Powinniśmy chronić siebie i innych

2020-11-22 16:00:00 (ost. akt: 2020-11-22 13:51:34)
fot.1

fot.1

Autor zdjęcia: Archiwum rodzinne

— Każdy ma swój sposób postępowania, ale uważam, że powinniśmy się stosować do zaleceń. Może to przyczyni się do zmniejszenia liczby zakażeń. U nas w powiecie jest sporo zakażeń i nie wszyscy przechodzą tę chorobę lekko. Dlatego powinniśmy chronić siebie i innych. Myślę, że noszenie maseczek, zachowanie dystansu i dbanie o higienę mają sens — mówi Danuta Kolator.
— Przeszła Pani na emeryturę, ponieważ?
— Pracowałam w Spółdzielni Mieszkaniowej Odbudowa od 1978 do 2007. Skończyłam 55 lat i skorzystałam z możliwości przejścia na wcześniejszą emeryturę. To był mój wybór.

— Żałuje Pani tej decyzji?
— Tak. Doszłam do takiego wniosku, ponieważ uważam, że w tym wieku nie powinno się rezygnować z życia zawodowego.
Podejmując tę decyzję, nie myślałam o tym, że moje życie się zmieni diametralnie. Okazało się, że na emeryturze miałam bardzo dużo wolnego czasu.

— Czym się Pani zajęła?
— Nigdy nie miałam zdolności manualnych, ale zaczęłam wyszywać krzyżykami. I bardzo mi się to podobało. Zamawiam przez internet wzory do wyszywania i mulinę. Są to głównie wzory postaci. Jak się okazało, wyszywanie nie jest takie trudne, tylko wymaga cierpliwości. Potem zapisaliśmy się z mężem do Dziennego Domu Pomocy, który funkcjonuje przy Miejskim Ośrodku Pomocy. I to był bardzo dobry pomysł. Szkoda, że teraz wszystkie zajęcia są zawieszone. Mam nadzieję, że po pandemii wrócą.

— Dlaczego to był dobry pomysł?
— Dla nas najważniejsze było to, że spotykaliśmy się z innymi, rozmawialiśmy. Najbardziej szkoda mi wspaniałej atmosfery, koleżeńskości, sympatii wobec siebie nawzajem. Wszyscy byliśmy na ty, nikt się nie wywyższał. Nawiązywały się przyjaźnie. Uważam, że dla seniora kontakt z innym człowiekiem jest bardzo ważny. Zwłaszcza dla osoby samotnej.

— Mieliście zajęcia w grupie?
— Tak i to bardzo dużo. Pod okiem pani Marzeny Dębskiej wykonywaliśmy różne ozdoby świąteczne. Zawsze przed każdymi świętami Bożego Narodzenia czy Wielkanocy robiliśmy stroiki, kwiaty, palmy. Teraz już na pewno przygotowywalibyśmy choinki, bombki. Poza tym śpiewaliśmy z mężem w chórze, który brał udział w corocznych przeglądach w Bartoszycach.
Brałam również udział w zajęciach kulinarnych. Gotowałyśmy smaczne i wymyślne dania, a potem jedliśmy je wspólnie z całą grupą. Było też ciasto, kawa lub herbata i pogaduchy. Czasami trochę poplotkowaliśmy. Dzień bardzo szybko mijał. Mieliśmy też spotkania czytelnicze, podczas których wspólnie czytaliśmy fragmenty wybranej powieści. I oczywiście dyskutowaliśmy zacięcie na jej temat.

— Były również zajęcia fizyczne?
— Tak. Były wypady rowerowe do lasu. Braliśmy ze sobą jedzenie i wspólnie spędzaliśmy czas na świeżym powietrzu. Ta forma aktywności bardzo mi odpowiada. Wyjeżdżaliśmy też na wycieczki np. do Warszawy. Oczywiście nie były to wycieczki rowerowe. Zwiedzaliśmy miasto, byliśmy na Stadionie Narodowym. Robi duże wrażenie. W Dziennym Domu Pomocy ciągle coś się działo. Nie nudziliśmy się nigdy.

— Wspomniała Pani, że zajęcia zostały zawieszone. Utrzymuje Pani kontakt z koleżankami?
— Nie spotykamy się osobiście, ale często rozmawiamy przez telefon. Pytamy czy któraś z nas potrzebuje pomocy. Czy może trzeba zrobić komuś zakupy. Jeśli ktoś potrzebuje pomocy, to pomagamy sobie.

