Na kortach grano całymi dniami


2013-06-05 05:15:28 (ost. akt: 2013-06-05 05:21:29)
Od góry strona lewa: Krzysztof Sobieszczyk, nieznana osoba, Andrzej Każarnowicz, Lesław Markiewicz, Jan Tymczuk (trener) Janusz Wołodko. 
Od dołu od lewej: Krzysztof Gorzelańczyk, Zbyszek Sikora, Darek Durzyński, Sławek Każarnowicz, Mirosław Krzyśków, Jul

Od góry strona lewa: Krzysztof Sobieszczyk, nieznana osoba, Andrzej Każarnowicz, Lesław Markiewicz, Jan Tymczuk (trener) Janusz Wołodko. 
Od dołu od lewej: Krzysztof Gorzelańczyk, Zbyszek Sikora, Darek Durzyński, Sławek Każarnowicz, Mirosław Krzyśków, Jul

Autor zdjęcia: Archiwum prywatne

Aby napisać ten materiał, należało skontaktować się z kimś, kto dobrze znał historię tenisa i kochał ten sport. Z kimś, kto 33 lata temu wyjechał z Kętrzyna. Z Janem Tymczukiem.
Tak właśnie powstała ta relacja. Arcyciekawa, barwna i pełna pasji. Historia tworzona przez wielu ludzi, którzy pokochali ten sport. Zaczęła się dawno temu i trwa do dziś, choć teraz ma zupełnie inny wymiar i charakter.

Przewijają się nazwiska

Któż nie chciałby zobaczyć w akcji zwyciężczyni turniejów tenisowych Teresy (Markiewicz) Prokop, dzisiejszej przewodniczącej Rady Powiatu w Kętrzynie, czy jej męża Grzegorza Prokopa. Oboje wtedy grali w tenisa. W historii tej przewijają się między innymi nazwiska takie jak Mirosław Krzyśków, Andrzej Atroszko, Ewa Gunia, Wiesław Markiewicz, Radosław Powroźnik, Krzysztof Tomaszewski i wielu, wielu innych. Każde nazwisko to inne wydarzenie, casus.

Nie było ogrodzenia

Jan Tymczuk, to on dał początek tej dyscyplinie w Kętrzynie. Niemcy grali w tenisa na kortach koło kasyna wojskowego.
— Zostało po nim jedynie trochę żużlu — wspomina. — Do Kętrzyna zostałem przeniesiony w grudniu 1970 roku. Zastałem plac o wymiarach 40/52 m. pokryty mączką. Był zarośnięty chwastami. Od czasu do czasu dzieci grały na nim w piłkę nożną i jeździły rowerami. Ogrodzenie dziurawe, a od strony basenu w ogóle nie było ogrodzenia. Kiedy graliśmy, piłki wpadały w trawę rosnącą na skarpie. Kranik z wodą, o średnicy pół cala był w domku za basenem. Stamtąd, wężami doprowadzaliśmy wodę do kortów. Węże należało każdorazowo łączyć, pękały nam — tłumaczy twórca kętrzyńskiego tenisa.

Odszukał dwie osoby

— Nikt nie grał w tenisa od wybudowania kortu. Po prostu nie miał kto na wiosnę go ubić, konserwować i pilnować, aby nie grano na nim w piłkę nożną i nie jeżdżono rowerami. Ogrodzenie było tak wykonane, że kortu nie można było zamknąć i zabezpieczyć przez niszczeniem. Nie mówiąc już o tym, że należało dbać o odpowiednie utrzymanie kortu, równanie nawierzchni, zraszanie. Po przyjeździe do Kętrzyna — ciągnie Jan Tymczuk — odszukałem dwie osoby, które chciały odbijać piłki tenisowe. Dla swojego zdrowia. Mówię "odbijać", ponieważ raczej trudno było nazwać to grą. Odbijałem piłki w 1971 roku i 1972. Odbywało się to na takim prowizorycznym korcie. W połowie maja 1973 roku, czyli prawie 40 lat temu zaproponowałem chłopcom z ulicy Skłodowskiej grę w tenisa. Pamiętam, jak Sławek Każarnowicz zapytał mnie, jak w to się gra. Powiedziałem mu, po czym on stwierdził: "To przyjdziemy".

