PRZEWODNIK PO BIEGANIU|| Rafał Szczecina — spotkanie z talentem, który odkrył się za późno

2021-02-22 10:17:38 (ost. akt: 2021-02-22 10:26:19)
Rafał Szczecina na trasie

Rafał Szczecina na trasie

Autor zdjęcia: archiwum biegacza

Znamy się z Rafałem wiele lat. Pamiętam jego pierwsze zawodowe zmagania w pracy. Znam jego spokojny dystans do trudnych chwil w nauczycielskim rzemiośle. Biegałem obok niego wielokrotnie z klubowymi zawodnikami. Jednak na trucht z nami nie dał się namówić.
Mimo wielu lat wspólnych kontaktów dopiero teraz usiedliśmy, aby pogadać o tym jak to się stało, że niszczące zdrowie przyzwyczajenia zamienił na pasję biegania. Nie powiem — byłem ciekawy, co powie dalej.

Mówi Rafał Szczecina:
"Nigdy nie byłem zawodnikiem. Nigdy nie biegałem poza szkolnymi sprawdzianami i studencką koniecznością. Coś jednak musiało we mnie zaiskrzyć w niedzielę 9 września 2012 roku podczas zabezpieczenia trasy II Iławskiego Półmaratonu LA Rive z uczniami naszego liceum.

Widok zawodników zdecydowanie mniej predysponowanych do biegania i porównywanie ich do moich fizycznych warunków nie było dla nich korzystne. Tylko dlaczego oni po przebiegnięciu 20 km dźwigając często masę ponad 100 kg z radością ciągnęli do mety?

Zapamiętam na zawsze biegacza z Zantyru Sztum — 110 kg wagi. Tylko biegowy rytm i żadnych fizycznych objawów zmęczenia. Spocony, jednak nie sapał i nie zgrzytał tak jak ja ze swoimi 75 kilogramami po 200 metrowym truchcie. To jemu zawdzięczam swoją przemianę. Odpalając papierosa pomyślałem, że musi wydarzyć się coś namacalnego, aby inaczej spojrzeć na siebie.

Skończyłem trzydziestkę, trochę taki magiczny wiek. Jeszcze młody, a już na minusie jak mówi Paweł. Ten czas, to nie tylko przejście w równię pochyłą spadku cech motorycznych. To wiek w którym trzeba się zmierzyć z upływem lat, spróbować zatrzymać młodość i decyzja — co zrobić, by na długo podążać za życiem?

Naładowany potrzebą zmiany, wróciłem do domu z komunikatem dla żony - zaczynam biegać. Basia wie, że jestem konsekwentny. Nawet uparty. Ściągnąłem aplikację Endomondo i ruszyłem.
Godzina 17:53 – mam to w historii. Wymyśliłem trasę około 5 km (wyszło 6.63 km). 5:48min/km - ten wskaźnik też mam w pamięci. Przetrwałem. Po zatrzymaniu absolutny koniec przydatności do użycia. Na następny trening odważyłem się dopiero po pięciu dniach. Początek musi boleć. Łatwy sukces jest oszustwem.

Zacząłem truchtać dwa razy w tygodniu. Po miesiącu — trzy treningi. Po następnym doszedł jeszcze jeden. Bolało mniej. Płuca dostosowały się do wysiłku. Nie informowały o konsekwencjach nikotynowego uzależnienia. Ironia — nowy styl życia, a po treningu, wbiegnięciu na metę sięgałem po kolejnego papierosa. Brak informacji, to fałszywa reakcja na nałóg. Znaczna poprawa wyników po rozstaniu z nim potwierdziła, że palenie i bieganie to nie są przyjaciele.

Organizm zareagował nerwowo na zmiany. W ciągu trzech miesięcy schudłem 9 kilogramów. Dużo, jak teraz myślę. Za dużo. Ciało jednak samo zrozumiało włączając hamulec. Teraz to już stabilna maszyna.

Wokół budził się rynek imprez dla nas. Już po dwóch miesiącach zaliczyłem pierwszy start na 11km. Trochę szybko, ale kusiło. Bieg Niepodległości w Łubiance. Imponujące dla mnie tempo 4:43/km. Meta. No nie wiem. Trochę jeszcze żyłem. Tylko trochę. 188 miejsce na 598 biegaczy, to mój pierwszy „olimpijski” sukces.

