Ł. Suchocki: Cały czas stąpamy po kruchym lodzie [wywiad]

2021-05-20 14:10:42 (ost. akt: 2021-05-20 14:35:25)
Łukasz Suchocki (GKS Wikielec) zalicza właśnie bardzo udany start trenerskiej kariery

Łukasz Suchocki (GKS Wikielec) zalicza właśnie bardzo udany start trenerskiej kariery

Autor zdjęcia: Mateusz Partyga

Pal licho puchary — teraz najważniejsza dla GKS-u Wikielec jest liga, a dokładnie utrzymanie się w niej. Takie właśnie zadanie stoi przed absolutnym debiutantem jeśli chodzi o prowadzenie drużyny seniorów, jednak póki co Łukasz Suchocki w trenerskiej skórze czuje się bardzo dobrze.
Od momentu przejęcia, po Wojciechu Tarnowskim, III-ligowej drużyny z gminy Iława Gieksa rozegrała pięć spotkań pod wodzą Łukasza Suchockiego (wcześniej był zawodnikiem tego zespołu), z których aż cztery wygrała i jedno zremisowała. Przyznajcie: debiut marzenie, prawda? A o pucharowej wpadce z Olimpią Olsztynek (więcej o środowym meczu przeczytasz TUTAJ) trzeba po prostu zapomnieć.

Suchocki już w poprzedniej naszej publikacji zapowiadał, że nie będzie trenerem grającym. Nawet nie chce wprowadzać się do kadry meczowej, choćby na ławkę rezerwowych. Aktualnie skupia się tylko na pracy szkoleniowej, która — jak przyznaje w dzisiejszej rozmowie z nami — łatwa na pewno nie jest. Młody szkoleniowiec (iławianin ma 34 lata) zapowiadał też, że ma pomysł na swój zespół. I wyniki to potwierdzają.

WYWIAD Z ŁUKASZEM SUCHOCKIM

Tak szczerze: nie żałowałeś trochę, oczywiście w kontekście walki o utrzymanie w III lidze i utraty sił, zwycięstwa w meczu 1/4 finału Wojewódzkiego Pucharu Polski z Mrągowią? Mecz trwał 120 minut, podobnie zresztą jak środowy, przegrany pojedynek z Olimpią.
— Na pewno tak jest, bo też nie ma co się oszukiwać: te dwa pucharowe pojedynki, najpierw z Mrągowią a następnie z Olimpią Olsztynek, kosztowały nas mnóstwo sił. W obu przypadkach rozegraliśmy regulaminowe 90 minut, do tego dogrywkę oraz rzuty karne, które też są swego rodzaju obciążeniem. A trzeba pamiętać, że nasza kadra jest ostatnio dość wąska, więc kolejne mecze w środku tygodnia raczej nie pomagają. Z drugiej jednak strony, po to zgłaszamy się do rozgrywek wojewódzkiego pucharu, aby zajść w nich jak najdalej, a najlepiej go wygrać. Z pucharu jednak odpadliśmy, to już jest dla nas historia. Teraz skupiamy się na lidze.

Wracamy więc na ligowe podwórko. W poprzedniej naszej rozmowie powiedziałeś, że masz pomysł na Gieksę, na to, aby wyniki były lepsze. Zdradź nam tajemnicę swojego nowego warsztatu: jaki to był pomysł?
— Miałem to szczęście, że byłem w środku tej drużyny. I jestem wciąż. Znam jej bolączki, słabości, ale także mocne strony, a to już jest dużo na starcie. Moim głównym pomysłem, a właściwie celem, było sprawienie, żeby piłkarze znowu zaczęli cieszyć się grą w piłkę. Niby to rzecz prosta i oczywista, jednak nie jest tak do końca. Brakowało nam świeżości mentalnej, radochy z uprawiania futbolu. Pracowałem więc nad głowami moich zawodników, dużo z nimi rozmawiam. Ale oprócz samej mentalności trzeba było też poprawić kwestie czystko piłkarskie, na przykład w naszym przypadku bardzo kulała gra obronna.

