Z ziemi polskiej do Włoch
2025-08-10 16:39:00(ost. akt: 2025-08-10 16:45:29)
Kościół w Italii może nas inspirować na płaszczyźnie ludzkiej, zwłaszcza relacji. Parafia jest wspólnotą, wielką rodziną, wychodzi na zewnątrz. Polacy z kolei wciąż mogą dzielić się pogłębioną duchowością, doświadczeniem modlitwy i liturgii, prymatem Boga w Kościele – mówi Ksiądz Szymon Krzysztof Wawrzyńczak, kapłan archidiecezji warmińskiej i duszpasterz w parafii Wniebowzięcia NMP w Mediolanie-Bruzzano.
– Księże Szymonie, zacznijmy od początku. Czym Ksiądz się obecnie zajmuje i co sprowadziło Księdza do przepięknego Mediolanu?
– Szczęść Boże! Wszystko zaczęło się tu, na Warmii. Od sześciu lat jestem kapłanem, lecz już od czterech lat mieszkam w archidiecezji mediolańskiej. Niektórzy księża po seminarium podejmują dalsze studia – mi zaproponowano studia klasyczne oraz teologiczne. Właśnie w Mediolanie. To nietypowy kierunek, ponieważ zwykle księża ze świata udają się do Rzymu, ale w moim wypadku stało się inaczej, z uwagi na specyficzne uwarunkowania, a ściślej na poziom kształcenia uczelni i możliwość podjęcia równoczesnej posługi w parafii. Studiuję więc dwa kierunki na dwóch różnych uczelniach i posługuję jako duszpasterz, obecnie w peryferyjnej parafii w Mediolanie-Bruzzano.
– Szczęść Boże! Wszystko zaczęło się tu, na Warmii. Od sześciu lat jestem kapłanem, lecz już od czterech lat mieszkam w archidiecezji mediolańskiej. Niektórzy księża po seminarium podejmują dalsze studia – mi zaproponowano studia klasyczne oraz teologiczne. Właśnie w Mediolanie. To nietypowy kierunek, ponieważ zwykle księża ze świata udają się do Rzymu, ale w moim wypadku stało się inaczej, z uwagi na specyficzne uwarunkowania, a ściślej na poziom kształcenia uczelni i możliwość podjęcia równoczesnej posługi w parafii. Studiuję więc dwa kierunki na dwóch różnych uczelniach i posługuję jako duszpasterz, obecnie w peryferyjnej parafii w Mediolanie-Bruzzano.
– Mediolan to miejsce wyjątkowe. Nie tylko stolica mody, ale też ważny ośrodek kościelny. Jak Ksiądz odbiera Włochy – ich kulturę, mentalność i codzienne życie w kontekście kapłańskiej posługi?
– Na wstępie zaznaczę, że Italię postrzegam przez pryzmat głównie Mediolanu, bo kraj ten jest zróżnicowany w zależności od regionu, a dotyczy to także duszpasterstwa. Mediolan to największa diecezja Europy, będąca świadectwem życia wielu świętych, a zwłaszcza Ambrożego. Tam wszystko jest „ambrozjańskie” i nawet porządek Mszy przedstawia niektóre różnice – celebruje się tu w rycie ambrozjańskim. Cieszę się, że właśnie tam mogę przeżywać czas studiów, choć wymaga to ode mnie więcej wysiłku. Żyję jak mediolańczycy, dzieląc z nimi rytm życia i pracy. Paul Ricoeur w jednym z esejów proponuje podział na „obywateli” i „obcych”. Do drugiej kategorii zalicza gościa, migranta i uchodźcę. Student pozostaje gościem, bo podziwia społeczeństwo, korzysta z jego benefitów, ale aktywnie go nie tworzy – jest figurą zewnętrzną. Migrant z kolei jest najbliższym z „obcych”, bo od „obywatela” odróżnia go jedynie brak wspólnej przeszłości i zakorzenienia, a w praktyce ma nie tylko korzystać, ale pracować i budować społeczeństwo. Dzięki byciu „od wewnątrz” mogę zauważać jak włoska kultura i mentalność są inne od polskiej, zwłaszcza w odniesieniu do relacji z kapłanami. W Polsce jesteśmy przyzwyczajeni, że między duchownymi a wiernymi ma być pewien dystans i wydaje mi się, że oczekują go obie strony. Cenimy ludzką twarz, ale chcemy, by duchowny był „duchowy”. Włosi z kolei, również obustronnie, preferują skracanie dystansu i chcą księży bliskich, obecnych wśród nich, otwartych i bezpośrednich. Zdarzyło się, że w czasie spowiedzi penitentka zdecydowała: „jesteś w wieku mojego wnuka, będę ci mówić na ty”. Nie zostało mi nic innego, jak to zaakceptować, choć preferuję formy grzecznościowe i podoba mi się, że w polskim języku każdy jest „panem”. Podczas gdy w Polsce postać księdza budzi skrajne emocje, Włosi zwykle odnoszą się do księży życzliwie, bo kojarzą ich głownie jako społeczników.
