[ROZMOWA] Czy jakikolwiek rodzic spytał swoje dziecko, czym jest dla niego czerwony pasek?

2021-06-20 20:12:00 (ost. akt: 2021-06-20 23:08:25)

Autor zdjęcia: Grzegorz Wadowski

Dlaczego czwórka a nie piątka? Z takimi ocenami będziesz kopać rowy! Jak prawidłowo reagować na oceny swojego dziecka i czego dziecku nie mówić? Zapytaliśmy o to dr.n.med. Kamilę Regin, psychologa, asystentkę Katedry Rehabilitacji i Ortopedii na Wydziale Lekarskim Collegium Medicum UWM w Olsztynie.
Dokładnie za tydzień dzieci i młodzież otrzymają świadectwa szkolne. Jak prawidłowo zareagować na to, co zobaczymy na świadectwie?
— Otrzymywanie ocen i świadomość nabywania wiedzy to dwa różne obszary. Jeżeli rodzice nie nauczyli dziecka pasji do zdobywania wiedzy, miłości do tego, żeby surfowało w świecie nowych wyzwań, otwartości na to, co je spotyka pod kątem nauki, wtedy dzieci będą miały spaczony wizerunek zdobywania ocen. Dla nich ocena będzie wymiarem ich poczucia własnej wartości. I to jest jeden z bardzo trudnych obszarów do przepracowania z dzieckiem, żeby ono zmieniło swój punkt widzenia na szkołę oraz na naukę. Rodzice bardzo często używają krytyki wobec dzieci, nie skupiając się na tym, z czym one sobie nie radzą. Rodzic,zamiast krytykować, powinien skonfrontować się z brakami oraz z mocnymi stronami dziecka. Bardzo często metodą, która niszczy emocjonalnie dzieci, jest porównywanie. Nikt z nas dorosłych nie lubi być porównywany, a co dopiero młody człowiek, którego tożsamość dopiero się tworzy.
Czym grozi porównywanie naszego dziecka z innymi?
— Przede wszystkim podcina skrzydła i nie daje motywacji do tego, żeby wybijać się jako osoba indywidualna. I daje poczucie gorszości. Zamiast porównywania, proponowałbym zaznaczenie indywidualności i niepowtarzalności dziecka. Zamiast okazywania niezadowolenia, że dziecko jest niewystarczające, ma za niską średnią albo nie dostało czerwonego paska proponowałabym zastanowienie się, ile daliśmy dziecku miłości, troski i szacunku, jako rodzice. A także refleksję: ile czasu poświęciłem, żeby dziecko mogło adekwatnie do swoich potrzeb rozwojowych się rozwijać?

Kamila Regin:
Fot. Arch. prywatne
Kamila Regin:

Ten rok był szczególny, bo przez wiele miesięcy dzieci uczyły się zdalnie...
— Tym bardziej mamy bardzo trudny czas. W czasie nauczania zdalnego dzieci były wyrwane ze swojego środowiska rówieśniczego i przeniesione do świata wirtualnego. Rodzice powinni być wyrozumiali wobec tego, co się u nich wydarzyło i jak sobie poradzili w tym innym, obciążającym czasie. Kolejnymi błędami, jakie popełniają rodzice jest to, że porównują do swoich czasów. Posługują się sloganem " a za moich czasów...". , " jak byłem w twoim wieku". Trzeba zdać sobie sprawę, że nie ma już tych czasów. Jest przepaść pomiędzy obecną rzeczywistością, a tym, co było 20 lat temu. Porównywanie swojego rozumienia rzeczywistości w tamtym etapie tylko będzie krzywdziło dziecko i nie da możliwości zaspokojenia jego potrzeb i rozwoju. Za to sprawi, że będziemy nakładać swój punkt widzenia na dziecko. Jeśli rodzice powołują się na takie przesłanki u siebie, to powinni bardzo mocno zweryfikować swoje postrzeganie rzeczywistości. Często rodzice skupiają się tylko na obszarze nauki, nie widząc, że to jest tylko jeden z elementów, który buduje człowieka. Kolejne obszary, są zupełnie pomijane.
Jakie na przykład?
— Na przykład takie, czy dziecko potrafi się odnaleźć w grupie rówieśniczej, czy ma rozbudowaną inteligencję emocjonalną, czy ma pasje i zainteresowania, czy jest dobrym człowiekiem. I czy jest empatyczne w stosunku do otoczenia. Rozszerzanie perspektywy ze strony rodzica na całokształt życia dziecka to jedyna możliwość, żeby ono ze świadectwem, które przyniesie, czuło się wolne, kochane i zrozumiane. Jeśli to świadectwo jest niezbyt dobre, w przyszłym roku, z pomocą rodzica może być o wiele lepsze. Dziecko może być orłem w klasie i osiągnąć, to co chce, jeśli tylko poczuje, że bliskie osoby wierzą w jego możliwości i wpierają potencjał.
Od kilku lat w mediach społecznościowych można zaobserwować taki trend: rodzice umieszczają świadectwa szkolne swoich dzieci. Oczywiście te z czerwonymi paskami.... Jak pani ocenia to zjawisko?
— Umieszczanie świadectwa szkolnego to przede wszystkim pokazanie siebie, jako rodzica. Tutaj dziecko nie stanowi żadnego odzwierciedlenia własnej wartości. Pokazujemy " jakim jestem super rodzicem, że moje dziecko ma czerwony pasek". Ważne jest, żeby zapytać dziecko, co dla niego znaczy ten czerwony pasek. Czy w ogóle jakikolwiek rodzic zadał to pytanie swojemu dziecku? Co dziecku dało to , że ma czerwony pasek, z czego jest dumne, co ten czerwony pasek mu przynosi? Manifestacja średniej dziecka to konsumpcyjny wizerunek naszej rzeczywistości w wyścigu szczurów, który do niczego nie doprowadza. Takie reakcje rodziców będą napędzały mechanizmy oparte na agresji, przemocy i rywalizacji w grupie rówieśniczej. Dziecko wróci we wrześniu do szkoły i będzie miało w swojej podświadomości zakodowane, że ma mieć czerwony pasek, bo wtedy tata z mamą na Facebooku będą z niego dumni dumni. Czyli znowu to samo: rodzice nie pokazują wizerunku poczucia wartości dziecka, jego indywidualności, tylko jego wartość określona jest czymś. Korzystniej jest widzieć dziecko takim, jakim jest i cieszyć się każdym najmniejszym obszarem rzeczywistości dziecka, podążać w rozwoju dziecka wraz z nim. Warto dzielić się z dzieckiem stwierdzeniem, kim ono dla nas jest, szanować, troszczyć się i kochać je bezwarunkową miłością.

