Wyciek w Gutkowie. Paliwo wciąż tkwi w ziemi

2013-07-15 08:26:49 (ost. akt: 2013-07-14 19:30:12)

Autor zdjęcia: Bartosz Cudnoch

Sprawa ciągnie się już półtora roku, ale jej końca nie widać. Przeciwnie. Mieszkańcy ul. Bażantowej nie kryją, że jeszcze w tym roku chcą iść do sądu. Później — być może — jeszcze dalej. A wszystko przez wyciek paliwa na pobliskiej bocznicy kolejowej...
Ostatnie światła na ul. Bałtyckiej, przed wyjazdem z miasta. Skręcamy w prawo, w ul. Sokolą. Jedziemy prosto i przjeżedżamy przez tory. Dalej są już szutrówki: ul. Przepiórcza i Bażantowa. To droga nad jezioro Redykajny — miejsce, w którym do niedawna spokojny żywot wiodło kilka rodzin. Spokojnie jest niby nadal, ale już nie tak samo jak kiedyś.

Wszystko zmieniło się 13 stycznia ubiegłego roku. Podczas przetaczania wagonów na bocznicę kolejową w okolicach ul. Bażantowej, zderzyły się dwa składy pociągów towarowych przewożących olej napędowy i benzynę. Jedna z cystern się rozszczelniła, a wokół torów wyciekło 56 metrów sześciennych oleju napędowego. Zaraz potem odpompowano niecałą połowę wycieku, reszta rozlała się po okolicy. Do dziś nie do końca wiadomo, co z tym zrobić.

Pranie potrwa do grudnia


— Teren bocznicy kolejowej jest cały czas czyszczony, co zresztą bardzo fajnie widać, dzięki zamontowanej tam instalacji, która wykonuje tzw. pranie gruntu — mówi Justyna Kostrzewska z Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, która czuwa nad rekultywacją gruntu w Gutkowie. — To już drugi etap, bo wcześniej, jeszcze jesienią, wzdłuż bocznicy wymieniono już ziemię. Teraz wody gruntowe są pobierane specjalnymi pompami, a po oczyszczeniu wracają do środowiska.
Pranie gruntu ma potrwać do końca grudnia 2016 roku, ale wątpliwości co do tej metody raczej nie ma. Gorzej z terenami prywatnymi. Tych wciąż jeszcze do końca nie przebadano, więc i program rekultywacji nie może być ostatecznie zatwierdzony. — Po tym, jak trafi do nas sprawozdanie z badania gruntu, wydamy decyzję określającą warunki dalszej naprawy terenu — zapowiada Kostrzewska.
Dodaje również, że najprawdopodobniej na działkach prywatnych zostanie wymieniona niewielka warstwa gruntu. Z dotychczasowych badań wynika bowiem, że zanieczyszczenie jest tylko przypowierzchniowe, a wody gruntowe są czyste.
— W czerwcu decyzję w tej sprawie wydał nawet generalny dyrektor ochrony środowiska, do którego odwołali się mieszkańcy — dodaje przedstawicielka RDOŚ.

Gromadzą papiery i idą do sądu


Problem w tym, że odczucia mieszkańców ul. Bażantowej są zupełnie inne. — Albo RDOŚ zajmuje się sprawą niekompetentnie, albo boi się Orlenu — uważa Andrzej Warmiak, mieszkaniec, który najmocniej zaangażował się w sprawę. — Nie czujemy, że urzędy działają w naszej sprawie. Tak naprawdę RDOŚ interesuje się sprawą tylko wtedy, gdy do tematu wracają media.
Zdaniem Warmiaka grunt oddalony od torów, a więc przede wszystkim działki prywatne, wciąż jest skażony. — Wystarczy spojrzeć na mój staw. Na wodzie jest jakiś osad tłuszczu, a jak tylko pojawią się żaby, zdychają po kilku dniach. Ryby też — irytuje się mieszkaniec Gutkowa. — Wystarczy zresztą, że popada deszcz, a później zrobi się ciepło i znowu czuć odór, jakbyśmy mieszkali na stacji benzynowej. Ale RDOŚ twierdzi, że wszystko jest okej.
Warmiak zdradza również, że on i sąsiedzi wystawili swoje nieruchomości na sprzedaż. Szanse na zbycie domów i działek sąjednak niewielkie. — Zainteresowanie jest zerowe. Gdy tylko ktoś dowiaduje się, o jaki teren chodzi, natychmiast przestaje się dopytywać — relacjonuje Warmiak, który nie ukrywa, że on i sąsiedzi planują skierować sprawę do sądu. — I to prawdopodobnie już jesienią. Na razie zbieramy dokumentację. Będziemy przecież walczyli z koncernem, z gigantem.
— Nie boi się pan procesu? Sprawa może się ciągnąć latami — pytamy.
— Zdaję sobie z tego sprawę. To może potrwać pięć, może więcej lat. Zobaczymy. Ja już tak mam, że jak mówię A, to muszę powiedzieć B. Dziwię się tylko, że Orlen nie dąży do polubownego rozstrzygnięcia sprawy. Dla nich to przecież sprawa wizerunkowa. A nam wystarczyłoby sprawniejsze działanie albo wykonanie na naszej ulicy jakiejś inwestycji. Tylko tyle — mówi Andrzej Warmiak.
Edyta Rogowska ze spółki Orlen KolTrans zapowiedziała, że ustosunkuje się do sprawy w przyszłym tygodniu. Do tematu wrócimy.

Piotr Gajewski

Źródło: Gazeta Olsztyńska

Komentarze (7) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Komentarze dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników. Zaloguj się.

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. byly prawownik #1143443 | 80.74.*.* 15 lip 2013 11:02

    zastanawia mnie czy nadal w orlenie w gutkowie kierowcy ochrona i magazyniezy kradna paliwo, swego czasu bdobrze z tego zyli, pozdrawiam ex kolegow

    odpowiedz na ten komentarz

  2. nowy #1143338 | 83.9.*.* 15 lip 2013 09:56

    MAJA RACJE OCHRONA ŚRODOWISKA TO WIELKA PORAZKA W OLSZTYNIE,PRZEKONAŁEM SIĘ

    Ocena komentarza: warty uwagi (4) odpowiedz na ten komentarz

  3. matii #1143318 | 83.9.*.* 15 lip 2013 09:32

    prawda jest taka ,że te domu co tam stoją były nic nie warte , teraz może są trochę więcej warte bo macie na nich ropę (śmiech ) ,a chcecie odszkodowania po 600 tys .

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-1) odpowiedz na ten komentarz

  4. Ci ludzie to coś #1143300 | 88.156.*.* 15 lip 2013 09:10

    mają z krzyżówki kurpia z góralem ;) 1,5 roku mieszkacie i żyjecie? Dziwne. Ale dalej mieszkać się nie da? ;) Nie kompromitujcie się. Upraliście się na jakiś zarobek, przez zwykły wypadek....

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-1) odpowiedz na ten komentarz

  5. Mecenas #1143297 | 83.9.*.* 15 lip 2013 09:05

    Nie dajcie się, też bym walczył gdyby doszło do skażenia terenu pod moim domem.

    Ocena komentarza: warty uwagi (3) odpowiedz na ten komentarz

Pokaż wszystkie komentarze (7)
2001-2021 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, GRUPA WM Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 5