Adrian Kowalkowski z Działdowa: Jestem lokalnym patriotą

2021-11-21 10:09:03 (ost. akt: 2021-11-21 10:14:44)

Autor zdjęcia: archiwum prywatne

Zawodnicy KS Kowalkowski Fight Club Działdowo coraz bardziej liczą się w sportowym świecie. O pasji, sporcie i planach rozmawiamy z Adrianem Kowalkowskim, zawodnikiem kickboxingu z Działdowa oraz założycielem klubu.
— Trudno umówić się z panem na rozmowę ze względu na pana napięty harmonogram. Co pana motywuje każdego dnia?
— Ta motywacja zależy od dziedziny, o której chcemy mówić. Moje treningi są moją pasją i tutaj to ona napędza mnie do działania.

— Ta metoda się sprawdza. Na swoim koncie ma pan trzy mistrzostwa Polski, a także Puchar Polski, Europy, w końcu Puchar Świata. To chyba daje siłę, by sięgać po więcej?
— Tylko regularne treningi sprawiają, że organizm jest do nich przyzwyczajony i można dzięki temu podejmować kolejne wyzwania, jakimi są starty w zawodach. Z kolei mistrzostwa, start to adrenalina, bez której człowiek nie może w końcu żyć. Już w czasie przygotowań do zawodów nie możesz doczekać się, kiedy ten moment nastąpi, kiedy staniesz do walki.

— Ale można powiedzieć, że pan zamiłowanie do sportu otrzymał w genach, bo pana ojciec też był sportowcem.
— Tak, u mnie w domu zawsze był sport. Mój tata był czynnym, bardzo dobrym i utytułowanym zawodnikiem. Wyrastałem więc w środowisku, w którym mogłem z bliska obserwować, jak wygląda życie sportowca. To nie było jednak tak, że od razu zainteresowałem się sportami walki i kickboxingiem. Na początku było to taekwondo, potem trenowałem koszykówkę, lekkoatletykę. Dopiero kiedy miałem 17 lat zacząłem trenować kickboxing, którym zajmuję się do dziś.

— Dlaczego akurat ta dyscyplina?
— Przed laty wyjechałem na obóz sportowy, gdzie właśnie był kick-boxing. Stwierdziłem, że sporty indywidualne i kontaktowe są właśnie dla mnie. Uznałem, że to właśnie w nich dobrze się czuję. W sportach indywidualnych od początku do samego końca wszystko zależy wyłącznie od nas samych. Sukces czy porażka to wyłącznie nasza odpowiedzialność. Muszę przyznać, że zawsze byłem dzieckiem bardzo aktywnym, lubiłem rywalizację, więc uznałem, że to właśnie sport dla mnie.

— No właśnie, bo sport to wzloty i upadki. Niektórych porażki motywują do jeszcze większej, wytężonej pracy. A jak jest w pana przypadku?
— Myślę, że u mnie jest podobnie. Kiedy uprawia się sport, który się kocha, nie jest ważne, czy teraz wygrało się czy też nie. Zawsze jest to przekonanie, że dążymy do określonego celu, który w końcu uda nam się osiągnąć. Na początku chciałem być najlepszym w Polsce, więc dążyłem do tego celu. Potem w Europie, w końcu na świecie. Trzeba wyznaczać priorytety. Kiedy jest się sportowcem, kocha się to, co robi, to wciąż podnosi się poprzeczkę wyżej.

— By jednak to wszystko się udało, trzeba mieć obok siebie wspierające nas osoby.
— Tak, na pewno wśród tych wspierających mnie osób była moja mama, ojciec, moja narzeczona, rodzina, koledzy. Zawsze mi kibicowali, przyjeżdżali na moje walki, jeździli na zawody. Zawsze mogłem na nich liczyć.

— Teraz pan wspiera młodych zawodników, ponieważ prowadzi pan swoją szkołę.
— Od 2015 roku prowadzę swoją szkołę kickboxingu Kowalkowski Fight Club Działdowo. Mamy różne grupy wiekowe. Są u nas również trenujące kobiety. Osoby z mojego klubu również jeżdżą na zawody, osiągają sukcesy. Staram się ich zarazić moją pasją, by poszli również moją drogą. Czasem można też mieć pracę, a sportem zajmować się popołudniami. Ja też tak robię, do tego jeszcze prowadzę grupy. Jak widać, to wszystko można pogodzić. Oczywiście są też inne obowiązki, rodzina, córka, ale kiedy się chce, można naprawdę dużo osiągnąć.

