Beata Lewicka ołówkiem rysuje emocje
2025-08-31 16:00:00(ost. akt: 2025-08-30 18:30:23)
Beata Lewicka, nauczycielka z Przedszkola nr 2 w Nidzicy, w wolnych chwilach sięga po ołówek i rysuje portrety. Pasja, którą rozwija od dzieciństwa, dziś wychodzi z domowego zacisza i trafia do coraz szerszego grona odbiorców.
— Skąd wzięła się u Pani pasja do rysowania?
— Rysuję od dziecka, już w przedszkolu mama musiała kupować mi blok rysunkowy niemal codziennie, bo każdy zapełniałam w całości. Zawsze miałam w sobie twórczą duszę – na przykład na święta przygotowywałam dla rodzeństwa własnoręczne prezenty, jak uszyte maskotki. Myślę, że talent odziedziczyłam po ojcu. On pięknie rysował konie, choć swojego talentu nigdy nie rozwijał. Pamiętam, jak go podpatrywałam.
— Rysuję od dziecka, już w przedszkolu mama musiała kupować mi blok rysunkowy niemal codziennie, bo każdy zapełniałam w całości. Zawsze miałam w sobie twórczą duszę – na przykład na święta przygotowywałam dla rodzeństwa własnoręczne prezenty, jak uszyte maskotki. Myślę, że talent odziedziczyłam po ojcu. On pięknie rysował konie, choć swojego talentu nigdy nie rozwijał. Pamiętam, jak go podpatrywałam.
Później, w czasie studiów, wiele osób zwracało mi uwagę, że powinnam była wybrać Akademię Sztuk Pięknych, a nie nauczanie wczesnoszkolne. Ale czasy były inne – w okresie komunistycznym panował lęk, że nie można wyjść poza swoją strefę komfortu, że i tak nic się nie uda. Takie było myślenie tamtej epoki. Teraz wszystko wygląda inaczej – próbujemy, podejmujemy wyzwania, otwieramy się na nowe możliwości.
Obecnie, pracując w przedszkolu, przygotowuje scenografie do uroczystości. Ta kreatywność była obecna w moim życiu zawsze.
— Jak wygląda Pani warsztat twórczy – czy szkicuje Pani z natury, ze zdjęć, czy może z wyobraźni?
— Najczęściej pracuję na podstawie zdjęć. Dzięki nim mogę uchwycić światło i cień, a portrety stają się bardziej realistyczne. Zawsze jednak wprowadzam swoje poprawki – nie odwzorowuję fotografii jeden do jednego, tylko nadaję jej własny charakter. Łączę też różne techniki: głównie rysuję ołówkiem i stosuję cieniowanie, ale czasem dodaję węgla, żeby uzyskać głębszy kontrast i mocniejszy wyraz.
— Najczęściej pracuję na podstawie zdjęć. Dzięki nim mogę uchwycić światło i cień, a portrety stają się bardziej realistyczne. Zawsze jednak wprowadzam swoje poprawki – nie odwzorowuję fotografii jeden do jednego, tylko nadaję jej własny charakter. Łączę też różne techniki: głównie rysuję ołówkiem i stosuję cieniowanie, ale czasem dodaję węgla, żeby uzyskać głębszy kontrast i mocniejszy wyraz.
— Portrety ołówkowe to Pani znak rozpoznawczy, ale wiem, że sięga Pani także po inne techniki. Jak wygląda Pani droga w doskonaleniu warsztatu?
— Portret ołówkowy jest mi najbliższy. Szkic traktuję jako zarys, przygotowanie proporcji – to podstawa każdej pracy. Potem pojawiły się próby malowania akrylami – zwierząt, abstrakcji, różnych tematów, które były takim sprawdzianem samej siebie. W pewnym momencie stwierdziłam, że muszę jeszcze bardziej doskonalić proporcje, dlatego zapisałam się do Akademii Rysowania na kurs prowadzony przez Michała Świątkowskiego. To były zajęcia online, które bardzo dużo mi dały – uczyły podstaw rysowania, ale też stawiały wyzwania dla osób, które szybko robią postępy. Rysowaliśmy zwierzęta, dziką naturę, portrety aktorów. Wkładałam w to mnóstwo pracy – bywało, że każdego dnia powstawały cztery rysunki, a ja spędzałam przy nich po kilkanaście godzin dziennie. Bardzo dużo dały mi wskazówki z Akademii, kontakt z artystami na wysokim poziomie i to, że nadal mam od nich wsparcie.