Mijały tygodnie, miesiące w kilometrach treningu. Niestety, też na papierosowym dopingu. Czułem ten problem. Czułem niepasujące do siebie postawy. Maraton to pomysł na ten nałóg. Jak go zaliczę, to rzucam palenie. Tak sobie to wymyśliłem.

Gałkowo 13 czerwca 2015 r – trochę szosa, trochę szutru, trochę lasu. Mała kameralna impreza na 150 uczestników. Myślę sobie, jak nie ukończę, to mniejszy obciach. 3:22:39 na 43,3 kilometrowej trasie. Tak się wydłużyła pętla organizatorom. No i 4:41/km podbudowało. Coś tam mnie poszarpało, ale zgonu nie było. Na 28 kilometrze trochę zwątpiłem. Potem już normalny w głowie głos: "Nigdy więcej". Pewnie jak u wielu. Jednak po złapaniu dystansu do zmęczenia w drodze powrotnej oświadczyłem Basi, że muszę spróbować gonitwy po asfalcie. Palenie rzuciłem w lipcu.

Na jesieni Poznań Maraton — 3:09;07. Szybko i prowokująco w nadziei złamania trzech godzin na wiosnę. Nastąpił czas mocnych planów z netu. Pokonanie granicy trzech godzin w maratonie jest dla amatora dużym wyzwaniem — mi udało się to kilka razy.

2017 rok nagrodził życiówkami na wszystkich dystansach. Po nich wynikowy zjazd. Słabiej, ale od 2019 większa radość z samego biegania. Brak wewnętrznego przymusu z udziału w imprezach masowych. Inne podejście do treningu. Trochę zawdzięczam to doświadczonemu trenerowi. Zatrzymał mnie. Pojawił się w momencie, w którym bieganie stało się wręcz nałogiem.

"Nie więcej, a mądrzej. Słuchaj tętna. Więcej sprawności, szybkości i siły biegowej. Planuj starty. Kilometry, to nie wszystko". Kilka dobrych biegów i minimalnie gorzej od życiówki w maratonie z 2017 r. 2:56:17 — potwierdziło to.

Lubię biegać rozbiegania w towarzystwie. To nie tylko fizyczny, również psychiczny luksus spotkania. Mocne akcenty wolę wykonać sam. Nic mnie nie rozprasza, skupiam się na zadaniu. Jak coś zaplanuję, to musi być zrobione. Trening układam w rankingu dnia wcześniej, aby nie pogubić rzeczy ważnych w rodzinie, która mnie nie tylko wspiera. Orientuje się w poziome wyników. Nic im nie naściemniasz.

Właśnie kończę 25 parę butów i zbliżam się do 22 tys. kilometrów. Wskoczyłem w kategorię 40+. Będę biegał. Nauczyłem się czerpać radość z odczuwania zmęczenia, z bólu wyniku i przyjemności truchtu. Poczucie winy, jak nie zrobię treningu, gdzieś odeszło. Jak każdy obawiam się kontuzji wymuszającej przerwę. To trudny, nerwowy etap dla każdego biegacza. Powoli rozumiem, że to nie jest stracony czas. To sygnał o zaniedbaniach i błędach. Ta wiedza wymagała czasu.

Wysłuchałem z przyjemnością
Paweł Hofman

Trening 22-28 lutego – mój miniony tydzień
poniedziałek -rozbieganie (t-130/min) z 3 x 100m + 8x \/ 100m - bardzo mocno p. 2 min w truchcie -12km
wtorek - rozbieganie z 3 x100m+ 4 km w dużym śniegu. Po 6 x100m w dobrej przyczepności -15km
środa - rozbieganie z 4x100m + 5 min trucht + 10x40 sek. p. zmienna 1 min, 2 min - 12 km
czwartek - duża sprawność i siła ogólna.
piątek - spokojne godzinne wybieganie z przebieżkami
sobota - rozbieganie z 4 x100m + II zakres 2 x (4 min, 8 min) p. 3 min. Miedzy seriami 8 min truchcie z 4 x100m - 18 km
niedziela - bardzo spokojne wybieganie do 1h.

Za tydzień – czy korepetycje z w-fu staną się częścią uczniowskiego dnia.

2001-2021 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, GRUPA WM Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 5