6000 rannych żołnierzy w Nidzicy

2016-11-16 10:00:00 (ost. akt: 2016-11-15 09:56:50)
Archiwum prywatne

Archiwum prywatne

Przed wybuchem I Wojny Światowej Nidzica liczyła 5800 mieszkańców. Od początku sierpnia 1914 roku przez gród nad Nidą przetoczyło się kilkanaście tysięcy żołnierzy armii pruskiej i carskiej. 24 sierpnia 1914 roku po bitwie pod Łyną, Orłowem i Frąknowem, która była preludium do bitwy pod Tannenbergiem, do Nidzicy przywieziono prawie 6000 rannych mężczyzn. Miasto stanęło przed kolejnym egzaminem, który zdało z powodzeniem.
Aprowizacja ludności i wojska

Naprawdę wiele trudu sprawiała aprowizacja pozostałej w mieście ludności cywilnej, żołnierzy i rannych. Na szczęście w młynach Maxa Schultze i braci Gutstein było wystarczająco dużo mąki.

Natychmiast przed młynami stanęły posterunki, a mąka została skonfiskowana. Piekarnie zostały opuszczone. Zatrudnieni zostali rosyjscy piekarze, którzy piekli dzień i noc. W niektórych piekarniach pieczono tylko dla wojska, w innych tylko dla mieszkańców.

Chleb rozdzielany był za darmo poszczególnym rodzinom z miasta i wsi – w zależności od ilości głów, poza tym otrzymywali oni bezpłatne kartki na mąkę. Podobnie było z mięsem. Gdziekolwiek, gdzie dostrzeżono sztukę bydła lub świnię, tam zostawała ona zaszlachtowana przez rosyjskich rzeźników. Mięso rozdzielano pomiędzy mieszkańców.

Dla wojska „zarekwirowana” została na wsi wystarczająca ilość bydła rzeźnego i zaszlachtowana w miejskiej rzeźni.
Zaznaczyć muszę, iż Przewodniczący Rady Miasta Emil Schulz służył mi swoją pomocą we wszystkich tych posunięciach.

Bez niego nie dałbym rady poprowadzić tak sprawnie, ja to się udało, tak ważnej przecież aprowizacji. Ludność pod naszym prowadzeniem zachowywała się także nader godnie i odpowiednio. Pomiędzy wojskiem i cywilami nie doszło do żadnych utarczek.

Utrzymanie porządku i spokoju

Utrzymanie spokoju i porządku na ulicach również wymagało roztropności i rozwagi. Nająłem dwóch pomocniczych urzędników, którzy zaopatrywali służby zewnętrzne i za zadanie mieli zapobiegać wedle możliwości dalszemu plądrowaniu mieszkań i sklepów.

Inny pracownik sam miał do czynienia z usuwaniem leżących wszędzie końskich zwłok. Czwarty wysłannik nadzorował rozkładanie niebezpiecznych ścian szczytowych spalonych domów.

Działalność szpitala Joanitów

Podczas ostrzelania miasta, które miało miejsce dnia dwudziestego drugiego sierpnia, chorzy i ranni zabrani zostali z wyższych pięter do korytarza wejściowego, żeby można było ich szybciej uratować, w razie jakby spadł jakiś granat. Po zakończeniu ostrzelania ktoś energicznie zaczął szarpać drzwi. Po chwili drzwi zostały otwarte i do środka wszedł jakiś wysoko postawiony rosyjski lekarz w towarzystwie dwóch innych lekarzy i kilku żołnierzy z bagnetami gotowymi do wystrzału.

Lekarze zażądali rozmowy z siostrą oddziałową i pozwolili jej, by oprowadziła ich po szpitalu. Zrobiła to z ochotą. Oni zaś zarządzili, że wyższe piętra należy przygotować dla oczekujących rannych rosyjskich, natomiast wszyscy niemieccy chorzy powinni być przyjmowani na najniższym piętrze. Wielu Nidziczan, którzy uciekając schronili się w szpitalu, sprawowało opiekę nad rannymi pod kierownictwem przewodniczącej tutejszego Ojczyźnianego Związku Kobiet.

