Mjr dr Stefan Pomarański w Królestwie Węgier

2020-12-01 14:00:00 (ost. akt: 2020-12-01 13:18:35)
Mjr dr Stefan Pomarański z żoną Wandą i poetą Julianem Tuwimem. Krynica, lato 1935 rok

Mjr dr Stefan Pomarański z żoną Wandą i poetą Julianem Tuwimem. Krynica, lato 1935 rok

Autor zdjęcia: Zbiory autora artykułu

Smak przegranej kampanii i uchodźstwa za granice przypominają o czasach i losach Polaków, które splotły się z historią Węgier podczas ostatniej wojny, kiedy to tysiące polskich oficerów i żołnierzy przebywała na terenie Węgier. Jednym z oficerów, który gościnnie został przyjęty, był mjr Stefan Pomarański, stary legionista I Brygady, dr historii, pisarz i dziennikarz.
Napisał do żony i rodziny ponad 700 kartek pocztowych i listów, które szczęśliwie się zachowały. Cytowane fragmenty, to jedynie drobny ułamek całości. Cała korespondencja stanowi epopeję węgierską dr Pomarańskiego, który w tym czasie był także badaczem historii Węgier.


Jak pisze A. Przewoźnik, autor książki „Polacy w Królestwie Węgier 1939-45”, „po przekroczeniu granicy [we IX 39r.](...) i uprzednim rozbrojeniu [oficerowie i żołnierze] zostali internowani [na Węgrzech]. Przed skierowaniem do naprędce organizowanych obozów dokonywano podziału oficerów i szeregowych. Sieć obozów koncentrowała się głównie na trzech obszarach: Budapeszt i okolice zakola Dunaju, Komitaty Zala i Somogy (obszar Balatonu), Komitaty północnych i północno-wschodnich terenów Węgier oraz okolic miasta Sopron(...).

W okresie największego nasilenia pobytu uchodźców polskich w 1939r. (przed uruchomieniem ewakuacji) istniało 141 obozów wojskowych i 114 cywilnych.
Liczba ta uległa znacznemu zmniejszeniu w 1940r. W 1941r. istniało już zaledwie 30 obozów(...). Różna była ich liczebność, od kilku do kilkudziesięciu tysięcy(...)”. Możliwe były też przeniesienia z jednego obozu do drugiego, na prośbę zainteresowanego. Władze węgierskie wypłacały oficerom i żołnierzom żołd.

„(...)Do obozów mieli dostęp, bez ograniczeń, przedstawiciele polskich organizacji społecznych, kulturalnych i religijnych. Internowani w większości przypadków mogli swobodnie poruszać się po terenie miejscowości lub gminy, na której znajdował się obóz(...). Propolskie nastawienie dużej części społeczeństwa węgierskiego i przychylny stosunek władz do Polaków sprawiły, że obok legalnego nurtu życia uchodźców szybko pojawił się drugi, półlegalny czy całkowicie konspiracyjny.(...)Na ogół propolsko nastawione czynniki wojskowe sprzyjały niektórym przedsięwzięciom konspiracyjnym Polaków, za pośrednictwem których mogli znaleźć dojście do aliantów(...)”.

Tak oto mjr St. Pomarański 80 lat temu pisał z Węgier do żony Wandy, na przedwiośniu rok 1940, opisując swoje losy, wrażenia i przeżycia tak, aby dodać żonie otuchy i wiary w przyszłość. Choć los wydawał się bardzo niepewny i niósł wiele niepokoju. „Teraz jesteśmy oddzieleni od siebie drogą listową, trwającą od 10 do 14 dni czasem(...)”.[Karta z 29 II 40r.]. Jednocześnie major proponuje żonie zapisać się do amerykańskiego Czerwonego Krzyża, aby mogła tam otrzymać pomoc. „Wiosna idzie całym pędem, a z nią nowe nadzieje, że kres naszej rozłąki się zbliża, że znów będziemy razem wychowywać nasze dzieci. (...)Boć przecież wojna trwa,[a] wynik jej nie jest pewno bliski. Ale może zaistnieje jakaś możliwość powrotu do kraju choć części uchodźców(…). Ale co tu się łudzić. Nadzieje te przychodzą na myśl wbrew rozumnej rzeczywistości(...)”. [Karta z 2 III 40r.]. Zaś w karcie z 16 III major pisze m.in. o tym, że:„podobno nasz obóz mają przemienić na taki rodzinny, a nas poprzenoszą po innych obozowiskach, których jest na Węgrzech kilkadziesiąt”.