– Na wstępie zaznaczę, że Italię postrzegam przez pryzmat głównie Mediolanu, bo kraj ten jest zróżnicowany w zależności od regionu, a dotyczy to także duszpasterstwa. Mediolan to największa diecezja Europy, będąca świadectwem życia wielu świętych, a zwłaszcza Ambrożego. Tam wszystko jest „ambrozjańskie” i nawet porządek Mszy przedstawia niektóre różnice – celebruje się tu w rycie ambrozjańskim. Cieszę się, że właśnie tam mogę przeżywać czas studiów, choć wymaga to ode mnie więcej wysiłku. Żyję jak mediolańczycy, dzieląc z nimi rytm życia i pracy. Paul Ricoeur w jednym z esejów proponuje podział na „obywateli” i „obcych”. Do drugiej kategorii zalicza gościa, migranta i uchodźcę. Student pozostaje gościem, bo podziwia społeczeństwo, korzysta z jego benefitów, ale aktywnie go nie tworzy – jest figurą zewnętrzną. Migrant z kolei jest najbliższym z „obcych”, bo od „obywatela” odróżnia go jedynie brak wspólnej przeszłości i zakorzenienia, a w praktyce ma nie tylko korzystać, ale pracować i budować społeczeństwo. Dzięki byciu „od wewnątrz” mogę zauważać jak włoska kultura i mentalność są inne od polskiej, zwłaszcza w odniesieniu do relacji z kapłanami. W Polsce jesteśmy przyzwyczajeni, że między duchownymi a wiernymi ma być pewien dystans i wydaje mi się, że oczekują go obie strony. Cenimy ludzką twarz, ale chcemy, by duchowny był „duchowy”. Włosi z kolei, również obustronnie, preferują skracanie dystansu i chcą księży bliskich, obecnych wśród nich, otwartych i bezpośrednich. Zdarzyło się, że w czasie spowiedzi penitentka zdecydowała: „jesteś w wieku mojego wnuka, będę ci mówić na ty”. Nie zostało mi nic innego, jak to zaakceptować, choć preferuję formy grzecznościowe i podoba mi się, że w polskim języku każdy jest „panem”. Podczas gdy w Polsce postać księdza budzi skrajne emocje, Włosi zwykle odnoszą się do księży życzliwie, bo kojarzą ich głownie jako społeczników.
– Przejdźmy do samego Kościoła we Włoszech. Jak, z Księdza perspektywy, wygląda kondycja Kościoła włoskiego? Czy jest w dobrej formie duchowej i organizacyjnej, czy raczej zmaga się z poważnymi kryzysami?