— Jak teraz wygląda Pani dzień?
— Jest czas pandemii. To trudny czas dla wszystkich. Mój tryb życia zmienił się bardzo. To dziwny czas. Ludzie boją się o siebie, ale też boją się drugiego człowieka. Cieszę się, że nie jestem sama. Mam z kim porozmawiać i spędzać czas. Wspólnie z mężem jemy posiłki, chodzimy 2 razy dziennie na spacery, oglądamy telewizję. Lubimy spacerować po naszym rynku. Tak pięknie wygląda, zwłaszcza wczesnym wieczorem. Fontanna, mały chłopiec zapalający latarnie. Bardzo podobają mi się te tablice z informacjami o Nidzicy. Podczas spaceru zauważyłam, że wiele osób przystaje, czyta je, ogląda. Ale jest jakoś tak smutno. Spacerujemy także po parku nad jeziorkiem. Robimy wycieczki rowerowe do lasu i czekamy aż się ta pandemia skończy.

— Kto robi zakupy?
— Ja. Mąż ma problemy z sercem, więc wolę, żeby nie wychodził do sklepu. Staram się wychodzić do sklepu raz dziennie. Zawsze biorę ze sobą listę artykułów. Szybko znajduję je na półce, wkładam do koszyka i idę do kasy. Robię to szybko i sprawnie. Wchodzę do sklepu, w którym nie ma dużo ludzi. Zdarza się, że trochę poczekam aż kilka osób wyjdzie. Wychodzę do sklepu w godzinach dla seniorów. Z doświadczenia wiem, że najlepszy czas na wyjście do sklepu to około 11:30. Wtedy nie ma już wielu seniorów i spokojnie można zrobić zakupy. Kupuję najpotrzebniejsze rzeczy: chleb, coś na obiad, owoce, warzywa. Zaglądam też do apteki, żeby wykupić lekarstwa. I od razu wracam do domu. Nie biegam po wszystkich sklepach, bo to jest chodzenie dla samego chodzenia, bez celu.

— Wychodzi pani w maseczce?
— Tak. Bardzo dbam o przestrzeganie wszystkich obostrzeń sanitarnych. Nakładam maseczkę tak, żeby zakrywała i nos, i usta. Szkoda, że wiele osób nosi maseczki na szyi lub na brodzie, a niektórzy w ogóle nie mają. Najgorsze jest to, że taka osoba stoi za nami w kolejce i kaszle nam na głowę. Któregoś razu nie wytrzymałam i zwróciłam stojącemu za mną mężczyźnie, że powinien mieć prawidłowo nałożoną maseczkę. Obruszył się i zaczął coś mówić. Na szczęście poparli mnie inni kupujący. Zawsze mam ze sobą rękawiczki, które nakładam w trakcie robienia zakupów. Noszę też własny płyn do odkażania. Używam go wtedy, gdy w sklepie nie ma dozownika bezdotykowego. Często płynem odkażającym spryskuję rączki od kosza na zakupy.

— Co robi Pani z maseczką i rękawiczkami?
— I tu jest problem. Przed sklepami, urzędami, aptekami, pocztą, na chodnikach nie ma zamykanych pojemników, do których można byłoby zużyte maseczki wrzucić. W jednej maseczce nie da się długo chodzić. Szybko robi się wilgotna od oddechu. Wtedy ją zdejmuję i wkładam do woreczka foliowego, podobnie rękawiczki, w których robiłam zakupy i zanoszę do domu. Wyrzucam do kosza na śmieci.

— Mówiła Pani, że mąż jest chory na serce. Czy leczy się poprzez teleporadę ?
— Nie. Zawsze, kiedy zachodzi konieczność bezpośredniej wizyty, to dzwonimy. Nasza pani doktor z Medyka ustala z nami godzinę wizyty i jesteśmy przyjmowani. Nigdy nie odmówiła wizyty. Jestem przyjęta, zbadana jak przed pandemią. Bywa też tak, że wystarczy teleporada.

— Rady dla seniorów?
— Każdy ma swój sposób postępowania, ale uważam, że powinniśmy się stosować do zaleceń. Może to przyczyni się do zmniejszenia liczby zakażeń. U nas w powiecie jest sporo zakażeń i nie wszyscy przechodzą tę chorobę lekko. Dlatego powinniśmy chronić siebie i innych. Dlatego myślę, że noszenie maseczek, zachowanie dystansu i dbanie o higienę ma sens.


Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Komentarze dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników. Zaloguj się.

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. pozdrawiam #3010472 | 10.10.*.* 22 lis 2020 18:58

    Pani troche dorabia teorie do praktyki, gdyz wowczas bardzo duza wiekszosc graniczaca ze 100% wysylano na emeryture, poza tym reszta wywiadu ok

    odpowiedz na ten komentarz

2001-2021 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, GRUPA WM Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 5