Aby odzyskać dziecko rodzic musi wykonać mnóstwo pracy nad samym sobą [WYWIAD]

2020-03-02 19:30:00 (ost. akt: 2020-03-02 18:18:10)
Joanna Mazurkiewicz, wicedyrektor Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Iławie, prezentuje medale, które dla uczestników biegu charytatywnego "Dobro Wraca" wykonali podopieczni Domu Dziecka w Kisielicach

Joanna Mazurkiewicz, wicedyrektor Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Iławie, prezentuje medale, które dla uczestników biegu charytatywnego "Dobro Wraca" wykonali podopieczni Domu Dziecka w Kisielicach

Autor zdjęcia: Mateusz Partyga

POWIAT|| Z roku na rok obserwujemy zwiększenie liczby dzieci objętych pieczą zastępczą. Nie będzie żadnej sensacji w stwierdzeniu, że jednym z głównych powodów odbierania rodzicom dzieci są nałogi, zwłaszcza alkoholizm — mówi w rozmowie z nami Joanna Mazurkiewicz, wicedyrektor Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Iławie.
Pod koniec poprzedniego roku zachęcaliśmy na naszych łamach do udziału i pomocy w biegu charytatywnym "Dobro Wraca", który został zorganizowany przez środowisko iławskich biegaczek i biegaczy z myślą o podopiecznych domu dziecka w Kisielicach. Kapitalna inicjatywa spotkała się z jeszcze wspanialszym odbiorem ze strony dzieci z tej placówki. Bieg jednak spełnił — być może nawet zupełnie przypadkowo, przy okazji — jeszcze jedną ważną rolę. Otóż zwrócił uwagę na bieżące problemy dzieci objętych tzw. pieczą zastępczą.
Na ten temat właśnie rozmawiamy z Joanną Mazurkiewicz, wicedyrektor Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Iławie, które to prowadzi dom dziecka w Kisielicach.

Mateusz Partyga: Pani Joanno, zaczniemy od przyjemnych kwestii. Od biegu "Dobro Wraca" minęło już sporo czasu. Jak z perspektywy tych kilku miesięcy, bo do biegu doszło 1 grudnia 2019, odbierana jest przez was ta inicjatywa? Dzieci z domu dziecka w Kisielicach jeszcze emocjonują się tym wydarzeniem, zorganizowanym z myślą o nich?
Joanna Mazurkiewicz: — Oczywiście, zresztą mnóstwo prezentów/przedmiotów, które trafiły do naszej placówki w Kisielicach po biegu "Dobro Wraca", codziennie im o tym wydarzeniu przypomina. Dzieci były przede wszystkim niezwykle zadowolone, że ktoś, a konkretnie środowisko biegaczek i biegaczy z Iławy, wpadł na pomysł zorganizowania wydarzenia sportowego, dzięki któremu można pomóc naszym podopiecznym. Były szczęśliwe, że ktoś o nich pamięta. Wiedziały, że są w centrum zainteresowania, a częste artykuły i komunikaty, zamieszczane także w "Gazecie Iławskiej", uzmysławiały im na jak szeroką skalę zakrojona jest ta inicjatywa. Dzieci czekały na to wydarzenie i mocno się nim emocjonowały, także nawet te kilka tygodni czy miesięcy po biegu. Nasi podopieczni wraz z pracownikami Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie bardzo intensywnie przygotowywali się do tego wydarzenia. Trzeba było zadbać o odpowiednie przyjęcie gości; nie tylko biegaczy, którzy pokonali niezwykły dla nas dystans ponad 25 kilometrów z Iławy do Kisielic, ale także rodzin i kibiców sportowców, jak również przedstawicieli naszych samorządów itd.
Specjalnie na tę okazję dla sportowców, którzy pokonali bieg, na mecie w Kisielicach czekały medale wykonane własnoręcznie przez naszych podopiecznych. Początkowo mieliśmy ich zrobionych 100 sztuk, jednak lista startowa zapełniała się w bardzo szybkim tempie i trzeba było dorabiać medale! Oczywiście, dzieci robiły to z wielką ochotą, podobnie było w przypadku poczęstunku. Szczerze mówiąc, byliśmy zaskoczeni, że tak dużo osób o nas myśli, że tak dużo ludzi pojawiło się w naszej placówce i nam pomogło. Niezmiernie im za to dziękujemy.

Jak już pani wspomniała, przy okazji biegu "Dobro Wraca" prowadzona była zbiórka przedmiotów i prezentów dla waszych podopiecznych. Co więc trafiło do Domu Dziecka w Kisielicach?
— Jak się przekonaliśmy na miejscu, gdy przyjechał do nas ten cały sprzęt i upominki, to zbiórka była przeprowadzona bardzo starannie i z pomysłem. Trafiły bowiem do nas bardzo cenne przedmioty, które cały czas przydają się w codziennym życiu. Nie sposób wymienić wszystkich, bo na naszej liście mieliśmy 283 pozycje, które jeszcze można podzielić na mniejsze działy. Były zatem ubrania, książki, gry, nawet trampolina się trafiła, sprzęt potrzebny w szkole, sprzęt RTV i AGD, w tym na przykład tłuczek do ziemniaków, pościele, poduszki, oczywiście nie mogło zabraknąć sprzętu sportowego. Rzecz w tym, że te prezenty dzieciom naprawdę bardzo się przydały w codziennym życiu. Lepszej listy przedmiotów potrzebnych w domu dziecka byśmy chyba sami nie ułożyli.