W czasie pobytu na Węgrzech Pomarański miał kontakt z innymi kolegami z wojska. W karcie z 22 III 40r. major wspominał płk Franciszka Soboltę, który podobno zginął, ale informacja ta była niepotwierdzona i okazała się nieprawdziwą. Pomarański z dala od Polski i odcięty od informacji, do którego docierały jedynie strzępy wiadomości, nie miał z pewnością pełnej perspektywy w kwestii losów swoich znajomych wśród oficerów i ludzi nauki. Wspominał też mjr Tadeusza Casperiego, szefa kancelarii wojskowej Prezydenta I.Mościckiego, nad którym się zastanawiał pisząc do żony, co właściwie się z nim stało? Mjr Casperii był m.in. przyjacielem mjr Leona Ulatowskiego.

Dalej Pomarański zastanawia się: „(...)W ogóle ciekaw jestem Twego listu z wiadomościami o różnych znajomych warszawskich i czy ocalały różne moje papierzyska w Skolimowie, a m.in. dekrety służbowe, legitymacje, te moje memoriały itp. rzeczy(...)”. Pomarański wspominał też innych oficerów m.in.:„(...)[ppłk historyka wojskowości] Adama Borkiewicza, który jest w Budapeszcie, gdzie ma się spotkać z [ppłk hist. wojskowości] Wackiem Lipińskim.

Niezmiernie jestem ciekaw ploteczek, jakie przywiezie stamtąd. (...)Dostałem ponadto kartę od prof. Hand... . (...)Pisze mi, że archiwa [w W-wie] zostały zniszczone wszystkie, za wyjątkiem tego na [ul.] Janickiej, gdzie tyle lat pracowałem. Wielka to strata, której nie da się odrobić, dla nauki i dla historii naszej. Jakże mi tego dobra kulturalnego żal!”[Karta z 28 III 40r.].

W kolejnej karcie do żony pisze:„(...)Piszesz mi w karcie poświątecznej, którą wczoraj otrzymałem, że wiosna działa na ciebie całkiem inaczej, jak na mnie. Wiesz dlaczego? Bo ja żyję myślą o przyszłości, a Ty zanadto przejmujesz się dniem dzisiejszym. Spróbuj i Ty głębiej zastanowić się. Zobaczysz, że będziesz miała dobre wyniki. Wojna zburzyła nasz dom rodzinny, rozbiła nas oboje, pozbawiła własnego dachu nad głową i sprawiła wiele smutku. Wiele komplikacji życiowych, które zwłaszcza Ty odczuwać musisz (przetrwać), bo ciężar troski bezpośredniej o dzieci spadł na Ciebie.

Ale jeśli pogodzisz się wreszcie z tym faktem, a ponadto uprzytomnisz sobie, że wszyscy żyjemy, a więc Los oszczędził nam najboleśniejszych strat – a następnie pomyślisz, jaka to będzie radość, jak się wszystko skończy pomyślnie, zjedziemy się, odbudujemy gniazdo domowe i będziemy znów razem, da Bóg do kresu ziemskiej wędrówki – czyż nie doznasz ukojenia i zadowolenia, że oto byliśmy już na dnie niedoli, a teraz powoli zmierzamy ku krawędzi dawnego szczęścia i dawnej nie najgorszej pomyślności życiowej, aby odbudować to cośmy stracili, a co jest poza nami.(...)Odbija się na Tobie teraz to, że dotychczas nie znałaś takich wstrząsających nieszczęść i nie możesz się wewnątrz pogodzić z obecnymi nieszczęściami, tym razem ogólnym, a nie naszym wyłącznym, nie martw się i myśl o przyszłości!(...)”.[Karta z 2 IV 40r.].„(...)

Niestety treść moich listów niewiele różni się właściwie. Ta sama tęsknota, to samo wyglądanie lepszego jutra, ta sama nadzieja i wiara w szczęśliwy powrót i da Bóg niedługo. Monotonia naszego życia, jednakie dnie, różniące się jedynie lepszą lub gorszą pogodą, lepszym lub gorszym usposobieniem i ta ciągła niepewność, czy sił starczy przede wszystkim Tobie, a po tym i mnie. Wiosna, która tu zapanowała już nad światem, dodaje mi weselszych myśli; ale jednocześnie zwiększa pragnienie odmiany tego strasznego losu, jaki jest naszym udziałem od półtora bez mała roku(...)”.[Karta z 24 II 41r.]. Dalej pisze 3 III 41r., że:„(...)[za nami] IV półrocze wojny. Ileż rozmyślań roi się z tego powodu w głowie! Człek jest skłonniejszy do różnych rozważań o tym co minęło, i więcej myśli nad tym, co jeszcze nas czeka, co przyjść może. Za kilka dni znów będę rozważać żywiej moment naszego rozstania. Cały nowy etap wojennych przeżyć mamy za sobą(...)”itd.
To tylko drobny fragment nieznanych i niepublikowanych jeszcze listów mjr Pomarańskiego do żony w czasie swego internowania na Węgrzech.

Piotr Rafalski


2001-2021 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, GRUPA WM Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 5