Bycia ojcem mężczyzna uczy się krok po kroku

2022-06-23 15:53:43(ost. akt: 2022-06-23 15:59:18)

Autor zdjęcia: Arch. prywatne

W roli ojca nie chodzi o to, żeby pozostawić swoim dzieciom dom, pieniądze czy samochód. W roli ojca chodzi o to, aby pozostawić swoim dzieciom wspomnienia, których nigdy nie zapomną. Wspomnienia, do których już zawsze będą chciały wracać. Takie wspomnienia mają dzieci pana Henryka Wysoczarskiego.
Bycie tatą to umiejętność, której mężczyzna się uczy krok po kroku. Szczęściarzom, którym dane było urodzić się dzieckiem cudownego ojca, z reguły wystarczy, że sięgną wstecz pamięcią oraz przystosują dobre wzory do współczesności i do specyfiki swoich dzieci. Inni, czyli większość, potrzebują nauczyć się roli ojca, tak jak innych ról w życiu – obserwując innych, eksperymentując i wyciągając wnioski, popełniając i naprawiając błędy. Najważniejsze to kochać dziecko, zapewniać mu poczucie bezpieczeństwa i poświęcać mu dużo czasu.

Dobry człowiek, mąż i ojciec
Pan Henryk Wysoczarski urodził się 1 stycznia 1928 roku. Dziś ma 94 lata i jest dla swoich dzieci, wnuków i prawnuków wzorem do naśladowania. To wspaniały ojciec, dziadek i pradziadek, który pomimo życiowych trudów ma dla swoich bliskich dobre słowo. Rodzina jest jego całym światem, to dla nich ciężko pracował wiele lat i starał się, by w życiu niczego im nie brakowało. Nie tylko materialnie, ale i duchowo, bo pan Henryk to człowiek o sercu pełnym miłości i dobroci. Jest szczęśliwy wtedy, kiedy jego najbliżsi są zdrowi, bezpieczni i nie mają zmartwień.
Dzieci, wnuki i prawnuki zajmują w jego sercu szczególne miejsce, widać to w jego wzroku, gdy na nich patrzy i w każdym geście. Jego spracowane dłonie pokazują, ile przeszedł w życiu, jednak jego uśmiech i pełne zadumy oczy mówią, że dla swoich bliskich jest w stanie zrobić wszystko…
— Tata to nasza ostoja. Człowiek, któremu zawdzięczamy nie tylko życie, ale i szczęśliwe dzieciństwo oraz cudowne wspomnienia — mówi pani Urszula Gołębiowska, córka pana Henryka. — Tatuś zawsze szanował drugiego człowieka i tego samego nauczył nas. To dobry człowiek, który całe swoje życie ciężko pracował. Po powrocie z pracy jadł obiad i szedł pracować w naszym gospodarstwie. Kocha zwierzęta i przyrodę. Chociaż skończył już 94 lata, jest wsparciem dla całej rodziny. Potrafi wysłuchać i, jeśli trzeba, doradzić. Czasem zastanawiam się, jak trzeba mieć w sobie dużo miłości, żeby starczyło dla tak licznej rodziny.
Dzieci pana Henryka mają dużo szczęścia, że mają takiego tatę, o którym można po prostu marzyć. Takiego, który zawsze jest przy nich, gdy go potrzebują. Który zarówno tuli w smutku, jak i jednocześnie jest świetnym kompanem do zabawy, rozmowy, pomocy. Jest zawsze wtedy, gdy dziecko potrzebuje wsparcia, w chwilach trudnych i w tych pięknych, radosnych. Mówiąc krótko – prawdziwy tata to taki, który szczerze kocha i daje dzieciom poczucie bezpieczeństwa oraz pewność, że cokolwiek się zdarzy, on będzie z nimi.
— Teraz my jesteśmy już rodzicami i dziadkami, którzy kochają bezgranicznie swoje dzieci i dbamy o nie, jak tylko potrafimy. Gdy sami zostaliśmy rodzicami, zrozumieliśmy obawy i troski naszych rodziców — mówią dzieci pana Henryka. — Miłość rodzica do dziecka jest bardzo silna. Najsilniejsza na świecie. Chyba nie istnieje większa miłość. Bycie rodzicem to tak naprawdę droga kręta i często wyboista. Nie jest usłana różami i nikt tak też nigdzie nie pisze, że będzie łatwo wychować dziecko. Bywa ciężko, czasem naprawdę bardzo ciężko, ale my, rodzice, szybko zapominamy o tych złych stronach życia w domu z takim małym łobuzem i cieszymy się każdą wspólną chwilą. Nauka chodzenia, pierwsze słowo, pierwsze wspólne wakacje. Nawet jak jest ciężko, to jest to dla nas najpiękniejszy czas w życiu. Nikt nie zabierze nam wspomnień i tych chwil. Dziś wiemy, ile trudu wymaga wychowanie dzieci i ze wzruszeniem myślimy o tacie, który zajmuje w naszym sercu szczególne miejsce. Wiemy, że zawsze możemy na niego liczyć, czujemy jego miłość i przy nim czujemy się bezpiecznie.
Obrazek w tresci

