Zealoci klimatycznej zagłady i scenariusze końca świata
2023-08-06 12:00:00(ost. akt: 2023-08-06 12:09:57)
Straszono nią w historii już od wielu dziesięcioleci, zwłaszcza od momentu, gdy naukowcy zaczęli prowadzić badania nad zmianami klimatu i ich wpływem na naszą planetę. Obecnie przy kaganku klimatycznej apokalipsy grzeją się niemal wszyscy: od naukowców, polityków i celebrytów, aż po przysłowiową panią Wiesię z warzywniaka.
APOKALIPSA ZAPOWIEDZIANA
Pierwsza fala katastrofalnych wizji, która de facto utorowała klimatystom drogę do rozwijania swojej ideologii, mówiła nie o walce o klimat, a o przeludnieniu. Współczesnym pionierem był tutaj Paul Ehrlich, który w latach 60. ubiegłego wieku zaczął głosić, iż ludzkości grozi wielki głód, będący wynikiem przeludnienia, co miało przełożyć się na miliony ofiar. Wisienką na apokaliptycznym torcie rozważań uczonego było stwierdzenie, że następnie dojdzie do wojny atomowej i anihilacji ludzkości. Ehrlich dawał nawet „rady” à la zaklęta dupa z fredrowskiego utworu traktującego o pewnej królewnie z problemem („dam ja ci wskazówki pewne, jak s*****olić masz królewnę”) – postulował ścisłą kontrolę urodzeń, propagował aborcję, doradzał, aby rządy sterylizowały swoich obywateli, np. dodając do wody czy pożywienia odpowiednie substancje. Największego wroga odpowiedzialnego za niekontrolowane rozmnażanie się ludzkości Ehrlich widział w Kościele Katolickim, stąd się domagał, aby ten opowiedział się za kontrolą urodzeń i propagował antykoncepcję.
Walka o klimat przeciętnemu człowiekowi kojarzy się z walką o zastopowanie wzrostu temperatury, ale początkowo „klimatyści” nie mogli się zdecydować, czy podbić słupek na termometrze, czy wprost przeciwnie. Dobrym przykładem jest Donald Kennedy (1931-2020), rektor Uniwersytetu Stanforda, który swego czasu straszył świat globalnym oziębieniem. Uczony twierdził, że na skutek emitowania do atmosfery paliw kopalnianych powstanie pył, który zaćmi fragment słońca, co finalnie doprowadzi do spadku temperatury i wprowadzi świat w nową epokę lodowcową. Z kolei jeszcze nie tak dawno, bo kilka dekad temu, stręczono ludzkości problem dziury ozonowej i freonu, który miał przyczyniać się do jej powiększania.
Gdy „odkryto”, że temperatura na ziemi wcale nie spada – a wręcz przeciwnie – wzrasta, błyskawicznie dokonano wolty. Historia pokazuje, że świat nauki już nie raz stawał na głowie – co wynikało głównie z niewiedzy (np. upuszczanie krwi, stosowanie rtęci w celach zdrowotnych itd.), ale tutaj mieliśmy już do czynienia ze świadomym tworzeniem nowej ideologii – globalnego ocieplenia. Jednym z pierwszych raportów, który wskazywał na poważne zagrożenie dla klimatu, był raport „The Limits to Growth”, opublikowany w 1972 roku przez Klub Rzymski. Ostrzegał przed niekontrolowanym wzrostem populacji i eksploatacją zasobów naturalnych, co w konsekwencji miałoby doprowadzić do katastrofy klimatycznej.
APOKALIPSA IDEOLOGICZNA
Od tego czasu wiele organizacji naukowych, ekologicznych i międzynarodowych, takich jak Międzyrządowy Panel ds. Zmian Klimatu (IPCC), ostrzegało przed poważnymi skutkami globalnego ocieplenia. Mało tego – każde z owych zjawisk wiązano z ludzką działalnością, która ma sprowadzić na świat klimatyczny armageddon. W ostatnich latach owe profetyczne wizje przeniknęły do opinii publicznej. Obecnie każdy, kto nawet w najmniejszy sposób kwestionuje zieloną ideologię, automatycznie staje pod pręgierzem, nawet gdy odwołuje się do faktów i badań.