– Kościół włoski nie jest monolitem, a sytuacja północnych i południowych diecezji jest zgoła inna. Jest to związane z zamożnością, demografią i zwyczajami. Na północy Włoch, a szczególnie w diecezji ambrozjańskiej, Kościół prężnie działa na polu społecznym i wychowawczym, bo w każdej parafii istnieją tzw. oratoria. Parafia jest nie tylko, jak w Polsce, religijnym centrum miasta czy dzielnicy, ale jest jego centrum w ogóle, miejscem spotkań i aktywności dzieci, młodzieży i dorosłych. Społeczeństwo włoskie jest szczególne ze względu na kulturę wolontariatu i formy zaangażowania świeckich w Kościół są wszelakie: od rozdawania darów w Caritas, poprzez cotygodniowe sprzątanie kościoła, na funkcjach liturgicznych kończąc. Parafie opierają się na świeckich, a ludzie uważają je za ważne miejsca, nawet jeśli mało je odwiedzają. Organizacyjnie więc Włosi sobie radzą, choć odczuwalne jest wymieranie starszych i odejście młodzieży od Kościoła. Od strony duchowej jest nieco gorzej, bo i profil duszpasterski jest inny. Włosi są skupieni na praktycznej formie przeżywania wiary, więc mniejszą wagę poświęca się liturgii czy np. grupom modlitewnym. Niewielki procent wiernych uczestniczy w niedzielnej liturgii, a temat spowiedzi wygląda jeszcze gorzej.
– Kościół włoski nie jest monolitem, a sytuacja północnych i południowych diecezji jest zgoła inna. Jest to związane z zamożnością, demografią i zwyczajami. Na północy Włoch, a szczególnie w diecezji ambrozjańskiej, Kościół prężnie działa na polu społecznym i wychowawczym, bo w każdej parafii istnieją tzw. oratoria. Parafia jest nie tylko, jak w Polsce, religijnym centrum miasta czy dzielnicy, ale jest jego centrum w ogóle, miejscem spotkań i aktywności dzieci, młodzieży i dorosłych. Społeczeństwo włoskie jest szczególne ze względu na kulturę wolontariatu i formy zaangażowania świeckich w Kościół są wszelakie: od rozdawania darów w Caritas, poprzez cotygodniowe sprzątanie kościoła, na funkcjach liturgicznych kończąc. Parafie opierają się na świeckich, a ludzie uważają je za ważne miejsca, nawet jeśli mało je odwiedzają. Organizacyjnie więc Włosi sobie radzą, choć odczuwalne jest wymieranie starszych i odejście młodzieży od Kościoła. Od strony duchowej jest nieco gorzej, bo i profil duszpasterski jest inny. Włosi są skupieni na praktycznej formie przeżywania wiary, więc mniejszą wagę poświęca się liturgii czy np. grupom modlitewnym. Niewielki procent wiernych uczestniczy w niedzielnej liturgii, a temat spowiedzi wygląda jeszcze gorzej.
– Kwestia powołań to temat, który i w Polsce budzi emocje. Jak wygląda sytuacja we Włoszech? Czy w seminariach i zakonach jest napływ nowych kandydatów, czy raczej spadek powołań jest równie wyraźny jak w innych krajach Europy Zachodniej?
– Spadek powołań kapłańskich i zakonnych jest wyraźny i odczuwalny, ale niestety odnosi się to do wszystkich powołań, także do małżeństwa. Coraz trudniej też w ogóle rozeznać życiowe powołanie, jest to problem powszechny. Wiele diecezji już nie posiada własnych seminariów i kształcenie odbywa się w większych ośrodkach. Mimo wszystko są kandydaci, choć niewielu. Łączenie parafii odbywa się od lat, ale szeroki zakres pracy Kościoła i profil parafii, która nie koncentruje się jedynie wokół nabożeństw sprawia, że świeccy przejmują część zwyczajowych zadań księży (np. wychowawcy w oratorium), a księża je jedynie koordynują, skupiając się na właściwych im zajęciach. Księża z zagranicy nie rozwiązują problemu, bo nie czują rytmu włoskiego duszpasterstwa. Wnoszą swoje doświadczenie Kościoła, tymczasem ludzie oczekują od nich, że po prostu wejdą w włoskie duszpasterstwo. Nawet tu adaptacja nie jest łatwa. A ja wiem, co mówię. Wychowałem się przy ołtarzu jako ministrant i nie byłbym w stanie prowadzić takiej struktury, jaką jest oratorium, bo nie przeżyłem bycia w tym miejscu.
