Pożegnaliśmy Arka Monkiewicza, bartoszyckiego poetę, sportowca i człowieka o ogromnym sercu

2022-07-16 20:00:59(ost. akt: 2022-07-17 09:08:37)

Autor zdjęcia: Dariusz Dopierała

16 lipca rodzina, przyjaciele i znajomi pożegnali Arka Monkiewicza. Poetę, sportowca, wielbiciela dobrego rocka. Przede wszystkim był dobrym człowiekiem, który z sukcesem mierzył się ze swoją niepełnosprawnością. Pokazywał innym, jak można żyć.
Arkadiusz Monkiewicz urodził się 14.02.1971. Mieszkał w Osiece, a kilka lat temu przeprowadził się do Bartoszyc. Przez jego całe życie jego największym przyjacielem była jego Mama.

Arek, zmagając się z niepełnosprawnością postawił na aktywność. Uprawiał sport, rozwijał swoją wrażliwość poetycką i muzyczną. Na koncertach zespołów rockowych często, razem ze swoim przyjacielem Andrzejem Suskim, był w pierwszym rzędzie.

Fot. Dariusz Dopierała

„Monki” – jak mówili o nim znajomi, – to przede wszystkim dobry i serdeczny człowiek, otwarty na ludzi i ich problemy. Angażował się w życie społeczne, m.in. był członkiem trzech stowarzyszeń. W Stowarzyszeniu Integracji Osób Niepełnosprawnych oraz Klubie Sportowym SMOK w Ornecie zasiadał w komisji rewizyjnej. W Bartoszyckiej Grupie Literackiej pełnił funkcję sekretarza. Nie skupiał się jednak wyłącznie na pełnieniu tych funkcji.
W 2003 roku w ramach SION w Bartoszycach stworzył Koło Sportowe „Valider", które zrzeszało niepełnosprawnych sportowców. Uprawiał lekką atletykę: rzut kulą, dyskiem i oszczepem, grał również w bowling (odmiana kręgli).
— Zawsze, kiedy można było pojechać na zawody — opowiada Jarek Pastuła, który w klubie pełnił funkcję kierowcy oraz opiekuna. — Arek brał w nich udział. Pamiętam, jak pojechaliśmy na pierwsze jego zawody w kręgle w ramach wojewódzkiej spartakiady osób niepełnosprawnych. Po raz pierwszy podczas próbnych rzutu chwycił kulę i od razu trafił tzw. strike (zrzucił wszystkie kule). Stwierdził, że jest to bardzo proste. Powiedziałem mu, że przy kolejnym rzucie będzie rynienka. Rzeczywiście, kula mu spadła.
W „Validerze" Arek zetknął się ze sportowcem i prezesem Klubu Morsów „Polar” w Bartoszycach.

— Razem jeździliśmy na spartakiady — opowiada Darek Kuśnierz — i zwykle braliśmy wspólny pokój. Zdobywaliśmy medale, mieliśmy swoje rytuały. Od początku było wesoło, bo Arek był wesołym człowiekiem. Jego nagła śmierć do mnie nie dociera…
Koszulka z logo Koła Valider
Fot. Dariusz Dopierała
Koszulka z logo Koła Valider

— Zawsze, kiedy można było pojechać na zawody — opowiada Jarek Pastuła, który w klubie pełnił funkcję kierowcy oraz opiekuna. — Arek brał w nich udział. Pamiętam, jak pojechaliśmy na pierwsze jego zawody w kręgle w ramach wojewódzkiej spartakiady osób niepełnosprawnych. Po raz pierwszy podczas próbnych rzutu chwycił kulę i od razu trafił tzw. strike (zrzucił wszystkie kule). Stwierdził, że jest to bardzo proste. Powiedziałem mu, że przy kolejnym rzucie będzie rynienka. Rzeczywiście, kula mu spadła.
Fot. arch. Arka Monkiewicza

Rok po powstaniu klubu przy SION, „Arczi” związał się również z Klubem Sportowym SMOK w Ornecie.
— Arek starał się uczestniczyć w każdych zawodach — mówi Bogdan Król, prezes „Smoka". — Jeżdżąc na handbike startował w memoriale Józefa Żylewicza, a także Międzynarodowym Biegu Św. Dominika. Wywalczył brązowy medal. Po zawodach chętnie uczestniczył w spotkaniach przy grillu i na ognisku. Zawsze był z nami. W czwartek miałem z nim ustalić kolejny start podczas Jarmarku Dominikańskiego. Niestety, przeszkodziła nam jego śmierć…
Fot. arch. Arka Monkiewicza

Mając 35 lat Arek, pracując w Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie w Bartoszycach udzielał porad i służył pomocą osobom niepełnosprawnym. Wtedy rozpoczął studia magisterskie.