Czy do podobnego biegu dojdzie także w przyszłości?
— Być może, ta kwestia pozostaje otwarta. Bardzo chętnie ponownie wejdziemy w taki projekt.

Zaczynamy temat trudniejszy, czyli codzienność w domu dziecka. Ilu podopiecznych przebywa obecnie w waszej placówce w Kisielicach?
— Mamy trzynaścioro dzieci w wieku od 7,5 roku życia do 17 lat. Skład naszej fajnej drużyny tworzy pięć dziewczyn i siedmiu chłopaków. Dzieci w takich placówkach, jeśli się uczą, to mogą przebywać nawet do ukończenia 25. roku życia. Mowa już więc o osobach dorosłych. Natomiast dom dziecka można opuścić dobrowolnie już po ukończeniu osiemnastego roku życia. Wówczas taki młody człowiek decyduje, czy chce spróbować rozpocząć nowy etap swojego życia na własną rękę, czy też może chce jeszcze u nas pozostać.

Pełnoletni postanawiają odejść po "18-tce", czy raczej zostają?
— Działamy niewiele ponad rok, a więc za krótko, aby mieć już przypadki dzieci, które w naszej placówce osiągnęły pełnoletność i stanęły przed takim wyborem. Ciężko jest więc mi teraz stwierdzić, jak to będzie wyglądało w dalszej perspektywie.

W domu dziecka w Kisielicach jest stworzonych 14. miejsc dla dzieci. Z tego co mi wiadomo, potrzeby Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie i ich podopiecznych są takie, że za chwilę może brakować miejsc w tej placówce?
— Faktem jest, że otrzymujemy postanowienia sądu o umieszczaniu kolejnych dzieci do pieczy, staramy się przede wszystkim umieszczać dzieci w pieczy rodzinnej, jednakże nie zawsze mamy gotowe i chętne rodziny zastępcze, więc wtedy alternatywą dla braku rodzin zastępczych jest placówka opiekuńczo-wychowawcza. Placówka opiekuńczo-wychowawcza na terenie własnego powiatu jest korzystna z uwagi na niewielką odległość dzieci od rodzin biologicznych, z którymi mimo wszystko są związane, jak również z dalszą rodziną, koleżankami, kolegami. Mamy już funkcjonującą placówkę w Kisielicach, niemniej jednak jest ona sukcesywnie zamieszkiwana przez kolejnych wychowanków i zdarzyć się może, że rzeczywiście nie będziemy mieć wolnych miejsc.

Iloma podopiecznymi opiekuje się Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie?
— Mamy 230. dzieci objętych pieczą zastępczą. Trzynaścioro z nich przebywa w domu dziecka w Kisielicach, reszta jest w innych podobnych placówkach na terenie całego kraju bądź też w rodzinach zastępczych.

A ile dzieci, spośród tej pokaźnej liczby 230. podopiecznych PCPR, to sieroty?
— To jest właśnie bardzo ciekawa sprawa. Wbrew pozorom i obiegowej opinii, sierot objętych pieczą zastępczą jest zaledwie trzynaście. Z czego aż dziesięć, czyli dużo, przebywa obecnie w spokrewnionych z nimi rodzinach zastępczych. Samo sieroctwo nie jest powodem umieszczania dzieci w pieczy zastępczej. Powodem są wszelkie społeczne uwarunkowania środowisk rodzinnych.

Wynika z tego, że ponad 94 procent dzieci z powiatu iławskiego objętych pieczą zastępczą, czyli przebywających w domach dziecka lub rodzinach zastępczych, ma rodziców lub przynajmniej jednego z nich. To bardzo dużo. Skąd bierze się takie zjawisko?
— Najkrócej i najprościej mówiąc, z niewydolności wychowawczej. Jednak to zbyt duże uproszczenie nie tłumaczące w pełni zjawiska. Rzeczywistość wygląda niestety tak, że z roku na rok obserwujemy zwiększenie liczby dzieci objętych naszą pieczą. W 2019 roku trafiło do nas 45 dzieci, w 2018 — 52, a w 2017 objętych pomocą zostało 43. dzieci. Te statystyki, w porównaniu z latami poprzednimi, znacznie wzrosły. Z informacji o powodach umieszczania w pieczy widzimy, że jednym z głównych powodów odbierania rodzicom dzieci są nałogi, zwłaszcza problem alkoholowy jest tu szczególnie dotkliwy. Z naszych obserwacji wynika, że nałogowe picie alkoholu zwiększyło się zwłaszcza wśród kobiet, czyli mam. Ostatnio często dochodzi do odebrania całych rodzeństw, liczących nawet po czwórkę, piątkę dzieci. W tych przypadkach powodem jest po prostu alkoholizm, często obojga rodziców. Przyczynami naszych interwencji jest też bezradność rodziców biologicznych w trudnych sytuacjach. Często nie potrafią sobie poradzić opiekuńczo, szczególnie gdy mają więcej potomstwa niż jedno dziecko czy nawet dwójka. Niektórych rodziców taka sytuacja po prostu przerasta. Kolejnym dużym problemem, który niestety zwiększa statystyki dzieci do nas trafiających, jest przemoc w rodzinie, także albo nawet w szczególności ta fizyczna.