Proroctwa klimatyczne z biegiem lat zostały usystematyzowane w dokumentach rangi międzynarodowej, a wokół teorii mówiących o antopogenicznych (generowanym przez ludzkość) przyczynach zmian klimatu powstała cała nomenklatura, by wymienić choćby raport IPCC z 2001 i 2018 r., raport Stern Review (2006), porozumienie paryskie (2015). Jednocześnie totalnie ignoruje się rolę słońca i precesji naszej planety w regulowaniu panującego na niej klimatu.
W 2021 roku, podczas szczytu zorganizowanego przy okazji Dnia Ziemi, o zagładzie klimatycznej mówił Prezydent USA Joe Biden, twierdząc, że „znajdujemy się na krawędzi / skraju przepaści”. Oczywiście jak każdy apologeta globalnego ocieplenia, podawał również termin, po którym ludzkość – jeżeli nie podejmie stanowczych działań limitujących emisję CO2 – za ową krawędzią zniknie. Mówił o najbliższych 10 latach.
APOKALIPSA PRZETERMINOWANA
Strach to potężny argument w propagowaniu swoich racji i „wymuszaniu” w człowieku określonych zachowań. Ludzkość lubi się bać, stąd na przestrzeni lat architekci teatru zagłady pisali przeróżne scenariusze mające doprowadzić do klimatycznej zagłady ziemi. Swego czasu zebrała je i zweryfikowała dwójka uczonych z USA, profesorowie David C. Rode i Paul S. Fishbeck (Carnegie Mellon University w Pittsburghu). W swoim tekście z 2021 roku pt. „Apocalypse now? Communicating extreme forecasts”, który ukazał się na łamach pisma propagującego antropogeniczny wpływ człowieka na klimat „International Journal of Global Warming”, panowie wyliczyli wszystkie klimatyczne apokalipsy powstałe od 1970 r. Uczonych interesowały tylko i wyłącznie scenariusze klimatycznej grozy poparte realnymi wypowiedziami (np. poważnych osobistości jak Gore, Blair, Macron, Merkel, Ban Ki-Moon, czy książę – teraz już król – Karol oraz stanowiskami oficjalnych instytucji, jak np. IPCC. Łącznie zebrano 79 scenariuszy kreślących globalną apokalipsę klimatyczną. Po zbadaniu okazało się, że 49 z owych już się przeterminowało, a 16 innych w zasadzie już powinno się realizować, ale jak do tej pory okazują się wróżeniem z fusów i takimi najprawdopodobniej pozostaną.
APOKALIPSA ODWOŁANA
Ale świat nie chce o tym słyszeć, nie chce weryfikować i sprawdzać faktów, przyjmując wszystko, co powiedzą klimatyści jako pewnik, nawet jeżeli chodzi o absurdalne, wręcz urojone stwierdzenia. A gdy fakty mówią nie to, co chcą słyszeć wyznawcy zielonych ładów, tym gorzej dla faktów. Doskonałym przykładem jest tutaj guru nawiedzonych ekologistów (nie mylić z ekologią, nauką o strukturze i mechanizmach działania przyrody; ekologizm to ideologia) 20-letnia Greta Thunberg. Sławna z „how dare you!?” Szwedka jeszcze w 2018 r. wieszczyła, że świat zostanie zniszczony, jeżeli w ciągu najbliższych 5 lat „nie przestaniemy używać paliw kopalnych”. Cytowała prof. Jamesa Andersona, który w przemówieniu na Univeristy of Chicago sam z siebie nie mówił o końcu ludzkości, a o wymaganym terminie na wprowadzenie zmian, które ją uratują. Reszta uroiła się w głowie noblistki. Co ciekawe, sam Anderson też umie w bajerę, twierdził wówczas – na co powołuje się New York Post – że „prawdopodobieństwo, że po 2022 r. w Arktyce pozostanie jakikolwiek stały lód, jest zasadniczo zerowe”. Obecnie Greta kasuje swoje tweety z 2018 r. mówiące o „końcu świata”. Kto wie, na jaki jeszcze pomysł – który później odwoła – wpadnie młoda Szwedka, której przyznano tytuł doktora honoris causa teologii (tak, to nie pomyłka!) Uniwersytetu w Helsinkach. Tym samym uczelnia przyznaje, że globalne ocieplenie i walka o klimat to nic innego jak religia.
