniejsze święto w naszym rodzinnym kalendarzu.

Miniony rok spędziłem uczciwie, zgodnie z założeniami i własnym sumieniem. Nie obawiam się więc rózgi od św. Mikołaja (śmiech). Dotychczas nigdy mnie nie zawiódł, więc może i w tym roku będzie hojny.

W naszej rodzinie prezenty otwieramy 24 grudnia z samego rana. To taka "tradycja Mazurów". Kiedyś nie rozumiałem dlaczego u nas robiło się to od razu, podczas gdy moi koledzy musieli z tym jeszcze czekać godzinami. Babcia wytłumaczyła mi to w prosty sposób. Gdy dzieci cieszą się z prezentów, to... nie przeszkadzają starszym w przygotowywaniu kolacji (śmiech).

Świąt na pewno nie spędzimy wyłącznie przy stole czy na kanapie przed telewizorem. W planach jest m.in. morsowanie oraz wypoczynek w saunie.

Kamil Kierzkowski

2001-2021 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, GRUPA WM Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 5