Zasłużony dla naszego miasta ks. dr Jan Rymkiewicz we wspomnieniach siostrzenicy

2012-04-14 17:00:00 (ost. akt: 2013-04-06 15:57:34)
Ksiądz Rymkiewicz (w sutannie) ze swoim oddziałem podczas Powstania Warszawskiego

Ksiądz Rymkiewicz (w sutannie) ze swoim oddziałem podczas Powstania Warszawskiego

Autor zdjęcia: Archiwum rodzinne

W piątek, 6 kwietnia minęła 95 rocznica urodzin nieodżałowanego proboszcza nidzickiej parafii, ś.p. księdza dr Jana Rymkiewicza.


Po przeczytaniu wydanych w tym roku wspomnień księdza Józefa Sikory „Człowieczy los” i pracy ks. K. Bielawnego „Nidzica i okolice. Katolicy i ewangelicy po 1945 roku” postanowiłem bliżej poznać losy ks. Rymkiewicza.

Po nawiązaniu kontaktu z panią Krystyną Siekierską, zamieszkałą w Krakowie, siostrzenicą księdza Rymkiewicza, okazało się jak niepełna jest znajomość jego biografii w Nidzicy. Otrzymałem m.in. wspomnienie innej siostrzenicy księdza, pani Barbary Zawadzkiej, które poniżej przedstawiam.


Jan Rymkiewicz był najstarszym bratem mojej mamy. Urodził się w Łunińcu koło Pińska 6 kwietnia 1917 roku. Ojciec jego, a mój dziadek  był maszynistą, pracował na kolei. Gdy wujek miał kilka lat, rodzina z Pińska, już sześcioosobowa, / w Pińsku urodziła się moja mama Helena – Nela, ciocia Józefa –Ziunia i wujek Zymunt –Zyga/ przeprowadziła się do Grodna. 




Ksiądz żołnierzem 
Powstania Warszawskiego


W Grodnie ukończył gimnazjum. Następnie udał się do Krakowa, gdzie wstąpił do Seminarium XX Misjonarzy na Kleparzu przy ul. Filipa. W 1939 roku we wrześniu był w Grodnie (przyjechał na wakacje), gdy Niemcy napadły na Polskę, a następnie wojska sowieckie wkroczyły do Grodna. Organizował akcje niesienia pomocy sanitarnej walczącym.

W listopadzie 1939 roku przekroczył zieloną granicę i przybył do Krakowa, aby kontynuować naukę w Seminarium. Święcenia diakonatu odbyły się w Krakowie 27 listopada1942 roku / zdjęcie z dedykacją dla jego babci/, a 18 lipca 1943 roku otrzymał święcenia kapłańskie i skierowany został , jako wikariusz, do parafii św. Krzyża w Warszawie.

Po wybuchu powstania warszawskiego podjął obowiązki kapelana powstańców. Najpierw był to udział w grupie Harnasia (przy ul. Czackiego 21/23), a następnie, po zlikwidowaniu punktu sanitarnego tej Grupy, szef duszpasterstwa „Biblia” 16 września1944r skierował go do I Batalionu Szturmowego 4. Rejonu AK dla spełniania opieki duszpasterskiej. Posiadam jeszcze ksero przepustki nr 0125, wydanej 17 września1944 przez I Baon Szturmowy, upoważniającej do przebywania na terenie Bloku, swobodnego wchodzenia oraz opuszczania obiektu i przebywania na mieście. Przepustkę podpisali adiutant Baonu porucznik Wilczyński i dowódca I Baonu Szturmowego kapitan Rum.

Ostatni dokument, który posiadam pochodzi z 23 września 1944 roku. Jest to oświadczenie szefa duszpasterstwa dziekana "Biblii', iż ks. Jan II jest kapelanem I Baonu Szturmowego IV Rejonu AK. Podobnie jak wielu kapłanów Powstania przebywał często pod silnym ogniem walczących, spieszył z sakramentalną posługą, prowadził pogrzeby.



