Nóż w plecy – sowiecka specjalność

2022-09-15 15:59:40(ost. akt: 2022-09-17 11:04:47)
Rozmowy oficerów Wehrmachtu i Armii Czerwonej. Brześć, wrzesień 1939.

Rozmowy oficerów Wehrmachtu i Armii Czerwonej. Brześć, wrzesień 1939.

Autor zdjęcia: Wikipedia/Bundesarchiv Bild

17 września 1939 roku to data symbol, jak w soczewce pokazująca sowiecką mentalność, której istotą są kłamstwo i manipulacja. Ale to też historia zawiedzionych nadziei, uświadamiająca, że „ci, których dotknęło nieszczęście, są zawsze samotni”.
Paradoksalnie od momentu, gdy 1 września 1939 roku o godz. 4.45 niemiecki pancernik Schleswig-Holstein oddał strzały w kierunku Westerplatte, a niemieckie lotnictwo zbombardowało Wieluń, gorączkowo wyczekiwaliśmy 17 września. Tego dnia francuskie wojsko miało wspomóc heroicznie broniącą się Polskę i ruszyć na Hitlera. Tak przynajmniej wynikało z polsko-francuskich ustaleń, które regulowały stosowne dokumenty. W przypadku Francji był to protokół końcowy z francusko-polskich rozmów sztabowych przeprowadzonych w dniach 15-17 maja 1939 roku. Obowiązki Wielkiej Brytanii określał układ o wzajemnej pomocy między Polską a Wielką Brytanią (25 sierpnia 1939 roku).
Z dokumentów wynikało, że francuski atak nastąpi piętnastego dnia od daty ogłoszenia mobilizacji. Na papierze był to 17 września 1939 roku. Jednakże 16 września Francuzi poinformowali stronę polską, że mobilizacja wojsk jeszcze się nie zakończyła, dlatego ofensywa najpewniej rozpocznie się 21 września. 17 września atak jednak nastąpił.

Sojusz oprawców


W nocy z 16 na 17 września o godz. 1 czasu polskiego Wacław Grzybowski, ambasador II RP w Moskwie, został wezwany do sowieckiego Komisariatu Spraw Zagranicznych. Grabowski, jako realista i człowiek twardo stąpający do ziemi, czuł „pod takim czy innym pretekstem wypowiedzenie paktu o nieagresji”. Przybyły na spotkanie Sowiet o nazwisku Potiomkin odczytał mu jednak wcześniej uzgodniony z III Rzeszą dokument, w którym sowiecko-niemieckim piórem napisano, że „Rząd polski uległ rozkładowi i nie przejawia oznak życia. (…) Tym samym utraciły ważność umowy zawarte pomiędzy ZSRR a Polską. (…) Wobec powyższych okoliczności Rząd Sowiecki polecił Naczelnemu Dowództwu Armii Czerwonej, aby nakazało wojskom przekroczyć granicę i wziąć pod opiekę życie i mienie Zachodniej Ukrainy i Zachodniej Białorusi”. Skonsternowany i zdenerwowany ambasador Grzybowski oświadczył Potiomkinowi, że nie przyjmuje sowieckiej noty. „Odnosząc się do naszego wstąpienia na polskie terytorium, wykrzykiwał, iż jeśli to nastąpi, będzie oznaczać czwarty rozbiór i zniszczenie Polski” – zapamiętał Potiomkin, ówczesny zastępca Wiaczesława Mołotowa.
W tym samym czasie Józef Stalin zapewnił niemieckiego ambasadora w Berlinie, że ZSRR jest gotowy do wypełnienia postanowień paktu Ribbentrop – Mołotow z 23 sierpnia 1939 roku. „Dziś o godzinie szóstej rano armia sowiecka przekroczy granicę Polski na całej linii od Połocka do Kamieńca Podolskiego” – zapewnił Dżugaszwili swojego sojusznika.
Sowiecki nóż w plecy ostatecznie przesądził o wyniku kampanii wrześniowej. Wobec połączonych sił nazizmu i komunizmu Polsce pozostała heroiczna obrona kraju. Skądinąd, jak podkreśla prof. Andrzej Nowak: „To nie jest historia, w której występują tylko nasi sąsiedzi, ale i historia naszych sojuszników zachodnich, którzy zdecydowali się w końcu wypowiedzieć wojnę, ale nie zrobili nic, żeby ją skrócić i wygrać we wrześniu 1939 roku zadając uderzenie Niemcom na odsłoniętym przez Hitlera froncie zachodnim”. Wybitny historyk zaznacza, że gdyby do tego doszło, być może nie byłoby 17 września.