— Podjął studia, by lepiej pomagać innym — mówi Anna Kowalik z Olsztyna. — Miał nadzieję, że będzie kontynuował swoją zawodową przyszłość w swoim zawodzie. Bardzo poważnie podchodził do nauki oraz zawodu, był pilnym, ale również przyjaznym i pomocnym studentem.

— Powiedzieć, że to był członek naszej rodziny — dodaje Adam mąż Anny, — to powiedzieć za mało. Wszyscy wiedzą, że to był dobrym, mądrym i życzliwym człowiekiem. Urzekł nas tym, że potrafi nawet żartować ze swojej niepełnosprawności. Nie było chwil, żeby się żalił czy miał depresję.

Na pierwszym roku pedagogiki specjalnej Arkadiusz Monkiewicz zadebiutował w studenckim piśmie literackim Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie. W tym samym roku został członkiem Bartoszyckiej Grupie Literackiej „Barcja”.
Wojciechy
Fot. Urząd Gminy Bartoszyce
Wojciechy

Wielokrotnie zdobywał nagrody za swoją poezję. W 2015 roku na podium znalazł się trzykrotnie. Zajął II drugie miejsce w Konkursie Literackim w ramach Manewrów artystycznych Wojska Polskiego – Kraków 2015, III miejsce w Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim „Wąglański Maj Poezji” oraz I miejsce w Powiatowym Konkursie im. Leonarda Turkowskiego Bartoszyce 2015. Rok później ukazał się jego debiutancki tomik wierszy pt. „Jestem stąd” (mecenat Rotary Club Bartoszyce). W 2017 roku zajął I miejsce w Konkursie Poetyckim „Słowa dobrze, że jesteście 2017” zorganizowanym przez Fundację Anny Dymnej „Mimo wszystko”. W 2020 II miejsce w zorganizowanym przez olsztyński SITLID konkursie literackim z okazji 75-lecia Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Olsztynie. W 2022 roku zajął I miejsce w konkursie WIELKANOC W MOIM DOMU organizowany przez Stowarzyszenie Literackie w Cieniu Lipy Czarnoleskiej.

W uroczystości pożegnania człowieka o dobrym sercu, który promował Bartoszyce w świecie poezji, sportu i muzyki poza rodziną uczestniczyli przyjaciele i znajomi. Do Bartoszyc przyjechali przedstawiciele „Smoka” z Ornety, przyjaciele z Olsztyna, obecny był były starosta Janusz Dąbrowski, dyrektor PCPR Brygida Adamajtis, przedstawiciele Stowarzyszenia Patria. Barcjanie pożegnali poetę czerwonymi różami z wiecznymi piórami przewiązanymi kirem.

Fot. arch. Arka Monkiewicza

— Arka zapamiętam — mówi Anna Osowska — jako człowieka ciepłego, skromnego, a przy tym niezłomnego w dążeniu do celu. Zanim go poznałam, nieraz mijałam sportowca jadącego trójkołowcem i to bez względu na pogodę. Zdziwiłam się po przystąpieniu do Grupy Literackiej „Barcja”, gdyż sportowiec okazał się być poetą i to tak znakomitym. Chętnie zaglądam do pierwszego tomiku wierszy Arka, lubię grę słów w cyklu wierszy o miesiącach. Arek nie opowiadał o swojej niepełnosprawności, za to chętnie mówił o planowanych wyjazdach, konkursach literackich. Do naszych barcyjnych spotkań wnosił spokój, wręcz salomonowy. Podczas burzliwych dyskusji Arek godził nas stwierdzeniem: Aniu masz rację, ale czy zechciałabyś wziąć pod uwagę… Tak, Arek był dobrym człowiekiem. Wpisał się w historię Bartoszyc i Osieki, stąd pseudonim Bartosz Osiecki. Jego odejście to nieodżałowana strata...

Darek Dopierała

2001-2024 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, Galindia Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 5