Czwartek, 20 czerwca 2019. Imieniny Bogny, Rafaeli, Rafała

Podziel się:

Podziel się:

Kto zagląda nam do portfela ? Czyli bogaci płacą mniej, biedni więcej ?

Czyste powietrze, jeziora, drożyzna i bezrobocie ma być naszym codziennym „chlebem” ?

Kto zagląda nam do portfela ? Czyli bogaci płacą mniej, biedni więcej ?

Jako że podróżuje po całym kraju zawodowo i prywatnie postanowiłem kolejny raz, zastanowić się nad wydatkami związanymi z codziennym życiem. Półtora roku temu pozwoliłem sobie przekazać na ręce gazety, materiał wskazujący na duże dysproporcje cenowe dotyczące produktów żywnościowych na południu naszego kraju w porównaniu z naszym regionem.
Jak się potem okazało był to impuls do powstania materiału na pierwszą i drugą stronę drukowanej Olsztyńskiej w którym głos zabrali ekonomiści, handlowcy i mieszkańcy.

Temat uważam że powinien powrócić ponownie, gdyż zauważyłem że nic się nie zmieniło, a wielu coraz głębiej zagląda nam do kieszeni.

To że w Olsztynie jest drogo, nie ulega dyskusji. Bo każdy kto wyjedzie poza granice naszego województwa zauważy te różnice.
A ci którzy sezonowo przyjeżdżają w nasze strony na wypoczynek potwierdzają i dziwią się że przy tak dużym bezrobociu, niskich płacach i wysokich cenach dajemy sobie radę.

Jak dowodzą analizy wielu instytucji badawczych, na żywność statystyczne gospodarstwo domowe wydaje najwięcej, ponad 50% swoich miesięcznych przychodów. To bardzo dużo, biorąc pod uwagę że co piąty mieszkaniec nie ma pracy, co piąta rodzina naszego regionu nie ma dochodów !

Całości dopełnia duży rozwój sieci handlowych, galerii, które niszczą lokalne małe firmy zaś tzw. rynek „hurtowy” trzyma wysoko ceny. Na tyle by zaopatrujące się w nich lokalne, osiedlowe sklepiki serwowały nam ostatecznie ceny z „kosmosu”. Targowisko na Grunwaldzkiej nie ma aż tak dużej siły przebicia, zaplecza, by każdy z nas mógł tam dojechać i zrobić zakupy u lokalnych producentów.

Duże sieci dyskontowe również zaglądają nam coraz głębiej do portfela. Według Wikipedii: „Dyskont (ang. discount – obniżka ceny, rabat) – sklep sprzedający towar w ograniczonym asortymencie i w obniżonych cenach. Główną strategią dyskontów jest przyciąganie klientów obecnością towarów o niskich cenach i agresywną polityką promocyjną skierowaną przede wszystkim na niskie ceny.”
Wielokrotnie spotkałem się z sytuacją że ceny na konkretne produkty w Olsztynie są wyższe nawet o kilkadziesiąt procent w stosunku do cen w innych placówkach sieci.

Przykład ? Niedawno w jednym z sieciowych sklepów w Poznaniu, znalazłem produkty żywnościowe które w Olsztynie były o 30% droższe. Na pewno wielu z czytających znalazło by wytłumaczenie, że jest bliżej do ich centralnej hurtowni, a jak wiemy transport kosztuje.

Dlatego też spróbowałem policzyć koszt transportu do Olsztyna tzw. „euro palety” na której jest ok. 650 - 1000 kg danego towaru. Dostarczenie jej spedycją lub samochodem firmowym o ładowności 24 tony kosztuje ok. 200 - 500 zł (to ceny z dużą górką). Zaś niektóre towary zdjęte z „euro palety” na półce w Olsztynie są droższe nawet o 3000 zł w porównaniu do innego sieciowego sklepu.
Więc wysłanie przez dużą sieć do Olsztyna TIR-a, który zaopatrzy kilka sklepów przyniesie dodatkowy zysk: 24 palety x 2500 zł = 60.000 zł. Nie licząc zysku na towarze.

To samo dotyczy tych którzy sprowadzają towary hurtowo. Przykład z przed kilku m-cy: ... jeżeli ja kupiłem u producenta w szklarni na początku sezonu (czyli w kwietniu - maju na komunię moich dzieci), jeden karton 6 kg pomidorów za 18 zł (3 zł/kg), a w Olsztynie ten karton hurtowo można było kupić za 30 - 35 zł (5 - 6 zł/kg) a w detalu w osiedlowym sklepie ten sam kilogram kosztuje o złotówkę drożej czyli ok. 7 zł. To jasno widać kto zarobił najwięcej i zaczynam wierzyć że można szybko zarobić na piękny samochód lub okazały dom z widokiem na jezioro pod Olsztynem.

Ktoś z czytających powie, no dobrze ale w Poznaniu, Gdańsku, Warszawie czy Katowicach sprzeda się takiego towaru dziesięć TIR-ów tygodniowo a w Olsztynie tylko jeden i stąd ta wyższa cena, bo my też chcemy zarobić.

