Jeśli Znicz z Unią, to na remis

2021-05-10 09:00:00 (ost. akt: 2021-05-10 09:08:06)
Znicz po raz drugi w tym sezonie podzielił się punktami z Unią, tracąc gola na 1:1 już w doliczonym czasie gry

Znicz po raz drugi w tym sezonie podzielił się punktami z Unią, tracąc gola na 1:1 już w doliczonym czasie gry

Autor zdjęcia: Łukasz Szymański

FUTBOL || Kilka sekund — tyle zabrakło Zniczowi, by awansować na czwarte miejsce w III lidze. Okupująca tę lokatę Unia Skierniewice, praktycznie w ostatniej akcji meczu, wyrwała 8 maja na murawie w Białej Piskiej upragniony remis (1:1). Pozostał niedosyt. Duży.
To był klasyczny przykład meczu "o 6 punktów". Skierniewiczanie czuli na plecach oddech czerwono-zielonych jeszcze zanim wsiedli do autokaru zmierzającego na Mazury. Przed meczem dysponowali 45 "oczkami", czyli ledwie dwoma więcej niż podopieczni trenera Ryszarda Borkowskiego. Gospodarze, po ostatniej widowiskowej wygranej nad Polonią Warszawa (3:0), zdawali się mieć wszystkie argumenty ku temu, by zdobyć kolejny komplet z rzędu. I niejako "zrewanżować się" za remis (2:2) z listopada.

Pierwsze pół godziny meczu było dość stonowane, emocje zaczęły piętrzyć się w ostatnim kwadransie. Świetną okazję wykreował zwłaszcza Mateusz Jambrzycki, który dośrodkowaniem ze skrzydła odnalazł dobrze ustawionego Bartosza Giełażyna. Ten jednak, strzelając z bliska, nie zdołał przechytrzyć czujnego bramkarza Unii.

Stroną dominującą wydawał się Znicz, jednak to goście jako pierwsi umieścili piłkę w siatce. Na szczęście dla załogi z Białej Piskiej sędzia boczny zasygnalizował pozycję spaloną. Ten zimny prysznic podrażnił ambicję miejscowych, co zaowocowało golem w 65. minucie. Bramka padła po wariancie szlifowanym podczas treningów.

— Po wrzucie z autu piłkę głową zagrał za siebie Jacek Dzienis, z obrońcami skutecznie powalczył Bartosz Giełażyn, ale jego strzał trafił w słupek. Tuż przed bramką rywali znalazł się jednak Hubert Molski, drugi ze środkowych obrońców Znicza, i to on zapisał na swoim koncie trafienie — słyszymy w obozie Znicza.

Skierniewice nie miały nic do stracenia, przeszły do ofensywy i postawiły wszystko na jedną kartę. Po regulaminowych 90 minutach zdawało się, że gospodarzom uda się "dowieźć" skromną przewagę do końca meczu. W doliczonym czasie gry, goście wrzucili futbolówkę wprost w "kocioł" pod bramką Adama Radzikowskiego.

W chwilowym chaosie najszybciej odnalazł się Konrad Kowalczyk, który strzałem z przewrotki doprowadził do wyrównania. Ekipa z Białej Piskiej długo jeszcze sygnalizowała sędziemu faul na bramkarzu, lecz ten nie zmienił zdania. Niewiele później dmuchnął w gwizdek po raz ostatni.

— Myślę, że z przebiegu meczu można uznać to za sprawiedliwy remis. Choć na pewno szkoda, że straciliśmy punkty w kontrowersyjnych okolicznościach już w doliczonym czasie gry — stwierdził trener Ryszard Borkowski.

— Wiedzieliśmy, że do końca będziemy musieli mocno zapracować, żeby utrzymać wynik. Unia to bardzo groźny przeciwnik i już przed meczem mówiliśmy, że będziemy musieli zagrać o klasę lepiej niż z Polonią, by powalczyć o punkty. Zostawiliśmy mnóstwo sił, robiliśmy zmiany, dlatego strata gola w końcówce boli. Ten remis nikomu jednak ujmy nie przynosi — podsumował szkoleniowiec jedynego III-ligowca w naszym powiecie, który 12 maja poprowadzi swój zespół przeciw Jagielloni II Białystok.

Kamil Kierzkowski

2001-2021 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, GRUPA WM Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 5