Kmicic śpi, a Tatarzy harcują? Łupieżcze afterparty zwycięzców spod Prostek

2021-11-03 17:33:05(ost. akt: 2021-11-03 17:37:31)

Autor zdjęcia: Pixabay

Bitwa pod Prostkami w świadomości przeciętnego mieszkańca Ełku i okolic kojarzy się najprędzej z sienkiewiczowskim „Potopem” i Kmicicem, który miał po bitwie nocować w jednej z okolicznych szop. Sienkiewicz na kartach swojej epopei uczynił go dowódcą sprzymierzonych z naszymi siłami Tatarów, którzy – co historia potwierdza – znacznie przyczynili się do zwycięstwa Rzeczpospolitej. Tyle że nasi „sprzymierzeńcy”, o ile okazali się niezbędni na polu bitwy, to już po wygranym starciu objawili się w swojej klasycznej postaci – jako łupieżcy i wandale, po których po dziś dzień zostały regionalne pamiątki, choćby w nazwach geograficznych.
Bitwa pod Prostkami rozegrała się 8 października 1656 roku w ramach Potopu Szwedzkiego, a szerzej II Wojny Północnej. Tego dnia naprzeciwko siebie stanęły wojska Rzeczpospolitej wraz ze sprzymierzonymi siłami tatarskimi i armia brandenbursko-szwedzka. „Naszymi” dowodził hetman polny litewski Wincenty Gosiewski, a wrogimi siłami generał Jerzy Fryderyk Waldecka, którego wspierał swoją jazdą sienkiewiczowski i historyczny zdrajca Bogusław Radziwiłł.

Bitwa została stoczona na pograniczu Podlasia i Prus Książęcych, w okolicach obecnej miejscowości Prostki (powiat ełcki), nad rzeką Ełk. Starcie było błyskawiczne, bo trwało zaledwie 5 godzin, w czasie których hetmanowi Gosiewskiemu i Tatarom udało się niemal całkowicie rozbić siły sojusznicze przeciwnika.

Pojmano 1000 żołnierzy nieprzyjaciela, w tym niemal wszystkich wysokich rangą dowódców szwedzkich i brandenburskich, na czele z dowódcą przeciwnika. Do niewoli dostał się również sam Bogusław Radziwiłł. Zdobyto sztandary wroga oraz wszystkie jego działa wraz z amunicją. Zniszczono 16 pułków „żołnierza”. Tyle dowiadujemy się z listu Gosiewskiego wysłanego dwa dni po bitwie do króla Jana Kazimierza.

Obrazek w tresci

Bitwa pod Prostkami nie została wykorzystana w pełni pod względem militarnym. Głównym celem planu Jana Kazimierza było odciągnięcie Szwedów i Brandenburczyków od polsko-litewskich sił nacierających w kierunku Gdańska. Ale równie ważnym powodem skierowania wojsk hetmana Gosiewskiego do Prus była totalna grabież, która miała wymusić u Brandenburczyków zerwanie sojuszu ze Szwedami. I tutaj na pierwszy plan wysuwają się właśnie Tatarzy.

Na ich czele stał subchan Ghazi aga, który po bitwie zaczął domagać się od Gosiewskiego wydania mu Bogusława Radziwiłła. Ten początkowo dostał się w ich ręce, ale został im odebrany w ramach - jak to uzasadniał Gosiewski - "szlacheckiego pokrewieństwa". Wprawiło to Gaziego agę we wściekłość.

Gosiewski odmawiał zwrotu cennego zakładnika. Efektem tego było odstąpienie Tatarów od naszych sił. Te pociągnęły na Litwę i Żmudź. A Tatarzy błyskawicznie zajęli się tym, co potrafili najlepiej – sianiem totalnego zniszczenia.

Już w pierwszych dniach po bitwie „uzbierali” w południowo-wschodnich Prusach Książęcych obfity jasyr w liczbie 15 tys. głów, o czym dowiadujemy się z listu Gosiewskiego datowanego na 11 XI. W następnych dniach ludzkich łupów przybywało. W pustoszeniu regionu początkowo pomagały im siły Rzeczpospolitej.

Finalnie spalono niemal wszystkie osady w okolicy z Ełkiem na czele, a ich ludność Tatarzy wymordowali lub wzięli w pęta jako jasyr. Prusy Książęce zostały spustoszone aż do linii Jezior Mazurskich i Żmudzi. Między miejscowościami Niemno i Pasym spalono wówczas 13 miast, około 250 mniejszych miejscowości i 37 kościołów. Wymordowano 23 tys. osób a 34 tys. trafiło do niewoli i poszło z oprawcami na Krym.

Tatarzy szczególnie dali się we znaki okolicom Ełku i Prostek. Drogę do tych miejscowości od tamtego czasu nazywa się „szlakiem tatarskim”. Pozostałością po ich wizycie jest Góra Tatarska, z którą to wiąże się drobna lokalna legenda.

Kiedy Tatarzy wtargnęli do Prus (1656, 1657) i ciągnęli przez kraj, plądrując, mordując i paląc, oszczędzali jednak najsilniejszych mężczyzn, którzy wpadli im w ręce, by zabrać ich w jasyr. Po zdobyciu Ełku gromadę pojmanych mężczyzn Tatarzy zaprowadzili w pętach do najbliższego lasu, gdzie zamierzali na górze odpocząć i przenocować. Jednak przedtem urządzili pijatykę i łapczywie raczyli się zdobytymi trunkami, aż upojeni i wyczerpani runęli na ziemie i zapadli w głęboki sen. Tę chwilę wykorzystały wierne żony jeńców, przekradły się przez zarośla, przecięły więzy mężom i w ten sposób uwolniły ich z opresji. Wówczas ci pozabijali pijanych Tatarów ich własnymi mieczami i wrócili ze swoimi żonami z Góry Tatarskiej do Ełku

2001-2022 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, GRUPA WM Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 5