Quantcast

środa, 20 stycznia 2021. Imieniny Fabioli, Miły, Sebastiana

Dla mnie Andrzej był mistrzem świata

2014-10-26 12:49:33 (ost. akt: 2014-10-26 12:46:25)

Autor zdjęcia: Archiwum GO/ PK


— Walki Gołoty z Riddickiem Bowe nie zapomnę do końca życia. Nie przesadzę mówiąc, że śmierć unosiła się nad ringiem. To była walka zabijaków — o kończącym karierę legendarnym polskim bokserze mówi Andrzej Kostyra, ekspert i komentator bokserski.


— Walką z Danellem Nicholsonem w Częstochowie karierę oficjalnie ma zakończyć Andrzej Gołota. Wierzy pan, że to będzie naprawdę ostatni gong naszego Andrew?

— Miejmy nadzieję, że tak, chociaż faktycznie miał on tych powrotów pewnie więcej niż sam Frank Sinatra. 



— Komentował pan dla telewizji najważniejsze walki Gołoty. Kiedy pana zdaniem powinien już rzucić rękawice w kąt?


— Nie można mówić komuś "dość", jeśli ten ktoś dalej chce boksować. Gdyby nie kontuzja lewej ręki odniesiona podczas groźnego wypadku w Stanach Zjednoczonych, byłoby inaczej. Ta ręka przez długi czas była niestety unieruchomiona, a lewy prosty był w przeszłości wielkim atutem Andrzeja. Gdyby ta ręka pracowała jak należy, Gołota mógłby jeszcze nawet dzisiaj poważnie boksować zawodowo. Przecież blisko 50 lat ma Bernard Hopkins i wciąż boksuje, George Foreman zbliżał się do 50., kiedy został mistrzem. Andrzej miał problemy, ale i tak zdecydował się na dwie walki, które były dla niego przykre, czyli z Tomaszem Adamkiem i Przemysławem Saletą. Byłem zaskoczony wynikiem tych pojedynków. Cenię Przemka Salatę, ale to jednak nie ta klasa. Sądzę jednak, że decyzję o końcu kariery trzeba pozostawić bokserom. To oni sami muszą w końcu powiedzieć sobie "stop".


Andrzej był wielką nadzieją białych, to przecież on tak naprawdę utorował drogę braciom Kliczko. Dziś mamy hegemonię białych, ale przed laty to Gołotę uważano za tego, który przerwie panowanie czarnoskórych pięściarzy.


— Która jego walka szczególnie utkwiła panu w pamięci?


— Najbardziej zdecydowanie druga walka z Riddickiem Bowe w Atlantic City. Tamtej walki akurat nie komentowałem dla telewizji, tylko opisywałem. Siedziałem w drugim rzędzie i z tych wszystkich walk, które oglądałem — a uzbierałoby się tego pewnie z 10 tysięcy — to był najbardziej dramatyczny pojedynek. Tej walki nie zapomnę do końca życia. Wtedy pierwszy raz złapałem się na tym, że tak drżały mi ręce, że nie mogłem nawet dobrze przygotować sobie notatek. Potem nie mogłem ich odczytać, czego nigdy nie było. A tam padały wtedy takie ciosy... Nie przesadzę mówiąc, że śmierć unosiła się nad ringiem. To była walka zabijaków. 



— Gdyby Gołota wytrzymał wówczas psychicznie i nie uderzył Bowe'a poniżej pasa, jego kariera potoczyłaby się zupełnie inaczej?


— Na pewno. To była jego przełomowa walka, Andrzej pozostawił wtedy w ringu bardzo dużo zdrowia. To niewiarygodne, oni zbierali wtedy takie ciosy, że potem podczas konferencji prasowej doszło do nieprawdopodobnych scen. Pamiętam jak dziś, kiedy Gołocie ślina ściekała z ust po brodzie, a on tego nie czuł, tak miał tę brodę obitą. Riddick Bowe bełkotał coś pod nosem, ale ja kompletnie nie rozumiałem co, a znam dobrze język angielski. Wcześniej w trakcie walki siedział obok mnie dziennikarz "Daily Mail" i ciągle powtarzał tylko zszokowany "what a fight, what a fight!". Spotkałem go na tamtej konferencji i pytam, czy rozumie, co ten Bowe mamrocze. Powiedział, że też nie. Tamta walka pozostawiła jednak niezatarte ślady w psychice, w mózgu jednego i drugiego pięściarza. Andrzej nie były już po tej walce taki sam, a Bowe zaciągnął się do marines. 



