Turyści z całego świata przybyli do Żytkiejm na święto sękacza

2013-08-16 13:59:27 (ost. akt: 2013-08-16 15:26:01)
Upieczony podczas festynu sękacz miał metr długości, ale i tak był o wiele za mały, jak na liczbę gości, którzy w niedzielę zjechali do Żytkiejm.

Upieczony podczas festynu sękacz miał metr długości, ale i tak był o wiele za mały, jak na liczbę gości, którzy w niedzielę zjechali do Żytkiejm.

Autor zdjęcia: Zbigniew Świtkiewicz



Nie Kartaczewo, nie Święto Jajka czy Konkurs Krzyku", ale Święto Sękacza wyrasta w naszym regionie na tę wakacyjną imprezę plenerową, która przyciąga najwięcej turystów.
Wczoraj, w Żytkiejmach, pojawiły się ich - bez przesady - tysiące. I również bez przesady można dodać, że festyn ten staje się znany na całym świecie.



Festyn wystartował, planowo, o godzinie 14, ale już kilka godzin wcześniej znaleźli się liczni chętni na smakowanie lokalnych potraw, serwowanych na wielu stoiskach. W efekcie niektórym ze sprzedawców zabrakło towaru jeszcze przed końcem imprezy. Jak świeże bułeczki poszły placki z jagodami, ciasto znane pod nazwą "mrówkowiec", w pewnym momencie zabrakło też nawet i nalewek, w tym i tych "bardzo mocno alkoholowych".



Była to już czwarta edycja tej imprezy, można więc powiedzieć, że tradycyjnie już urządzono pokaz pieczenia metrowego sękacza (rozdzielono go następnie wśród widzów, ale dla wszystkich nie wystarczyło), dojono też "kargulową Mućkę", jedzono sękacza na czas, odbył się też konkurs picia mleka (z elementami hazardu, bowiem w trakcie wspomagano się rzutami kostką do gry).

Odbyła się nawet półgodzinna lekcja aerobiku (przeprowadzona po to, aby biesiadnikom ułatwić zrzucenie sękaczowych, i nie tylko, kalorii). Cieszyła się zresztą wielkim powodzeniem! Oprawę muzyczną zapewniły m. in. zespoły Rominczanie oraz Przeroślaki.



Najsmaczniejsze "żarcie z ognia" przyrządził Ryszard Gruszka (karkówka - palce lizać!), a turystami, którzy pokonali najwięcej kilometrów, by dotrzeć do Żytkiejm, okazali się być dwaj Latynosi: Reynaldo Martinez z Salwadoru i Kleissmann Gonsalves z Brazylii.

Ten drugi to osiemnastoletni młodzieniec, który z dalekiej Brazylii przyjechał na studia do Hiszpanii (studiuje telekomunikację i informatykę), a do Żytkiejm przyjechał w odwiedziny do cioci - która 8 lat temu wyemigrowała do Hiszpanii, ale jako dziecko mieszkała w Żytkiejmach. Jaki ten świat mały, prawda?! Brazylijczyk z miejsca polubił polską kuchnię, a najbardziej: bigos, kapustę, placki ziemniaczane, no i flaczki. Czyli - w zasadzie to Polak - przynajmniej, gdy chodzi o kulinaria...



Na zakończenie imprezy już zaczęto snuć plany, w jaki sposób - za rok - uczcić mały jubileusz, czyli piątą edycję Święta Sękacza. Padły sugestie, że należy pomyśleć o zmianie lokalizacji, bowiem polana przy miejscowym ośrodku zdrowia staje się zdecydowanie zbyt ciasna, jak na taki najazd gości, stęsknionych dobrej zabawy i dobrego jedzenia.



Święto Sękacza współfinansowane jest z budżetu wojewody warmińsko-mazurskiego, gołdapskiego Starostwa, gminy Dubeninki oraz Fundacji Wspierania Przedsiębiorczości Regionalnej z Gołdapi. Głównym organizatorem jest zaś Stowarzyszenie Żytkiejmska Struga, przy wsparciu miejscowej OSP oraz gołdapskiego Funduszu Lokalnego.




2001-2021 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, GRUPA WM Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 5