środa, 19 września 2018. Imieniny Januarego, Konstancji, Leopolda

Podziel się:

Podziel się:

"Gienia, dziadek Eustachy i wiadro moroszki" - Zeszyt 3

Zeszyt trzeci - czyli ostatnia część trylogii o "Gieni, dziadku Eustachym i wiadrze moroszki". Dziękuję, że wciąż ze mną jesteście ;)

Tym oto sposobem dotarliśmy do zeszytu numer trzy, innymi słowy trzeciej części mojej opowieści, która to trzecia część zgrabnie zamknie całą historię. Przecież trzy jest cyfrą magiczną, tak oto mamy „Trójcę Świętą”, jedność miejsca, akcji i czasu, grę w trzy kubki,
a nawet mówi się „liczę do trzech”. Magia, czy raczej wiedza zaklęta w cyfrach. Poza tym, według wszelkich kanonów pisarskich jak również dobrych obyczajów, książka powinna mieć wstęp, rozwinięcie oraz zakończenie. Przyjmijmy zatem, że pierwszy zeszyt był właśnie takim wstępem, który oswajał mnie z nowym miejscem oraz ludźmi (a Was ze mną), stwarzając nieco nierealny bańko – mydlany, idealistyczny obraz nowej rzeczywistości w której starałem się odnaleźć. Drugi zeszyt to już oswojenie się nieco z miejscem, zwiększenie tempa, poruszanie nieco poważniejszych tematów i rozwinięcie przez autora skrzydeł. Cóż może zatem przynieść ze sobą zeszyt trzeci, jak nie tych skrzydeł powolne zwijanie, czyli zbliżanie do nieuchronnego zakończenia? Ale jeśli mam być już tak całkiem szczery to po prostu wydaje mi się, że czas jaki pozostał mi w Szwecji do mojego powrotu akurat wystarczy na zapełnienie jego stronnic, no chyba że czekają mnie jakieś kolejne „przygody” które wywrócą mi tu wszystko do góry nogami. Przyjmijmy jednak, że w planach mamy zakończenie historii na zeszycie trzecim, a jak zajdzie taka potrzeba, to wtedy sięgniemy i po czwarty.
Artykuł został umieszczony przez naszego użytkownika na jego profilu: Krzysiek Cegiełka
Oceń artykuł:

(0)