Zabierają ich dom za cudze długi

2019-01-25 10:01:39(ost. akt: 2019-01-25 10:15:45)

Autor zdjęcia: zbigniew Woźniak

Słysząc tę historię, chciałoby się powiedzieć, że takie rzeczy to tylko w filmie i co najwyżej w kiepskiej komedii. Niestety historia ta wydarzyła się naprawdę i choć dotyczyła pani Agnieszki i jej rodziny, równie dobrze mogła być udziałem każdego z nas. I co najgorsze, nawet daleko posunięta ostrożność nas przed tym by nie uchroniła.
Niech mój przypadek będzie ostrzeżeniem dla innych — mówi Agnieszka Dźwilewska. Historia zaczęła się pod koniec 2014 roku, kiedy pani Agnieszka zamarzyła o własnym mieszkaniu. Wśród wielu ogłoszeń znalazła ofertę sprzedaży kawalerki przy ul. Ogińskiego. To było dokładnie to, czego szukała i choć w mieszkaniu trzeba było zrobić generalny remont, zdecydowała się kupić lokal. Sprzedającym był Patryk S. Powiedział, że mieszkanie odziedziczył po matce, a powodem dla którego je sprzedaje jest wyprowadzka z miasta. Wszystko wydawało się być w porządku.

Jednak pani Agnieszka, zanim podpisała akt notarialny, najpierw postanowiła upewnić się, czy mieszkanie nie jest zadłużone i czy jest wolne od jakichkolwiek zobowiązań. Zgodnie z zasadą: lepiej dmuchać na zimne. Z zaświadczenia wydanego 5 stycznia 2015 roku przez Suwalską Spółdzielnię Mieszkaniową, a które dostarczył Patryk S., wynikało, że wszystko jest w porządku. Nie było żadnych zaległości w czynszu.

Spółdzielnia oświadczyła także, że nie ma żadnej egzekucji z tego mieszkania. Już w akcie notarialnym Patryk S. oświadczył, że spółdzielcze prawo do lokalu wolne jest od wszelkich obciążeń, nie toczy się żadne postępowanie sądowe dotyczące przedmiotowego prawa, w szczególności postępowanie egzekucyjne bądź zabezpieczające.

Co więcej, pani Agnieszka poszła jeszcze do sądu rejonowego. Tam dowiedziała się, że dla lokalu, który chce kupić, nie jest prowadzona księga wieczysta, a także, że wobec tego lokalu nie toczy się żadne postępowanie egzekucyjne. To powinno już wystarczyć, ale kobieta chciała mieć stuprocentową pewność, że nie kupuje kota w worku. Poszła więc jeszcze ze sprzedającym do Urzędu Skarbowego, gdzie na jego prośbę wydano oświadczenie, iż Patryk S. nie ma żadnych długów.

I dopiero wtedy, 15 stycznia 2015 roku podpisała umowę u notariusza. Zapłaciła kilkadziesiąt tysięcy, czyli wszystkie swoje oszczędności i wreszcie miała własny dach nad głową. Zaczęła remont mieszkania. Po kawałku, bo nie miała już wystarczających funduszy…

Niestety dwa lata później, stało się coś, co zamieniło życie kobiety w nieprawdopodobny koszmar. — 28 grudnia 2016 roku otrzymałam zawiadomienie od komornika sądowego przy Sądzie Rejonowym w Suwałkach o wszczęciu egzekucji z mieszkania, które kupiłam — opowiada pani Agnieszka. — W pierwszej chwili pomyślałam, że to jakaś pomyłka, że wszystko się wyjaśni.

Okazało się, że Patryk S. miał córkę i nie płacił zasądzonych alimentów. Matka dziewczynki wystąpiła do komornika, czego konsekwencją było skierowanie egzekucji do lokalu, będącego (jeszcze wtedy) własnością dłużnika. 14 stycznia 2014 roku komornik dokonał zajęcia prawa do lokalu, informując o tym Patryka S. i spółdzielnię mieszkaniową. Jednak ani sprzedający, ani spółdzielnia mieszkaniowa nie wspomnieli pani Agnieszce o piśmie komornika.