To była wielka miłość
Pani Zofia i pan Henryk poznali się podczas wesela w Jerutach w 1952 roku i od razu się w sobie zakochali. Oboje byli drużbantami, więc całe wesele spędzili razem. Do białego rana tańczyli i rozmawiali… i już wtedy wiedzieli, że są sobie „pisani”. Pan Henryk mieszkał jednak w Jerutach, a pani Zofia w Warszawie. Ponieważ dzieliła ich spora odległość, pisali do siebie listy. Pan Henryk jednak zdecydował, że taka znajomość na odległość jest zbyt trudna i po kilku miesiącach znajomości pojechał do pani Zofii się oświadczyć. I tak 6 kwietnia 1953 roku w Kościele pod wezwaniem św. Andrzeja Boboli w Świętajnie złożyli małżeńską przysięgę. W gronie najbliższych ślubowali sobie miłość, wierność, uczciwość i to, że nie opuszczą się aż do śmierci.
— Pamiętam, że zły byłem, że poproszono mnie na drużbę — wspominał podczas obchodów 65-lecia pożycia małżeńskiego pan Henryk. — W wiosce w tym samym czasie odbywało się bowiem wesele mojego kolegi, a ja musiałem jako świadek dbać o gości. Jednak jak tylko zobaczyłem Zosię, wiedziałem, że z tą kobietą chcę spędzić swoje życie. W dniu naszego ślubu padał deszcz i ludzie mówili, ze jakie my będziemy mieli życie… A my 69 lat razem przeżyliśmy, byliśmy ze sobą na dobre i złe, do ostatnich chwil życia żony, zawsze razem…
Młodzi małżonkowie zamieszkali w miejscowości Jeruty. Pan Henryk ukończył Szkołę Zawodową nr. 1 w Szczytnie a potem sam został w niej nauczycielem zawodowym. Uczył młodych ludzi tokarstwa. Pani Zofia pracowała na gospodarstwie. Na świecie pojawiła się szóstka dzieci: Wiesława, Ula, Joanna, Ryszard, Zbigniew i Bogdan. Bywało różnie, ale oni zawsze szli razem, nie poddając się trudnościom i razem dzieląc radości i smutki. Doczekali się 12 wnucząt i 13 prawnucząt.
— Moja małżonka nie chciała mieszkać na wsi, a jednak życie zweryfikowało plany. W Jerutach mieszkamy całe nasze wspólne życie. Tu urodziły się nasze dzieci, tu przyjeżdżają z wnukami i prawnukami. To nasze miejsce na ziemi. Nawet człowiek się nie spodziewa, że tak szybko ten czas płynie. Byliśmy najstarszym stażem małżeństwem we wsi, teraz jestem najstarszym mieszkańcem Jerut — opowiada pan Henryk.
Obrazek w tresci

