Olsztyn cały w znakach. Gdzie tu sens?

2021-06-11 09:34:07 (ost. akt: 2021-06-16 15:51:38)
Im więcej znaków drogowych w mieście, tym trudniej się na nich skupić.

Im więcej znaków drogowych w mieście, tym trudniej się na nich skupić.

Autor zdjęcia: Zbigniew Woźniak

Od dłuższego czasu Olsztyn porasta las... znaków. Są absolutnie wszędzie. Tylko że zamiast pomagać szkodzą, bo kierowcy nie są w stanie wszystkich odczytać. Jaki jest więc sens szpikowania miasta tyloma znakami?
Co nas denerwuje w Olsztynie? Każdy na pewno ma swoją listę. Pana Roberta denerwują natomiast liczne znaki.

— Jeżdżąc po Olsztynie, nie sposób zauważyć lasu znaków drogowych przy ulicach. Niestety tendencja ta w ostatnich latach zamiast maleć, nasila się. W wielu miejscach znaki, szczególnie ostrzegawcze, ustawia się na wszelki wypadek, co niestety tylko potęguje absurd tej całej sytuacji — zauważa pan Robert z Olsztyna. — Przy niektórych skrzyżowaniach można wręcz dostać oczopląsu. Niektóre znaki zasłaniają inne. Niestety widać, że służby odpowiedzialne za tę kwestię nie biorą dobrego przykładu z innych miast polskich. Na przykład w Gdańsku w ostatnich latach usunięto ponad połowę wszystkich znaków — dokładnie ponad 11 tysięcy z 20 tysięcy znaków, które były. Pytając nasze służby o tę kwestię, odpowiedź zawsze będzie taka sama. Albo że jest to według prawa, albo ze względu na bezpieczeństwo. Tyle że oba te argumenty nijak się mają do rzeczywistości. Zawsze można przed czymś ostrzegać i to na jednej ulicy, tyle że u nas nadmiar znaków powoduje, że stają się one nieczytelne. Według prawa można, ale nie trzeba stawiać znaku „uwaga, próg zwalniający”, jeśli jest on poprzedzony znakiem droga osiedlowa. Przecież jadąc przepisowo 20 km/h zauważymy próg zwalniający itd. Przykłady można mnożyć.

A gdzie mamy największe zagęszczenie znaków?


— Największym absurdem w Olsztynie jest nowe połączenie ulicy Płoskiego z obwodnicą. Na 1,7 km ustawionych jest łącznie... prawie 100 znaków! Czy ktoś potrafi mi wytłumaczyć, po co na tak krótkim odcinku co chwila znak ostrzegawczy „uwaga rondo”, skoro za chwilę jest znak koniec drogi z pierwszeństwem i znak rondo lub znaki ograniczenia 80 i 20 metrów dalej 60? Na tym odcinku są 4 skrzyżowania. Między nimi jest odległość 400 metrów. Po co co chwila ostrzegać kierowców lub wstawiać ograniczenia skoro nawet nie zdążą się rozpędzić? — pyta pan Robert. — Na ulicy Bałtyckiej przy stacji benzynowej umieszczono 7 znaków tylko po jednej stronie. Kto zdąży przeczytać 7 znaków, skoro nawet jeden przysłania drugi? A na skrzyżowaniu al. Roberta Schumana i ul. Bałtyckiej jest przy ścieżce rowerowej 9 znaków w tym 4 na 2 metrach kwadratowych.

Olsztyn wita znakami już na „dzień dobry”


— Wjeżdżając do Olsztyna na al. Warszawska spotkamy las znaków gdzie jeden zasłania drugi. Po co znak „uwaga sygnalizacja świetlna”, jeśli wcześniej poprzedza go znak, że wjeżdżamy do miasta? Kto jadąc przepisowo 50 km/h po mieście, nie zauważy trzech sygnalizatorów świetlnych i czerwonego światła? — dopytuje pan Robert. — Na tej samej ulicy znajduje się kilka znaków oznaczających zakaz wyprzedzania. Po każdym skrzyżowaniu jest on powtórzony. Absurdem jest jednak to, że wyjeżdżając z ulicy Słonecznej trafiamy na tenże znak, który po 100 metrach się kończy. Pytam się, który kierowca włączający się do ruchu z ulicy Słonecznej zdąży na 100 metrach wyprzedzić inny pojazd?

Olsztyn to miasto ogród, więc należy tu uważać na zwierzęta


— Kolejnym absurdem jest umieszczenie niedawno znaków „uwaga zwierzęta leśne” na Jarotach na ul. Wilczyńskiego i przy, uwaga, Galerii Warmińskiej. Rozumiem że kilka drzewek i krzaków, które są przy wspomnianych ulicach może spowodować, że na jezdnie wpadną zwierzęta leśne. Idąc tym tropem można by umieścić na każdej ulicy w Olsztynie ten znak lub po prostu jeden znak przy wjeździe do miasta. Zresztą na wspomnianej wcześniej alei Warszawskiej taki znak jest i tuż przy wjeździe do miasta stoi odwołanie tego znaku. Tak jakby z pobliskich łąk nie mogła już wyskoczyć żadna zwierzyna, ale koło Galerii Warmińskiej na pewno taka będzie — podkreśla pan Robert. — Na nowej ulicy Bukowskiego na krótkim odcinku jest ok. 40 znaków. Po co projektant zrobił dwa przejścia dla pieszych w odstępie 20 metrów z ul. Antonowicza, a następnie za chwilę znowu dwa przejścia obok siebie z ul. Stanisława Lewandowskiego, która jest ślepą ulicą? Przy każdym z tych przejść jest las znaków. Dodam, że są to przejścia między osiedlem domków jednorodzinnych, a liczbą osób, które korzystają z 4 przejść dla pieszych w tym miejscu to średnio… 2 osoby na godzinę.

