Przekupstwo nie zostało wymyślone dla przyjaciół

2021-05-03 12:00:00 (ost. akt: 2021-05-03 19:02:09)
Otrucie Królowej Bony - obraz autorstwa Jana Matejki

Otrucie Królowej Bony - obraz autorstwa Jana Matejki

Autor zdjęcia: Jan Matejko

W historii naszego kraju – jak zresztą tak naprawdę w historii ludzkości – kobiety odgrywały przemożną rolę, tyle, że z różnych powodów niekoniecznie ich sylwetki są dostatecznie znane ogółowi społeczeństwa. Bardzo często operowały z cienia, tylnego siedzenia – były „szyją”, która kręciła „głową” rodziny, tj. danego męża/władcy lub szerzej – rodu. Zdarzają się wśród nich takie panie, które z racji osobowości lub dokonań przebijają się swoją „siłą” przez wieki historii i wręcz „nakazują” o sobie pamiętać kolejnym pokoleniom.
Taką postacią bez wątpienia jest Bona Sforza, małżonka Zygmunta Starego, „włoska” królowa Polski oraz matka czterech córek i ostatniego męskiego przedstawiciela „naszej” linii dynastii Jagiellonów, Zygmunta Augusta.

PRAWDZIWA KOBIETA RENESANSU?

Prawda jest taka, że Bona Sforza swoją osobowością zawstydziłaby większość współczesnych kobiet. Naprawdę, trudno również w naszych czasach znaleźć taką przedstawicielkę płci pięknej, która zna kilka języków, interesuje się polityką, prawem, lubi matematykę, geografię, historię, sztukę – z muzyką na czele, a do tego jest urodziwa i ma własne zdanie. Oto Bona we własnej osobie. Cóż, takich kobiet boi się wielu mężczyzn (co najmniej ich one onieśmielają), a co dopiero w XVI wieku, na „obcej” kulturowo ziemi, gdzie kobiety raczej nie były „zachęcane” do brania aktywnego udziału w polityce. A tak zapamiętała właśnie Bonę polska i litewska szlachta. Włoszka nie miała łatwo na naszej ziemi. Zresztą Bona Sforza miała pod górkę już jako mała dziewczynka. I to pomimo tego, że była z możnego i bogatego rodu.

Matka Zygmunta Augusta i Anny Jagiellonki urodziła się 2 lutego 1494 r. w położonym we włoskiej Lombardii mieście Vigevano i teoretycznie miała świetny start. Była córką Izabeli Aragońskiej, księżnej Mediolanu i Bari oraz Giana Galeazza Sforzy, księcia Mediolanu. Niestety dla całej familii młody Gian Galeazza został usunięty od władzy przez Ludovica il Moro, który rządził aż do śmierci ojca małej Bony, a nawet „pomógł” mu opuścić ten świat. Bezradnej tak naprawdę księżnej Izabeli nie pozostało nic innego, jak wyprowadzka do Bari, gdzie matka Bony pracowała nad wzmocnieniem swojej „marki” i jak najlepszym wydaniu świetnie zapowiadającej się córki, co przywróciłoby blask potężnemu i wpływowemu niegdyś rodowi Sforzów.

WŁOSKA PIĘKNOŚĆ PRZYBYWA NA WAWEL

Gdy mała Bona zaczęła rozkwitać i objawiać się jako piękna, młoda i inteligenta kobieta, momentalnie do jej ręki ustawił się tłum absztyfikantów. Matka była jednak cierpliwa, ponadto celowała w naprawdę dobrą partię dla swojej córki, której urodę, inteligencję i wychowanie zachwalali coraz częściej minstrele i artyści szwendający się – jak to artyści – po całym Półwyspie Apenińskim. Finalnie Izabela Aragońska znalazła Bonie naprawdę doskonałego - z geopolitycznego punktu widzenia – męża, króla Polski, Zygmunta Starego. I tu zaczyna się właśnie najważniejsza część naszej opowieści.

