Kętrzynianin wspomina współpracę z Krzysztofem Krawczykiem: Przywitał mnie, jakbyśmy się znali od zawsze

2021-04-18 15:13:41 (ost. akt: 2021-04-18 15:34:32)

Autor zdjęcia: Izabela Szatrawska / Grzegorz Kwakszys

W szerokiej artystycznej biografii Krzysztofa Krawczyka możemy znaleźć również kętrzyńskie "epizody". I wcale nie chodzi tu o koncerty. Autorem tekstów na jedną z płyt artysty był pochodzący z Kętrzyna poeta Krzysztof Szatrawski.
Był rok 1999. Krzysztof Krawczyk nawiązał współpracę z Norbim. Wspólnie nagrali utwór "Piękny dzień", do którego powstał teledysk. Na zaproszenie Norbiego artysta pojawił się w studiu nagrań Radia Olsztyn. Tam powstała płyta z nowymi utworami artysty. Realizacją studyjną zajął się Ryszard Szmit. O warstwę muzyczną zadbali muzycy związani z Warmią i Mazurami, m.in. Grzech Piotrowski i Paweł "Bzim" Zarecki.

Większość tekstów napisał pochodzący z Kętrzyna poeta - Krzysztof Szatrawski. Jak doszło do tej współpracy? — W latach 90-tych z kompozytorem Marciem Wawrukiem tworzyliśmy duet autorski. Wspólnie napisaliśmy kilka piosenek dla Norbiego. I to właśnie dzięki Norbiemu Krawczyk pojawił się w Olsztynie w studiu. To miała być płyta zupełnie inna od tego, co nagrywał do tej pory. Miał to być portret dojrzałego mężczyzny, świadomego i pogodzonego ze światem. Muzykę stworzył m.in. Marcin Wawruk. Zaczęliśmy od tego, że do dwóch kompozycji trzeba było napisać tekst — opowiada Krzysztof Szatrawski. — Jako muzyk nie mam problemów z dobraniem słów, które rytmicznie i nastrojem pasowałyby do muzyki. Często dostawałem gotowe melodie, do których trzeba było coś napisać. I tak też było w tym przypadku. Stylistycznie materiał był bardzo bogaty - od fragmentów rockowych po jazz. Ja podążałem za muzyką. Najpierw napisałem dwa teksty, które bardzo się Krzysztofowi Krawczykowi spodobały — wspomina kętrzynianin.

To był również ten moment, kiedy pisarz docenił profesjonalizm Krawczyka. — Kiedy stanął za szybą w studiu i zaśpiewał piosenkę tak po prostu, bez przygotowania, zrobił to tak dobrze, że wszyscy obecni odczuli, z jakiej klasy profesjonalistą mają do czynienia. Bardzo dobry słuch i sprawny głos, wszystkie dźwięki czyste, frazy ukształtowane zgodnie z zasadami. Nie było trzeba niczego poprawiać. Obecnie jest to normą, że braki talentu i umiejętności retuszuje się w studio. U Krzysztofa nic takiego nie było potrzebne. Stawał przed mikrofonem i śpiewał — mówi poeta i jednocześnie muzyk. Łącznie na płycie "Warto żyć" znalazło się 13 piosenek. Do ośmiu z nich słowa napisał Krzysztof Szatrawski.

Jak wyglądało pierwsze spotkanie dwóch Krzysztofów? — Krawczyk wszedł do studia. Ja już w nim byłem wcześniej. Zostałem przedstawiony, podaliśmy sobie ręce. On przywitał mnie tak, jakbyśmy się znali od zawsze. To było charakterystyczne. Był niezwykle przyjazny i otwarty i podobnie traktował wszystkich ludzi — odpowiada profesor Wydziału Sztuki Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie.

Obaj panowie spotykali się również poza studiem, m.in. na wspólnych obiadach. Dzięki temu poznali się trochę lepiej. — Krawczyk miał niezwykłą cechę - ogromną inteligencję emocjonalną. Potrafił nie tylko wyczuwać emocje drugiego człowieka, ale też nadać taki ton kontaktom czy rozmowie, że ludzie natychmiast czuli się zauważeni i docenieni. A on odnosił się do ludzi z uwagą i ogromnym szacunkiem — opisuje zmarłego wokalistę Krzysztof Szatrawski. — Niektórzy ludzie aby żyć potrzebują hejtu i negatywnych emocji, niektórych to wzmacnia. Krzysztof Krawczyk był ich całkowitym przeciwieństwem. Ze stoickim spokojem podchodził do krytyki. Mówił "nie podobam się tym, to spodobam się innym". Dzięki temu był pogodny i żył w zgodzie ze światem. Jednak gdy człowiek go lepiej poznawał, to dało się zauważyć, że za tą pogodą kryje się ogromna wrażliwość i całe bogactwo emocji. Mężnie znosił przykrości, nie roztkliwiał się nad sobą, nie epatował otoczenia negatywnymi emocjami. Każdemu człowiekowi dawał odczuć, że jest dla niego kimś ważnym. To cecha ludzi wielkich — opowiada kętrzynianin.