— Potem często wytykano Gołocie słabą psychikę. 


— To był jego problem. Szkoda, bo Andrzej miał wszystko inne. Wystarczy porozmawiać z trenerem Gmitrukiem, kolegami, każdy to podkreśla. Gdyby brać pod uwagę warunki fizyczne, poziom wyszkolenia i siłę ciosów, trzeba byłoby go postawić na tym samym poziomie co braci Kliczko. Andrzej był niesamowicie sprawny, miał świetną motorykę, wspaniałą technikę, lewy prosty. Zabrakło tylko właśnie jednego elementu — tej psychiki. Gdyby zamienić Andrzejowi głowę i dać np. tę Pawła Skrzecza, to byłby mistrzem świata i rządziłby być może tak długo jak Władimir Kliczko. 



— To fenomen, że Andrzej Gołota przez lata rozkochał w sobie kibiców, chociaż — przypomnę — mówimy o osobie, która nigdy nie została mistrzem świata.


— Prostuję! Dla mnie on był mistrzem świata, ponieważ wygrał walki w Johnem Ruizem i Chrisem Byrdem. Niestety dwa razy przez decyzje sędziowskie ukradziono mu pas mistrzowski. 



— Powiedział pan kiedyś, że trójka największych Polaków wygląda tak: Papież, Wałęsa i Gołota. Skąd przed laty wziął się taki boom na naszego boksera?


— Andrzej był wielką nadzieją białych, to przecież on tak naprawdę utorował drogę braciom Kliczko. Dziś mamy hegemonię białych, ale przed laty to Gołotę uważano za tego, który przerwie panowanie czarnoskórych pięściarzy. Oczekiwano, że skończy Lennoxa Lewisa, że skończy Mike'a Tysona, ale jednak się nie udało. To przykre, bo miał ku temu warunki. Ale co zrobić, kiedy głowa trochę nie ta. 



— Kiedy poznał pan Gołotę?


— Boże, dawno temu... Poznałem go jak jeszcze był początkującym bokserem amatorem. Toczył wtedy pojedynki w Polsce. Miał takiego prześladowcę, który nazywał się Henio Zatyka. I z tym Heniem znali się ze zgrupowań kadry, często sparowali ze sobą i kiedy dochodziło do prawdziwych wali, to ten cwaniak Zatyka zawsze sprawiał mu olbrzymie trudności. Bo Henio potrafił przytrzymać, faulował, był niewygodnym bokserem. Pamiętam też Andrzeja, jak jeszcze mieszkał w małej kawalerce w centrum Warszawy, odwiedziłem go tam przed jego wyjazdem do Stanów Zjednoczonych. To był naprawdę fajny gość z takim specyficznym poczuciem humoru. On się zawsze jąkał, chociaż teraz jest z tym jeszcze gorzej, ale to efekt tych wszystkich walk i ciosów. Gołota jest trochę nieufny, ale jeśli komuś ufa, to jest dusza człowiek. Bardzo sympatyczna postać z dużym sercem. Pamiętam taką niesamowitą historię. Kiedyś jego promotor Ziggy Rozalski mówi do mnie tak: "Słuchaj, dam ci czek od Andrzeja Gołoty na 100 tys. dolarów. Zawieź go do Polski, daj prezydentowi Aleksandrowi Kwaśniewskiemu i niech przekaże pieniądze na pomoc dla powodzian". Mówię do niego zaskoczony: "Ziggy, ja mam wieźć do Polski czek na 100 tys. dolarów?! Dajcie spokój, zróbcie to jakoś inaczej!". (śmiech) To świadczyło jednak o tym, jaki Andrzej miał gest.



— To, co kibice widzieli przez lata w telewizji, to jednak tylko wycinek jego życia. Dużą rolę odgrywała w nim jego żona Mariola, chociaż zwykle pozostawała w cieniu.


— To stanowcza kobieta, która wie czego chce. Andrzej potrzebował takiej silnej ręki, ponieważ czasami — co tu dużo kryć — trochę szalał. Był sport, ale również te pozaringowe uciechy życia, chociaż nie chciałbym rozwijać tego tematu. 