W sumie cztery korty

Wśród pierwszych graczy znalazł się Mirosław Krzyśków, Sławek Każarnowicz, Andrzej Każarnowicz, Krzysztof Gorzelańczyk, Juliusz Atroszko, Andrzej Atroszko, Teresa Markiewicz, Wiesław Markiewicz, Wiesława Nikiel, Ewa Gunia, Roman Włodejszo.
— W maju 1973 roku przy pomocy żołnierzy Kętrzyńskiego Oddziału Wojsk Ochrony Pogranicza — wspomina Jan Tymczuk — 30 żołnierzy, trzy drużyny od godz. 8 do 14 doprowadziłem dwa korty do użytku. W następnym roku pozwolono mi urządzić dwa następne korty na pozostałej powierzchni. Mieliśmy więc w sumie cztery korty. Później już było normalnie, na kortach grano całymi dniami. Ci młodzi ludzie, którzy wtedy zaczynali uczyć się grać w tenisa byli zdolni, sprawni i bardzo wytrzymali. Liczba systematycznie grających, dzieci i dorosłych wahała się w granicach czterdziestu, pięćdziesięciu osób. Mieliśmy bardzo duże poparcie w osobie przewodniczącego prezydium Powiatowej Rady Narodowej Józefa Wiktorko.

Opowiedział o tenisie

W 1978 roku do Kętrzyna przyjechał pierwszy zastępca Ministra Przemysłu Maszynowego Janusz Szotek. Był 10 dni. Przyjechał przede wszystkim udoskonalić swoją grę w tenisa. 
— Nawiązał ze mną kontakt i codziennie graliśmy na korcie w wojsku. (Wcześniej wybudowałem w wojsku trzy korty). To był wspaniały człowiek — wspomina Tymczuk — skromny i bezpośredni. Przed wyjazdem zapytał mnie, czy potrzebuję czegoś od niego. Nie prosiłem o talon na samochód. Opowiedziałem mu o naszym tenisie. Polecił ówczesnemu dyrektorowi "Farela" przejąć korty i basen, wyremontować je i utworzyć klub sportowy. Sekcja tenisa miała być w klubie sekcją wiodącą. Mieli też wybudować halę tenisową na cztery korty i osiem kortów koło hali. Niestety wydarzenia lat 1981 i 1982 przekreśliły te plany.

Kupował w komisie

Klub "Farel" powstał 1 października 1976 roku. Wyremontowano korty, w sumie pięć sztuk i postawiono dwa drewniane domki, które miały charakter szatni. 
— Mieliśmy pieniądze na sprzęt, pomimo tego jednak dyrekcja "Farela" utrudniała mi prowadzenie działalności sekcji sportowej, klub przeszkadzał im — przekonuje trener. — Rakiety otrzymaliśmy od Wojewódzkiej Federacji Sportu, a także kupowałem je w komisie w Warszawie. Czołówka młodych sportowców grała najlepszymi wtedy rakietami: "Moskwa", "Donnay", "Slazenger", czeskie piłki "Optimit" wtedy były jedynymi dostępnymi na rynku.

Grał dopiero osiem miesięcy

— Młodzi zaczęli grać w połowie maja 1973 r. We wrześniu tego roku pojechaliśmy w dziewięć osób do Ostródy na pierwszy mecz. To była sensacja. Odnieśliśmy trzy zwycięstwa! Wśród tej trójki znalazła się Tereska Prokop, Roman Włodejszo, Sławek Każarnowicz. Pozostali grali całkiem dobrze. Sekcja w Ostródzie pod kierownictwem Zbigniewa Zielińskiego była naprawdę świetna — mówi Tymczuk. — Tym bardziej cieszyły nas pierwsze wygrane. Radek Powroźnik mając jedenaście lat osiągnął ćwierćfinał turnieju im. Tomaszewskiego w Warszawie. Turniej był do 14 lat. Radek grał w tenisa dopiero osiem miesięcy! Był najwyżej sklasyfikowanym jedenastolatkiem na liście Polskiego Związku Tenisowego. To był talent na skalę europejską. Szkoda, że po wyjeździe do Olsztyna trafił do innego towarzystwa i stracił zainteresowanie wyczynowym tenisem. Radek był też mistrzem województwa do lat 12. Wygrał też z Noskowem z Kaliningradu 6/4, 7/6 w ramach meczu województwa olsztyńskiego z Obwodem Kaliningradzkim. Radek 
Powroźnik wygrał też turniej wojewódzki pokonując wszystkich pięciu zawodników po 6/0, 6/0. Sławek Każarnowicz był mistrzem województwa i mistrzem Spartakiady Wojewódzkiej. Sławek wygrał z Afoninem 6/2, 7/5. W meczu pkt 4 Kaliningrad był w ZSRR drugim ośrodkiem tenisowym po Moskwie. Tereska (Markiewicz) Prokop miała wtedy 14 lat i była mistrzynią województwa w kategorii juniorek i seniorek. W finale seniorek wygrała 6/4, 6/4 z Wandą Szranek z Ostródy. Wanda - wtedy 18 lat - miała już angaż do drugoligowej "Mary" Warszawa.