W jaki sposób odbywa się odebranie dzieci niewydolnym wychowawczo rodzicom?
— Wszystko zaczyna się w najbliższym otoczeniu takiego dziecka, w jego środowisku, czyli na przykład w szkole. Pedagodzy, gdy widzą, że z danym uczniem czy też uczniami w przypadku rodzeństwa, dzieje się coś niepokojącego i przyczyną tego może być sytuacja w rodzinie, zgłaszają ten problem. Taki sygnał może także wyjść od policji, czy kuratora, jeśli taki ma nadzór nad daną rodziną. Sąd rodzinny w trakcie postępowania bada sprawę i wydaje decyzję w sprawie dziecka. Jeśli nie widzi szansy poprawy w danej rodzinie, to zwraca się do nas, aby wyznaczyć rodzinę zastępczą lub też umieścić dziecko w placówce opiekuńczo-wychowawczej.

Czy zdarzają się sytuacje, że dziecko nie będące sierotą po pobycie w domu dziecka lub w rodzinie zastępczej wraca później do swojej biologicznej rodziny?
— Na szczęście tak, jednak aby do tego doszło musi być duża wola rodziców do poprawy swojego postępowania, swojego życia. W 2019 roku ośmioro dzieci wróciło pod opiekę rodziców biologicznych, aby jednak do tego doszło rodzice muszą wykonać olbrzymią pracę, udowodnić przed sądem, który decyduje o powrocie dzieci do swoich rodziców, że zmienili swoje życie, podnieśli kompetencje rodzicielskie – wychowawcze, opiekuńcze, zmobilizowali się do podjęcia zatrudnienia, uzyskania dochodów, uczestniczyli w kursach przygotowujących do rzeczywistego bycia rodzicem. A jeśli jednym z powodów umieszczenia dzieci w pieczy był alkohol – to odrzucenie nałogu.

Czy dziecko ma wpływ na to, czy trafi pod pieczę zastępczą?
— Dzieci mają pełne prawo wypowiadać swoją opinię. Pytamy je więc, czy chcą pozostać w rodzinie zastępczej, czy też wrócić do swojej biologicznej rodziny. Chcemy znać ich zdanie, w końcu to dzieci w tym wszystkim są dla nas najważniejsze. Ustawa o wspieraniu rodziny zastępczej i systemie pieczy zastępczej mówi wyraźnie, że podmioty realizujące zadania wynikające z niniejszej ustawy, w szczególności dokonując oceny sytuacji dziecka umieszczonego w pieczy zastępczej oraz kwalifikując dziecko do przysposobienia, są obowiązane do wysłuchania dziecka, jeżeli jego wiek i stopień dojrzałości na to pozwalają. Stosownie do okoliczności uwzględniają jego zdanie.

Zaczęliśmy od radosnego biegu charytatywnego dla dzieci z domu dziecka, a kończymy dość pesymistycznie, bo te statystyki dotyczące zwiększającej się liczby dzieci objętych waszą opieką są pesymistyczne. Z roku na rok jest ich więcej i wbrew utartym opiniom, to nie sieroty stanowią większość.
— Tak naprawdę bieg "Dobro Wraca" to było niezwykle zaskakujące, pozytywne wydarzenie, które pokazało mnóstwo dobrej chęci pomocy ze strony ludzi, którzy przecież w ogóle nie musieli tego robić. Nikt ich do tego nie zmuszał ani im za to nie płacił, tymczasem poświęcili swój czas, wysiłek, nie tylko ten sportowy, aby nam pomóc, ale też aby pokazać, że jesteśmy i funkcjonujemy.
To było kapitalne wydarzenie, które rozświetliło naszą codzienność. Ta codzienność jest często bardzo smutna i dotyka najciemniejsze sfery życia naszego społeczeństwa. W mediach, gdy już pokazywane są domy dziecka a zwłaszcza rodziny zastępcze, to bardzo często wydźwięk takich reportaży czy wywiadów jest negatywny dla tych placówek i rodzin. Media szukają sensacji i złych zjawisk, do tego lokalna społeczność często ocenia np. taką rodzinę przez pryzmat pieniędzy, które otrzymuje ona od instytucji z tytułu opieki nad dziećmi otoczonymi pieczą zastępczą. Tymczasem w takich domach dziecka czy rodzinach dzieci naprawdę mogą znaleźć ciepło, zrozumienie, miłość. Jednym słowem — swój dom, swoją rodzinę.

Rozmawiał Mateusz Partyga

2001-2021 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, GRUPA WM Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 5