Atrakcja na piątek: bohater jednego strzału

2021-08-13 07:00:00 (ost. akt: 2021-09-16 23:11:09)

Autor zdjęcia: Jakub Kępa

Jan Nowak musiał mieć celne oko i pewną rękę. Bo trafić z dobrego kilometra w ucztującego człowieka to nie lada wyczyn. Przestraszony perspektywą wydania kompanom zabitego schował się w końskim oborniku. Kiedy się ujawnił, został bohaterem.
Dwa kilometry od Nidzicy, na polach wsi Tatary, leży sobie kamień. Od jak dawna “to robi” nie wiadomo. Wiadomo za to, że ma 19 metrów obwodu i ponad 2 metry wysokości. Jest długi na 6,5 metra i na 4 szeroki. Kiedyś był większy, ale zapobiegliwi Mazurzy odłupywali go po trochu i wyrabiali kamienie młyńskie.

Na powierzchni głazu umieszczono kamienną kulę. Według legendy to pamiątka z 1656 r., kiedy pod Nidzicę zapędził się walczący w polskiej służbie tatarski czambuł. Tatarów do Prus zabrał ze sobą hetman Wincenty Gosiewski, który na polecenie króla Jana Kazimierza miał zdyscyplinować elektora pruskiego, który zdradził Rzeczpospolitą i wspierał Szwedów.

Tatarzy budzili zresztą powszechny popłoch cywilów. Kiedy było trzeba wojowali, ale w wolnych chwilach mordowali, rabowali i brali w jasyr. Mocno spustoszyli wtedy wschodnie Mazury. Mieli też zapędzić się w okolice Nidzicy, choć brak na to pewnych dowodów.

Wedle legendy zamku broniła wtedy szwedzka załoga. Schronili się tam też mieszkańcy miasta. W każdym razie w 1783 po raz pierwszy pojawiła się zapisana historia o dzielnym Nowaku, krawcu spod Niborka, bo tak Mazurzy nazywali ówczesny Neidenburg. Ów mistrz igły miał jednym armatnim strzałem z zamkowych murów powalić ucztującego przy wzmiankowanym kamieniu tatarskiego wodza.

Obrońcy zamku, którzy nie chcieli drażnić Tatarów chcieli go im wydać. Ten jednak ukrył się w kupie końskiego gnoju. A kiedy ordyńcy odstąpili Nowaka ogłoszono bohaterem. A ten dopiero wtedy się ujawnił. A kamień nazwano Tatarskim.

To oczywiście raczej k tylko piękna legenda, bo z nidzickiego zamku do kamienia jest dobry kilometr. A krawca trudno podejrzewać w takiej biegłości ze strzelania z armaty.To nie zmienia jednak faktu, że Tatarski Kamień warto zobaczyć i zrobić sobie przy nim pamiątkowe zdjęcie.

Czy podnidzicki kamień jest największy w warmińsko-mazurskim? Raczej nie. Aż 28 metrów obwodu ma bowiem "Diabelski Kamień" w Bisztynku.

diabelski kamień w bisztynku

Mniejszy jest za to Święty Kamień Prusów (14,25 metra obwodu) zalegający w wodach Zalewu Wiślanego, ok. 4 kilometry od Tolkmicka. Jest oddalony ok. 25 m od plaży. Woda jest jednak w tym miejscu bardzo płytka, więc można do niego po prostu dojść.
Kamień być może służył kiedyś pogańskim Prusom jako ołtarz ofiarny. Prawdopodobnie kapłani składali na nim ofiary w intencji wypływających na połowy rybaków.


Z kronikarskiego obowiązku dodajmy jeszcze, że największy głaz narzutowy w Polsce to Trygław, który spoczywa na cmentarzu w Tychowie w zachodniopomorskiem. W obwodzie ma około 50 metrów, długości 16 metrów a szerokości 11. Waży jakieś 2000 ton.

A jeżeli ktoś lubi głazy to zapraszam na wschodnie Mazury. Znajdzie tam 13,5 tysiąca głazów na obszarze 9 hektarów, Największy ma 10 metrów w obwodzie. Głazowisko znajduje się na południe od wsi Wojnowo. Swoją drogą te wszystkie kamienie pozostawiły nam w spadku lodowce, które przywędrowały do nas przed wiekami ze Skandynawii, może nawet ze Szwecji?

Inne atrakcje: kliknij tutaj

Igor Hrywna

Aby trafić do Tatarskiego Kamienia trzeba pojechać z centrum Nidzicy ulicą Warszawską, skręcić w lewo w ulicę Tatarską. 200 m metrów za ostatnimi zabudowaniami trzeba skręcić w lewo w polną drogę, która doprowadzi nas do celu.

Można też przejechać się rowerem po Tatarskim Szlaku





2001-2021 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, GRUPA WM Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 5