– Spadek powołań kapłańskich i zakonnych jest wyraźny i odczuwalny, ale niestety odnosi się to do wszystkich powołań, także do małżeństwa. Coraz trudniej też w ogóle rozeznać życiowe powołanie, jest to problem powszechny. Wiele diecezji już nie posiada własnych seminariów i kształcenie odbywa się w większych ośrodkach. Mimo wszystko są kandydaci, choć niewielu. Łączenie parafii odbywa się od lat, ale szeroki zakres pracy Kościoła i profil parafii, która nie koncentruje się jedynie wokół nabożeństw sprawia, że świeccy przejmują część zwyczajowych zadań księży (np. wychowawcy w oratorium), a księża je jedynie koordynują, skupiając się na właściwych im zajęciach. Księża z zagranicy nie rozwiązują problemu, bo nie czują rytmu włoskiego duszpasterstwa. Wnoszą swoje doświadczenie Kościoła, tymczasem ludzie oczekują od nich, że po prostu wejdą w włoskie duszpasterstwo. Nawet tu adaptacja nie jest łatwa. A ja wiem, co mówię. Wychowałem się przy ołtarzu jako ministrant i nie byłbym w stanie prowadzić takiej struktury, jaką jest oratorium, bo nie przeżyłem bycia w tym miejscu.
– Migranci to jedno z największych wyzwań współczesnych Włoch. Jaki jest stosunek włoskiego Kościoła instytucjonalnego do tego problemu? A jaka jest postawa wiernych świeckich wobec migrantów?
– Już od czasów starożytnego Rzymu chętnie naturalizowano cudzoziemców i włączano ich w prawa i obowiązki. Włosi mają to we krwi. Migracja, jak wiemy, rodzi spore problemy społeczne, a także napięcia, gdy migrantów jest bardzo dużo. Tak też jest i we Włoszech, ale generalnie migranci spotykają się z otwartością także ze strony Kościoła. Często jest to niestety dobroć na wyrost, ale i kontekst jest inny. Z osób bierzmowanych w zeszłym roku, połowa miała przynajmniej jednego rodzica nie-Włocha z Afryki, Filipin, Ameryki Południowej. Osobny problem to migranci z krajów arabskich, choć i z nimi poszukuje się jakiegoś dialogu.
– Już od czasów starożytnego Rzymu chętnie naturalizowano cudzoziemców i włączano ich w prawa i obowiązki. Włosi mają to we krwi. Migracja, jak wiemy, rodzi spore problemy społeczne, a także napięcia, gdy migrantów jest bardzo dużo. Tak też jest i we Włoszech, ale generalnie migranci spotykają się z otwartością także ze strony Kościoła. Często jest to niestety dobroć na wyrost, ale i kontekst jest inny. Z osób bierzmowanych w zeszłym roku, połowa miała przynajmniej jednego rodzica nie-Włocha z Afryki, Filipin, Ameryki Południowej. Osobny problem to migranci z krajów arabskich, choć i z nimi poszukuje się jakiegoś dialogu.
– Chciałabym zapytać o moment historyczny – jak Kościół włoski przyjął wybór papieża Leona XIV? Jak ta decyzja została odebrana przez duchowieństwo i świeckich?
– Muszę powiedzieć, że Włosi odczuwają szczególną więź z Rzymem i z biskupem Rzymu. Było to widać zwłaszcza po śmierci Franciszka. Podobnie można stwierdzić o wyborze Leona XIV, choć wielu księży i świeckich liczyło na bardziej rozpoznawalną postać, najlepiej Włocha. Każdy następca Piotra ma jednak we włoskim społeczeństwie spory kredyt zaufania.
– Muszę powiedzieć, że Włosi odczuwają szczególną więź z Rzymem i z biskupem Rzymu. Było to widać zwłaszcza po śmierci Franciszka. Podobnie można stwierdzić o wyborze Leona XIV, choć wielu księży i świeckich liczyło na bardziej rozpoznawalną postać, najlepiej Włocha. Każdy następca Piotra ma jednak we włoskim społeczeństwie spory kredyt zaufania.