Aleksandra Tchórzewska
a.tchorzewska@gazetaolsztynska.pl


Od autorki


Pamiętam granatową plisowaną spódniczkę, w której byłam na zakończeniu pierwszej klasy szkoły podstawowej. I to, jak mrużyłam mocno oczy, bo świeciło słońce, a uroczystość odbywała się na świeżym powietrzu. Pamiętam zapach denaturatu, którym czyściliśmy ławki przed wakacjami. Zegarek z pajączkiem na białym skórzanym pasku, który niechcący zerwała koleżanka ( pozdrawiam Aniu S.!) biegnąc po korytarzu szkolnym. Pamiętam niektóre rozmowy podczas przerw, wygłupy na materacach i to, że wywróciłam się na Dzień Sportu skacząc jak kangur w worku. Smak gumy Donald, zapach kolorowych karteczek, którymi wymienialiśmy się na przerwach. Pamiętam swoją pierwszą dziecięcą miłość. I czerwone paznokcie swojej wychowawczyni, które skrzypiały po kredowej tablicy. Z lat licealnych mam w głowie czarne, ciężkie glany, które nosiłam przez cały rok. Szalonego nauczyciela z geografii i jego żarty. Pierwsze wyjście na piwo. Starego walkmana, w którym grała Nirvana. Mnóstwo śmiesznych, ale też krępujących sytuacji. Przyjaźnie, relacje, fajnych chłopaków. To, że nigdy bardziej nie zmarzłam niż wtedy, kiedy wracałam ze studniówki.
Nie mam zielonego pojęcia, co dostałam na przykład z fizyki we wrześniu 2001 roku. Co miałam w dzienniku na semestr po pierwszej klasie w liceum z geografii? Nie mam pojęcia. Nie pamiętam ani jednej swojej oceny. Ale kiedy myślę o przedmiotach szkolnych, wyostrzają mi się wszystkie zmysły. Czuję zapach sali, widzę przed oczami wygłupy klasowe, słyszę śmiech nas młodych, beztroskich, łapczywych na życie.
Nie znam swoich świadectw szkolnych, pewnie leżą gdzieś zakurzone u moich rodziców. A ja mam się całkiem dobrze.

Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Komentarze dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników. Zaloguj się.

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Ewa Nowak #3069208 21 cze 2021 06:59

    Nigdy nie usłyszałam takiego pytania od swoich rodziców, a także nie męczyłam nim swoich dzieci. W pewnym momencie już same wiedziały,że same wykuwaja swój los. Kończyli szkoły w czasach strasznego bezrobocia i fali emigracji młodych ludzi. Teksty w stylu "czemu 4 a nie 5" były nie na miejscu i wręcz głupie. Owszem znam piątkowych uczniów, zero logicznego myślenia tylko to co wyryte.

    odpowiedz na ten komentarz

2001-2022 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, GRUPA WM Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 5