GKS znowu wygrał i to na wyjeździe. „Gospodarze byli tylko tłem dla zespołu z Wikielca” [zdjęcia]

2021-09-05 08:23:41 (ost. akt: 2021-09-05 08:40:56)
Radość drużyny GKS Wikielec po jednym z goli Szymona Masiaka

Radość drużyny GKS Wikielec po jednym z goli Szymona Masiaka

Autor zdjęcia: Łukasz Szymański

Po zwycięstwie w poprzedniej kolejce, z ówczesnym liderem III ligi Lechią Tomaszów Maz., trener GKS-u Wikielec Łukasz Suchocki zapowiadał w rozmowie z nami, że jego zespół do Białej Piskiej też jedzie po trzy punkty. Słowa nie były rzucane na wiatr, Gieksa wygrała wczoraj (sobota 4 września) na terenie Znicza.
W sześciu dotychczas rozegranych kolejkach sezonu 2021/22 GKS przegrał tylko raz. Początkowo zespół z gminy Iława miał problemy z wygrywaniem, jednak komplety punktów zdobyte w pojedynkach z Lechią i Zniczem wywindowały drużynę trenera Suchockiego z samego dołu ligowej tabeli aż na piątą lokatę.

Mecz relacjonuje obecny na sobotnim spotkaniu Łukasz Szymański, dziennikarz Gazety Olsztyńskiej.

Znicz Biała Piska - GKS Wikielec 1:2 (0:2)
0:1, 0:2 – Masiak (22, 45), 1:2 – Famulak (68)

ZNICZ: Kanclerz – Duchnowski (59 Jambrzycki), Molski, Mosakowski, Denert, Kalinowski (59 Ołów), Furman, Kuśnierz, Fiedorowicz (65 Trąbka), Famulak, Giełażyn
GKS: Wieczerzak – Korzeniewski, Kacperek, M. Jajkowski, Jońca, Żarejko, Grzybowski, Szypulski, Jankowski (79 Rosoliński), Święty (85 Carbajal), Masiak (72 Bartkowski)

Znicz po raz drugi w tym sezonie przegrał derbowe spotkanie z rywalem z regionu, a łącznie zanotował już trzecią porażkę na swoim boisku w czterech występach.

Gospodarze zaskoczyli in minus pod każdym względem piłkarskiego rzemiosła, będąc tylko tłem dla lepiej zorganizowanych rywali. – Zabrakło praktycznie wszystkiego, nie zasłużyliśmy nawet na jeden punkt. Poza jedną bramką sytuacyjną strzeloną przez Maćka Famulaka nie stworzyliśmy praktycznie żadnej okazji – mówi Ryszard Borkowski, trener Znicza.

– Jestem rozczarowany, bo po bardzo dobrym meczu w Łodzi z ŁKS II, przegraliśmy kolejne spotkanie u siebie. Liczyłem, że będziemy potrafili pójść za ciosem i pokonamy zespół z Wikielca. Wiedzieliśmy, gdzie rywale mają mocne strony, jak grają, ale byliśmy po prostu słabsi. W pierwszej połowie praktycznie grał tylko Wikielec, a my biegaliśmy za piłką. W drugiej zagraliśmy odważniej, ale nic z tego nie wynikało. Niestety, jeśli się bramek nie strzela, to spotkania się nie wygrywa – słusznie zauważa Borkowski.

Znicz od pierwszych minut sprawiał wrażenie drużyny z zaciągniętym hamulcem ręcznym. Trener Ryszard Borkowski w ostatnich spotkaniach ustawiał zespół w średnim pressingu, oddając rywalom pole gry, ale gdy po przejęciu piłki miejscowi nie potrafili wymienić kilku celnych podań i choćby zawiązać akcji, było wiadomo, że przed gospodarzami bardzo trudne spotkanie. Odrobinę nadziei w serca kibiców w Białej Piskiej mogła wlać akcja z 9. min, zakończona strzałem Macieja Famulaka, jednak na posterunku był Marcin Wieczerzak.

Z czasem okazało się, że defensywa Znicza także stanowi sito z naprawdę dużymi oczkami. W 22. min po raz pierwszy wykorzystał to Szymon Masiak. Napastnik GKS otrzymał piłkę ok. 25 m przed bramką Jakuba Kanclerza i odważnie ruszył do przodu. Widząc pasywność obrońców rywali w końcu zdecydował się na strzał, a że nikt go nie atakował, to przymierzył naprawdę precyzyjnie przy słupku, choć miał piłkę na słabszej, lewej nodze.

Znicz mógł odpowiedzieć w 30. min, ale przyjezdni wybili piłkę sprzed linii bramkowej po rzucie rożnym, a po chwili Wieczerzak przeniósł nad poprzeczką strzał głową Huberta Molskiego. Bramkarz GKS „przypilnował wyniku” także w końcówce pierwszej połowy, gdy instynktownie odbił piłkę uderzoną przez Łukasza Kuśnierza znajdującego się kilka metrów przed bramką.

W 40. min nieporozumienie obrońców Znicza, którzy nie potrafili wybić piłki mógł wykorzystać Łukasz Święty, ale jego uderzenie pewnie złapał Kanclerz. Już w doliczonym czasie gry pierwszej połowy, po raz drugi na listę strzelców wpisał się za to Masiak. Piłkę w pole karne zagrał Sebastian Szypulski, a napastnik GKS bez problemu odskoczył od pilnującego go obrońcy i znów zmusił bramkarza Znicza do kapitulacji.

Druga połowa była jeszcze bardziej ciężkostrawnym daniem. W grze Znicza dalej było dużo niedokładności i nieporadności, a GKS postanowił skupić się na obronie korzystnego wyniku. Długimi fragmentami z boiska wiało nudą. Nieoczekiwanie przerwał ją gol Znicza w 68. min. Na dośrodkowanie w pole karne GKS zdecydował się Molski, na szesnastkę piłkę wycofał Łukasz Trąbka, a płaskim strzałem kontaktowego gola zdobył Maciej Famulak. Znicz był jednak tak słabo dysponowany, że nawet nie poczuł krwi i nie rzucił się na przeciwnika, szukając wyrównania za wszelką cenę.

Wynik w ostatniej akcji meczu mógł ustalić Mateusz Jambrzycki, ale skrzydłowy Znicza główkował obok bramki. Gdyby GKS stracił w sobotę punkty w Białej Piskiej, to goście mogliby mieć do siebie mnóstwo pretensji za brak wyrachowania i podanie ręki gospodarzom, którym wychodziło naprawdę niewiele.

– Przede wszystkim chcę pogratulować swojej drużynie, bo wykonaliśmy kawał dobrej roboty i zasłużenie zapracowaliśmy na to zwycięstwo – mówi Łukasz Suchocki, trener GKS.
– W pierwszej połowie mieliśmy zdecydowaną przewagę, w drugiej cofnęliśmy się, mając korzystny wynik, i cieszę się, że obroniliśmy rezultat. Po straconej bramce wkradło się trochę nerwowości, bo Znicz próbował gonić wynik. Natomiast w przekroju całego spotkania jestem zadowolony ze swojej drużyny – dodaje Suchocki.

Dwa zwycięstwa z rzędu sprawiły, że do środowego meczu u siebie z rezerwami Legii Warszawa zespół z Wikielca przystąpi jako drużyna z czołówki ligi. Początek spotkania 7. kolejki o godz. 16.30. Znicz z kolei zagra na wyjeździe z prowadzącą w tabeli Legionovią Legionowo. Pierwszy gwizdek w tym meczu o godz. 17.

ŁSz

2001-2021 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, GRUPA WM Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 5