Krzysztof Szatrawski przyznaje, że pod kątem muzycznych fascynacji bliżej mu do rocka czy jazzu, niż muzyki popularnej. Jednak współpracę z niekwestionowaną gwiazdą polskiej sceny wspomina bardzo dobrze. Ma również swoje ulubione utwory w repertuarze Krawczyka. — Bardzo podoba mi się wspólna piosenka nagrana z Norbim. Oczywiście też kilka jego słynnych utworów, np. "Jak minął dzień". Może nie jest moją ulubioną, ale wpisała się w pewien okres życia w Polsce. Kultowy wręcz "Parostatek" to już w ogóle inna historia, ale też przecież w jakiś sposób definiuje lata 70-te. Nawet ten teledysk przypomina ówczesną modę czy telewizję. To chyba zresztą największy przebój Krzysztofa Krawczyka — wymienia mieszkający obecnie w Olsztynie kętrzynianin.

Z płyty, na którą napisał teksty wyróżnia "Każdy dzień z tobą". — To pierwsza piosenka, jaką napisałem dla Krawczyka. Nie ukrywam, że pisałem to jako przebój, który wtedy - w 1999 czy 2000 roku - mógłby podbić radiowe rozgłośnie. Niestety tak się nie stało (płyta ukazała się 10 lat później). Ta piosenka jest przebojowa, z delikatnym wpływem wokalistyki jazzowej — mówi prof. UWM. Zwraca też uwagę na inny utwór, jak podkreśla - z poważnym tekstem, zatytułowany "Tylko miłość". — W tym utworze Krawczyk sam zasugerował o czym chce mieć tekst. Rzadko zdarza mi się taka sytuacja. Tu stwierdził konkretnie, że ma być o miłości do kobiety i do Boga. I w dodatku jest to ta sama miłość. Utwór ma trzy zwrotki, więc skonstruowałem to tak, że najpierw jest intymna miłość między dwojgiem ludzi, potem miłość do ludzkości i na końcu do Boga. To zostało świetnie pod względem muzycznym skonstruowane przez Pawła "Bzima" Zareckiego — opisuje Szatrawski. Trzecim wyróżnionym utworem jest "Życie jak walc". Jak przyznaje sam autor tekstu, napisanie do niego słów nie było łatwym zadaniem. — To bardzo piękny walc skomponowany przez Marcina Wawruka. Ta piosenka dała mi dużo satysfakcji. Marcin napisał piękny i wydawać by się mogło prosty muzycznie walc. Dla tekściarza jednak napisanie czegoś do takiego rytmu nie jest prostą sprawą. Niektóre frazy zbudowane były w ten sposób, że tylko jednosylabowe słowa mogły dobrze zabrzmieć. Po prostu każda nuta musiała być akcentowana. A ile jest jednosylabowców w języku polskim? W rezultacie była to prawdziwa łamigłówka. Nad tym tekstem pracowałem chyba ze dwa tygodnie — wspomina z uśmiechem poeta.

Po nagraniu płyty panowie nie mieli okazji do częstych kontaktów. Sam album w wyniku różnych perturbacji ukazał się dopiero 20 stycznia 2009 roku. Kilka miesięcy później, w listopadzie, uzyskał status Złotej Płyty. Nagroda trafiła również w ręce Krzysztofa Szatrawskiego. Do spotkań z gwiazdą polskiej piosenki już jednak nie doszło. — Krzysztof Krawczyk zaczął realizować wtedy inne muzyczne projekty. Wiem, że nieraz wymieniał moje nazwisko przy różnych okazjach, podczas koncertów itp. Zawsze to było dla mnie bardzo miłe, kiedy docierała do mnie informacja, że gdzieś o mnie wspomniał — dodaje nasz rozmówca.

Wojciech Caruk

2001-2021 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, GRUPA WM Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 5