Jak strata ukochanego przemieniła ekonomistkę w poetkę

2024-05-18 15:00:00(ost. akt: 2024-05-18 09:04:45)

Autor zdjęcia: SK

Działdowo skrywa w sobie wiele talentów. Jednym z takich ukrytych skarbów jest Elżbieta Szczepkowska – poetka, która od lat wplata w wiersze nie tylko piękno swojego rodzinnego miasta, lecz także bogactwo ludzkich doświadczeń.
Elżbieta Szczepkowska, choć obecnie cieszy się zasłużoną emeryturą, wciąż jest aktywna w życiu kulturalnym Działdowa. Przez wiele lat była nieodłączną częścią PKO Banku Polskiego S.A., w którym odnosiła sukcesy zawodowe, a teraz swoją aktywnością w Stowarzyszeniu Działdowska Kuźnia Słowa oraz poprzez swoje literackie dokonania, nadal wpływa na lokalną społeczność. Jej twórczość literacka jest jak kalejdoskop uczuć i refleksji. Wiele z jej dzieł, takich jak „Zasłuchana w życie” czy „Refleksje nad życiem”, jest niczym lustro, w którym czytelnik może odnaleźć odbicie własnych doświadczeń i przemyśleń.

Rozmowa z Elżbietą Szczepkowską będzie nie tylko retrospekcją jej dotychczasowej kariery literackiej, ale także głębszym wglądem w to, jak odnajduje inspirację w codzienności i przekłada ją na piękno słowa w swoich wierszach. W wywiadzie z nią poznacie państwo jej pasje, refleksje na temat życia oraz zapewne wiele inspirujących spostrzeżeń na temat sztuki i twórczości.

Zapraszamy na wywiad, który z pewnością pozwoli wam spojrzeć na świat przez pryzmat poezji Elżbiety Szczepkowskiej.

— Co skłoniło cię do wyboru poezji jako formy wyrazu artystycznego?
— Zawsze za mną chodziły rymy, pisałam od młodości wiersze na różne okazje: urodziny, śluby, rocznice, a nawet laudacje. Mówiono, że mam lekką rękę do pisania. Wiersze to najkrótsza forma wypowiedzi, a jakże skuteczna, jeśli myśl autora trafi na dobry grunt.

— Jakie doświadczenia życiowe miały największy wpływ na treść twoich wierszy?
— Zachwyt nad pięknem stworzenia i sprawy ziemskie, życiowe, które dotykają każdego człowieka. Zaczęłam pisać na poważnie po śmierci małżonka; zawsze mnie do tego namawiał, a ja odmawiałam, bo przecież jak ekonomistka może pisać wiersze. A jednak, kiedy serce było przepełnione goryczą po utracie ukochanego, musiałam wszystko przelać na papier, to, co odczuwałam w danym momencie. Musiałam podzielić się z innymi moją stratą, a było to podczas pandemii, kiedy spotkań z rodziną i znajomymi nie było, więc publikowałam na Facebooku i poszło, pojawili się czytelnicy, którzy namawiali do dalszego pisania, a potem do publikowania w postaci tomików. Spełniłam w ten sposób wolę męża i traktowałam pisanie jako remedium na przeżycie żałoby, ale poezja jest mi teraz tlenem niezbędnym do życia.

— Jakie są twoje główne motywacje i cele twórcze jako poetki?
— Dawać siebie innym w postaci dobrego słowa w trudnych dla czytelnika chwilach. Podnoszenie na duchu, kiedy wszystko wokół się wali, jak również wskazanie, aby korzystać z dobrodziejstw, jakim jest drugi człowiek obok czy natura (ona ucisza wszystkie żale i straty), a z pewnością, aby uwierzyli w Boga, bo on daje najpewniejsze ukojenie, nie zabiera trosk, ale pomaga je znosić z godnością. Piszę, aby wzbudzić w czytelniku pozytywne myślenie pomimo trudności, jakie zastał w życiu. Pragnę zarażać dobrym bakcylem czytelnika, aby uwierzył, że jutro nadejdzie i wszystko, co złe, się skończy i że zależy to w głównej mierze od nas, ludzi oraz naszego nastawienia i postępowania.