Represjonowany przez 
władze trafił do Nidzicy



Po powstaniu i po obozie w Pruszkowie pojechał do Krakowa, a stamtąd został skierowany do parafii Najświętszej Maryi Panny w Pabianicach. Tam poświęcił się pracy duszpasterskiej i budowlanej. Wspomagał proboszcza parafii przy prowadzeniu remontu kościoła, organizował pomoc potrzebującym, współpracował z jeszcze działającym harcerstwem.

Jednocześnie na Uniwersytecie Jagiellońskim pisał pracę doktorską z zakresu teologii. Dotyczyła ona Piotra Colleta i jego wpływu na teologię moralną w Polsce. Pracę obronił w 1951 roku. W tym czasie nasilały się różne formy nękania kapłanów przez ówczesne władze państwowe. Ingerowano w struktury duszpasterskie.

Wujek otrzymuje kolejne orzeczenia wydane przez Starostę Powiatu Łaskiego Antoniego Bojara w sprawie karno-administracyjnej, w której obwiniono ks. Jana o to, że mimo zakazu władz, odczytał oświadczenie Episkopatu. Karany był grzywnami. Doprowadziło to do usunięcia wujka z parafii.

Przebywał w Chylicach pod Warszawą i był kapelanem sióstr zakonnych, odsunięty od pracy z wiernymi. Po 1956 roku w okresie złagodzenia represji, powrócił do działalności duszpasterskiej w parafiach. Podjął ją w diecezji warmińskiej.

Najpierw w Olsztynie, a następnie w Nidzicy, gdzie został proboszczem i dziekanem dekanatu Nidzickiego. W Nidzicy zaangażował się w organizowanie prac remontowo-budowlanych. Często powtarzał, że budując domy Boże w sercach wiernych, nie można zapomnieć o budowie i remontach domu Bożego, w którym wierni się spotykają.

Stale był nękany przez struktury państwowe. Pamiętam telefonistkę Panią Wacię z Nidzicy , która opowiadała mi, że kazano telefonistkom podsłuchiwać wszystkie rozmowy z domu parafialnego i powiadamiać o czym wujek rozmawia i z kim.



Umarł w Nałęczowie

spoczął w Nidzicy


Miał on bardzo dobry kontakt z wiernymi, był bardzo dobrym wychowawcą, potrafił rozwijać zainteresowania wiarą wśród młodzieży. W sierpniu 1965 roku przyjechał jeszcze do Krakowa, był bardzo słaby, nie miał siły chodzić, ciągle musiał się kłaść. Nie miał siły na piesze wycieczki do okolicznych klasztorów i sanktuariów, które bardzo lubił. Wcześniej często jak przyjeżdżał do nas towarzyszyłam mu w tych wycieczkach.

Moja mama załatwiła mu wizytę u kardiologa, ten chciał zostawić go w szpitalu na obserwacji, wujek absolutnie nie chciał się zgodzić. Wrócił do Nidzicy, stamtąd pojechał jeszcze do Nałęczowa, gdzie zmarł 30 września 1965 roku. Został pochowany na cmentarzu w Nidzicy.

W uroczystościach pogrzebowych, oprócz biskupów, wielu księży, uczestniczyły rzesze wiernych. Wierni wystawili mu grobowiec w kształcie ołtarza górujący nad innymi grobowcami tak, że nie ma problemu z dotarciem do niego.

Dziadek mój Józef Rymkiewicz nie mógł pogodzić się z tak przedwczesną śmiercią swojego syna. Stojąc przy świeżym grobie powiedział, że w wujka nogach jest miejsce dla niego i że on chce być tu pochowany. I nikt wówczas nie sądził, że tak się stanie, ponieważ przewożenie zwłok z różnych województw było w tamtych czasach niemożliwe.

Dziadek mój, czując się źle, pojechał na ryby do Węgorzewa, gdzie umarł nagle. Było to 21września 1967 roku. I cóż, sprawdziły się jego słowa, bo przewiezienie zwłok do powiatu sąsiedniego jeszcze można było załatwić. I tak dziadek spoczął przy swoim ukochanym synu.