Po przybyciu na krakowski dwór Włoszka zrobiła na naszych rodakach jak najbardziej pozytywne wrażenie. Chwalono jej atrybuty w postaci urody – śnieżnobiałą cerę, złote, piękne włosy oraz głębokie, ciemne oczy; doceniano zdobyte przez nią wykształcenie, o co zadbała zawczasu jej przezorna matka. Niestety dla samej Bony, bardzo szybko polscy możni zaczęli wyrabiać sobie o nowej żonie Zygmunta Starego zgoła inne zdanie. I Bona dała im do tego powody.

KOCHAŁA NASZEGO ZYGMUNTA PO SWOJEMU

Włoszka wychowana zgodnie z ówczesnymi kanonami jakie obwiązywały w kręgu cywilizacji romańskiej nie zamierzała ograniczyć swojej roli królowej, tylko i wyłącznie do bycia dekoracją dla starzejącego się polskiego władcy. Bardzo szybko objawiła swoje „prawdziwe” oblicze – zręcznej intrygantki, manipulatorki, szantażystki emocjonalnej (potrafiła wymuszać na mężu coś płaczem lub krzykiem), ale jednocześnie przezornej ekonomki, mecenaski sztuki, a nawet pionierki ekologii (zakładała w swoich włościach piękne ogrody i nawet stworzyła swoiste BHP pracy dla drwali pracujących w lasach).

Ale jednocześnie Bona Sforza naprawdę kochała wyrozumiałego dla niej Zygmunta – gdy zachorował na tajemniczą przypadłość, która pozbawiała go stopniowo sił, uważnie dbała o męża, była troskliwą żoną. Doceniała łagodny charakter Zygmunta Starego, który żonę traktował zawsze z szacunkiem i Bona zwracała mu te „honory”. No i przecież dała mu potomstwo, w postaci czterech córek (w tym królowej Polski, Anny) i dwóch synów, z których niestety jeden zmarł w wyniku przedwczesnego porodu. Mowa o Olbrachcie – królowa uwielbiała polować i oddawała się tej pasji nawet będąc brzemienną. Niestety pewnego razu zaatakował ją niedźwiedź, który spłoszył konia z Boną. Królowa spadła i dotkliwie się potłukła. Wywołało to przedwczesny poród, dziecko niestety nie przeżyło. Od tamtego czasu Bona nie mogła już mieć potomstwa, co – jak pokazał czas – zaważyło na losach polskiej dynastii Jagiellonów.

MACCHIAVELLI W SPÓDNICY?

Bona chciała rządzić. Bardzo szybko wykształciły się u nas dwa obozy – jeden związany z krewką i dynamiczną królową, drugi z polskimi „tradycjonalistami”, dla których poczynanie sobie „włoskiej gadziny” (tak ją określali oponenci) godziły w rację stanu Królestwa i Wielkiego Księstwa Litewskiego. Bona znała się na arkanach politycznego know-how i wiedziała, że nie ma co liczyć na „naturalną” miłość polskich wielmożów do swojej osoby. Miała na to „doraźną” receptę – łapówki, szantaże, groźby, ale także „powszechne” przekupstwo. Często zresztą podkreślała, że "przekupstwo nie zostało wymyślone dla przyjaciół". To wszystko działało. Podobnie jak zawsze skuteczna trucizna, którą jakimś sposobem „zaserwowała” książętom mazowieckim Stanisławowi i Januszowi III, którzy zmarli „niespodziewanie” jeden po drugim, dzięki czemu Mazowsze trafiło w „nasze” ręce.

Bona była zdania, że kluczem do samodzielności politycznej naszego kraju jest samowystarczalność finansowa. W tym celu gromadziła majątki, nabywała tereny i na Litwie i w Koronie, zakładała miasta, występowała w roli mecenasa śląc polską młodzież na zagraniczne studia, wspierała kulturę (tutaj jej rola jest ciut przesadzona) – jednym słowem – była królową skuteczną i przezorną. Zgromadziła wielki majątek i jeszcze więcej przysporzyła go naszemu państwu. Dbała o dobre imię polskiego dworu – korespondowała m.in. z rozsławioną przez serial „Wspaniałe Stulecie” sułtanką Hurren i panie naprawdę się lubiły.