Paskudny postępek

— Tereska była też mistrzynią Spartakiady Wojewódzkiej. Stoczyła piękny pojedynek z mistrzynią Polski na Centralnej Spartakiadzie Młodzieży w Poznaniu. Tereskę cechowała wyjątkowa odporność psychiczna i wytrzymałość fizyczna. Sławek Każarnowicz i Grzesiu Prokop byli mistrzami województwa juniorów w debla. Mielibyśmy jeszcze więcej tytułów mistrzowskich, gdyby nie paskudny postępek organizatorów mistrzostwa województwa w 1978 r. w Olsztynie. Celowo podano nam późniejszą o jeden dzień datę rozpoczęcia mistrzostw. Pojechaliśmy w najsilniejszym składzie. Byliśmy też u szczytu naszych możliwości tenisowych w poszczególnych grupach wiekowych. Mieliśmy 100 procent pewności kilku tytułów mistrzowskich. Zadziałano wobec nas nie fair — żali się nasz rozmówca.

Uwierzono wtedy

— Prowadziłem ten tenis nie otrzymując ani grosza wynagrodzenia. To była moja pasja. Wojewódzka Federacja Sportu chciała mi płacić. Podczas wyjazdów mógłbym coś kupić dzieciakom do picia i jedzenia. Mój przełożony nie zgodził się na to. W początkowym okresie organizowania tenisa w Kętrzynie — tłumaczy trener — pomogło mi zajęcie w 1973 r. III miejsca w turnieju wojewódzkim m.in. z Bermatowskim. Był on wtedy mistrzem Polski juniorów Federacji "Kolejarz", napisano o tym w "Gazecie Olsztyńskiej" i w Kętrzynie uwierzono wtedy, że potrafię grać. "Pokonał pan utytułowanych" - mówiono. Bardzo mile wspominam te lata w Kętrzynie. Sam też dużo się nauczyłem. Wykorzystałem to, gdy we Wrocławiu otworzyłem swoją prywatną szkołę tenisa. Cieszę się, że w Kętrzynie ciągle gracie.
Marlena Szypulska

Komentarze (6) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Komentarze dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników. Zaloguj się.

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Mirek #1105747 | 178.36.*.* 6 cze 2013 18:21

    Jedna z głupszych gier w jakie grałem. W aspekcie ekonomicznym bzdurą jest budowanie tak drogiej infrastruktury żeby dwóch max. czterech mogło sobie popykać.

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-2) odpowiedz na ten komentarz

  2. ? #1105521 | 46.113.*.* 6 cze 2013 13:22

    A pierwszy od prawej stoi Dareak Maraszkiewicz.

    odpowiedz na ten komentarz

  3. ? #1105518 | 46.113.*.* 6 cze 2013 13:18

    Drugi od lewej, Obok Krzyśka Sobieszczyka to jest Władek Sawicki.

    odpowiedz na ten komentarz

  4. nara #1105309 | 89.229.*.* 6 cze 2013 09:29

    A co pozostało po kortach w jednostce? Jak dowódca grał w tenisa, wszyscy mieli rakiety. Gdy przyszli antysportowcy korty zlikwidowano. Szkoda

    Ocena komentarza: warty uwagi (2) odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)

    1. luki #1104473 | 81.15.*.* 5 cze 2013 13:04

      Nikt nic nie pisze o kaperaliach?

      Ocena komentarza: warty uwagi (1) odpowiedz na ten komentarz

    Pokaż wszystkie komentarze (6)
    2001-2021 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, GRUPA WM Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 5