Jak to jest możliwe, że zarząd spółdzielni wydał zaświadczenie, iż mieszkanie, które chce kupić pani Agnieszka nie jest objęte egzekucją, skoro komornik o tym fakcie spółdzielnię powiadomił? — Został popełniony błąd — przyznaje Janusz Struzik, członek zarządu Suwalskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. — Spółdzielnia popełniła błąd, że w ogóle takie dokumenty wydawała, ale takie oświadczenie nie rodzi skutków prawnych. Według mnie komornik nie dopełnił wszystkich czynności, gdyby dopełnił obowiązku, to byłaby założona księga wieczysta i tam byłoby uwidocznione, czy jest zajęcie, czy nie. Miał złożyć zawiadomienie do wydziału ksiąg wieczystych, które jest traktowane jako wniosek o założenie księgi. Mamy tutaj do czynienia z nadużyciami funkcjonariuszy publicznych — komornika i notariusza. Notariusz nie miał prawa przenieść wiedzy spółdzielni do aktu notarialnego, a to zrobił. Powinien polegać na dokumentach i księgach, a nie wiedzy spółdzielni.

Pytań jest więcej. — Dlaczego komornik nie dokonał żadnych czynności, aby zablokować możliwość sprzedaży mieszkania, które rzekomo zostało przez niego zajęte? — pyta pani Agnieszka. — Dlaczego żaden z wierzycieli nie wystąpił o założenie księgi wieczystej w celu zabezpieczenia przedmiotu egzekucji, a tym samym uniemożliwienia sprzedaży mieszkania przez dłużnika (gdy nieruchomość nie ma księgi wieczystej, to z wnioskiem o jej założenie może wystąpić nawet wierzyciel właściciela).

Pani Agnieszka wystąpiła do sądu z prośbą o wstrzymanie dalszych działań komornika. Sąd w marcu 2017 roku stwierdził brak podstaw do podjęcia czynności nadzoru, a jednocześnie uznał, że komornik podejmował czynności zgodnie z przepisami prawa. Uznał też, że doszło do skutecznego zajęcia prawa do lokalu. To nie wszystko. Dalej było tylko gorzej… W wyroku sąd stwierdził, że zarząd spółdzielni, który wydał nieprawdziwe zaświadczenie jest… niewinny. Pani Agnieszka chciała apelować, walczyć! Wtedy sąd stwierdził, że… to nie jest jej sprawa, że nie jest stroną, nie pozwolono jej nawet poznać uzasadnienia wyroku.

Pani Agnieszka napisała skargę do ministra sprawiedliwości. Ministerstwo odesłało skargę do prezesa Sądu Okręgowego… w Suwałkach do ponownego rozpatrzenia, a ten uznał ją za bezzasadną. — Nikt nie odnosi się do krzywdy, jaką mi wyrządzono — nie kryje żalu pod adresem wymiaru sprawiedliwości kobieta. — Mam akt notarialny, założyłam też księgę wieczystą. Kupiłam mieszkanie w sposób uczciwy, zgodny z prawem i dochowując wszelkiej należytej staranności, a teraz cierpię. Dlaczego? — pyta. — Czy to ja zawiniłam? Gdzie jest sprawiedliwość? Przecież ze swojej strony zrobiłam wszystko co mogłam, żeby wszystko sprawdzić, a nawet więcej…

Kobieta zwróciła się o pomoc do senator Lidii Staroń, parlamentarzystki z Olsztyna, od lat znanej ze skutecznego pomagania ludziom. — Gdyby nie pani senator i jej pomoc, pewnie już dawno moje mieszkanie zostałoby mi odebrane, ale chyba tylko pani senator powstrzymuje komornika — mówi Agnieszka Dźwilewska. — Chyba jako jedyna osoba stoi po mojej stronie.

Chcieliśmy zapytać komornika, dlaczego przez dwa lata od zajęcia nawet nie poinformował pani Agnieszki co jej grozi. Co więcej, gdy otrzymał informację, że zmienił się właściciel zajętego mieszkania – jak opowiada pani Agnieszka – namawiał kolejnego wierzyciela Patryka S. do przyłączenia się do egzekucji. Niestety, mimo kilku prób nie udało nam się z nim porozmawiać.