— Czy mieszkanie i praca w Działdowie miała istotny wpływ na twoją twórczość?
— Myślę, że tak. Jestem lokalną patriotką usadowioną wśród ludzi znanych mi od dziecka, z którymi czuję więź emocjonalną. Radość płynącą z każdego spotkania, wśród których czuję się bezpiecznie, dlatego jestem tak pozytywnie nastawiona. Jestem osobą wierzącą i ufającą Bogu, wychowaną na prawdach wiary. Ufam ludziom. Tak, tak – to dziwne, ufam ludziom; pomimo wielu zranień uważam, że trzeba ludziom ufać. Zranienia wiele nas uczą – jakim człowiekiem nie chcę być, jak wybaczać, jak postępować, aby nikt przeze mnie nie płakał, czyli kłaniają się przykazania wiary, a najważniejsze to pierwsze przykazanie miłości. Na nim oparłam moją rodzinę, moje życie i niczego nie żałuję. Żal mi tylko ludzi, do których ta prawda nie dociera, że miłość jest najważniejsza i o niej jest wiele w moich tekstach. Jeśli kochasz ludzi, to potrafisz z nimi przenosić góry i robisz to z radością. Jeśli kochasz, to cieszysz się z sukcesów innych; jeśli kochasz, to stajesz z drugim człowiekiem w prawdzie, choćby była bolesna. Jeśli kochasz, to pomagasz, jak nie możesz finansowo, to chociażby swym czasem – to dar najcenniejszy. Podczas ciężkich chorobowych dni mówisz: jestem przy tobie – choćby nie wiem, co się stało, będę z tobą do końca; i to ma wartość bezcenną.

— Jak opisałabyś swój styl poetycki w porównaniu z innymi lokalnymi poetami?
— Nie śmiem nawet porównywać się z innymi lokalnymi poetami; piszą od lat piękną poezją, każdy z nich ma dar do czegoś innego: jeden pisze o kosmosie, inny o ludowych obrzędach, ktoś satyrą się para, a jeszcze inni w pięknych metaforach opisują życie i miłosne podboje lub zdradę czy żal po stracie taty. Ja piszę wiersze prostymi słowami, które są przeznaczone dla każdego odbiorcy. Myślę, że nie ma problemów ze zrozumieniem moich wierszy; mam taki odbiór: wreszcie rozumiem, o czym poeta pisze – to jest najlepsza recenzja dla mnie i najważniejsze, że mam stałych czytelników, których grono się powiększa. Zazwyczaj wiersze wyrażam w formie strofy safickiej lub jedenastozgłoskowcami, czasem wierszem wolnym, a nawet napisałam kilka białych. Czytelnika jednak nie interesuje forma, tylko przekaz, który wiersz niesie.

— Co skłoniło cię do napisania zbioru poetyckiego „Urokliwa Gmina Rybno”?
— Bo tam wiersze piszą się same; kto chociaż raz był nad jeziorami tej gminy, wie, o czym mówię. Przyroda nieskażona żadnymi chemikaliami, bogactwo flory i fauny, liczne przepiękne ostoje gatunków ptaków, wiele pomników przyrody. Przewędrowałam po tym terenie tysiące kilometrów przez całe swoje życie w nieustanym zachwycie nad urokiem tej gminy. Kiedy słyszę: Rybno, uśmiech pojawia się na mej twarzy; mam same dobre wspomnienia, spotykałam tam wspaniałych mieszkańców, którzy traktowali mnie jak rodzinę, otwierali drzwi swych domów i zapraszali do stołu jak najważniejszego gościa. Niezapomniane wrażenia, opowieści i serce na dłoni; do końca mych dni będę pamiętać ich szczerość i radość. Do dzisiejszego dnia tak jest w gminie Rybno, a skoro Bóg dał talent do pisania, to musiałam opisać to, co kocham. Gmina Rybno to moje szczęśliwe życie, moje uniesienia, tam spędzałam najlepszy czas z rodzicami, a potem z mężem i synem. Przyroda, z którą się tam obcuje, daje wytchnienie nawet najbardziej wymagającemu turyście, a ludzie, których spotykałam na drodze turystycznej wędrówki – mieszkańcy tej gminy to sens ludzkości – mają wiarę, w której jestem wychowana, mają serca po właściwej stronie. Właśnie za ich serca, za szczerość, za udział w charytatywnych zbiórkach czy działaniach na rzecz pokrzywdzonych przez los ludzi cenię ich najbardziej. Mam wrażenie, że tworzą wspaniałą chrześcijańską rodzinę i mogą być przykładem dla innych, jak wypełnia się pierwsze podstawowe przykazanie miłości.

