Legenda o Majnych Górach i historia okupacji francuskiej w Neidenburgu tj. dzisiejszej Nidzicy

2021-08-07 10:00:00(ost. akt: 2021-08-05 18:27:52)
Flaga Prus Wschodnich

Flaga Prus Wschodnich

Autor zdjęcia: David Liuzzo - Praca własna/domena publiczna

Napoleon dysponował armią w ilości 75 tys. żołnierzy p-ko połączonym armiom Prus i Rosji. W drugiej połowie lutego 1807r zgrupowane w Nidzicy i okolicy wojska francuskie ruszyły do Pasymia.
W Nidzicy po marszał. Neyu kwaterowali żołnierze księcia Brnadottea, gen. Augereau stacjonowała część dywizji gen. J. Zajączka, a on kwaterował ze sztabem na zamku nidzickim. Dywizję gen. Zajączka utworzono na początku marca 1807r i miała ona za zadanie ochronę i zabezpieczenie szlaku komunikacyjnego między wojskami napoleońskimi walczącymi w Prusach Wschodnich a Warszawą.

Dywizja liczyła ok. 10 tys. żołnierzy. W jej skład wchodziły Legia Kaliska, Legia W-ska, pospolite ruszenie z departamentu płockiego, kawaleria poznańska oraz powstańcy polscy, którzy pomogli w oblężeniu Grudziądza (Graudenz). Gen. Józef Zajączek tworząc nowe oddziały korzystał z pomocy i usług nidzickich rzemieślników. Jego oddziały stacjonowały poza Nidzicą w n/w miejscach: Napiwoda (GrunflieB), Wała (Wallendorf), Kot, Małga (Malga), Dębowiec, Jagarzewo (Jagersdorf) i Janowie. W sumie w dywizji polskiej oprócz gen. Zajączka służyło jeszcze 3-ch generałów, którzy byli jego podwładnymi. Byli to gen. Fiszer, Krasiński i Niemojewski. Właśnie w Janowie, gdzie w 1807r urządzono szpital polowy Legii Warszawskiej, a od 19.03.1807r stacjonowała brygada polska pod dowództwem gen. Fiszera w sile 2862 ludzi i 6 dział, zabezpieczając styk dywizji gen. Zajączka z korpusem marszałka Masseny.

Ponadto wystawiono polskie posterunki wojskowe w n/w miejscowościach: Baranowie, Komorowie, Przezdziecku, Rogu i Wichrowcu (Winsken). W pierwszej fazie operacji wojskowych zdobywano informacje o lokalizacji i sile przeciwnika. Oficerowie polscy korzystali z map pruskich, na których były nazwy niemieckie. Niejednokrotnie dochodziło do wielkich nieporozumień między polskimi oficerami a ludnością miejscową, która czasami rozumiała język polski, więc odpowiadano na pytania polskich żołnierzy, ale odpowiedzi te nie dawały efektów. Przykładowo na pytanie, gdzie przez ludność cywilną widziani byli żołnierze pruscy lub rosyjscy kozacy atamana Płatowa, odpowiadano np. w Żądzborku, Wiskupcu lub Szczidnie. Na mapach tych miejscowości w języku niemieckim nie było, chociaż tak miejscowa ludność je nazywała. Były to Żądzbork niemiecki Sensburg, po polsku Mrągowo, Wiskupiec niemiecki Bischofsburg, po polski Biskupiec, Szczidno niemiecki Ortelsburg, po polsku Szczytno.

Początkowe problemy znikły, gdy polscy oficerowie nauczyli się lokalnego nazewnictwa miejscowości. Prasa warszawska i poznańska z 16.03.1807r opisując walki w Prusach pisała: „Korpus moskiewskiej jazdy złożony z huzarów i kozaków, do 10 szwadronów mocny, przekradłszy się puszczami Ostrołęki, zajął Willenberg (Wielbark). Mała liczba stojących w Niepiwoden (Napiwoda) czat francuskich, cofnęła się i nieprzyjaciel pod samym Neidenburgiem (Nidzica) pokazał się, lecz nadeszłe tam dwa bataliony Polaków, wstrzymały zapęd jego, po czym nieprzyjaciel nic nie przedsięwziąwszy, cofnął się. Na swoim lewym skrzydle wpadł także do Janowa, gdzie kozacy wiele krzywd poczynili”.

W czasie 3-ch miesięcy polska dywizja obserwacyjna stoczyła ponad 20 bitew i potyczek. Najwięcej, bo 6 razy walczono z kozakami pod Passenheim (Pasym), nazwa miasteczka od wielkiego szpitalnika Zakonu Krzyżackiego, Siegfrieda von Passenheima. Pod tym miasteczkiem w drugiej połowie marca 1807r. Polacy ponieśli duże straty. Doszło jeszcze do bardzo zażartej bitwy, ale zwycięskiej dla żołnierzy polskich w dn. 12.05.1807r w Przegańsku i Małdze. (Miejscowości te nie istnieją, zostały zlikwidowane przez władze polskie po wojnie w połowie marca 1953r., gdzie powstał poligon wojskowy).

W wyniku ciężkich walk było dużo rannych, a wśród żołnierzy polskich panował tyfus. Wobec tego, w połowie maja 1807r., gen. J. Zajączek dla chorych na tyfus żołnierzy założył lazaret na 150 łóżek na zamku nidzickim. Sam ze swoim sztabem wyprowadził się do Napiwody. Natomiast z Nidzicy 10.06.1807r oddziały polskie, pozostawiając po sobie dobra opinię, wymaszerowały na Królewiec. Po nich 9.08.1807r przybyło polskie wojsko pod dowództwem pułk. Żytowieckiego, które ku wielkiemu zgorszeniu mieszkańców zrywało z gmachów publicznych orły pruskie. Polacy łudzili się nadzieją, że po zakończeniu wojny, zgodnie z obietnicami Napoleona, dawne Prusy Książęce (Elektorskie) będą należały do Polski – chociaż warto wiedzieć, co Napoleon sam powiedział: „Po co dawać Polakom wolność, skoro oni ją sobie sami odbiorą”. Być może należy dlatego tłumaczyć rozbijanie orłów pruskich przez polskich żołnierzy. Tak postąpili Polacy w Dąbrównie i w Nidzicy, gdzie orła pruskiego zerwał i rozbił oficer polski o nazwisku Czytowiecki, co odnotowała kronika miejska. Francuzi zjawili się jeszcze raz w Nidzicy w maju i czerwcu 1812r. a opuścili Nidzicę 18.08.1813r., pozostawiając po sobie bardzo zniszczony zamek.

Podczas francuskiej okupacji składowano na zamku w Refektarzu zboże dla wojska, niszcząc zamek. Zapisali się Francuzi jako bardzo źli okupanci wśród ludności cywilnej. Ludność wobec okrucieństwa i ciągłych represji ukrywała się w okolicznych górach i lasach, gdzie przymierała głodem. Z tego okresu znana jest opowieść o cudownym białym korzeniu podobnym do marchwi. Znalazła go młoda dziewczyna, która przymierając głodem wraz z bliskimi ukrywała się w górach. Po zjedzeniu tego korzenia poczuła się syta, więc będące z nią osoby też go zjadły. Skutek był taki, że przez parę dni błądzili po okolicznych wzgórzach i widząc swoje wsie nie mogli do nich trafić. Dopiero po kilku dniach wrócili wyczerpani do swojej wsi. Od tego czasu okoliczne wzgórza nazywane były „Majnymi górami” – aktualnie nazywane są Jastrzębimi Górami. Wg. Ch. Clark – Prusy podaje, że: „Od marca 1812 roku żołnierze Wielkiej Armii maszerowali przez Neumark, Pomorze, Zachodnie i Wschodnie Prusy, kierując się ku koncentracji.

Do czerwca 1812 roku ok. 300 000 żołnierzy: Francuzów, Niemców, Włochów, Holendrów, Walonów i innych – zgromadziło się w Prusach Wschodnich. Z Prus Wschodnich atakowała tylko część Wielkiej Armii; całość, razem z rzutami tyłowymi, liczyła niemal 600 000 żołnierzy; wśród nich drugim co do wielkości elementem narodowym był kontyngent polski (do ok. 100 000 ludzi – przyp. tłum.) Wkrótce stało się jasne, że administracja prowincjonalna nie jest w stanie skoordynować zaopatrywania tak wielkiej masy wojska. Zbiory w poprzednim roku były słabe, i zapasy zboża prędko się wyczerpały.

Hans Jakob von Auerswald, nadprezydent Prus Wschodnich i Zachodnich, raportował już w roku 1812 w kwietniu, że zwierzęta gospodarcze w jego prowincji padają z głodu, drogi są zasłane trupami koni i nie ma już ziarna na siew. Aparat dystrybucji żywności w prowincji szybko załamał się pod presją, i poszczególni dowódcy po prostu rozkazywali swym żołnierzom zdobywać żywność na własna rękę. Mówiło się, że ci, którzy jeszcze mieli zwierzęta pociągowe, orali i siali nocami, tak by nie utracić ostatniego konia i wołu. W takich warunkach dyscyplina wkrótce załamała się, i zaczęły napływać liczne doniesienia o ekscesach żołnierskich, szczególnie wymuszeniach, rabunkach i pobiciach. Jeden z meldunków wyższego urzędnika mówił o zniszczeniu „większym jeszcze niż w czasie wojny trzydziestoletniej”. Gdy nie dało się zdobyć już żadnych koni, francuscy dowódcy zmuszali chłopów do stawania w zaprzęgach. Zwykły wschodniopruski rolnik – pisał w sierpniu Auerswald – nie potrafił zrozumieć, jak mógł być tak źle traktowany przez sojuszników swego króla; mówiło się nawet, że Francuzi zachowywali się gorzej jako „przyjaciele” w roku 1812 niż jako wrogowie w roku 1807. W litewskich, wschodnich krańcach prowincji lato przyniosło głód i doszło do nieuniknionego wzrostu śmiertelności dzieci.

Według pamiętnych słów hanowerskiego dyplomaty Ludwiga Ompety, Francuzi pozostawili mieszkańcom Prus „tylko oczy, by mogli szlochać nad swą niedolą”. Na wszystkich ziemiach pruskich nastroje stopniowo zmieniły się z niechęci w kipiącą nienawiść do wojsk Napoleona. Pierwsze, niejasne pogłoski o niepowodzeniach francuskich w Rosji powitano podnieceniem i szczerą schadenfreude. Pierwsze ogólnikowe doniesienia o spaleniu Moskwy (zniszczonej przez Rosjan celem pozbawienia Napoleona leży zimowych) przybyły do wschodnich prowincji Prus na początku października 1812. Szczególne zainteresowanie wzbudziły doniesienia o straszliwych szkodach wyrządzonych Wielkiej Armii przez nieregularne oddziały kozaków i uzbrojonych chłopskich powstańców.

Ryszard Oswald Bandycki
Lokalna Organizacja Turystyczna Powiatu Nidzickiego


2001-2022 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, GRUPA WM Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 5