— Gołota odnajdzie się w nowym życiu po sporcie?


— Odnajdzie się. Ma swoje pasje, ma syna, który trenuje tenis. Andrzej mówi, że może być nawet lepszy od Jerzego Janowicza, chociaż ja w to wątpię. Ale jeśli wierzy w swojego syna, to dobrze o nim świadczy. Pamiętajmy, że Andrzej ma przecież różne swoje biznesy, nieruchomości, jest popularny, być może będzie trenerem. To jeden z nielicznych bokserów, który ma stabilną przyszłość, bo on nie przepuścił pieniędzy zarobionych w ringu. Mike Tyson zarobił grubo ponad 300 mln dolarów, a jest bankrutem. Wielu świetnych niegdyś pięściarzy żyje teraz w slumsach. Nawet Riddick Bowe podpisuje ludziom autografy, żeby tylko zarobić kilka groszy na życie. A Andrzej bardzo mądrze inwestował w nieruchomości. 



— Czyli pod tym względem jest mistrzem świata?


— On zawsze był bardzo ostrożny w kwestii pieniędzy, potrafił dobrze nimi gospodarować. Jego żona kiedyś się śmiała, że Andrzej jest taki bystry, że gdyby obudzić go o 3 nad ranem, to bez zawahania powiedziałby ile pieniędzy ma na koncie, ile w kieszeni, a ile u dłużników. Taki był, bardzo ostrożny finansowo.



— Patrząc obecnie na polski boks widzi pan kogoś, kto rozpali tak kibicowskie zmysły jak Gołota?


— Nie sądzę. Jest oczywiście bardzo głośno o Arturze Szpilce, ale to nie to samo. Andrzej przez początkowe okresy zawodowej kariery szedł jak burza, natomiast Szpilka nie walczył jeszcze z poważnymi rywalami. Mimo to jest to jakiś fenomen naszych czasów, bo chłopak lansuje się przez różne facebooki, twittery, ale trzeba sobie powiedzieć, że to nie jest ten talent co Gołota. Nie ma nawet takich osiągnięć, nie zakwalifikował się do reprezentacji olimpijskiej, a Andrzej był brązowym medalistą. A mógłby mieć nawet złoto, gdyby nie kontuzja w półfinale.



— Kariera Gołoty to również duży kawałek pana kariery komentatora. Nie szkoda trochę, że to już koniec?


— Wielka szkoda, bo z Andrzejem Gołota wiążą się moje najwspanialsze wspomnienia bokserskie. I miłe, i niemiłe, ale zawsze były one emocjonujące. Cieszę się, że razem z Jerzym Kulejem mogłem komentować w moim odczuciu wygrane walki z Byrdem i Ruizem, że oglądałem z trybun walkę z Tysonem. To były wspaniałe przeżycia, tego nie da się zapomnieć, trzeba za to wszystko Andrzejowi podziękować. Tak samo kibice. Można go wyszydzać, że jeszcze kibice nawet nie wrócili z toalety, a było już po walce z Lennoxem Lewisem, że publiczność po walce z Tysonem obrzuciła go popcornem i oblała ketchupem, ale to są jakieś epizody. Trzeba być wdzięcznym Andrzejowi za emocje.

Polub nas na Facebooku:

Źródło: Gazeta Olsztyńska

Zobacz także

Komentarze (2) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. oleg38 #1521558 | 88.156.*.* 26 paź 2014 13:16

    to tchórz ,zawsze walczył nie czysto przynosił wstyd naszemu krajowi

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. wyatt earp #1521551 | 109.243.*.* 26 paź 2014 13:09

    +Gołota to zagadka owinięta w Enigmę, a w środku tajemnica. " (Andrzej Kostyra - walka Andrzej Gołota - Jeremy Bates 9.06.2007 r Hala Spodek Katowice) Niepasowany (niekoronowany) mistrz świata HW federacji IBF po "remisie" z Chrisem Byrdem 17.04.204 po"przegranej" walce w MSG oraz federacji WBA po walce z Johnem Ruizem 13.11.204 także w Madison Square Garden. Andrzej został klasycznie przekręcony.

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz