O miejsce w fotelu walczę z kotami

2021-06-13 16:00:00 (ost. akt: 2021-06-12 13:08:16)
Beata Sarnowska

Beata Sarnowska

Autor zdjęcia: Archiwum prywatne Beaty Sarnowskiej

Nidziczanka Beata Sarnowska, mieszkająca obecnie w Olsztynie, zadebiutowała opowiadaniem kryminalnym. Wydała kilka książek detektywistycznych dla dzieci oraz powieść dla nastolatek. W czerwcu pojawi się kolejna powieść detektywistyczna dla dzieci.
Beata Sarnowska urodziła się w Nidzicy, tu skończyła Liceum im. Stanisława Wyspiańskiego. Jak mówi, do najlepszych uczniów nie należała, zawsze była niepokorna i chodziła swoimi ścieżkami. Po maturze wyjechała do Olsztyna, gdzie studiowała i pracowała.
Nidzicę często odwiedza, bo tutaj mieszkają jej rodzice.

Już w szkole średniej pisała pamiętniki i wiersze, które chowała do szuflady. Do tej pory ma zeszyty ze swoimi zapiskami. Czytała i czyta dużo. Uwielbia wszystkie możliwe gatunki. Bardzo lubi książki kryminalne. Zaczęła prowadzić bloga, w którym zapisywała co czyta i pisała krótkie recenzje.

— Szło mi nawet nieźle. Zaczęłam recenzować przeczytane książki. W 2014 roku Miejska Biblioteka Publiczna w Olsztynie zorganizowała konkurs na opowiadanie kryminalne z Olsztynem w tle. Napisałam opowiadanie pt. „Niemy świadek” i je wysłałam — mówi pani Beata.

Ku jej zaskoczeniu została laureatką konkursu. Tekst został opublikowany w antologii opowiadań „Kryminalny Olsztyn. Koszary”.

Akcja opowiadania rozgrywa się w kamienicy Naujacka w Olsztynie przy ul. Dąbrowszczaków, to dzisiejsza siedziba Miejskiego Ośrodka Kultury. Znaleziono w niej trupa. Jest kilku podejrzanych. Trzeba znaleźć winowajcę.

— Czytelnik śledzi akcję z punktu widzenia bohaterów i przy uważnej lekturze sam odnajdzie zabójcę. Ten malutki sukces był dla mnie impulsem do stworzenia kolejnego tekstu, tym razem dłuższego. Postanowiłam, że napiszę powieść dla syna — mówi pani Beata. To właśnie on był jej beta-czytelnikiem, a kiedy tekst mu się spodobał, zrecenzował go i zaakceptował, wysłała go koleżance.

— Przeczytała moją propozycję córce i wróciła do mnie z informacją, że jej dziecko zafascynowało się książką. Dopiero wtedy odważyłam się wysłać powieść do wydawców. I okazało się, że również im się spodobała i zostanie wydana. To była książka pt. „Tajemnica zaginionej kotki”— wspomina pani Beata. 

Fabuła jest prosta. Akcja powieści dzieje się w Olsztynie. Zaprzyjaźnieni bohaterowie opiekują się kotką sąsiadki. W pewnym momencie zwierzak, w dziwnych okolicznościach, znika. Czwórka przyjaciół musi go odnaleźć. I wówczas zaczyna się śledztwo oparte na grze miejskiej. Dzieci otrzymują zagadkę, a gdy ją rozwiązują pojawia się kolejna i następna.

Aby wszystkie prawidłowo rozwiązać, bohaterowie muszą wykazać się odpowiednią wiedzą o kluczowych olsztyńskich zabytkach i poznać miejskie legendy. Razem z książką można także zwiedzić miasto, ponieważ na wewnętrznej stronie okładki, znajduje się mapa. Powieść fantastycznie zilustrował Artur Nowicki, który połączył zdjęcia odwiedzanych przez bohaterów miejsc, z ilustracją, tworząc niesamowity kolaż.

Tego typu powieści jak gra miejska powstało 4. Akcja rozgrywa się kolejno w Olsztynie, Toruniu, Krakowie i Warszawie. Te książki i bawią, i uczą, edukują i trochę wychowują.

W innej powieści „Wielka afera w teatrze lalek” czytelnicy razem z bohaterami odkrywają międzynarodową aferę. Otóż w Olsztyńskim Teatrze Lalek ginie kukła Królowej Śniegu, która została wypożyczona aż z Kopenhagi.

W „Nawiedzonej kamienicy” pojawiają się duchy, to powieść z elementami paranormal, a miejsce fabuły to mazurskie miasteczko.

Do każdej książki autorka przygotowuje się bardzo dokładnie. Najmniej problemów było z Olsztynem, który bardzo dobrze zna. Nie musi wówczas szukać dodatkowych informacji o miejscach, które warto zobaczyć.

Inaczej wygląda sytuacja z pozostałymi miejscowościami, które stały się miejscem akcji. W każdym przypadku zaczyna od wyszukania informacji o zabytkach, ciekawych miejscach, które warto zobaczyć.
Poznaje także legendy związane z miastami. Na tej podstawie przygotowuje plan powieści.

— Wymyślam fabułę, układam plan zdarzeń, tworzę zagadki do rozwiązania i jadę do wybranego miasta. Muszę zobaczyć wszystkie miejsca, które planuję opisać. Robię dokumentację fotograficzną, tak, aby opisywane obiekty były przedstawione wiarygodnie. Zdarza się, że zmieniam nieco fabułę, bo w czasie zwiedzania zauważam coś niezwykłego. Tak było z „Tajemnicą zielonej teczki”. W Warszawie dostrzegłam jedyną w swoim rodzaju najwęższą kamienicę, czy wiszący domek. Dostosowałam więc trochę plan powieści tak, aby moi bohaterowie, a następnie czytelnicy, mogli odkryć, to co ja — mówi Beata Sarnowska.

Wybrane przez nią miejsca muszą być przede wszystkim ciekawe dla dzieci. Muszą je zainteresować, bo dzieci to bardzo wymagający czytelnicy.

Skąd bierze pomysły na zagadki?
— Czytam dużo książek i obserwuję otaczający mnie świat. Czasami pomysły przychodzą nagle i są ulotne, ale zawsze mam ze sobą notes i coś do pisania. Zapisuję je od razu bez względu w jakiej jestem sytuacji. Ostatnio myślałam intensywnie nad zakończeniem sceny i olśniło mnie podczas treningu. Nie zastanawiając się długo, wyjęłam notatnik i wszystko zanotowałam — mówi autorka. 

Na chwilę pani Beata oderwała się od książek detektywistycznych i napisała powieść obyczajową dla nastolatek. Nosi ona tytuł „Koci Zaułek”.

— Było to dla mnie wyzwanie. Bohaterkami są 4 przyjaciółki: Julka, Lena, Zuzia i Ola. Każda z nich ma swoją rodzinę, marzenia, plany. Każda jest inna i ma inne zainteresowania. To co je łączy, to miłość do kotów. Lena gra w piłkę nożną, Ola jest tancerką, Julia jest kociarą, a Zuzia interesuje się wszystkim, ale tylko na chwilę. Są wolontariuszkami w tytułowej fundacji Koci Zaułek i szukają domów dla bezdomnych kotków — opowiada pani Beata.

Największą trudnością w pisaniu tej powieści było to, że musiała wymyśleć zupełnie inny schemat fabuły, stworzyć problemy, opisać zwykłą codzienność. Rozmawiała ze znajomymi rodzicami dziewczynek w wieku bohaterek, z nauczycielką, która przybliżyła jej szkolne troski oraz opisała, jak aktualnie wygląda szkolne życie.

— Znałam problemy chłopców, bo mam syna. Dziewczynki, to dla mnie zupełnie nieznany świat. W mojej powieści Julka ma trudności z matematyką, której nie rozumie, Ola nie dostała się na konkurs taneczny, a Lena jest wyśmiewana przez koleżanki w szkole. Przyjaciółki pomagają sobie pokonywać swoje kłopoty, zmartwienia i wzajemnie się wspierają. Mam nadzieję, że udało mi się stworzyć wiarygodną fabułę — mówi.

Do pisania przygotowała się bardzo skrupulatnie. Rozpoczęła od stworzenia konspektu powieści. Szczegóły każdej bohaterki, jej zainteresowania, wygląd czy rodzinę opisała na oddzielnych kartach.

— To po to, żeby się nie pomylić w trakcie pisania powieści. Szczególnie, że w powieści występuje również dużo drugoplanowych postaci oraz 7 kotów. One też miały swoje "kartki". Na kotach się znam. Nie jest to wiedza ekspercka, ale wystarczająca, by napisać powieść. Mieszkam z dwoma mruczkami, moi znajomi mają koty, moje rodzeństwo również — dodaje autorka.

Pisząc tę powieść, pani Beata musiała także poznać język młodzieżowy, którego używa w dialogach.

— Dopytywałam jakich najczęściej słów używają nastolatki. Zapisywałam sobie ten slang i wielokrotnie z niego korzystałam — wyjaśnia.

Beata Sarnowska napisała kolejny tom tej powieści, która ukaże się w październiku. Będzie nosił tytuł: „Koci Zaułek. Sekrety Leny”.

Już w czerwcu pojawi się kolejna książka detektywistyczna dla dzieci w wieku od 6 lat. To historia zaginionych bezcennych nut Feliksa Nowowiejskiego. Akcja utworu dzieje się w niewielkim, fikcyjnym miasteczku na Warmii. Co spotka bohaterów, na razie nie zdradzamy. Powieść „Nuty Feliksa” wkrótce będzie dostępna w sprzedaży. Nidziczanka zastanawia się również nad napisaniem książki, której akcja dzieje się w Nidzicy. Miejsc, w których mogłyby rozgrywać się wydarzenia jest dużo.

Najlepiej pisze się jej popołudniami lub wieczorami, kiedy w domu panuje kompletna cisza.
— Wtedy wciągam się bezgranicznie w wymyślony przez siebie świat i klikam w klawiaturę. Scena za sceną. Pracuję według przygotowanego wcześniej konspektu książki, więc nie mam syndromu „pustej kartki” i nie zastanawiam się, co napisać. Po prostu to robię — mówi.

Pisanie jest jednak końcowym etapem powstawania książki.

— Aby ona w ogóle zaistniała, muszę stworzyć bohaterów, zaplanować narrację, miejsce oraz czas fabuły czy kluczowe dla niej wydarzenia. Zawsze zaczynam od wymyślenia początku historii, a następnie jej zakończenia. Dopiero potem wypełniam środek poszczególnymi scenami. Czasem trwa to tydzień, czasem miesiąc albo i dwa — dodaje.

Pani Beata nie ma w domu wydzielonego miejsca do pisania. Każde jest równie dobre. Ma natomiast ulubiony fotel, ale o miejsce w nim musi walczyć ze swoimi kotami, więc zazwyczaj pisze przy kuchennym stole.

— W kuchni też znajduje się moje miejsce z notatkami. Pomalowałam wolną ścianę farbą magnetyczną i przyczepiam do niej niezbędne informacje, na przykład o bohaterach. Przy kilkunastu postaciach to zdecydowanie ułatwia pracę. Wystarczy jedno spojrzenie i wiem, jak miał na imię ojciec bohatera lub czym się zajmowała babcia — mówi uśmiechając się.




2001-2021 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, GRUPA WM Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 5