Internauci: Co znaczy bikini u dziecka? Nic, po prostu nic

2021-07-28 21:05:00 (ost. akt: 2021-07-29 09:01:43)
Czy popełniamy błąd ubierając dziecko w bikini?

Czy popełniamy błąd ubierając dziecko w bikini?

Autor zdjęcia: źródło: Pixabay

Dziewczynka w stroju kąpielowym, nawet w najbardziej fikuśnym i skąpym, to dziewczynka w stroju kąpielowym. Nie mogę zrozumieć, że można widzieć inaczej. Ale znów w przestrzeni internetowej zawrzało. Co na to psycholog dziecięcy?
"Wycięte jak najwyżej, z falbankami wokół małych bioderek, ze sznureczkami kołyszącymi się nad pośladkami. Gdy odwiedzam sklepy z odzieżą dla dzieci i widzę na plaży małe dziewczynki z bikini, dostaję gęsiej skórki" — pisze Aneta Zabłocka, dziennikarka portalu Mamadu. I dalej:"Nie chcę grzmieć o seksualizacji dzieci, ale to właśnie jest seksualizacja dzieci. Można się bronić, że maluchy nie rozumieją, że ich strój wzbudza "takie reakcje".

Czytam raz, drugi, trzeci i pragnę zrozumieć. Jakie reakcje? Wydaje mi się, że dla zdrowego człowieka kilkuletnia dziewczynka w bikini, to kilkuletnia dziewczynka w bikini. Nie ma innej interpretacji.

Jak moja córka miała sześć lat, dostała od babci piękny, dwuczęściowy strój kąpielowy z falbanką. Strój był kupiony w jednym z dyskontów handlowych, nie w sklepie z ekskluzywną odzieżą. Kiedy zakładałam jej górną część stroju, nie myślałam, że robię z niej kobietę, tylko, że zakładam jej górę od kostiumu. Bo po prostu jest. Bo składa się z dwóch części. Bo słońce praży. I tyle. Ale w tym czasie w sieci za sprawą psycholog dziecięcej Doroty Zawadzkiej znanej jako Superniania w sieci zawrzało. Pytała na forum: „po co trzylatce staniczek”? Rozpętała się wtedy dyskusja o zasadności kupowania dwuczęściowych strojów kąpielowych małym dziewczynkom.

Pytanie podzieliło opinię publiczną. Matki, bo one najczęściej brały udział w dyskusji, często podawały argumenty merytoryczne typu: staniczek jest po to, aby dziewczynkom chronić sutki przed słońcem, bo to sfera intymna, bo takie stroje od lat po prostu się produkuje. Inne przytakiwały Supernianii i zapewniały, że inwestują w stroje jednoczęściowe. Jeszcze inne, że wszystko jest lepsze, nawet fikuśny staniczek, od nagiego dziecka bawiącego się na plaży.
Przypomnijmy, że kilka lat temu w Wielkiej Brytanii, popularna sieciówka Primark, po protestach rodziców i pedagogów, wycofała ze sklepów kostiumy kąpielowe dla dziewczynek, które miały wszyte wkładki powiększające biust. Podobne produkty wycofywała ze swoich sklepów popularna brytyjska marka Marks&Spencer.

Pytam redakcyjną koleżankę Darię, co o tym sądzi. Jest mamą 6- letniego chłopca. Może ma inne spojrzenie?

— Gdybym miała córkę, to pewnie inwestowałabym w jednoczęściowe stroje, ale nie umiem tego uzasadnić niczym innym poza moim subiektywnym odczuciem, że tak jest lepiej. Natomiast nadal regularnie widuję na plażach gołe dzieci. I nie, nie mam obsesji, że na każdym kroku czyha pedofil. Mam obsesję, że to brak szacunku wobec dzieci. Tym bardziej że sami rodzice są w tym czasie w kostiumach, więc to nie jest kwestia tego, że "wpadli po drodze nad jezioro, ale byli nieprzygotowani".

Podejmuję dyskusję z internautami gazetaolsztynska.pl. Czy zgadzają się z opinią dziennikarki Mamadu?

Anna uważa, że problemem nie jest dziewczynka ubrana w bikini tylko dorosły, który patrzy na to dziecko i ma skojarzenia seksualne. — Kiedyś dzieci biegały nad wodą bez ubrania i było dobrze — kwituje.

Monika jest zdania, że jeśli taki widok na plaży czy w sklepie kojarzy się komuś z seksualnością to powinien w trybie natychmiastowym udać się do psychiatry. — Nikt zdrowy tego tak nie odbiera, ani dziewczynki w bikini ani gołej pupy dziecka na plaży. Idąc tym tokiem myślenia kobiety powinny chodzić tylko w burkach, żeby nie kusić biednych gwałcicieli,a dzieci kąpać się w ubraniach żeby żaden pedofil się nie napalił. Absurd — nie kryje oburzenia.