Zgoda, jednak w imię czego, przy tak gigantycznym bezrobociu, niskich zarobkach i tym że co piąta rodzina w Olsztynie i regionie nie ma w ogóle dochodów, mamy płacić kilka razy więcej ? By jeden lub kilku mogło się na nas dorobić w jeden sezon i inwestować w zakup ziemi wokół miasta która jest jak na nasze warunki horrendalnie wysoka i windowana ?

Poza tym gdyby ceny były niższe każdy z nas kupił by więcej a obrót handlujących by się zwiększył. To chyba proste prawo ekonomii znane już od tysięcy lat.

Nie twierdze że jest tak zawsze ale na poszczególnych produktach tak bywa. Choć zwyżka cen dotyczy także wielu innych segmentów rynku.

Niedawno poszukiwałem hak holowniczy do „osobówki”. W trzech dużych sieciach handlowych w Olsztynie zaoferowano mi cenę 430 - 480 zł. Kilka tygodni temu z wyboru musiałem odwiedzić południe Polski. I tu duże zaskoczenie, identyczny hak który ze Słupska od producenta do hurtowni w Olsztynie przejeżdża 300 km a do Katowic 600 km kosztuje w tej ostatniej 310 zł. (Podane ceny w obu przypadkach nie zawierają montażu).
Przykładów mógłbym mnożyć, bo jedni się szybko bogacą a duża część mieszkańców miasta czy też regionu, liczy grosze by starczyło im na chleb i szuka pracy.

Czy na biednych można zarobić więcej ?

Oczywiście że tak ! Żywność, produkty pierwszej potrzeby każdy musi kupić. Zaoszczędzimy na innych towarach i usługach, stąd widać jak duża rotacja lokali na Olsztyńskiej Starówce, czy ul. Wilczyńskiego i wielu innych, które jak szybko powstały przeistaczają się w kolejne placówki banków. A banki dzierżawcom płacą dużo i terminowo. Chwilowo sklepy odzieżowe przeżywają krótkotrwały rozkwit, choć towary przywożone z hurtowni z pod Warszawy lub Łodzi są u nas wielokrotnie droższe niż w innych regionach kraju.


Dewizą naszych regionalnych handlowców jest sprzedać mało i drogo. W innych miejscach kraju wyznają zasadę, sprzedać dużo ale tanio.

Więc płacimy dużo, za produkty pierwszej potrzeby. Za każdy owoc, warzywo, mięso, mimo że w naszym regionie jest wiele zakładów mięsnych, a ich produkty o dziwo są tańsze 100 km dalej w okolicach Mławy, Ciechanowa, Przasnysz niż w samym Olsztynie. No cóż to już Mazowsze a jak dowodzą badania GUS z przed kilkunastu miesięcy statystyczny mieszkaniec Mazowsza zostawia z sklepie ok. 24 tyś zł / rocznie, zaś mieszkaniec Warmii i Mazur ok. 8 tyś zł / rocznie i jest na końcu tej listy.
Czyli zarabiamy i kupujemy 3 razy mniej, ale za to płacimy kilka razy więcej.

Niestety kolejny hiper market nie rozwiąże sprawy, bo zabije lokalny mały handel. W galerii nie znajdą zatrudnienia mieszkańcy miasta. Bo większość posad przeznaczonych jest dla studentów którzy na tzw. umowy godzinowe przyjdą za parę złotych, bez dodatkowych świadczeń, urlopów itp... Przez co zaniżają poziom płac w tym mieście. Bo jeżeli jest ich jak donoszą źródła ponad 30 - 40 tyś, to w 200 tysięcznym mieście stanowią poważny odsetek szukających pracę, który wpływa bezpośrednio na kształtowanie i wysokość zarobków.
Gdyby w tym mieście były firmy, zakłady produkcyjne wymagające doświadczonych fachowców. Osób które każdego dnia będą na stanowisku pracy i będą dbały o jakość produktów. A pracodawcy dbali o nich gdyż każdy doświadczony pracownik jest bezcenny. Rynek pracy byłby diametralnie inny, bo każdy wolałby zatrudnić i wykształcić na stanowisku najlepszy personel który poświęci swoje lata życia dla firmy. Obecnie rynek pracy w 200 tysięcznym wojewódzkim mieście stanął na głowie i Ci którzy go „modelują” nadal naginają go swoją stronę nie bacząc że miasto coraz bardziej chyli się ku krawędzi. Za chwilę handlować nie będzie z kim i nikt nie przyjdzie do tych nowych galerii bo nie będziemy mieli skąd wziąć pieniądze.

Mamy potencjał !

Patrząc na ilość znikających towarów żywnościowych w sklepach w Olsztynie, gdy promocja zaczyna się o 8:00 z chwilą otwarcia sklepu, a kończy o 8:30. Widok biegnący „seniorów” po schodach jednego z marketów, opróżniających wszystko z koszy, daje wiele do myślenia.

Uważam że Olsztyn mam duży potencjał i głód cenowy. Jak sądzę ten kto obniży ceny na produkty codzienne, pierwszej potrzeby, lub kupi je bezpośrednio u producenta, zyska wielu klientów. A Olsztyn przestanie być powszechnie uznawanym za drogie miasto z dość krótkowzrocznymi pomysłami naszych włodarzy, ale to już inna dyskusja.

