Cieszy zajęcie każdego punktowanego miejsca

2023-08-03 16:00:00(ost. akt: 2023-08-03 15:03:51)

Autor zdjęcia: archiwum teamu

SPORTY MOTOROWE\\\ Trzy starty, trzy zwycięstwa - taki jest bilans Krzysztofa Hołowczyca w mistrzostwach Polski samochodów terenowych. W Rajdzie Polskie Safari kłopoty mieli natomiast Mirosław Tokarczyk i Adam Binięda.
Krzysztof Hołowczyc, który tradycyjnie zasiadł za kierownicą BMW X3, Rajd Polskie Safari rozpoczął od wygrania prologu. Drugiego dnia załogi miały do pokonania trzy odcinki specjalne, które musiały przejechać dwukrotnie.
Od początku „Hołek” z Łukaszem Kurzeją narzucili szybkie tempo, zapisując na swoim koncie zwycięstwa na dwóch pierwszych odcinkach. Jednak trzeci oes okazał się dla olsztynianina pechowy, bo złapany kapeć i problemy z elektryką zepchnęły go na siódme miejsce w klasyfikacji generalnej.
Całe szczęście w strefie serwisowej, dzięki zaangażowaniu mechaników Hołowczyc Racing, udało się usunąć problem. Tym samym olsztynianin miał trzy odcinki, by odrobić prawie trzyminutową stratę. No i dopiął swego, bo tak podkręcił tempo, że nie dał rywalom szans. Wygrał wszystko, co było jeszcze do wygrania, w efekcie na mecie rajdu zameldował się z przewagą siedmiu sekund nad drugimi w klasyfikacji generalnej Arkadiuszem Nadolnym i Michałem Marczewskim (Can-Am Maverick). Trzecie miejsce - z minutą straty - zajęli Michał Małuszyński i Julita Małuszyńska (MINI T1+).
W Polskim Safari udział wziął także Adam Binięda, bartoszycki pilot Mirosława Tokarczyka. Załoga Tokarczyk-Binięda zajęła ostatecznie 10. miejsce w klasie T4 (pojazdy UTV) oraz 15. w klasyfikacji generalnej.
- Polskie Safari jest specyficzną rundą, o innej charakterystyce niż pozostałe rozgrywane głównie na poligonie w Drawsku - wyjaśnia bartoszycki pilot. - Tu często fragmenty oesów przypominają odcinki szutrowe znane z rajdów drogowych. Poza tym różnią się długością, bo najdłuższy oes miał raptem 35 km. Pod pewnym względem jest to więc taki sprinterski rajd. Przystępowaliśmy do niego z jasnym celem, czyli musi być meta i z każdym kilometrem musi być zwiększanie tempa. Trochę obaw mieliśmy co do pogody, by trasa nie zamieniła się w wodne i błotne przeprawy. Na szczęście tym razem pogoda nas oszczędziła, choć na odcinkach mieliśmy parę przejazdów przez tzw. waterplashe. Na odcinkach nie mieliśmy większych przygód, oprócz jednej przebitej opony, na szczęście stało się to tuż przed końcem odcinka, więc nie musieliśmy zmieniać koła na oesie. Większy stres był za to na drodze dojazdowej, między ostatnim oesem a metą, bo rozleciał nam się dyferencjał. Do pokonania mieliśmy już tylko niecałe 10 km, więc jadąc bardzo wolno, jakoś dociągnęliśmy do mety i parku zamkniętego. Ostatecznie skończyliśmy zawody na mecie i z fajnym wynikiem, bo nasza klasa jest najliczniejsza w klasyfikacji generalnej, więc zajęcie każdego punktowanego miejsca cieszy - dodaje na koniec Adam Binięda.
dryh


2001-2024 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, Galindia Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 5