Całą noc szukali zaginionych dziewczynek

2024-06-24 15:34:45(ost. akt: 2024-06-25 09:04:04)
Zdjęcie jest ilustracją do tekstu

Zdjęcie jest ilustracją do tekstu

Ponad 200 osób szukało przez całą noc nastoletnich dziewczynek, które w Glaznotach w gminie Ostróda, niepostrzeżenie opuściły miejsce letniego wypoczynku i z którymi urwał się kontakt. Odnalazły się o świcie.
To była niespokojna noc w stadninie koni w Glaznotach. Spędzała tu czas 12-osobowa grupa nastolatków, wraz z opiekunkami. Dwie dziewczynki z niepełnosprawnością intelektualną ostatni raz były widziane około godz. 21, gdy po kolacji, już przebrane, miały położyć się spać. Jednak zmieniły plany i postanowiły inaczej. Gdy opiekunka zauważyła ich puste łózka w pokoju, natychmiast wszczęła alarm.

Reakcja na alarm „zaginęły dzieci” była natychmiastowa. Informacja rozeszła się lotem błyskawicy i postawiła na nogi służby ratunkowe i mieszkańców. Natychmiast zjawili się z latarkami gotowi do poszukiwań. Do akcji włączyli się strażacy z Glaznot, z Ochotniczych Straży Pożarnych w Marwałdzie, Pietrzwałdzie i Turznicy, Policja, Straż Leśna i mieszkańcy.

Na stronie Komendy Powiatowej Policji w Ostródzie pojawił się komunikat o zaginięciu. Jak informowano: „Dziewczynki ostatni raz widziane były około godziny 20:40 w dniu 23 czerwca 2024r. przez opiekunkę letniego wypoczynku mającego miejsce w stadninie koni w miejscowości Glaznoty, pow. ostródzki i od tamtej pory nie nawiązały kontaktu”.

Wszyscy przeczesywali pobliski las, okolice stadniny, różne zakamarki, zarośla i drogi. Wykorzystywano w poszukiwaniach prywatne i strażackie quady oraz dron z kamerą termowizyjną. Leśnicy i Straż Leśna przeczesywali lasy i zarośla w trudnym, pagórkowatym terenie Wzgórz Dylewskich, bo najlepiej znają okolice. Sprowadzony został nawet policyjny pies. Nie znaleziono jednak żadnych śladów. 12 i 15-latka jakby zapadły się pod ziemię.
Już o świcie, około godziny 4.50 obie nastolatki same wróciły do stadniny. Całe i zdrowe, może trochę zmarznięte.

— Okazało się, że noc spędziły niedaleko — mówi Monika Żurawska-Wiącek ze stadniny koni. — Najpierw się wieczorem obie ubrały i wyszły do zagrody z kucykami, a potem ruszyły do lasu, by się spotkać z jakimś wirtualnym bohaterem z filmu. Zadziałała wyobraźnia... W końcu zmęczone zasnęły za ułożonym niedaleko stajni i pobliskiej drogi stosem drewna. Gdy się obudziły, wróciły do stadniny. Cieszymy się, ale tej nocy na pewno długo nie zapomnimy.

Historia dobrze się skończyła. Jednak na uwagę zasługuje niesamowita wręcz mobilizacja zarówno służb ratunkowych, jak i mieszkańców.
— Wszystko potoczyło się błyskawicznie — dodaje pani Monika. — Każdy, kto mógł, chciał pomóc. Sołtys, sąsiedzi, ruszyli z własnym sprzętem, latarkami, prywatnymi samochodami i przeczesywali okolicę. Nie mówiąc już o strażakach, czy policjantach i leśnikach. To była noc pełna niepewności i niepokoju, ale wsparcie w poszukiwaniach mieliśmy niesamowite. Wszystkim, którzy nam pomagali, jesteśmy bardzo wdzięczni. Dziękujemy! Na szczęście, dziewczynki odnalazły się całe i zdrowe.

To jednak nie zakończyło sprawy. W poniedziałek od rana w stadninie pojawiły się innego rodzaju służby, od sanepidu, po kuratorium oświaty, by sprawdzić, czy dzieci miały właściwą opiekę.
— Nie stwierdzono żadnych uchybień — dodaje Monika Żurawska-Wiącek. — Wszystko odbywało się zgodnie z przepisami, grupa była pod opieką swoich pań. Ten przypadek jednak pokazuje, jak bardzo trzeba zwracać uwagę na dzieci, bo nigdy nie wiadomo, co im może przyjść do głowy. My mamy za sobą nieprzespaną noc pełną nerwów, ale ze szczęśliwym zakończeniem.

Z informacji przekazanych przez rodziców wynika, że jedna z dziewczynek ma już na koncie kilka takich wypraw. Wymaga więc szczególnej uwagi. Jedna wróciła z rodzicami do domu, druga kontynuuje wypoczynek w stadninie. Oby już bez takich pomysłów.



Źródło: Gazeta Olsztyńska

2001-2024 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, Galindia Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 5