Bartoszyce. Człowiek i aparat: to musi być zgrany duet

2021-07-29 08:00:00 (ost. akt: 2021-07-29 11:01:00)
Katarzyna Marszał, Karolina Pęk, Natalia Partyka, Jarosław Pastuła

Katarzyna Marszał, Karolina Pęk, Natalia Partyka, Jarosław Pastuła

Autor zdjęcia: arch. Jarosława Pastuły

SPORT I PASJA || Jarosław Pastuła, który od około 2000 r. zajmuje się fotografowaniem przyrody, został dostrzeżony przez Fundację Paraolimpijską. Jako fotograf pracował podczas paraolimpiady w Rio, a 20 sierpnia wylatuje do Tokio.
Jarosława Pastułę czytelnicy "Gońca Bartoszyckiego" znają jako autora pięknych i pełnych ekspresji zdjęć ptaków. Jednak już po raz drugi będzie on również fotografem na Olimpiadzie Paraolimpijskiej, tym razem w Tokio.

— Byłeś fotoreporterem na paraolimpiadzie w Rio w 2016 roku. Jak się tam znalazłeś?
— Wyjazd był organizowany przez Polską Fundację Paraolimpijską, której dyrektorem jest Robert Szaj. Dzięki temu wszystkie koszty poniesione w związku z wyjazdem na igrzyska ponosi Fundacja, a zdjęcia fotografów, którzy pracowali pod jej egidą są autoryzowane i podpisywane jako Robert Szaj. W 2016 roku do Rio poleciało pięcioro, a w tym roku sześcioro fotografów.

Lista fotografów znalazła się w albumie z paraolimpiady w RIO
Fot. Dariusz Dopierała
Lista fotografów znalazła się w albumie z paraolimpiady w RIO

— W jaki sposób prezes Fundacji na Ciebie trafił?
— W poprzednich latach jeździłem na Lekkoatletyczne Mistrzostwa Polski Osób Niepełnosprawnych, gdzie się spotykaliśmy. Robert zajmował się fotografią osób niepełnosprawnych i sportu, a później był szefem zrzeszenia osób niepełnosprawnych w Warszawie. Jeździłem tam z zawodnikami klubu sportowego z Bartoszyc, w porozumieniu ze START Olsztyn. Mistrzostwa były wtedy organizowane dla tak zwanych START-ów, czyli zrzeszonych w nich organizacji. Sportowcy spoza zrzeszenia musieli opłacać swój udział. Wówczas pracowałem w stowarzyszeniu SION, w którego gronie powstał Klub Sportowy Valider. Robert Szaj był wówczas szefem Polskiego Związku Sportu Niepełnosprawnych START, stąd spotykaliśmy się i jak się okazało, mieliśmy wspólną pasję. W 2012 roku przed igrzyskami w Londynie spotkałem się także z siostrą Roberta, którą przeszkoliłem w fotografii sportowej. Co prawda niewiele wtedy o niej wiedziałem, ale Robert oglądał moje zdjęcia ptaków i zaufał mi, że dam sobie radę.

Fot. Darek Dopierała

— W 2016 roku dostałem od Roberta propozycję udziału w fotografowaniu paraolimpiady w Rio. Z Polski pojechało 90 zawodników, a stadiony były od siebie oddalone. Wówczas pojechało tam pięciu fotografów i to było 11 dni naprawdę katorżniczej pracy. Zawody zaczynają się o 7:00 - 8:00 rano, a kończą o 21:00 - 22:00. Codziennie mieliśmy rozplanowane miejsca, w których fotografowaliśmy. Jednak w miarę trwania olimpiady i awansowania poszczególnych zawodników o rozkładzie dnia i miejscu pracy dowiadywaliśmy się dopiero wieczorem. Nie wiadomo było przecież, czy ktoś przeszedł do dalszego etapu olimpiady.

— Jakie możliwości stworzyła Tobie paraolimpiada?
— W czasie igrzysk mamy dostęp do wypożyczalni sprzętu fotograficznego. Każdy zawodnik oraz fotograf jest zarejestrowany w systemie, a jego numer jest umieszczony na kamizelce. Umożliwia to wypożyczenie dowolnie wybranego aparatu fotograficznego. Warto dodać, że jest to sprzęt fotograficzny z najwyższej półki.

Fot. arch. Jarosława Pastuły

— Z punktu widzenia fotografa i Twojego sprzętu, na czym polegała różnica?
— Pracując na aparacie Pracując na aparacie Canon 40D przeszedłem na lustrzankę Canon EOS 1DX, czyli najnowszy model. Mam nadzieję, że w Tokio, gdzie jadę w sierpniu, będę miał okazję pracować na modelu z ubiegłego roku Canon EOS 1DX Mark III.

