Czwartek, 19 lipca 2018. Imieniny Alfreny, Rufina, Wincentego

Podziel się:

Podziel się:

"Gienia, dziadek Eustachy i wiadro moroszki" - Dzień 45

O piłce nożnej, przypadkach i kolejnej przeprowadzce.

Pada od rana. Nie, nie pada, wręcz leje jak z cebra. Myślę że mogło tak lać nawet przez całą noc, dzięki czemu tak dobrze się spało. Oznacza to ni mniej ni więcej tylko przerwę w zbiorach, bo niestety aqualungu ze sobą to ja nie zabrałem, że o płetewkach nie wspomnę. Posiedzę, coś poczytam, pogram, zjem normalny obiad o normalnej porze, przejadę się na basen, jakby mi było mało wody. Odpalam sobie rano meczyk, myślę że i tak się przecież nigdzie nie spieszę, zatem można pyknąć. Celta vs Barca, mecz się rozpoczyna a tam deszcz. Przypadek? Coś mi się zdaje, że konsole przenośne wymyśliła osoba która musiała być na zbiorach w Szwecji, bezapelacyjnie. A w piątek ważny mecz z Niemcami, czyli bój o wyjście z grupy i awans na Euro 2016 we Francji. Przypomniało mi się jeszcze zdarzenie mające tyleż wspólnego z Fifą, co z meczem polskiej reprezentacji z Niemcami,
a było to w zeszłym roku. Tego pamiętnego dnia, spędzając błogo i leniwie czas na domku w Starych Jabłonkach, grałem sobie w Fifę 2013 popijając poranną kawę wkręcałem się w klimat oczekując na wieczorny mecz. No ale PS3 w połączeniu z telewizorem dają nieco większy komfort gry niż mały ekranik PSP . No wiem, że dużo gadam o graniu i ekscytuję się tym jak dzieciak, ale cóż poradzę, obiecuję was jednak tym tematem nie zanudzać. Wracając jednak do meritum, wybieram w grze oczywiście reprezentację Polski, przeciw reprezentacji Niemiec, mecz towarzyski, 16 minut, poziom średnio zaawansowany. Jakoś mi w poprzednich dniach nie szło i dostawałem od komputera baty, pełen obaw zatem wybiegam na murawę, hymny, rozpoczyna się mecz, no i oczywiście nieunikniony łomot. He he, żartuje, wygrałem 2:0, w co sam zresztą nie mogłem uwierzyć. W prawdziwym meczu będzie może
i 0:2, ale z pewnością dla nowych Mistrzów Świata, poza tym mamy kompleks, bo nigdy nie udało nam się z Niemcami wygrać . Podobnie było zresztą z reprezentacją siatkarzy i choćby Brazylią, ale na szczęście się z tego kompleksu po wielu porażkach w końcu wyleczyli. Chcesz być najlepszy, musisz wygrywać z najlepszymi. A w sporcie przecież chyba chodzi o to, by wciąż stawać się coraz lepszym, przesuwać coraz dalej granicę swoich możliwości. Wróćmy do gry zespołowej, która przecież w składa się z indywidualności. Po wygranym meczu i wypitej kawie pojechałem do Olsztyna, bo musiałem się stawić na rocznicowym, rodzinnym spotkaniu. Wracam nocą do Jabłonek, mecz się zaczyna, siedzimy i oglądamy. Bach, pierwszy gol! Bach, drugi gol! Nasi odnieśli historyczny sukces wygrywając z reprezentacją Niemiec 2:0. Wprost trudno w to uwierzyć, choć dalej jestem zdania, że mieliśmy bardzo dużo szczęścia, że wspomnę chociażby o pięknym strzale Podolskiego w poprzeczkę, czy uwijającym się niczym w ukropie Szczęsnym. Trzeba jednak docenić serducho i siły włożone przez nasz zespół w ten mecz. A ten był identyczny, jak w mojej porannej rozgrywce i gdybym tylko obstawił taki wynik u bukmacherów to byłbym szczęśliwym (i bogatym) człowiekiem, bo przebicie było znaczące. Już niemal widzę te tłumy grające w Fifę przed zakładami. Spokojnie, mój wynik był zapewne jedynie dziełem przypadku. Przypadek? Tak przypadek. Ale za to jaki !!! Tej nocy znów śnił mi się ojciec, a będzie to już chyba trzeci raz podczas mojego pobytu na obczyźnie, a ja naprawdę zaczynam się coraz bardziej niepokoić. Jakaś totalna abstrakcja, praktycznie nic z tego snu nie zrozumiałem. Po powrocie do domu wybiorę się w pierwszej kolejności na cmentarz, bo może dopomina się odwiedzin. Głód wyciąga mnie za kiszki z łóżka niczym pacynkę na sznurkach. Wczoraj nie jadłem już kolacji, ale po takim obiedzie jaki sobie sprawiłem nikogo to chyba nie dziwi. Dziś czeka mnie powtórka, muszę tylko kupić olej i ziemniaki. Wstaję, pora zjeść i zacząć uskuteczniać lenistwo. (10:10) Melduję się z powrotem, a wybrałem się oczywiście do Coop Konsuma. Nie rozumiem jednak czegoś, bo kogo bym nie pytał to twierdzi, że sklep oznacza po ichniemu „coop”, a „konsum” to