— Portret ołówkowy jest mi najbliższy. Szkic traktuję jako zarys, przygotowanie proporcji – to podstawa każdej pracy. Potem pojawiły się próby malowania akrylami – zwierząt, abstrakcji, różnych tematów, które były takim sprawdzianem samej siebie. W pewnym momencie stwierdziłam, że muszę jeszcze bardziej doskonalić proporcje, dlatego zapisałam się do Akademii Rysowania na kurs prowadzony przez Michała Świątkowskiego. To były zajęcia online, które bardzo dużo mi dały – uczyły podstaw rysowania, ale też stawiały wyzwania dla osób, które szybko robią postępy. Rysowaliśmy zwierzęta, dziką naturę, portrety aktorów. Wkładałam w to mnóstwo pracy – bywało, że każdego dnia powstawały cztery rysunki, a ja spędzałam przy nich po kilkanaście godzin dziennie. Bardzo dużo dały mi wskazówki z Akademii, kontakt z artystami na wysokim poziomie i to, że nadal mam od nich wsparcie.
— Kiedy pojawiła się myśl, by zacząć się doskonalić i wyjść ze swoją twórczością do ludzi?
— To przyszło stosunkowo niedawno. Przez długi czas myślałam, że rysuję na takim poziomie, jaki jest mi potrzebny do pracy, i że to wystarczy. Dopiero w chwili odpoczynku przyszła refleksja, że chciałabym coś po sobie zostawić – żeby dzieci i wnuki mogły kiedyś wspominać mamę, babcię. Dlatego właśnie w noc przed Wigilią, dokładnie o północy, zapisałam się na kurs.
— To przyszło stosunkowo niedawno. Przez długi czas myślałam, że rysuję na takim poziomie, jaki jest mi potrzebny do pracy, i że to wystarczy. Dopiero w chwili odpoczynku przyszła refleksja, że chciałabym coś po sobie zostawić – żeby dzieci i wnuki mogły kiedyś wspominać mamę, babcię. Dlatego właśnie w noc przed Wigilią, dokładnie o północy, zapisałam się na kurs.
Ogromnym wsparciem jest dla mnie mąż, który też ma duszę artystyczną. Teraz jestem w trakcie tworzenia mojej strony internetowej.
Pierwsze kroki w stronę pokazania się szerszemu gronu zawdzięczam wnuczce Zosi. To ona bez pytania wrzuciła moje rysunki na Facebooka i powiedziała: „Babciu, fajnie rysujesz”. Później dodała: „Widzisz, jak dobrze zrobiłam”. Znajomi zaczęli pisać, że czekają na kolejne prace, pytali, czemu nic nowego się nie pojawia. To też mnie zmobilizowało. Każdy nowy portret to dla mnie kolejne doświadczenie. Inspiruję się też internetem – bardzo często korzystam z pomysłów ze strony Pinterest.
— W jaki sposób łączy Pani pracę nauczycielki w przedszkolu z pasją artystyczną? Czy dzieci wiedzą o Pani talencie?
— Moi wychowankowie mają ten plus, że mogą rozwijać się plastycznie razem ze mną. Bardzo często biorą udział w konkursach plastycznych, a ja staram się je inspirować i zachęcać do twórczości. Dzięki temu widzę, jak wzrastają i nabierają wiary w siebie. To dla mnie ogromna satysfakcja.
— Moi wychowankowie mają ten plus, że mogą rozwijać się plastycznie razem ze mną. Bardzo często biorą udział w konkursach plastycznych, a ja staram się je inspirować i zachęcać do twórczości. Dzięki temu widzę, jak wzrastają i nabierają wiary w siebie. To dla mnie ogromna satysfakcja.
— Co sprawia Pani największą radość podczas tworzenia portretów?
— Rysowanie zawsze poprawia mi nastrój – nawet wtedy, gdy dzień nie jest najlepszy. Najpierw pojawia się zwątpienie: czy dam radę, czy osiągnę efekt, o którym marzę? A potem, patrząc na skończony portret, sama nie mogę uwierzyć, że to ja go stworzyłam. To daje ogromną radość i poczucie spełnienia. Czasem, gdy spotykam kogoś na ulicy, od razu myślę: „Ale bym tę osobę narysowała”. Mam już swoją bazę zdjęć i wciąż szukam nowych, trudniejszych wyzwań.
— Rysowanie zawsze poprawia mi nastrój – nawet wtedy, gdy dzień nie jest najlepszy. Najpierw pojawia się zwątpienie: czy dam radę, czy osiągnę efekt, o którym marzę? A potem, patrząc na skończony portret, sama nie mogę uwierzyć, że to ja go stworzyłam. To daje ogromną radość i poczucie spełnienia. Czasem, gdy spotykam kogoś na ulicy, od razu myślę: „Ale bym tę osobę narysowała”. Mam już swoją bazę zdjęć i wciąż szukam nowych, trudniejszych wyzwań.