— Jakie parametry aparatu są najważniejsze przy zdjęciach sportowych?
— Krótka migawka, pamiętając o tym, że ruch człowieka jest wolniejszy niż ruch ptaka. Ruch skrzydeł ptaków to minimum 1/2500, a w sporcie wystarczy 1/1000 setnych sekundy. Czasem wybieram dłuższy czas i śledzenie obiektu, aby pokazać tło w ruchu. Dzięki temu biegnący zawodnik jest ostry, a tło staje się rozmyte.

Fot. arch. Jarosława Pastuły

— Pamiętasz najciekawszą sytuację, lub zdjęcie z paraolimpiady w Rio?
— Emocji jest dużo pod każdym względem. Starałem sie te emocje uwieczniać. Zdarzały się sytuacje, kiedy zawodnicy płakali, a ja płakałam razem z nimi. Tak było w czasie dekoracji Barbary Niewiedział w biegu za 1500 metrów, czy podczas walki polskich szermierek o brązowy medal. Przegraliśmy wtedy jednym pchnięciem i każda z zawodniczek się za to obwiniała. Płakałem razem z nimi. Pamiętam też łzy szczęścia, gdy nasze zawodniczki grające w ping ponga zdobyły drużynowo złoty medal, pokonując faworytki z Chin. Gratulowali mi inni fotoreporterzy wiedząc, że jestem z Polski. To było fantastyczne uczucie.

Fot. Darek Dopierała

— Co jeszcze, oprócz emocji liczy się w fotografii sportowej?
— Aparat jest tylko dokumentacją, ale najważniejszym zawsze jest człowiek. Zdjęcia robimy serią i wybieramy te, które są najlepsze. Zdarzają się przecież sytuacje, że ktoś mrugnie, a fotografując „serią”, takie zdjęcia można wyeliminować. Jednak nawet wykonując zdjęcia seryjne trzeba mieć wyczucie, w którym momencie wcisnąć migawkę. Seria jedynie zwiększa szanse na uchwycenie właściwego momentu. Bardzo ważny jest też bufor pamięci w aparacie fotograficznym oraz karty pamięci z szybkim zapisem. Często potrzebna jest szybka migawka, a więc ważny jest sprzęt. To musi być zgrany duet: człowiek i aparat fotograficzny. Kiedy pierwszy raz byłem na hali, na której odbywały się zawody w tenisie stołowym, miałem obiektyw stałoogniskowy 400 mm. Męczyłem się z nim, ponieważ miał za dużą ogniskową, przez co musiałem bardziej się oddalić, aby mieć zawodnika w kadrze. Następnym razem wypożyczyłem obiektyw 300 mm. Mając mniejszą ogniskową mogłem być bliżej i ryzyko, że ktoś mi zasłoni obraz było mniejsze. Łatwiej też mi się kadrowało.

Jarosław Pastuła pokazuje album, w którym są jego fotografie
Fot. Dariusz Dopierała
Jarosław Pastuła pokazuje album, w którym są jego fotografie

— Wspomniałeś o katorżniczej pracy. Czy podczas paraolimpiady masz trochę czasu dla siebie?
— Lecimy z kilkudniowym wyprzedzeniem, aby mieć czas na aklimatyzację. Na początku nie zdawałem sobie sprawy, że jest to takie ważne. Ale samo przestawienie czasu w Rio o pięć godzin spowodowało, że pierwsze 3-4 dni budziłem się o innych porach. Dochodzi do tego zmiana temperatury i wilgotności powietrza. Mieliśmy też kilka dni na zwiedzanie miasta, kiedy miałem okazję być na przykład pod Statuą Chrystusa Zbawiciela w Rio, czy na plaży Copacabana.

Fot. Darek Dopierała

— Wyjazd to również doświadczenie fotograficzne?
— Oczywiście. Przede wszystkim okazja do sprawdzenia siebie, czy potrafię robić takie zdjęcia, które przy opracowaniu albumów znajdą w nich swoje miejsce. W albumie po paraolimpiadzie w Rio są moje zdjęcia. Dla mnie najbardziej wyróżniającym jest moje zdjęcie na okładce. Jest na nim zdjęcie, które wykonałem Natalii Partyce, złotej medalistce w tenisie stołowym zarówno indywidualnie, jak i drużynowo.

— Kiedy wyjeżdżasz do Tokio?
— Wyjeżdżam 20 sierpnia. Wracamy 5 września, a w Warszawie będziemy następnego dnia około czternastej. W tym roku w Tokio nie będzie możliwości indywidualnego poruszania się, będziemy mogli przemieszczać się wyłącznie transportem olimpijskim. Lecimy trzy dni przed rozpoczęciem igrzysk, ale ten czas możemy spędzić tylko w hotelu. Jest to oczywiście związane z pandemią.

Z każdym zdjęciem związane są wspomnienia
Fot. Dariusz Dopierała
Z każdym zdjęciem związane są wspomnienia

— Dziękuję za rozmowę i życzę wielu sukcesów zdjęciowych na igrzyskach paramolimpijskich w Tokio.
Dariusz Dopierała

2001-2021 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, GRUPA WM Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 5