nazwa tegoż. Wszystko pięknie, dotarło. Tylko dlaczego w takim razie na niektórych produktach (wytwarzanych zapewne przez nich) widnieje napis Coop, a nie Konsum? Trochę to nielogiczne, bo to tak, jakby na powiedzmy produktach Tesco widniał napis „sklep”, a nie „Tesco value” czy produktach z Reala nie było nazwy „Tip”. No ale też nikt mi przecież nie obiecywał, że Szwedzi są logiczni. Sprawy nie zamykam, bo wymaga jeszcze zbadania. Po powrocie na skup zamieniłem jeszcze kilka słów z Ewą, która polecała mi książkę autora której to nazwy, jak i samego autora w życiu chyba nie zapamiętam, bo kompletnie z niczym mi się nie kojarzy . Zaproponowałem jej, że w przyszłym roku po zakończeniu zbiorów można by uderzyć na północ, przynajmniej pod Narvik! Martwię się co prawda nieco jak taką daleką podróż zniósłby Benkt, czyli dziadek którym opiekuje się Ewa, ale to ponoć twardy Szwed , ten sam któremu zrobiłem kiedyś dzień dziadka wręczając w prezencie paczkę papierosów. Może w przyszłym roku dorobię się nieco młodszego samochodu, bo Dziadek fajny jest, ale to jednak dziadek. No dobrze, zjadam śniadanie i idę pomóc Ewie przy przebieraniu borówki. Tak, sam zaproponowałem pomoc, tak, jestem frajer – trąbka bo będę to robił za darmo. Ale taki już jestem i już się też chyba nie potrafię zmienić, nie wiem zresztą nawet czy chcę. Uważam też, że przyda mi się zdobycie nowej sprawności, czyli operatora maszynerii czyszczącej. Ale zapowiedziałem Ewie, że abym się tak jednak całkiem nie sfrajerzył, to mi kiedyś za tę pomoc postawi piwo i będziemy kwita. Biorę się w końcu za śniadanie, bo do kolacji go nie zjem. Jajca na boczku, delicjoza! Dowiedziałem się od Artura dosłownie przed chwilą, że dobrze by było gdybym się przeprowadził z mojego domku do wspólnego pokoju, gdzie bym zamieszkał wspólnie z pewnym panem z wąsem (którego imienia w tej chwili nie pamiętam) który pojawił się dziś na skupie, bo są jakieś problemy z elektryką w tym moim Blue – Housie. Będzie to zatem już moja druga przeprowadzka podczas jednego pobytu w Szwecji, no w zasadzie to nawet trzecia, bo przecież kilka dni spędziłem w pokoju na piętrze, do którego teraz mam właśnie powrócić. Historia zatoczyła koło. A pamiętam, jak się cieszyłem opuszczając go i myśląc o luksusach jakie czekają u Johany. No ale nie wiedziałem wtedy jeszcze, że tutaj też jest prysznic, tylko w piwnicy, w osobnym budynku, jak ktoś rozpali w piecu . A zatem nie jest tam przecież tak źle, bo blisko jest wspomniany już prysznic, a upichcić coś zawsze mogę na kuchence Uli która będzie tuż za drzwiami. Pokój na piętrze, większy i przestronniejszy od mojego obecnego lokum, z ładnym widokiem przez okno na żółty, drewniany domek Kasi. Tak sam sobie to tłumaczyłem by nie paść na podłogę i bijąc o nią zamaszyście pięściami krzyczeć, że ja nie chcę opuszczać mojej niebieskiej chatki. Czy aby na pewno mojej? Nic w naszym życiu przecież nie jest tak naprawdę nasze, a wszystko wcześniej czy później stracimy. Możemy poświęcić życie na zdobywanie pieniędzy, by w jednej chwili stracić wszystko za sprawą krachu na giełdzie czy upadłości banku. Możemy zbudować dom który w jednej chwili zniszczy kataklizm, wydać wszystkie pieniądze które posiadamy na samochód w który ktoś wjedzie nie mogąc wyhamować (ech moja biedna Honda UFO). „Król jest nagi” moi drodzy, a te wszystkie rzeczy,
za którymi pędzimy mamią nas tylko, choć nadają nieco sensu w tej gonitwie przez życie. To co się naprawdę liczy jest jednak właśnie tym, czego nie może nam odebrać żaden człowiek czy kataklizm. Co zresztą często na jedno wychodzi. To właśnie my i nasze poczucie wartości, nasze doświadczenie, wiedza zdobywana przez całe życie, to kim jesteśmy i co możemy dać światu. Z tym nie rozstaniemy się nigdy i tego nikt nam nie odbierze. Nie wyrzekajmy się tego sami. Biorę się za pakowanie, jeszcze trochę i pobiję jakiś rekord w przeprowadzkach podczas jednego sezonu. Miałem pomóc Ewie, ale trochę mi ta przeprowadzka namieszała w planach, jak tylko skończę to jej pomogę. A deszcze pada nieprzerwanie.
Artykuł został umieszczony przez naszego użytkownika na jego profilu: Krzysiek Cegiełka
Oceń artykuł:

(0)