Dotrzymał przysięgi małżeńskiej
W tym roku, w maju po ciężkiej chorobie zmarła małżonka pana Henryka. Mężczyzna do końca opiekował się panią Zofią, podawał jej leki, mierzył cukier, podwał insulinę i dbał. Małżonkowie przeżyli wspólnie 69 lat. Pytany o receptę na tak długi staż małżeński pan Henryk bez wahania odpowiada:
— Trzeba czasem iść na kompromisy i być dla drugiego przyjacielem. I zawsze w małżeństwie musi być szacunek i miłość. Bez tego małżeństwo nie przetrwa trudnych chwil. I ważne, by umieć wybaczać. Zawsze i wszędzie chodziliśmy razem i wspieraliśmy się w trudnych chwilach. Wychowaliśmy swoje dzieci na mądrych i dobrych ludzi. Jestem z nich bardzo dumny. Chciałbym, by były szczęśliwe i spełnione. Ich szczęście jest też moim szczęściem. Bycie tatą to niezwykłe uczucie, którego nie da się opisać słowami. Dzięki dzieciom życie ma sens — zapewnia.

Taki Tata to skarb
Dzieci pana Henryka są dumne z Taty i odwiedzają go tak często, jak tylko mogą. Nie ma dnia, żeby ktoś nie zadzwonił. Mężczyzna mieszka sam, ma opiekunkę, która pomaga mu w domu. Jednak nadal jest sprawny fizycznie i umysłowo. Czyta gazety, kosi trawę na podwórku, podlewa kwiaty. Lubi coś robić. Ma jeszcze wiele energii i mimo swojego dostojnego wieku wygląda na młodszego o 20 lat.
— Tata zawsze lubił czytać książki — opowiada córka Urszula. — Mam do dziś w pamięci taki obraz, jak tata czyta książkę a siostra go czesze… Pamiętam, jak razem chodziliśmy na pole, a potem po ciężkiej pracy siadaliśmy wspólnie do obiadu. W niedzielę całą rodziną szliśmy do Kościoła w Świętajnie. To tu rodzice brali ślub, tu ochrzcili wszystkie dzieci. W wakacje zawsze dom był pełen ludzi, bo wszyscy lubili do nas przyjeżdżać. Mój Tato na Dzień Ojca zasługuje każdego dnia. Tatusiu, z okazji tego święta życzę Ci dużo zdrowia, radości oraz samych wspaniałych dni. Kocham Cię bardzo…
— Takiego taty mogłoby pozazdrościć niejedno dziecko — mówi Bogdan Wysoczarski, syn pana Henryka. — Ojciec to odwaga, cierpliwość, dobroć i zrozumienie, to szlachetne serce, czasem surowa ojcowska ręka, ale też trud utrzymania rodziny. Tata jest ciepły, ale naturalnie, i przez to także prawdziwy. Jest w nim dużo miłości, życzliwości i dobroci. W naszym domu nigdy nie brakowało chleba, bo tata dbał o naszą rodzinę. Razem pracowaliśmy przy sianie, koniem z furmanką zwoziliśmy je do gospodarstwa. Tata do dziś lubi pracować. Jak przywiozą mu drzewo na zimę, to staje wraz ze mną i chce jak najszybciej je wrzucić. Czasem nie daję ja rady, a on najchętniej by nie odpoczywał. Rodzice wychowali nas na dobrych ludzi, zaszczepili w nas szacunek i pracowitość. Tata jest fundamentem naszej rodziny i bardzo chciałbym, aby jak najdłużej był z nami. Jesteś wspaniałym człowiekiem i ojcem. Dziękuję Ci za wszystko, co dla nas zrobiłeś.

Joanna Karzyńska

2001-2022 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, GRUPA WM Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 5