Kim była Anna, która skradła serce Mikołaja? Po śmierci Kopernika zastanawiano się, kogo tym razem uwiedzie

2023-11-25 09:03:54(ost. akt: 2023-11-25 09:28:36)
Portret z Sali Mieszczańskiej w Ratuszu Staromiejskim w Toruniu

Portret z Sali Mieszczańskiej w Ratuszu Staromiejskim w Toruniu

Autor zdjęcia: District Museum in Toruń, Public domain, via Wikimedia Commons

Nazywała się Anna Schilling. Zamężna gospodyni i domniemana konkubina Mikołaja Kopernika. Astronom pomagał jej podczas rozwodu z mężem. Sprawa nabrała rozgłosu, a po śmierci Kopernika kanonicy zastanawiali się, kogo tym razem uwiedzie Anna...

ROK KOPERNIKA


Obecność Anny Schilling u boku Mikołaja Kopernika kojarzona jest ze schyłkiem jego życia. Zdaniem doktora Jerzego Sikorskiego, jednego z największych w Polsce badaczy życia Kopernika, dopiero wtedy biskup Jan Dantyszek słał do astronoma „ojcowskie upomnienia”, a cała sprawa nabrała rozgłosu.

— Można sądzić, że była to długotrwała zażyłość, która zrodziła się u początków reformacji, która wkroczyła na Warmię mniej więcej w latach 1522-1525 — mówi dr Jerzy Sikorski. — Rezydujący we Fromborku kanonicy byli niemal pewni, że zniesienie celibatu, na wzór luterański, jest tylko kwestią czasu. Do kręgu kapituły wkroczył więc konkubinat — wyjaśnia. Wiadomo, że okoliczności ku temu sprzyjały.

Kanonicy mieszkali w osobnych kuriach otoczonych ogrodami i każdy z nich zatrudniał gospodynię. Nic więc dziwnego, że gospodynie stawały się kochankami.


— Dwaj najbliżsi przyjaciele Kopernika: doktor i kanonik Aleksander Sculteti i dziekan kapituły Leonard Niederhof swoje gospodynie traktowali jak żony. Scultetiemu gospodyni urodziła dwójkę dzieci — mówi doktor Sikorski i dodaje, że nie mamy powodów, by sądzić, że nasz wielki astronom pozbawiony był ludzkich uczuć i jedynie kibicował swoim przyjaciołom w sprawach damsko-męskich. Tym bardziej że Mikołaj Kopernik też zatrudniał gospodynię. O imieniu Anna.

Pojawiła się we Fromborku około 1525 roku, kiedy Mikołaj miał 52 lata. Przybyła więc w czasie, gdy astronom intensywnie pracował nad ukończeniem swego dzieła. Można zatem przypuszczać, że nie od razu coś między nimi zaiskrzyło. Wiemy też, że Anna była młodsza od Mikołaja o co najmniej 25 lat.

W filmie Ewy i Czesława Petelskich
Fot. Kadr z filmu Ewy i Czesława Petelskich "Kopernik"
W filmie Ewy i Czesława Petelskich "Kopernik", który premierę miał w 1973 roku, Annę zagrała Barbara Wrzesińska

W rolę Mikołaja Kopernika wcielił się Andrzej Kopiczyński
Fot. Kadr z filmu Ewy i Czesława Petelskich "Kopernik"
W rolę Mikołaja Kopernika wcielił się Andrzej Kopiczyński

W 1529 roku wyszła za mąż za mieszczanina fromborskiego, który dał jej swoje nazwisko Schilling i zaraz potem wróciła pod dach Kopernika. — Około 1530 roku Kopernik ukończył swoje dzieło i nagle miał dla siebie bardzo dużo czasu, rozglądał się wokół siebie i przed jego oczami stanęła Anna — stwierdza doktor Sikorski.