— Kogo najchętniej Pani rysuje – rodzinę, przyjaciół, osoby znane, a może zupełnie przypadkowe twarze?
— Najbardziej inspirują mnie ludzie i ich twarze. Lubię oddawać czyjeś emocje, a przy okazji także swoje. Szczególnie interesujące są dla mnie kobiety – ich piękne włosy, oczy, wyrazistość. Zawsze jeszcze trochę je upiększam. Chętnie rysuję też dzieci, czasami również mężczyzn, a wśród moich portretów są także aktorki i aktorzy. Zdarza się, że pracuję na starych fotografiach. Moje portrety są bardzo szczegółowe i najczęściej w formacie A4. Korzystam z metody siatki – muszę dokładnie „wyrysować” krateczki, żeby zachować proporcje. Od niedawna zaczęłam wykonywać także portrety na zamówienie. Łatwiejszy szkic zajmuje mi około 6–8 godzin, a portret – kilkanaście godzin, czyli zwykle 2–3 dni pracy. Z każdą kolejną pracą uczę się czegoś nowego, odkrywam kolejne tajniki rysowania.
— Najbardziej inspirują mnie ludzie i ich twarze. Lubię oddawać czyjeś emocje, a przy okazji także swoje. Szczególnie interesujące są dla mnie kobiety – ich piękne włosy, oczy, wyrazistość. Zawsze jeszcze trochę je upiększam. Chętnie rysuję też dzieci, czasami również mężczyzn, a wśród moich portretów są także aktorki i aktorzy. Zdarza się, że pracuję na starych fotografiach. Moje portrety są bardzo szczegółowe i najczęściej w formacie A4. Korzystam z metody siatki – muszę dokładnie „wyrysować” krateczki, żeby zachować proporcje. Od niedawna zaczęłam wykonywać także portrety na zamówienie. Łatwiejszy szkic zajmuje mi około 6–8 godzin, a portret – kilkanaście godzin, czyli zwykle 2–3 dni pracy. Z każdą kolejną pracą uczę się czegoś nowego, odkrywam kolejne tajniki rysowania.
— Jak reagowali znajomi i bliscy, gdy dowiadywali się o Pani talencie?
— Nidzica to małe miasto, więc wieści szybko się rozchodzą. Od razu zaczęli się odzywać znajomi – dostaję wskazówki, podpowiedzi, ale przede wszystkim dużo pozytywnych reakcji. Bardzo szybko pojawiły się też pierwsze pytania, czy narysuję portret córki, syna, bliskiej osoby. Nie od razu byłam na to gotowa, musiałam nabrać odwagi. Zdarza się, że trochę upiększam w portrecie, a wtedy obdarowani dosłownie podskakują z radości. Narysowałam już wielu, ale… jeszcze nigdy nie sportretowałam swojego męża.
— Nidzica to małe miasto, więc wieści szybko się rozchodzą. Od razu zaczęli się odzywać znajomi – dostaję wskazówki, podpowiedzi, ale przede wszystkim dużo pozytywnych reakcji. Bardzo szybko pojawiły się też pierwsze pytania, czy narysuję portret córki, syna, bliskiej osoby. Nie od razu byłam na to gotowa, musiałam nabrać odwagi. Zdarza się, że trochę upiększam w portrecie, a wtedy obdarowani dosłownie podskakują z radości. Narysowałam już wielu, ale… jeszcze nigdy nie sportretowałam swojego męża.
— Czy myślała Pani o zorganizowaniu wystawy swoich prac albo o udziale w konkursach artystycznych?
— Może w przyszłości. Moje pierwsze prace nie były jeszcze tak dokładne i staranne, ale teraz każdą rysuję z ogromną dbałością. Zaczęłam też je porządkować – foliuje je, układam w koszulkach, zabezpieczam. Myślę, że kiedy uzbieram większy zbiór, wtedy będzie to moment, by pomyśleć o wystawie. Mam nadzieję, że ktoś mi w tym pomoże i poprowadzi w odpowiednim kierunku.
— Może w przyszłości. Moje pierwsze prace nie były jeszcze tak dokładne i staranne, ale teraz każdą rysuję z ogromną dbałością. Zaczęłam też je porządkować – foliuje je, układam w koszulkach, zabezpieczam. Myślę, że kiedy uzbieram większy zbiór, wtedy będzie to moment, by pomyśleć o wystawie. Mam nadzieję, że ktoś mi w tym pomoże i poprowadzi w odpowiednim kierunku.
Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie
Komentarze dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników. Zaloguj się.
Zaloguj się lub wejdź przez