Z dziejów kolaboracji


Jacek Kaczmarski w Balladzie wrześniowej śpiewał: „Tych dni historia nie zapomni/Gdy stary ląd w zdumieniu zastygł/ I święcić będą nam potomni/ Po pierwszym września – siedemnasty”. W PRL-u 17 września był jednak rocznicą zakazaną, objętą swoistą zmową milczenia. Tyle tylko, że to, czego nie chcieli pamiętać komuniści, pamiętało wielu Polaków. Tuż po sowieckiej inwazji na Polskę niektórzy rodzimi miłośnicy sowieckich porządków próbowali tenże fakt nie tyle nawet wybielać, co po prostu gloryfikować. Poeta Leon Pasternak w „Wierszu Noworocznym” pisał:

„kto cię widział wówczas… o roku ów
a jednak podejmij kalendarz zdeptany,
część jego kart będziesz sławił w pieśniach
gdy padła granica, pękły więzień bramy,
w ten dzień wyzwolenia, siedemnasty września”

Warto również pamiętać, co o 17 września sądziła Wanda Wasilewska. Córka pierwszego ministra spraw zagranicznych II RP w 1940 roku na łamach „Czerwonego Sztandaru” (sowiecka gadzinówka) w tekście „Ojczyzna młodzieży” przekonywała, że: „Nasz Związek Radziecki jest prawdziwym krajem młodości. W przełomowym dniu 17 września najwięcej zyskała młodzież. Największe szczęście spotkało tych, którym teraz dane jest przeżyć młodość w radzieckich warunkach”.

Kłamstwo weszło w krew


17 września wiele mówi o sowieckiej mentalności, której istotą było kłamstwo i obłuda. Sowieci przyjęli zasadę, by nie nazywać rzeczy po imieniu, a własne zbrodnie tłumaczyć anty-zasadami i anty-logiką. Współpracujący z nimi do 22 czerwca 1941 roku Niemcy nie mieli tego typu inklinacji, co w gruncie rzeczy jest niezwykle ważne, ponieważ pokazuje pewną różnicę kulturową.
Do historii przeszła akcja „Sonderkation Krakau” z 6 listopada 1939 roku, której celem była pacyfikacja polskiego środowiska naukowego. Tego dnia Bruno Müller pojawił się na Uniwersytecie Jagiellońskim i zakomunikował polskim uczonym, że chęć wznowienia przez nich roku akademickiego to akt wrogości wobec III Rzeczy, po czym nakazał aresztować profesorów. Sowieci również przeprowadzili podobną antyinteligencką akcję we Lwowie w styczniu 1940 roku, ale z racji swojej mentalności zrobili to o wiele bardziej pokrętnie. Otóż niejaki Władysław Daszewski, scenograf i działacz KPP, zaprosił polskich literatów na spotkanie do restauracji Aransona, gdzie mieli spotkać się z rosyjskim historykiem sztuki. Po polskich poetów przyjechała czarna limuzyna z szoferem, która zawiozła ich w wyznaczone miejsce. Rzekomy historyk z honorami powitał literatów, ale w pewnym momencie podczas wystawnej kolacji uderzył jednego w twarz. Wówczas na sali pojawili się inni „historycy sztuki” (enkawudziści), którzy zaczęli bić polskich literatów (niektórzy jak Władysław Broniewski nie zamierzali łatwo się poddać). Aresztowani literaci czarną limuzyną pojechali na Zamarstynów do więzienia, a na drugi dzień w prasie pojawiła się informacja o zdeprawowanych polskich poetach urządzających pijackie burdy.
Sowieckie dziedzictwo w Rosji zakorzeniło się na tyle mocno, że 83 lata po 17 września rządzący Federacją Rosyjską satrapa potrafi powiedzieć, że wojna to nie wojna, ale „specjalna operacja wojskowa”…

Michał Mieszko Podolak

2001-2022 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, GRUPA WM Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 5