APOKALIPSA KULTYWOWANA
Stabilny w swoich klimatycznych rojeniach jest za to weteran walki z globalnym ociepleniem Al Gore, ambasador zegizmu* i noblista, który nie raz stręczył w nachalny sposób swoją propagandę. Swego czasu powoływał się na pracę prof. Wiesława Masłowskiego, twierdząc, że: „jest 75 proc. szans, że w ciągu zaledwie 5-7 lat pokrywa lodowa na Biegunie Północnym całkowicie stopnieje”. Co istotne, sam uczony wyraził zdziwienie, skąd pokojowy noblista, który lata temu straszył zalaniem świata wodą (na skutek ocieplenia klimatu) wziął takie dane. Zresztą Gore to synonim słowa wpadka i temat na odrębną opowieść. Dość wspomnieć, że były wiceprezydent USA w swojej książce z 2000 r. „Earth in Balance” tak pisał o naszym kraju: „W niektórych regionach Polski dzieci są regularnie opuszczane do głębokich kopalni, by mogły odpocząć od skażenia powietrza na powierzchni. Można sobie niemal wyobrazić ich nauczycieli, wyprowadzających dzieci tymczasowo z kopalni, trzymających kanarki, by ostrzegały o tym, że dalsze przebywanie na powierzchni jest niebezpieczne”.
• Zegizm (zero growth – zerowy przyrost) – pogląd głoszący konieczność ograniczenia, a docelowo zlikwidowania przemysłu. Według zegistów wzrost gospodarczy grozi zagładą środowiska naturalnego. Zegizm jest mocno „odczuwalny” w niektórych założeniach programu zrównoważonego rozwoju podjętego przez UE. Gdybyście kiedykolwiek Państwo mieli zagwozdkę, dlaczego ceny energii rosną (i będą nieustannie rosnąć), to tutaj macie odpowiedź.
Maciej Chrościelewski
Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie
Komentarze dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników. Zaloguj się.
Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych
Zaloguj się lub wejdź przez
Harry #3110503 | 168.224.*.* 7 sie 2023 11:37
Artykuł populistyczny i tendencyjny. Nawet mnie śmieszył, dopóki nie zdałem sobie sprawy że ktoś może go wziąć na poważnie. "Obecnie każdy, kto nawet w najmniejszy sposób kwestionuje zieloną ideologię, automatycznie staje pod pręgierzem, nawet gdy odwołuje się do faktów i badań." Autor nie odwołał się do żadnych badań i faktów, które miałyby kwestionować globalne ocieplenie. Zamiast tego podjął łatwiejszą walkę, uderzając w dwudziestoletnią obywatelkę Szwecji. Freon i dziura ozonowa to nie bujda, tylko piękny przykład nie lekceważenia ostrzeżeń i międzynarodowej współpracy naukowej. Protokół Montrealski 1987 - państwa zobowiązały się do wyeliminowania substancji niszczących warstwę ozonową. Zegizm to jakiś mały, hipisowski nurt. Nikomu nie jest na rękę Zero Growth i pomysł, że Zegiści pociągają z ukrycia za sznurki brzmi jak z filmu z żółtymi napisami. Gdybyśmy mieli zagwozdkę dlaczego ceny energii rosną, to polecam sprawdzić na co Polska (PiS) przebimbała środki z handlu emisją CO2, które miały posłużyć na inwestycję w nowe źródła energii. Od dawna było wiadomo że będziemy musieli odejść od węgla, ale problem był zamiatany pod dywan zbyt długo. Raczej nikt nie wierzy, że globalne ocieplenie doprowadzi do apokalipsy klimatycznej w zachodnim świecie. Autor walczy z taką tezą, bo mu tak po prostu wygodnie. Globalne ocieplenie może wywołać jeszcze bardziej nieprzewidywalne zjawiska atmosferyczne, ale przede wszystkim chodzi o to, że duże części Afryki i południowej Azji staną się niezamieszkalne, co będzie miało dalece idące reperkusje - takie jak na przykład masowe migracje ludności.
Ocena komentarza: poniżej poziomu (-1) odpowiedz na ten komentarz