Publikując w załączeniu poniższe zdjęcia, które obrazują ceny detaliczne (z 24 sierpnia czyli z przed kilku dni) na jednym z targowisk na południu Polski, sugeruje zastanowić się czy czasem nie opłaci się dotrzeć do tych miejsc samemu. Czy sklepik osiedlowy nie może dotrzeć do producenta w dobie doskonałego transportu na telefon, internetu, spedycji ?
Ja gdy bywam w tamtych stronach zawsze kupuje tyle ile mogę zabrać by zaopatrzyć całą rodzinę w Olsztynie.
Tak na marginesie całych moich wywodów, zawsze pod koniec targowiska, ok. godz. 13-tej można za bezcen kupić bardzo dojrzałe owoce lub warzywa, które należy dość szybko przerobić i zakonserwować w słoikach itp.. robiąc drzemy, kompoty, przeciery.
Np.: 18 kg (3 skrzynki) brzoskwiń tzw. „ufo” bardzo słodkie, 3 kg cytryn, arbuz (8kg) zapłaciliśmy razem 20 zł. W lipcu za 15 zł kupiłem tyle ananasów że warto było zrobić 20 słoików dżemu. Innym razem za 20 złotych kupiliśmy 22 kg pomidorów i zrobiliśmy 20 litrowych słoików przecieru pomidorowego.
Wiem że wielu z czytających nie chętnie będzie bawić się w przetwory, ale czy niewielkim wkładem finansowym, można zrobić coś z niczego ?
Jest to tzw. zaradność w sytuacji gdy nie mamy środków do życia, więc jeżeli ktoś mi chce sprzedać coś w dużej ilości za symboliczną złotówkę to kupuję i przedłużam jego przydatność przez pasteryzację itp... czyli do słoja i na półkę do piwnicy.

Niestety taka sprzedaż jest u nas rzadkością a spotkałem się z przypadkami gdzie taki towar wyrzucany jest do kontenera.


Czy bogaci płacą mniej a biedni więcej ?


Bilet miesięczny sieciowy tylko na autobus (tramwaju jeszcze nie mamy ;-) w Olsztynie kosztuje 110 zł.
W Warszawie miesięczny sieciowy na całą komunikację, na całe miasto, autobus, tramwaj, metro 100 zł.

Za bilet rodzinny 2 + 2 do sieciowego kina w Olsztynie zapłacimy 110 zł.
Zaś seans rodzinny 2 + 2 w Warszawie w tej samej sieci 70 zł.

Za godzinę na basenie 2 + 2 w Sosnowcu (23 sierpnia, tydzień temu) zapłaciłem 17 zł.
W Olsztynie ta przyjemność kosztuje 35 - 47 zł.

Komplet książek tzw. BOX 2 i 3 klasa szkoły podstawowej w Olsztynie 270 zł za box.
Ten sam komplet / box w Krakowie kosztuje 220 zł, więc kupując dla dwójki swoich dzieci a akurat tam byłem zaoszczędziłem 100 zł.

Mój przyjaciel w Gliwicach gdzie jest kilkadziesiąt dużych zakładów pracy zatrudniających tysiące ludzie kupił mieszkanie 85 m2 za 320 tyś zł.
W Olsztynie, mieście o 20% bezrobociu, ten metraż kosztuje „grubo” ponad 420 tyś zł.

Więc powiedzcie mi szanowni czytający, jak ludzie młodzi, mający głowę na karku, którzy jeszcze nie uwiązali się kredytem na mieszkanie w tym mieście, którzy nie spłodzili dzieci mają zostać w nim ?

Czy czyste powietrze, kilka jezior, setki hektarów lasu, trzy miesiące słońca, szerząca się drożyzna i bezrobocie ma być naszym codziennym „chlebem” ?
A co z naszymi dziećmi, które dorastają i z góry są skazane na bezrobocie ?
Czy ci którzy dorastają wśród nas mają jakieś szanse na normalne życie w Olsztynie za 10 - 20 lat ?


Zdaje sobie sprawę że pod moim tekstem pojawi się wiele nieprzychylnych komentarzy. „ ...Tak wiem .... planuje stąd wyjechać ....” zresztą jak wielu znanych postaci tego miasta już tu nie mieszka. No może mają tu swój dom a zarabiają i żyją gdzie indziej. Potem medialnie mówią że są z Olsztyna. Pomyślcie właśnie o nich ... są tu częstymi bywalcami ... Ci z mediów ..... ? ten, tamten .....
Jednak jeżeli ktoś dobrnie do tego momentu niech w trakcie swoich podróży poza nasz region dokładnie rozejrzy się wokół siebie i zapamięta ile i za co płaci. Może wtedy okaże się że to co napisałem jest prawdą o miejscu w którym my wszyscy mieszkamy, o miejscu w którym dużymi garściami wyciągają z nas ostatnie złotówki.
Czy to miasto ma jakąś przyszłości ?
Artykuł został umieszczony przez naszego użytkownika na jego profilu: Jerzy
Oceń artykuł:

(0)