— Jakie są twoje ulubione tematy do poruszania w poezji?
— Miłość w całym jej aspekcie, człowiek ze wszystkimi jego problemami i radościami oraz natura – przebogaty, niewyczerpany temat. Piszę codziennie, w zależności co mnie spotyka czy zainspiruje, z kim rozmawiam, jaki temat poruszamy. Codzienne radości, smutki, o kryzysach, przemijaniu. Życie to nie tylko motyle w brzuchu i fajerwerki; to także szara, trudna rzeczywistość, to kłopoty i ciernie, trzeba o tym pisać. Poezja to rodzaj terapii, sytuacje przez kogoś opowiedziane oplatają psychikę człowieka i jeśli przeleję to na papier, to uwalniam się od tego, tak jakbym poszła do spowiedzi i uwolniła duszę od grzechu. Psychika wtedy odpoczywa, jest to oczyszczająca rola poezji. Ukazuję czytelnikowi, że problemy, które go dotknęły, spotykają również innych i że jest na to rozwiązanie. Ukazuję, jak szarzyznę życia można dzięki miłości i zaangażowaniu zamienić na promienie rozgrzewające duszę i zachęcające do walki o lepsze jutro. Któż z nas nie ma problemu z emocjami i słabościami? Człowiek, którego dotyka ciężka choroba czy dotkliwe troski, pyta się, dlaczego musi cierpieć. Dusze zagłębiają się w depresjach, cierpienie uszlachetnia, ale nikt go nie chce, każdy krzyż trzeba przeżyć z namaszczeniem i wzrostem duchowym, inaczej lęk i strach. O tym właśnie piszę, aby okiełznać strach, pomóc odnaleźć drogę. Większość dzisiaj zapomina o Bogu, goni za zyskiem, karierą, każdy chce być samodzielny, a właśnie cierpienia są konsekwencją ludzkiego postępowania. Wojny, chęć zdobywania czy bogacenia się kosztem słabszych, wyzysk jednych nad drugimi, nawet w domach bliscy sprawiają sobie piekło, brak porozumienia, deficyt zdolności porozumiewania się ludzkiego, brak kontaktów międzyludzkich. Dlaczego ciągle gonimy… za czym? Zdobywamy upragniony cel i nadal nie ma satysfakcji i zadowolenia, tracimy chrześcijańskie wartości i to boli. Dla mnie Bóg to źródło najczystszej miłości, a po nim rodzina, wiara bardzo mi pomaga. Kiedy się postawi na Boga, sukces przychodzi mimochodem.

— Jakie wyzwania napotykasz jako poetka w dzisiejszych czasach?
— Najtrudniejsze dla mnie jest zdobyć sponsora. Wydanie książki to kosztowna sprawa, a mnie jako samotnej wdowie ciężko jest związać koniec z końcem, a co mówić o wydaniu tomiku własnym sumptem. Książki to nie jest biznes, na którym się zarabia. Sponsorem też nie każdy może być; to trzeba czuć w sercu, chęć podarowania dla innych cząstki siebie i swego dorobku, do tego trzeba być wrażliwcem, aby zrozumieć i polubić poezję. Z pozostałymi problemami życiowym jakoś sobie radzę – jestem kobietą pracującą i żadnej pracy się nie boję (uśmiech).

— Jakie rady mogłabyś dać młodym aspirującym poetom?
— Aby pisali sercem, wtedy zostaną docenieni przez czytelników. Czytelnik szybko wyczuwa fałsz i już nigdy nie wraca. Może być to napisane wspaniałą formą, stylistycznie, ale jak nie będzie w tym serca i prawdy, nie popłynie słowo do duszy czytelnika. Niech nie przejmują się formą, ona przychodzi z czasem. Na początku nie mogłam się skupić i pytałam innych poetów: „jak wy piszecie i liczycie zgłoski jednocześnie – to niemożliwe – ja wtedy gubię sens wypowiedzi”. Mówili: „cierpliwości i dużo pracy”, i tak się stało. Sukces to trochę talentu, szczęścia, a reszta to praca, praca, praca. Myślę, że potrzeba odwagi, aby wyjść do ludzi, ale nie wolno zamykać słów w szufladach. W początkach pisania zawsze są potknięcia, brakuje słownictwa, jest krytyka; niech się nie zrażają, tylko ćwiczą się w pisaniu.

Sylwester Kasprowicz


2001-2024 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, Galindia Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 5