Niedługo potem był już proces rozwodowy, Anna „uskarżała się bowiem na niemoc męża”. Pomagał jej Mikołaj, a rozwód był w kompetencji kustosza kapituły Tiedemanna Giesego, czyli znajomego Kopernika. Mimo to gospodyni rozwodu nie dostała, bo nie potrafiła przekonać, że małżeństwo nie zostało skonsumowane.

Jednak Anna nadal mieszkała u Kopernika. W 1531 roku sprawa dotarła do biskupa Maurycego Ferbera, którego astronom leczył. Jednak w obliczu oficjalnego donosu biskup nie mógł zareagować. I delikatnie upomniał Kopernika.

Astronom w swoim liście z 27 lipca 1531 roku tłumaczył się speszony: „Ponieważ rozumiem, że płynie stąd o mnie zła opinia, tak ułożę swoje sprawy, żeby nikomu nie dawać uzasadnionych podstaw, by potem na mnie źle patrzono”. Jednak Anny Mikołaj się nie pozbył, ale ten fakt wyszedł na jaw dopiero po kilku latach.

W 1537 roku zmarł biskup Ferber i od jesieni tego samego roku nastał w Lidzbarku Jan Dantyszek. — I choć sam ze swych biskupich dochodów słał alimenty córce, która była w Hiszpanii, ostro zareagował, gdy mu doniesiono, że Kopernik żyje w konkubinacie — tłumaczy doktor Sikorski. — Natychmiast wysłał Mikołajowi polecenie, by zwolnił gospodynię.

Kopernik natomiast obiecywał: „Będę zważał, jak tylko potrafię, abym nie był obrazą dobrych uczynków”. I chociaż rzekomo Anna odeszła, w 1539 roku okazało się, że wcale tak się nie stało. Dantyszek czuł się wystraszony, że nie panuje nad sytuacją. Nakazał Scultetiemu przepędzić „nierządnicę z dziećmi”, po raz kolejny upomniał też Kopernika. Natomiast konkubina Niederhofa zmarła w międzyczasie.

Dantyszkowi o „fromborskich ladacznicach” donosił prepozyt kapituły Paweł Płotowski. W 1539 pisał: „jedna, Aleksandra, ukrywa się w domu”, zaś „kobietka doktora Mikołaja odesłała swoje rzeczy do Gdańska, ale nadal pozostaje we Fromborku”. Dantyszek o pomoc poprosił Giesego, który zapewne coś doradzał astronomowi, ale też przestrzegł biskupa: „godzi się, aby Wasza Przewielebność nie zawierzał zbytnio donosicielowi”.

Konkubinat raził w oczy zawistników. Po śmierci Mikołaja wydawało się, że będzie już spokój. Tymczasem pół roku później we Fromborku ponownie pojawiła się Anna i kanonicy zastanawiali się, kogo tym razem będzie chciała uwieść.


Dantyszek w liście do kanoników natychmiast zareagował: „Trzeba obawiać się, aby nie owładnęła którymkolwiek innym z was sposobami, jakimi otumaniła tego, który nie tak dawno temu zeszedł ze świata”. I Annę wygnano ponownie, tym razem już na dobre.

Nie zachował się żaden portret Anny Schilling, ale można sądzić, że niebezpieczny powab miała jeszcze w 1543 roku, czyli już po śmierci astronoma. Należy też zauważyć, że Kopernik nie miał święceń kapłańskich. W tamtym czasie jedynie Tiedemann Giese był wyświęconym kanonikiem.

Z kolei domniemany konkubinat Mikołaja Kopernika z Anną Schilling to jeden z dowodów na to, że astronom był facetem z krwi i kości, a nie — jak niektórzy jeszcze sądzą — kobietą.

— Nie wiadomo też, jak to wyglądało, kiedy astronom studiował na przykład we włoskiej Bolonii. Studenteria w tych czasach miała dużą swobodę w sprawach damsko-męskich. Możemy jednak przypuszczać, że skoro Kopernik chodził na wino, to i z kobietami się zadawał. Święty nie był — mówi dr Jerzy Sikorski.

Mateusz Przyborowski

2001-2024 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, Galindia Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 5