— Jak wybierać dyscyplinę, którą zajmie się dziecko? Musi mieć określone predyspozycje do uprawiania sportów walki?
— Dzieci w wieku 7 -10 lat mogą brać udział we wszystkich zajęciach, oczywiście pod warunkiem, że nie ma poważniejszych problemów zdrowotnych. Nie każdy ma być zawodnikiem, mistrzem Polski czy świata, ale może mieć sportową pasję. Każdy wybiera kierunek, w którym chce podążać. Na pewno jednak każdy z uprawiania sportu będzie miał korzyść. W naszym klubie 7-latki mają na przykład zajęcia ogólnorozwojowe, z elementami kickboxingu. Muszą być różnorodne, z elementami zabawy, by zachęcić ogólnie do uprawiania sportu. Może być to kickboxing, ale też inna dyscyplina. Może przecież okazać się, że jakieś dziecko uzna mając 12 lat, że zamiast kickboxingu chce uprawiać pływanie. Jednak dzięki uprawianiu sportu od najmłodszych lat będzie bardziej rozwinięte motorycznie, sprawne, nauczone dyscypliny.

— Sport, jak widać w pana przypadku, uczy również bardzo dobrej organizacji czasu.
— Tak, na pewno. Wszystko musi być dokładnie zaplanowane. Są dni, kiedy wychodzę z domu o szóstej rano, a wracam o godzinie 21. Mam pracę, potem zajęcia, w końcu treningi. Jednak to wielka pasja, a można powiedzieć, że też swego rodzaju uzależnienie. Na szczęście, jak wspomniałem wcześniej, mam wokół siebie wspierające mnie osoby. Mój szef, u którego pracuję, również rozumie moją pasję, mogę na niego liczyć, za co jestem mu ogromnie wdzięczny.

— Co w sporcie obecnie liczy się dla pana najbardziej?
— Dziś bardzo ważny jest dla mnie tytuł mistrza świata i Europy. W ciągu ostatnich dwóch lat moje plany pokrzyżowały kontuzje, co powodowało ograniczenia w moich startach, a czasem też miało ogromny wpływ na wynik. Szczególnie dotkliwa okazała się kontuzja związana ze ścięgnem Achillesa. Ten rok był też szczególnie trudny, ze względu na pandemię, gdzie nie było wcześniejszych sparingów, a brało się udział bezpośrednio w zawodach rangi mistrzowskiej. To spowodowało m.in., iż ostatnie mistrzostwa Polski zakończyłem z brązowym medalem. A jeszcze w październiku to ja byłem mistrzem Polski. Można powiedzieć, że kontuzja mnie wyeliminowała. Po tych zawodach miałem przerwę na rehabilitację. Miałem jednak niedosyt. We wrześniu pojechałem na zawody w innej formule, w innej kategorii wagowej i tam zdobyłem wicemistrzostwo Polski. A trzeba dodać, że w tych mistrzostwach wzięło udział wielu utytułowanych zawodników, elita sportowa z Polski.

— Zawsze jednak wraca pan do Działdowa. Jest pan lokalnym patriotą?
— Na samym początku moich startów w kickboxingu byłem zawodnikiem klubu sportowego Piaseczno, ale mieszkałem cały czas w Działdowie. Stwierdziłem jednak po pewnym czasie, że chcę reprezentować moje miasto, czyli Działdowo, a nie inne, z którym nie jestem związany. Tak, można powiedzieć, że jestem lokalnym patriotą. Tutaj chcę się rozwijać, mieszkać, prowadzić szkołę. W przyszłości sięgnąć jako zawodnik z Działdowa po mistrzostwo Europy i świata. Chciałbym, by młodzi ludzie, którzy u mnie trenują, osiągali sukcesy i dzięki nim Działdowo było wciąż ważne na sportowej mapie.

Katarzyna Janków-Mazurkiewicz

Przestańmy oceniać-zacznijmy doceniać. Na łamach "Gazety Działdowskiej" chcemy pokazać ciekawych ludzi z powiatu działdowskiego. Znasz kogoś o kim warto napisać? Napisz do nas: dzialdowo@gazetaolsztynska.pl. Mile widziane uzasadnienie.

Obrazek w tresci


2001-2021 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, GRUPA WM Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 5