ZAWIEDZIONE NADZIEJE POLITYCZNEJ WIZJONERKI

Cechy prawdziwego władcy chciała zaszczepić synowi, ale Zygmunt August okazał się tak naprawdę niewypałem. Odradzała mu mariaże z „dworem” Habsburgów (i miała rację! Nie posłuchał), zadbała o to, aby został królem jeszcze za życia ojca – co wywołało wręcz nienawiść wielkiej rzeszy polskich „Panów”. Zrobiła wszystko, aby syn mógł rządzić samodzielnie. O córki w zasadzie nie dbała, wszelkie nadzieje polityczne pokładając w synu. Finalnie, już po śmierci męża – Zygmunta Starego – Bona popadła w konflikt z Augustem podburzanym przez polskich możnych i w wielkim rozgoryczeniu opuściła – jak się okazało już na zawsze – nasz kraj i udała się do Włoch. Wywiozła duży majątek, z czego ciut z niego „rozeszło się” w postaci pożyczki udzielonej namiestnikowi króla Hiszpanii, w wys. 430 tys. dukatów (obecnie ponad 200 mln zł), których… nie zwrócono pod dziś dzień (tzw. sumy neapolitańskie).

KTO TRUCIZNĄ WOJUJE…

Koniec Bony był przykry. Została otruta przez własnego – jak myślała zaufanego dworzanina – Jana Wawrzyńca Pappacodę, de facto agenta dworu Habsburgów. Podał on królowej truciznę, po której wypiciu nagle zaniemogła i gwałtownie jej stan zaczął się pogarszać. Bona Sforza zmarła 19 listopada 1557 roku w Bari. Jej morderca nigdy nie został osądzony, ale za to Habsburgowie nagrodzili go czyniąc m.in. starostą zamku Bari i nadając tytuł margrabiego Capurso.

Historia jest naprawdę dziwna, bo tak się składa, że często wielkie, wyróżniające się osobistości tego świata umierają w samotności, zapomnieniu lub po prostu fakt ich śmierci nie jest odpowiednio godnie uhonorowany. I tak też niestety było z Boną. Trumna z byłą królową Polski była wystawiona w jednym z kościołów w Bari, a ludziom pytającym „kto umarł”, odpowiadano, że była „miejscową osobliwością”. Honorów związanych ze śmiercią Włoszki dopełniła jej córka, Anna i to dopiero, gdy została królową Polski. Wyprawiła wówczas niedbającej o nią za życia matce dużą ceremonię pogrzebową.

CREDO

Widząc w zasadzie nieograniczony potencjał do ekspansji kulturowo-politycznej Polski, Włoszka pragnęła wykorzystać pozycję naszego kraju jako wiodącego gracza w Europie. Szansę na prymat upatrywała w formie rządów, które 300 lat później nazywano absolutyzmem oświeconym. Widziała swojego syna jako jedynowładcę kraju, ze znacznie ograniczoną rolą szlachty, być może nawet zaledwie dekoracyjną. Czy ta recepta – gdyby została zrealizowana przez pacjenta, czyli Stanisława Augusta – rzeczywiście uczyniłaby z naszego kraju bezapelacyjnego hegemona ówczesnego cywilizowanego świata? Nie wiadomo. Wiadomo za to, że wykształcona i inteligentna Włoszka chciała zaadaptować na nasz słowiański grunt po lekkiej modyfikacji bliską jej, śródziemnomorską myśl polityczną, w dużej mierze opartą na starożytnej rzymskiej zasadzie „divide et impera” (dziel i rządź).

Biorąc pod uwagę powyższe, skromny autor tego art. uważa, że Bona Sfortia Dei gratia regina Poloniae (Bona Sforza, z Bożej łaski królowa Polski) była bez wątpienia jedną z najlepszych polskich władczyń i z perspektywy czasu możemy śmiało powiedzieć, iż stała się wielka szkoda, że jej myśl polityczna nie została w pełni zrealizowana.

MCH

foto: Otrucie Królowej Bony - obraz autorstwa Jana Matejki
fot. Domena publiczna

2001-2021 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, GRUPA WM Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 5