O NICH NALEŻY PAMIĘTAĆ: KIERBIEDŹ

2024-03-21 16:00:00(ost. akt: 2024-03-21 15:01:40)

Autor zdjęcia: Grzegorz Kwakszys

Historię bartoszyckiego sportu tworzyło wielu zawodników, działaczy i trenerów, których dzisiaj już wśród nas nie ma, ale warto, a nawet trzeba, o nich i ich zasługach pamiętać, dlatego dzisiaj chciałbym przypomnieć Stanisława Kierbiedzia.
Pan Stanisław urodził się 2 grudnia 1935 roku na dawnych wschodnich ziemiach II Rzeczypospolitej. Po zakończeniu II wojny światowej tereny te zostały przyłączone do ZSRR, więc w latach 50. XX wieku rodzina Kierbiedziów wróciła do Polski, osiadając w Perkujkach niedaleko Bartoszyc.
Stanisław był wielkim pasjonatem siatkówki - jednocześnie był zawodnikiem oraz promował ten sport jako działacz Towarzystwa Krzewienia Kultury Fizycznej. Dzięki temu w wielu miasteczkach i wsiach województwa olsztyńskiego powstawały sekcje siatkarskie - często w ramach Ludowych Zespołów Sportowych. Oczywiście mecze rozgrywano na świeżym powietrzu, którego siatkarzom-amatorom nie brakowało także podczas podróży, bo zdarzało się - jak wiele lat temu wspominał pan Stanisław - że na mecze jeździli ciężarówkami, czyli - jak to wtedy mówiono - „na pace”.
Potem w bartoszyckim TKKF-ie założył sekcję badmintona, sam oczywiście też grał, poza tym organizował zawody sportowe w całym powiecie. Gdy gdzieś grano w siatkówkę lub badmintona, w ciemno można było obstawiać, że zawody organizuje lub współorganizuje Stanisław Kierbiedź. Za jego też sprawą w Bartoszycach rozwinęła skrzydła siatkówka plażowa. To On stworzył boiska przy tzw. jeziorku mleczarskim - na początek trzeba było nawieźć tam wiele piasku, a potem organizował tam turnieje, które oczywiście też sędziował.

Kierbiedź był człowiekiem oszczędnym I skromnym, ale zawsze robił wszystko społecznie, nigdy nie pytał „za ile”, bo sport miał po prostu we krwi. Dla niego największą radością było działanie, które pobudzało do działania innych.

Gdy miał być jakiś siatkarski mecz, na przykład ligi TKKF, pan Stanisław był pierwszy, bo przecież trzeba było przygotować halę i zawiesić siatkę. A po meczu, który oczywiście sędziował, jako ostatni z hali wychodził.
Organizował także piłkarską ligę zakładową na dawnym boisku, tzw. Wembley, gdzie dzisiaj jest nowoczesny obiekt sportowy, czyli hala, korty tenisowe i lodowisko zimą.
Pana Stanisława znałem osobiście, wielokrotnie rozmawialiśmy na różne tematy, ale sport zawsze w tych naszych rozmowach był na pierwszym miejscu.
Któregoś razu wybrałem się na zakupy i postanowiłem skrócić sobie drogę, idąc przez boisko (mieszkam niedaleko). No i spotkałem pana Stasia, który akurat przygotowywał boisko do jakiegoś piłkarskiego meczu. A że był bardzo zajęty, więc poprosił mnie o wypisanie kilku dyplomów sportowych. Zgodziłem się chętnie - zakupy przecież mogły poczekać - bo było dla mnie wielkim zaszczytem, że mogłem Mu pomóc. Koło boiska nieopodal stała metalowa budka, w której trzymał między innymi siatki na bramki, piłki, maszynę do malowania linii wapnem oraz swe charakterystyczne gumowe kaloszki, z których korzystał w trakcie deszczu lub po deszczu.

Bo dla niego pogoda nigdy nie była problemem - bez względu na to, czy świeciło słońce, czy padał deszcz, zawsze był gotowy do działania. Nigdy nie czekał na ostatnią chwilę, wręcz przeciwnie - wszystko robił przed czasem, by zawody punktualnie się zaczęły.

Pan Stanisław był osobą znaną w Bartoszycach i powiecie. Pracował w bartoszyckim Urzędzie Miasta, gdzie miał nieduży pokój na drugim piętrze, w którym zawsze chętnie przyjmował wszystkich gości. Jedni przychodzili do niego z prośbą lub propozycją, a inni po prostu chcieli porozmawiać.
Zajmowało to wszystko dużo czasu, więc pan Stanisław, jak przyznaje jego żona Teresa, w domu był często gościem. niekiedy zaniedbując swoją rodzinę. Żona godziła się z tym, bo wiedziała, że sport był wielką pasją jej męża, który w wieku 82 lat zmarł 22 września 2017 roku. Został pochowany w grobie rodzinnym na cmentarzu miejskim w Bartoszycach przy ulicy Kętrzyńskiej.
Pan Stanisław był wielkim człowiekiem, zasłużonym społecznikiem i mieszkańcem Bartoszyc, który wiele zrobił dla lokalnego sportu. W razie potrzeby był - jak napisano po jego śmierci w mediach społecznościowych - „prezesem, księgowym, kasjerem, kierownikiem biura, sędzią, spikerem i dziennikarzem”. „Dzięki jego osobistemu zaangażowaniu w naszym mieście, oprócz drużyn szkolnych i klubowych, prężnie rozwijał się sport w zakładach pracy, powstawały zakładowe drużyny w piłce nożnej siatkówce kobiet i mężczyzn. Był wzorem do naśladowania i autorytetem zarówno wśród kadry trenerskiej, jaki i samych sportowców”.
Z żalem muszę przyznać, że dzisiaj takich ludzi jak pan Stanisław już praktycznie nie ma... Dlatego zwracam się z wielką prośbą do burmistrza Bartoszyc oraz radnych, aby w ramach projektu obywatelskiego Stanisław Kierbiedź został patronem obiektu sportowego przy ulicy Słowackiego. W ten sposób podziękowalibyśmy Mu za jego wieloletnią pracę. Uważam, że ten pomysł wart jest przemyślenia.
ZBIGNIEW KOBUSZEWSKI
PS. W napisaniu tych wspomnień pomogli mi Teresa Kierbiedź, Józef Majewski i Bogdan Kozieł, za co im wszystkim bardzo dziękuję.




2001-2024 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, Galindia Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 5