Komentarze (28) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Komentarze dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników. Zaloguj się.

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. OLSZTYNIAK #2679175 | 88.156.*.* 10 lut 2019 14:04

    DŁUZNIK ZYD RODZINE MA TO OD NICH CIAGNAC KASE , A NIE OD OPCYCH

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) odpowiedz na ten komentarz

  2. docho #2674893 | 83.9.*.* 3 lut 2019 18:14

    Alimenty powinny być płacone albo odrabiane w prywatnym więzieniu i podatnikom nic do tego .

    Ocena komentarza: warty uwagi (8) odpowiedz na ten komentarz

  3. ABC #2674588 | 192.230.*.* 3 lut 2019 09:58

    Nie wolno być naiwnym. Mieszkanie i sprawa Pani Agnieszki jest w Suwałkach. W Suwałkach jest SM, tam też jest komornik, Sąd jeden i drugi. I Pani oczekuje, że tam zapadnie dla Pani korzystna decyzja? To bardzo dobrze, że napisała Pani do Ministra Sprawiedliwości. Teraz niech Pani napisze, by Pani sprawę do rozpatrzenia skierował do któregoś z sądów z dala od miasta, w którym Pani ma problem. Przeszedłem niegdyś przez coś podobnego. Nie w sprawie mieszkania. Ale sprawa dotyczyła wielkich lokalnych. Wiedziałem, że najpierw musi być rozpatrywana na szczeblu rejonowym i że choćby nie wiem jakie miał racje, to przegram. I tak było, po 30 dniach umorzenie sprawy. Potem sąd okręgowy, Ministerstwo, wracanie sprawy do rozpatrzenia ponownego. Kolejne umarzania, nie odnoszenie się do dowodów, mataczenia itd. Ale co zrobić, skoro w mieście, na urzędach, siedzą znajomkowie i jeden wspiera drugiego? Pani Agnieszko. Gdy wyczerpie Pani wszelkie możliwości w kraju, niech Pani wyśle sprawę do Strasburga. Całkiem możliwe, że zanim ona się zacznie, ktoś z kwiatami przybiegnie Panią przepraszać

    Ocena komentarza: warty uwagi (8) odpowiedz na ten komentarz

  4. Alternatywy 4 #2674330 | 188.146.*.* 2 lut 2019 19:49

    Spółdzielnie mieszkaniowe od dziesięcioleci lecieć potrafi a w prawnego ciula. Tacy tam zmyślni a wprawni zarządcy. Żadna z opcji politycznych od dawna nie jest zaINTERESowana uregulowaniem ustaw spółdzielczych w celu faktycznej likwidacji tamtejszej patologii. W końcu polityczne gremia wpływów też nazywane są spółdzielniami, z negatywnym akcentem. Pani Staroń od wielu lat pozytywnym wyjątkiem w tej dziedzinie. Dlatego musiała stać się niezależna politycznie. Bez wsparcia partyji dostała się do senatu, zdecydowanie pokonując jednego poważnego kandydata oraz przypadkową pospółdzielczą kontrkandydatkę. Majstersztyk.

    Ocena komentarza: warty uwagi (12) odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)

    1. tak to jest-zbóje są chronieni prawem, a uczc #2673877 | 195.136.*.* 1 lut 2019 22:41

      kilka lat temu okradziono nas, zbój zwrócił część rzeczy-tych najmniej wartościowych, by nie przekroczyły wartości takiej, żeby szedł do pierdla, a recydywista... Miał zasądzone pieniądze do zwrotu i wszystko ma w d---Nakaz sądowy do zapłaty ,też w d...chodzxi i się śmieje, bo komornik nie może zająć mu z poborów, bo mu będzie za mało w przeliczeniu na osobę.Żeby było ciekawiej, koszty komornicze ponieśli okradzeni.Zbój dostał prawdopodobnie czkawki ze śmiechu do rozpuku...Tak to unas wygląda!

      Ocena komentarza: warty uwagi (11) odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)

      Pokaż wszystkie komentarze (28)