– Włosi to naród emocjonalny i przywiązany do tradycji, ale jak wygląda praktyka wiary wobec trudnych tematów współczesnego świata? Mam na myśli takie kwestie jak aborcja, eutanazja, rozwody, antykoncepcja. Czy wierni w większości trzymają się nauki Kościoła, czy przeważa relatywizm i osobiste interpretacje moralności?
– Czasem rzeczywiście wiara wydaje się bardziej religijnością, bo nie jest konsekwentna. Włosi są bardzo wrażliwi na kwestie społeczne, ale w tych światopoglądowych coraz mocniej odsuwają się od nauczania Kościoła. Wciąż jest jednak wielu ludzi wiary, którzy zachowują ją w sercu i zawstydzają swoją wrażliwością, o czym się przekonuję podczas spowiedzi.
– Czasem rzeczywiście wiara wydaje się bardziej religijnością, bo nie jest konsekwentna. Włosi są bardzo wrażliwi na kwestie społeczne, ale w tych światopoglądowych coraz mocniej odsuwają się od nauczania Kościoła. Wciąż jest jednak wielu ludzi wiary, którzy zachowują ją w sercu i zawstydzają swoją wrażliwością, o czym się przekonuję podczas spowiedzi.
– Na ile widoczny jest rozdźwięk między deklarowaną wiarą a praktyką codziennego życia? Czy można powiedzieć, że katolicyzm we Włoszech ma bardziej wymiar kulturowy niż duchowy?
– Tak, jak już wybrzmiało wcześniej, włoski katolicyzm ma dla mnie w pierwszym rzędzie wymiar społeczny, także kulturowy. Wśród osób praktykujących wynika to jednak z ich relacji z Bogiem. Ciężko jednak obwiniać ludzi, że nie kładzie się na to akcentu w życiu duszpasterskim. Ten sam problem jest jednak w Polsce, gdzie często się uważa, że wiara wyraża się w praktykach religijnych, a nie w osobistej, pogłębionej relacji z Bogiem obecnym w Kościele. Możemy chrzcić, bierzmować, ale nie podprowadzać ludzi do doświadczenia Boga – wtedy prędzej czy później sami odejdą, nawet jeśli zewnętrznie będą chrześcijanami. Ambroży uczy, że „Chrystus jest dla nas wszystkim”, bo być chrześcijaninem to uwierzyć Mu.
– Tak, jak już wybrzmiało wcześniej, włoski katolicyzm ma dla mnie w pierwszym rzędzie wymiar społeczny, także kulturowy. Wśród osób praktykujących wynika to jednak z ich relacji z Bogiem. Ciężko jednak obwiniać ludzi, że nie kładzie się na to akcentu w życiu duszpasterskim. Ten sam problem jest jednak w Polsce, gdzie często się uważa, że wiara wyraża się w praktykach religijnych, a nie w osobistej, pogłębionej relacji z Bogiem obecnym w Kościele. Możemy chrzcić, bierzmować, ale nie podprowadzać ludzi do doświadczenia Boga – wtedy prędzej czy później sami odejdą, nawet jeśli zewnętrznie będą chrześcijanami. Ambroży uczy, że „Chrystus jest dla nas wszystkim”, bo być chrześcijaninem to uwierzyć Mu.
– W Polsce często postrzegamy Kościół włoski przez pryzmat Watykanu i wielkich wydarzeń papieskich. Jak wygląda jego codzienność na poziomie parafii – liturgia, duszpasterstwo, życie wspólnot?
– Jak już mówiłem, parafie mediolańskie tętnią życiem i są bardzo otwarte. Pełno w nich wolontariatu, posługi chorym i potrzebującym. Parafie prowadzą katechizację dzieci i młodzieży, tworząc dla nich masowe grupy. Wspólnoty modlitewne czy grupy formacyjne nie są jednak głównym elementem pracy parafialnej, jak bywa w Polsce. W liturgię włączają się chętnie świeccy: od czterech lat nie czytałem czytania i nie prowadziłem śpiewu w czasie Mszy, nie czytałem modlitwy wiernych. Jest ona jednak uproszczona, a wśród wiernych i duszpasterzy bywa niedoceniana. Brakuje uważności na misterium w niej celebrowane.