W pamięci nidziczan 
pozostał na zawsze


Odwiedzając grób wujka i dziadka zaskoczona jestem, że groby te zawsze są zadbane, znajdują się tam nawet świeże kwiaty i palące się znicze, a przecież bywamy tam w bardzo różnych porach. W roku 2009 w czerwcu zawieźliśmy tam naszych wnuków Olafa i Franka , żeby zobaczyli groby swoich przodków. Przecież mój dziadek to jest ich prapradziadek.


Zwiedziliśmy z nimi zamek w Nidzicy, bardzo ciekawie opowiadał o nim przewodnik.

W kościele, w którym wujek był proboszczem, wisi jeszcze przy wejściu historia kościoła napisana przez wujka z jego podpisem.

Tak kończą się wspomnienia pani Zawadzkiej. Na nagrobku w 1990 roku rodzina przytwierdziła tabliczkę z nadanymi pośmiertnie odznaczeniami i stopniem majora. Ksiądz otrzymał w uznaniu czynów niezwykłego męstwa w okresie drugiej wojny światowej m.in. Krzyż Srebrny Orderu Wojennego Virtuti Militari.

Nadal pewną tajemnicą owiana jest przyczyna szybko postępującej choroby. Czy pobicie do jakiego doszło na wiosnę 1965 roku przez służby aparatu komunistycznego przyczyniło się do przedwczesnej śmierci. Pewnie tak.

Komentarze (4) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Komentarze dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników. Zaloguj się.

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Veronica Rymkevich #678468 | 91.76.*.* 19 maj 2012 22:13

    Byłem głęboko poruszony tym opowiadaniu i foto Pan Rymkevich uderzyłniesamowite podobieństwo do fotografii mojego dziadka, nazywane równieżJohn Rymkevich. Mój dziadek urodził się w 1900 roku w Wilnie i jego starszy bratmiał na imię Józef. I byłoby bardzo wdzięczny, gdyby Autor publikacji pomógł miskontaktować się z panią Barbary Zawadzkiej i Krystyna Siekierską. veronarym@yandex.ru

    Ocena komentarza: warty uwagi (2) odpowiedz na ten komentarz

  2. haga #641292 | 89.72.*.* 17 kwi 2012 09:45

    W Nidzicy, jako młoda dziewczyna, mieszkałam kilka lat. Był to okres, kiedy podziwiałam dr. ks. Jana Rymkiewicza, za jego mądrość (rozmowy podczas kolęd, kazania itp.) oraz niezwykłe zaangażowanie się w remont kościoła. Był wzorem duszpasterza. O takich ludziach zawsze i się pamięta.

    Ocena komentarza: warty uwagi (3) odpowiedz na ten komentarz

  3. byla mieszkanka Nidzicy #639118 | 77.112.*.* 15 kwi 2012 18:31

    Pamietam Ks. Proboszcza jako wspanialego duszpasterza; cieszyl sie duza sympatia wiernych i mlodziezy ale niestety wladze komunistyczne utrudnialy mu w rozny sposob jego posluge duszpasterska. Wiadomosc o pobiciu - rozeszla sie wsrod wszystkich wiernych (wg informacji - zostal wezwany w nocy do chorego; zasadzke przygotowaly owczesne wladze). Na pewno istnieja w archiwum nidzickim materialy na temat przesladowania ksiedza.

    Ocena komentarza: warty uwagi (5) odpowiedz na ten komentarz

  4. Ewa #637901 | 46.112.*.* 14 kwi 2012 20:30

    Moja mamusia do dziś wspomina księdza Rymkiewicza był wspaniałym człowiekiem,opowiadała mi że strasznie pobili księdza komuniści dlatego zmarł.

    Ocena komentarza: warty uwagi (6) odpowiedz na ten komentarz

2001-2022 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, GRUPA WM Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 5