Przy opiece nad rannymi w szczególny sposób wyróżnili się zasiadający w radzie Sądu Rejonowego Matthes oraz sędzia rejonowy Grobe. Na uznanie zasługiwała również pomoc ze strony rodziny Rekin. Żona ze swoimi dwiema córkami nieustannie pomagały w kuchni, jej mąż zaś w ogólnej gospodarce. Nauczyciel Reith pomagał w szpitalu wszędzie tam, gdzie było coś do zrobienia.

Liczba rannych wzrosła do sześciu tysięcy

W poniedziałek, dwudziestego czwartego sierpnia, po przegranej bitwie (dwudziestego trzeciego sierpnia) pod Łyną (Lahna), Orłowem (Orlau) i Frąknowem (Frankenau) przybyła niezliczona ilość pojazdów z blisko trzema tysiącami rannych. Liczba wzrosła później do sześciu tysięcy.

Ranni, jeżeli nie znalazło się dla nich miejsce w szpitalu i w pozostałych okręgowych domach opieki, przyjmowani byli w budynkach publicznych – o ile nie zostały one spalone - i położeni najczęściej na sianie. Poza tym ci najlżej poranieni musieli – także w późniejszym czasie – leżeć na wolnym powietrzu przed szpitalem.

Inspektor lazaretu zabronił pomagającym rozmawiać z niemieckimi rannymi. Ponieważ personel sprawujący opiekę był niewystarczający, zalecono wszystkim młodym dziewczętom, które pozostały w mieście, by podjęły się służby w lazarecie, co też one z ochotą uczyniły. Z opiekunek Czerwonego Krzyża, które tutaj się kształciły, była tu tylko panna Hanna Schultze, która przyszła na pomoc pielęgniarkom. Pomocy udzielała ona do ostatków sił.

Zmarłych chowano za szpitalem

Rosyjscy lekarze zajmowali się oczywiście w pierwszej kolejności Rosjanami; niemieccy ranni – także ci ciężko ranni – byli niezmiennie na ostatnim miejscu. Przy dużej ilości rannych zdarzało się wielokrotnie, że kończyły się materiały opatrunkowe. Wtedy gromadzono w mieście wszystko to, co było najbardziej potrzebne. Należy zaznaczyć, że Rosjanie przywozili ze sobą liczne pojazdy z lekami i materiałami opatrunkowymi, a także wystarczające i dobre sprzęty, jednak rannych było zbyt wielu.

Rosyjscy lekarze byli zawsze bardzo życzliwi względem pomocniczego personelu opiekuńczego. Pewnego dnia przyprowadzili też niemieckiego lekarza, doktora Müllera, którego Niemcy zostawili pod Łyną (Lahna) z jego szpitalem polowym. Nie chciał opuścić swoich rannych i został zabrany do szpitala razem z nimi. Tam też pracował niestrudzenie.

– Często chorzy umierali w nocy; leżeli przykryci swoimi płaszczami; dopiero kiedy odkrywało się płaszcz, żeby ich nakarmić, spostrzegało się, że są już martwi. Kosztowało to czasem wiele wysiłku, zanim namówiło się rosyjskich żołnierzy sanitariuszy, by wynieśli zwłoki. Zwłoki zabierane były do małej kaplicy, jeżeli nie można było ich szybko pochować.

Za szpitalem na skwerach leży wspomnienie tego czasu w postaci całego rzędy masowych grobów. Spoczywający tam, przyjaciele i wrogowie, umarli śmiercią bohaterską za ojczyznę. W tym miejscu nie mogę pominąć pełnej troski działalności małżonki przewodniczącego rady miasta Szulza. Willa Schulza, pomijając mnogość kul z kozackich strzelb, które wpadały przez okna i drzwi, pozostała niezniszczona.

