Nasi na Hańczy. Widoki rekompensowały ból i zmęczenie

2021-04-22 09:00:00 (ost. akt: 2021-04-22 07:50:35)

Autor zdjęcia: archiwum prywatne

BIEGI || Niewielkie Smolniki, ukryte w Suwalskim Parku Krajobrazowym, zostały 17 kwietnia opanowane przez biegaczy. W licznym gronie długodystansowców nie zabrakło i solidnej ekipy spod bandery naszego powiatu, która rzuciła rękawicę słynnej Ultra Hańczy.
Wyzwanie to było szczególne m.in. dlatego, że — teoretycznie — wcale się... nie odbyło. Tak jak salony fryzjerskie zamieniają się — za sprawą obostrzeń — w kliniki "amputacji włosów" czy "centra do przeprowadzania szkoleń", tak swoją odpowiedź w tej kwestii znaleźli i organizatorzy imprez biegowych. Czwarta edycja biegu była inna niż wszelkie poprzednie.

— Zgodnie z nowym rozporządzeniem z 15 kwietnia, które zmieniło poprzednie rozporządzenie, nasza impreza zmieniła swój charakter. Anulowaliśmy wydarzenie sportowe i przeszliśmy do testu trasy biegowej — wydali komunikat organizatorzy. Prosząc jednocześnie o zrozumienie sytuacji czekających w napięciu uczestników, którzy do ostatnich chwil zastanawiali się czy wydarzenie się odbędzie.

Biegu więc — teoretycznie — nie było, ale każdy z trzech przygotowanych na miejscu wariantów stał się jedną z najlepiej przetestowanych obecnie tras biegowych świata.

Z najkrótszym z dystansów, 25-kilometrową Cisowa Trail, zmierzyła się m.in. Sylwia Kondraciuk. — Nasza grupa to zaprzyjaźnieni ze sobą miłośnicy biegania. Pomysł na wyjazd padł od Szymona Markiewicza. Namawiać długo nie musiał, bo wszyscy tęsknimy za czasem, gdy częściej wyruszaliśmy na tego typu imprezy. Obecnie niestety mniej okazji do sportowych spotkań, do poczucia klimatu wspólnego startu i adrenaliny — przekonuje biegaczka z Sorkwit.

— Tempo utrzymywałam dość "spacerowe". Nie tylko przetestowałam trasę. Trasa przetestowała i mnie. A szczególnie moją przyczepność do podłoża, wspinaczkę pod górki i zjazdy na tyłku, a nawet... umiejętność zrobienia szpagatu (śmiech). Nie było to łatwe "bieganko" po czyściutkim asfalcie czy alejce. Trudny teren i upał szybko weryfikowały wszystkie wcześniejsze plany czasowe. Cały ból, zmęczenie i niedogodności w pełni rekompensowały jednak niesamowite widoki — dodaje nasza biegaczka, która podziwiając piękno przyrody... przeoczyła jedno z oznaczeń trasy, co kosztowało ją dodatkowe 1,5 km.

Magia Suwalszczyzny zachwyciła i Patrycję Bereznowską, naszą ikonę biegów długodystansowych (m.in. rekordzistka świata w biegu 48-godzinnym). — Jestem szczęśliwa, że natura obdarzyła mnie wytrzymałością, a nie szybkością. W moim tempie mogę podziwiać widoki na trasie i na dodatek cieszyć się tymi najdłuższymi z najdłuższych dostępnych w Polsce dystansów. Cieszę się, że potrafię w jeden dzień zobaczyć tak wiele i to jeszcze w towarzystwie pozytywnych, życzliwych ludzi. Brawo całej ekipie Ultra Kierunek za świetne punkty odżywcze, uśmiech i determinację. Tak potrzebną w obecnych czasach, żeby to wydarzenie mogło się odbyć — mówi biegaczka, która "dla odmiany" stanęła na najwyższym stopniu podium. Najbardziej we znaki dały jej się błotniste odcinki, po których buty przypominały wielkie, lepkie, pozbawiające sił platformy.

Z bardzo solidnej strony zaprezentowała się w weekend m.in. i Milena Chmielewska. Utalentowana mrągowianka wybiegała sobie trzecie miejsce na prestiżowym "pudle". Wielu młodszym kolegom sportowo nosa utarł ponadto nasz biegowy weteran, 59-letni Jan Zawrotny. — Choć wysiłek był znaczny, to było świetnie. Niedługo zapewne więc "przetestujemy" jakąś kolejną trasę — zapowiada nasza brygada długodystansowców.

Kamil Kierzkowski

2001-2021 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, GRUPA WM Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 5