Na celowniku znalazła się też perełka — plaża miejska w Olsztynie


— Piękna ulica Kapitańska, ścieżki rowerowe i ponad 20 znaków na jednej ulicy, w tym przy ulicy prowadzącej do hotelu Omega 8 znaków. Zwykła ślepa ulica i 8 znaków! — dziwi się pan Robert. — Czy nie można na ulicy Kapitańskiej wstawić znaku „uwaga progi zwalniające na odcinku iluś tam metrów” zamiast kilku znaków co chwila próg zwalniający. Przecież plaża miejska to chluba naszego miasta.

Im więcej znaków drogowych w mieście, tym trudniej się na nich skupić.

Takie przykłady można mnożyć


— Jeśli nasze władze dążą do tego, żeby nasze miasto wyglądało jak miasta Europy Zachodniej, to niech wybiorą się do pierwszej miejscowości w Niemczech i niech zrozumieją, że natłok znaków prowadzi do dezinformacji i w konsekwencji zmniejszenia bezpieczeństwa na drogach, o wątpliwej estetyce nie wspominając. Na nowych ulicach w Olsztynie stoją znaki 5 cm przed latarnią, na Zachodzie wiesza się je na latarniach, bo las słupków nie wygląda zachęcająco — zauważa pan Robert. — Kilka lat temu robione były badania, w których stwierdzono, że mamy w Polsce najwięcej znaków w Europie przypadających na 1 kilometr drogi. Władze Gdańska już dawno zauważyły ten problem. Olsztyn jak zwykle musi być daleko w tyle.

No właśnie. Dlaczego jesteśmy w tyle za innymi miastami?

— Oznakowanie umieszczane w pasie drogowym wynika z przepisów rozporządzenia o znakach i sygnałach drogowych oraz urządzeń bezpieczeństwa ruchu drogowego i warunków ich umieszczania na drogach — tłumaczy Michał Koronowiski, rzecznik ZDZiT w Olsztynie. — Zarząd Dróg, Zieleni i Transportu w Olsztynie także wychodzi z założenia, że ilość znaków powinna być ograniczana, a mam tu na myśli przede wszystkim znaki informacyjne. W obecnych czasach, kiedy większość z nas ma dostęp do internetu z poziomu telefonu komórkowego, szczegóły dotyczące przykładowo lokalizacji restauracji, hoteli, stacji benzynowych czy punktów informacji pasażerskiej czerpiemy przede wszystkim „z sieci”. Dlatego też takie znaki są one sukcesywnie usuwane. Przykładem, gdzie oznakowanie jest ograniczane są również Strefy Tempo 30, gdzie chociażby na skrzyżowaniach równoległych nie ma już potrzeby stosowania dodatkowego oznakowania. Takie działania dotyczą jednak przede wszystkim osiedli i ze względów bezpieczeństwa uczestników ruchu nie mogłyby zostać podejmowane w Olsztynie na drogach krajowych, wojewódzkich czy powiatowych. Dotyczy to także głównych arterii miasta jak np. al. Sikorskiego czy ul. Bałtycka.

I dodaje: — O ile w przypadku znaków informacyjnych występują przesłanki za ograniczeniem ich ilości, to trudno się zgodzić z argumentami opowiadającymi się za usuwaniem innych znaków, w tym ostrzegawczych. To dzięki nim uczestnicy ruchu są ostrzegani o miejscach niebezpiecznych, trwających prasach drogowych, przejściach dla pieszych, dzieciach czy chociażby o wspomnianych progach zwalniających, które w wielu przypadkach montowane są na prośbę mieszkańców. Nie mogę się także zgodzić z opinią o zbędnym oznakowaniu al. Warszawskiej wzdłuż campusu uniwersyteckiego. Wszyscy mamy w pamięci tragiczny wypadek, który wydarzył się tam kilka lat temu. Dlatego jeśli działania podjęte od tamtej pory przynoszą skutek, a dowodem tego jest brak podobnych zdarzeń, to należy je kontynuować.

ar

Komentarze (2) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Komentarze dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników. Zaloguj się.

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. ols #3068511 11 cze 2021 18:26

    Pozdrawiam Pana Rzecznika. Jak zwykle w Olsztynie nie da się. Jeszcze żadnego problemu związanego z BRD nie rozwiązano tylko za pomocą znaku. Tymczasem znaki montuje się na chodnikach, ciągach pieszo-rowerowych w taki sposób, że utrudniają jazdę lub chodzenie.

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) odpowiedz na ten komentarz

  2. Ols #3068414 11 cze 2021 13:38

    "Jeżdżąc po Olsztynie, nie sposób zauważyć lasu znaków drogowych przy ulicach.". To w końcu jest ich dużo czy jednak nie da się ich zobaczyć?

    Ocena komentarza: warty uwagi (4) odpowiedz na ten komentarz

2001-2021 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, GRUPA WM Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 5