Była tam duża ilość artykułów spożywczych. W domu tym niektóre rodziny, które straciły domy wskutek pożaru, znalazły przyjazne schronienie. Inne rodziny regularnie otrzymywały za darmo mleko, mięso i chleb. Tak samo też pomocnicze lazarety zaopatrywane były w sporą ilość jedzenia, które przynosiła panna Anna Jahnke. Poza tym stół w domu Schulza pozostawał stale nakryty dla każdego, a niektórzy głodujący mogli się tam nasycić; czyniono to z ochotą.

Pięciu cudzoziemskich generałów w mieście

Każdy dzień przynosił zmiany i bardzo dużo pracy. Nieustannie przemaszerowywały rosyjskie oddziały. Codziennie wielu rosyjskich i niemieckich uciekinierów krążyło po naszym mieście. Niemieccy uciekinierzy ostrzeliwani byli za pomocą niezliczonej ilości gatunków broni, czasami także armat, tak że prawie nie dawało się wyjść na ulice.

Nigdy jednak niemiecki uciekinier nie został postrzelony w sposób śmiertelny. W pierwszych dniach września natomiast dwaj rosyjscy uciekinierzy zostali trafienie przez wystrzały z powietrza. Dwudziestego czwartego i dwudziestego piątego sierpnia nasze miasto doświadczyło osobliwej wizyty.

Rosyjskiego dowodzącego generała Samsonowa odwiedził inny rosyjski, francuski, angielski i serbski generał. Dla tych obcych generałów – poza rosyjskim – musiałem zorganizować kwaterę. Zabrałem ich na ulicę Pocztową (Poststraße – dzisiejsza ulica 1 Maja dop. red.) do mieszkania nauczyciela Brückera i sekretarza sądowego Daczkiewicza.

Właściciele mieszkań musieli nocować w sąsiednich domach. Warte uwagi jest to, że wysoko postawieni rosyjscy oficerowie zabrali ze sobą w specjalnych kufrach swoją własną pościel.

Kolejny odcinek fascynujących dziejów Nidzicy z okresu bitwy tannenberskiej opowiedzianych przez Andreasa Kuhna już za tydzień.

Tłumaczenie książki Andreasa Kuhna pt. „Die Schreckenstage von Neidenburg in Ostpreussen” wydanej w Minden w 1915 r. odbywa się na potrzeby filmu dokumentalnego pt. TANNENBERG 1914 w reżyserii ks. Przemka Kaweckiego SDB (Mazurskie Tajemnice) i możliwe jest dzięki Witoldowi Zagożdżonowi (neidenburg-nibork-nidzica.blogspot.com), który udostępnił egzemplarz oryginału znajdujący się w jego kolekcji. Tłumaczeniem zajęła się nidziczanka, Dorota Przybysz.


Czytaj e-wydanie

Pochwal się tym, co robisz. Pochwal innych. Napisz, co Cię denerwuje. Po prostu stwórz swoją stronę na naszym serwisie. To bardzo proste. Swoją stronę założysz klikając " Tutaj ". Szczegółowe informacje o tym czym jest profil i jak go stworzyć: Podziel się informacją:

">kliknij
Problem z założeniem profilu? Potrzebujesz porady, jak napisać tekst? Napisz do mnie. Pomogę: Igor Hrywna


Komentarze (2) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Komentarze dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników. Zaloguj się.

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. on #2115447 | 93.105.*.* 18 lis 2016 13:39

    ...rosyjskie bagnety też strzelały bo wszystko co było radzieckie i rosyjskie jest najlepsze :)

    odpowiedz na ten komentarz

  2. Günther #2113756 | 83.14.*.* 16 lis 2016 11:23

    "z bagnetami gotowymi do wystrzału" ?:-)

    Ocena komentarza: warty uwagi (3) odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)

    2001-2021 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, GRUPA WM Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 5