Podróżnik z Judzik pozdrawia z Kuby

2021-01-07 09:09:54(ost. akt: 2021-01-07 09:16:17)

Autor zdjęcia: Andrzej Malinowski

Andrzej Malinowski ferie zimowe 2021 spędza na Kubie, państwie w Ameryce Środkowej. Kuba jest jego 116 krajem świata, który zwiedza.

5.01.2021 r., Warszawa-Santa Clara
Ferie zimowe 2021 spędzam z Anną Kielar na Kubie. Podróżowanie w czasie koronawirusa SARS-CoV-2 jest bardzo ograniczone, ale nie aż tak straszne, jakby się mogło wydawać.

Każda linia lotnicza ma swoje wymagania względem pasażerów związane z COVID-em, ale opis tych wymagań na stronach internetowych mija się czasem z rzeczywistością. Leciałem linią Blue Panorama bezpośrednio z Warszawy na Kubę. Przed wejściem do samolotu linia wymagała od pasażerów noszenia maseczek minimum FFP2 lub jednorazowych chirurgicznych (medycznych) i miała kontrolować ich ilość (jednorazowe zmieniane co 4 godziny) u każdego pasażera. Okazało się, że nikt tego nie sprawdzał, a każdy podróżujący wchodził w maseczce w jakiej chciał. Za to jedzenie było dobre, bezpłatne, a napoje ile kto chce (w dzisiejszych czasach to rzadkość).

Lot na Kubę trwał 10 godzin i 40 minut. Czas względem Polski to 6 godzin do tyłu. Kuba bardzo przestrzega zasad związanych z pandemią. Po przylocie odbyło się bardzo sprawnie obowiązkowe badanie każdego pasażera testem RT-PCR, pobranie wymazu z nosa. Wyniki testu wykonanego w Polsce nie są tutaj honorowane (ale posiadanie ich będzie obowiązkowe od 10 stycznia 2021 r.). Do 9 stycznia badanie pasażerów jest bezpłatne – koszty wykonania badania ponosi rząd kubański. Później odbyło się mierzenie temperatury ciała u każdego pasażera, szybka kontrola paszportowa (w tym wiza – karta turysty), kontrola bagażu podręcznego, i jeszcze raz mierzenie temperatury, sprawne odebranie bagażu głównego – każdą torbę obwąchiwał pies, szukając narkotyków i jeszcze kontrola celna. Każdy pasażer musi oczekiwać na wynik testu w jednym z wyznaczonych hoteli, dopiero po jego otrzymaniu, jeżeli będzie negatywny, wtedy może opuścić hotel i przebywać na Kubie. Jeżeli wynik będzie pozytywny, wówczas musi przejść kilkudniową kwarantannę także w wyznaczonym hotelu, albo jeżeli ma objawy – w szpitalu w Santa Clara. Wyniki są zazwyczaj o godzinie 3 w nocy. Lotnisko w Santa Clara jest bardzo małe i bardzo skromne. My zostaliśmy zakwaterowani w hotelu Los Caneyes. Warunki lokalowe dobre, ale jedzenie kiepskie. Kuba to biedny, socjalistyczny kraj, warunki życia ludzi bardzo trudne. Tutaj sąsiad donosi na sąsiada. Mieszkańcy są kontrolowani przez państwo. Dostęp do internetu bardzo utrudniony, internet wolny, a w większości hoteli płatny.
Nie wiem czy zasnę, bo oczekiwanie na wynik testu jest bardzo stresujące.

6.01.2021 r., Santa Clara, Varadero
Spałem bardzo czujnie, ale od godziny 4 już nie. Budziło mnie każde stuknięcie, ponieważ myślałem, że idą po mnie, bo przyszły wyniki i mam pozytywny. W takiej sytuacji kwarantannie podlega osoba z wynikiem pozytywnym i osoba, która razem z nią podróżuje (bez względu na wynik), czyli ja z Anią. Wyniki testu przyszły dopiero po godzinie 8, na szczęście mieliśmy negatywne i od tej chwili możemy zwiedzać Kubę, ale tylko miejsca wyznaczone przez rząd. W planie mieliśmy zwiedzanie Santa Clary (od zdobycia tego miasta 1 stycznia 1959 r. przez Che Guevarę rozpoczęła się rewolucja kubańska), ale dzisiaj rano to miasto zostało zamknięte dla turystów; prawdopodobnie za tydzień zostanie zamknięta stolica – Hawana.
Jechaliśmy m.in. autostradą, która wygląda fatalnie, w wielu miejscach łaty i wyrwy (droga taka jak z Olecka do Judzik). Bieda. Kuba przypomina mi Madagaskar. Na drogach bardzo niewiele prywatnych samochodów, ale nie ze względu na COVID tylko na decyzje rządowe i cenę paliwa (za litr, w przeliczeniu trzeba zapłacić ponad 1 Euro). Od 1 stycznia 2021 r. została wprowadzona jedna waluta (dotychczas były dwie) – peso kubańskie i zaczęła się jazda, czyli galopująca inflacja. Wczoraj za jedną półtoralitrową butelkę wody mineralnej trzeba było zapłacić 1 Euro, dzisiaj już 2 Euro. W dodatku Kuba jest w kryzysie gospodarczym. Zarobki nędzne. Pracy nie ma. Część towarów trzeba sprowadzać z zagranicy, a tu jeszcze i embargo gospodarcze. Zgodnie z doktryną polityczną, wszyscy obywatele państwa muszą mieć po równo. Ale z drugiej strony to bezpieczny kraj i bardzo przyjazny.
Komunikacja miejska i międzymiastowa praktycznie nie istnieją. Na drogach mnóstwo konnych zaprzęgów. Bardzo wielu ludzi jeździ autostopem. Nawet są specjalne osoby, które kierują autostopowiczami – wsadzają do konkretnego samochodu osoby jadące w tym samym kierunku, a pierwszeństwo mają ci, którzy dłużej oczekują. Jeżeli jedzie samochód, w którym jest wolne chociaż jedno miejsce, kierowca ma obowiązek się zatrzymać i zabrać autostopowicza.
Tutaj wszyscy liczą na napiwki, w zasadzie za wszystko, ale ja ich nie daję, bo niby za co? Na przykład kelnerzy – nieważne, że dajesz konkretnemu kelnerowi, ten i tak wrzuci napiwek do wspólnej skarbonki, a na koniec dnia zebrana kwota będzie podzielona na wszystkich pracowników.
Varadero. Wcześniej niedostępne dla zwyczajnych Kubańczyków tylko dla turystów. To rzeczywiście turystyczna mekka Kuby. Mnie się jednak nie podoba. Wąskie plaże. W dobie korona wirusa turystów mogą przyjmować tylko hotele państwowe.
Tutaj nie można mieć nawet łodzi rybackich (niektórzy mają), bo … zbyt dużo ludzi nielegalnie wyemigrowało i przedostało się łodziami do Miami (USA). Jest 27ºC, dla Kubańczyków to za zimno, więc się w morzu nie kąpią; w wodzie są tylko nieliczni turyści.
Podziwiam plantacje trzciny cukrowej, lasy tekowe i drzewa mangowe.
Kuba jest państwem wyspiarskim, zamieszkanym przez 11 milionów mieszkańców, o powierzchni trzy razy mniejszej od Polski.


2001-2024 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, Galindia Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 5