– Jak już mówiłem, parafie mediolańskie tętnią życiem i są bardzo otwarte. Pełno w nich wolontariatu, posługi chorym i potrzebującym. Parafie prowadzą katechizację dzieci i młodzieży, tworząc dla nich masowe grupy. Wspólnoty modlitewne czy grupy formacyjne nie są jednak głównym elementem pracy parafialnej, jak bywa w Polsce. W liturgię włączają się chętnie świeccy: od czterech lat nie czytałem czytania i nie prowadziłem śpiewu w czasie Mszy, nie czytałem modlitwy wiernych. Jest ona jednak uproszczona, a wśród wiernych i duszpasterzy bywa niedoceniana. Brakuje uważności na misterium w niej celebrowane.
– Jakie wyzwania stoją przed włoskim Kościołem w najbliższych latach? Czy to przede wszystkim sekularyzacja, czy może kwestie społeczne, jak kryzys rodziny czy imigracja?
– Z pewnością wszystkie powyższe. Pozostaje pytanie, co takiego wyjątkowego można dziś znaleźć w Kościele, czego nie można otrzymać nigdzie indziej? Moim zdaniem tylko odpowiedź na tę tożsamościową kwestię może pomóc nam stawić czoła problemom. Nie zaradzimy wszystkim potrzebom ludzi, ale mamy być solą ziemi, nieść jej orędzie Zmartwychwstałego. Kiedy postawimy Go w centrum, inne rzeczy zaczną się układać. Wierzę w to.
– Z pewnością wszystkie powyższe. Pozostaje pytanie, co takiego wyjątkowego można dziś znaleźć w Kościele, czego nie można otrzymać nigdzie indziej? Moim zdaniem tylko odpowiedź na tę tożsamościową kwestię może pomóc nam stawić czoła problemom. Nie zaradzimy wszystkim potrzebom ludzi, ale mamy być solą ziemi, nieść jej orędzie Zmartwychwstałego. Kiedy postawimy Go w centrum, inne rzeczy zaczną się układać. Wierzę w to.
– Na koniec chciałabym zapytać Księdza, po czteroletnim pobycie we Włoszech: czego polski Kościół mógłby nauczyć się od Kościoła włoskiego, a czego Kościół włoski od polskiego?
– Gdyby wyciągnąć najlepsze elementy z doświadczeń obu Kościołów, powstałoby dość ciekawe połączenie. Z pewnością Kościół w Italii może nas inspirować na płaszczyźnie ludzkiej, zwłaszcza relacji. Parafia jest wspólnotą, wielką rodziną, wychodzi na zewnątrz. Polacy z kolei wciąż mogą dzielić się pogłębioną duchowością, doświadczeniem modlitwy i liturgii, prymatem Boga w Kościele. Kościół jest jeden, a my możemy się nawzajem obdarzać.
– Gdyby wyciągnąć najlepsze elementy z doświadczeń obu Kościołów, powstałoby dość ciekawe połączenie. Z pewnością Kościół w Italii może nas inspirować na płaszczyźnie ludzkiej, zwłaszcza relacji. Parafia jest wspólnotą, wielką rodziną, wychodzi na zewnątrz. Polacy z kolei wciąż mogą dzielić się pogłębioną duchowością, doświadczeniem modlitwy i liturgii, prymatem Boga w Kościele. Kościół jest jeden, a my możemy się nawzajem obdarzać.
Zdzisława Kobylińska
Szymon Krzysztof Wawrzyńczak (ur. 1994 w Olsztynie), kapłan archidiecezji warmińskiej, doktorant na Wydziale Teologicznym Włoch Północnych w Mediolanie, student Uniwersytetu Katolickiego w Mediolanie, duszpasterz w parafii Wniebowzięcia NMP w Mediolanie-Bruzzano, humanista.
Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie
Komentarze dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników. Zaloguj się.
Zaloguj się lub wejdź przez