Koncentrację w defensywie, a w efekcie gole, traciliście często na początku meczu lub drugiej połowy, przeważnie po stałych fragmentach gry.
— Zgadza się. Dostawaliśmy taką bramkę tuż po pierwszym gwizdku lub po zmianie stron i od razu wiara w końcowy sukces z nas ulatywała.

Jak wyglądało powitanie w drużynie Suchockiego-trenera, a nie Suchockiego-piłkarza?
— Nie było z tym większych problemów, tak mi się wydaje. Na samym początku ustaliliśmy zasady współpracy z drużyną i tego się trzymamy. Ci piłkarze byli, są i w przyszłości dalej będą moimi kolegami, jednak jest jasno określone i powiedziane, że podczas treningu czy meczu to ja jestem trenerem i tej zasady się trzymamy.

Z perspektywy miesiąca i pięciu meczów ligowych już wiesz, jak smakuje trenerski chleb. Jest ciężko?
— Oj tak, i to bardzo. To ciężka praca, wymagająca mnóstwa poświęcenia. Ja praktycznie cały czas się uczę, zdobywam doświadczenie. Na przykład pucharowe pojedynki z Mrągowią oraz z Olimpią dały mi niezłą szkołę, dzięki tym meczom zdobyłem doświadczenie w prowadzeniu zespołu nie tylko przez 90 minut. Już teraz jednak widzę, że to — a propos — ciężki kawałek chleba wiążący się ze sporą dawką stresu. To nie jest łatwa praca.

Ale wasze wyniki, przynajmniej na razie, napawają optymistycznie kibiców Gieksy. Jak oceniasz szanse swojej drużyny na utrzymanie się w III lidze?
— Ostatnie wyniki rzeczywiście są dobre, jednak nie możemy zapominać, że droga do wywalczenia utrzymania jest jeszcze bardzo trudna. Pozostało sześć kolejek, w których będziemy mierzyć się z drużynami mającymi identyczny cel jak my, czyli uniknięcie spadku. Ligowa tabela, zwłaszcza w rejonie walki o utrzymanie, jest bardzo płaska. Z ligi spadnie co najmniej siedem drużyn, a trzeba pamiętać, że grono to może się powiększyć w przypadku spadku z II ligi do III takich drużyn jak Znicz Pruszków czy Olimpia Elbląg. Ich degradacja spowoduje, że drużyny z aktualnej trzeciej ligi będą musiały zrobić im miejsce, czyli też polecą o klasę niżej. Grono spadkowiczów może być zatem bardzo liczne. Wkrótce czeka nas kolejny maraton: w najbliższej kolejce gramy na wyjeździe z KS Kutno, potem w środę 26 maja — również na obcym terenie — zagramy zaległe spotkanie z Ursusem Warszawa, by trzy dni później u siebie zmierzyć się z Błonianką. Jak widać, grafik jest napięty, a my musimy pamiętać, że cały czas stąpamy po kruchym lodzie. Mamy ostatnio dobre wyniki i to na pewno cieszy, jednak trzeba dalej ostro pracować, żeby potem nie mieć do siebie żalu. Utrzymanie to jeszcze odległa sprawa.

Wróćmy jeszcze do trenerskiej zmiany w GKS-ie. Wojciech Tarnowski to twój były szkoleniowiec, ale też twój sąsiad z bloku. Nie macie problemu z mówieniem sobie "cześć"?
— Absolutnie nie ma takiego problemu. Zawsze szanowałem pracę trenera Wojciecha Tarnowskiego, podobnie jak zdecydowana większość naszego lokalnego środowiska futbolowego, doceniam jego warsztat. Poza tym najzwyczajniej w świecie lubię trenera Tarnowskiego jako osobę, więc nasze relacje — przynajmniej w moim odczuciu — nie pogorszyły się przez tę sytuację. Ja trenerowi krzywdy nie zrobiłem, on mi także tego nie uczynił.

zico
m.partyga@gazetaolsztynska.pl

2001-2021 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, GRUPA WM Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 5