Internauta podpisujący się jako Mar, także nie przebiera w słowach: —Tylko chorym ludziom mogą na myśl przychodzić takie skojarzenia. Co znaczy bikini u dziecka? Nic po prostu nic — pisze.

Kolka:— Od zawsze dziewczynki chcą być małymi kobietami, już w wieku 3 lat podkradają mamie szpilki, szminki, a staniki nakładają na sukienki. Nikt normalny czy zdrowy nie powinien w tym widzieć nic seksualnego.
Inne wypowiedzi utrzymane są w podobnym tonie. Słyszymy, że dzieci to dzieci i dyskusja dotycząca ubioru na plaży jest zbędna.

Halina: —O czym tu dyskutować ? Komu przychodzą do głowy "kosmate" myśli , niech idzie do specjalisty..

Małgorzata wskazuje na odpowiedzialność rodziców:— Powiem tak, po to dziecko jest dzieckiem, a rodzi rodzicem aby to rodzic wyznaczał granice kierując się dobrem dziecka.

Anonimowy internauta uważa, że skąpe bikini u dziecka to seksualizacja poprzez ubiór. — Zaraz zaczniecie ubierać dzieci w podwiązki i stringi. To jak zaproszenie dla pedofila. To jak chodzić z plikiem kasy w ręku i być zdziwiony że wreszcie za którymś razem ktoś nas okradnie — bulwersuje się.

Pani Anna zgadza się z felietonem cytowanej dziennikarki: — Ja mam takie same odczucia. Dzieci to dzieci, nie powinny chodzić w miniaturkach ubrań dla dorosłych. Bikini z trójkącików, głębokie wycięcia na plecach, prześwity... Jeszcze przyjdzie czas na dorosłe ubrania — uważa. — Jest mnóstwo pięknych dwuczęściowych strojów dla dziewczynek i zawsze takich szukam córce. Kilkulatki w typowych bikini, które często z resztą podjeżdżają im po samą szyję, wyglądają dziwnie, wygodne to dla nich raczej też nie jest.

W podobnym tonie utrzymana jest utrzymana wypowiedź pani Tamary, mamy dwóch córek. —To, co teraz jest modne przeraża... Skąpe bluzeczki, spodenki pokazujące pośladki, bikini. Ja rozumiem, że moda się zmienia, ale to jest prowokowanie — uważa.— Kobieta ubiera się seksownie, żeby podobać się mężczyznom i wzbudzić zazdrość innych kobiet.... Tylko my jesteśmy dorosłe, możemy się obronić, np. słowem. Niestety rzeczy skąpe są już od rozmiaru na 6,7 lat. Czy nikt tego nie sprawdza... Potem wychodzą małe lolitki, a jak coś się stanie, to jest płacz.

Poprosiliśmy o komentarz Marcelinę Macyrę, psycholog dziecięcą z Olsztyna. Okazuje się, że nie mam racji.

— To jest seksualizacja dzieci — komentuje bikini u dziewczynek. — Jednym z kryteriów Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego jest to, że seksualizacja jest wtedy, gdy osoba jest dopasowywana do normy wg której atrakcyjność fizyczna oznacza bycie seksownym. A tego typu bikini, o którym mówimy, jest atrybutem dorosłego. Czy w ogóle jest taka potrzeba, żeby dzieci ubierać w bikini? Czy te frędzelki są rzeczywiście im potrzebne? Myślę, że nie. Pamiętajmy też o tym, że dziecko odkąd się rodzi, jest seksualne. Czym innym jest seksualność dziecka, a czym innym dorosłego.

Zdaniem psycholog dziewczynka w bikini sprawia, że zaciera się granica między byciem dzieckiem, a dorosłym.

Czy zakładając córce dwuczęściowy strój popełniam błąd?


— Czym innym jest topik i majteczki, a czym innym te wszystkie falbanki, sznureczki, cekiny, zbędne frędzelki — odpowiada psycholog. — Żyjemy w czasach, kiedy dziecko stanęło w centrum kultury, jest obiektem zainteresowania, również społecznego. Wynika z tego mnóstwo dobrych rzeczy, ale drugą konsekwencją jest zatarcie granicy, co jest dorosłe, a co dziecięce. Jest brak edukacji seksualnej. Nie wiemy co jest adekwatne, a co nie. Natomiast absolutnie nie można powiedzieć, że ktoś z tego powodu jest złym rodzicem.

Aleksandra Tchórzewska
a.tchorzewska@gazetaolsztynska.pl

2001-2021 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, GRUPA WM Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 5