Wtorek, 26 września 2017. Imieniny Cypriana, Justyny, Łucji

Kryminalny PRL: Zabił, bo chciał zostać taksówkarzem. Ostatnia kara śmierci na Warmii i Mazurach

2017-06-18 17:21:20 (ost. akt: 2017-06-16 13:05:45)

Taksówkarza z Olsztyna Zdzisław K. namówił na nocny kurs do Gdańska. W Kiezmarku ogłuszył go metalową rurką, ciało obciążył workiem z kamieniami i utopił w Wiśle. Został za to skazany na śmierć, egzekucja odbyła się w roku 1984.

ilustracja taxi

Zdjęcie jest ilustracją do treści

Autor zdjęcia: archiwum

Zdzisław K. po rozwodzie z żoną i zwolnieniu z PKS w Szczytnie myślał zostać taksówkarzem. Miał kilkuletniego passata, na którego zarobił pracując w Niemczech. W czerwcu 1982 roku zdał już wymagany egzamin i zdobył koncesję taxi. Kupił sobie nawet taksometr, ale taksówkarzem nigdy nie został.

Kłopoty zaczęły się, gdy w volkswagenie zatarł się silnik. Oddał auto do znajomego warsztatu pod Warszawą, ale tam jakoś nie radzili sobie z naprawą. Roboty nie było, niemieckie marki szybko się rozeszły. Wtedy niedoszły taksówkarz wymyślił, że wejdzie do fachu kosztem innego taksówkarza. Sąd Najwyższy skazując Zdzisława K. na karę śmierci podkreślił, że: „Zbrodnia dokonana przez oskarżonego była wcześniej obmyślona, zaplanowana i zrealizowana bez jakichkolwiek moralnych hamulców.”

Sam Zdzisław K. tłumaczył się, że chodziło mu tylko o zdobycie samochodu.
Realizując swój zbrodniczy plan, 4 grudnia 1982 roku, Zdzisław K. przyjechał autobusem ze Szczytna do Olsztyna. Miał ze sobą dwie torby. W jednej były ubrania, w drugiej metalowa rurka, linki, butelka z rozpuszczalnikiem, a także formularze kupna-sprzedaży samochodu. Przez dłuższy czas kręcił się po dworcu, dopiero po godzinie 22 wyszedł na postój taxi zamawiając kurs do Morąga. Taksówkarz Henryk Eryk H. (seledynowy fiat 125p numer boczny 107) właściwie kończył dniówkę. Chciał być nawet wcześniej w domu, bo młodszy syn przyjeżdżał z wojska na przepustkę.

Na swoje nieszczęście, dał się jednak namówić. Po drodze toczyła się jakaś rozmowa o niczym, pasażer jakby nawet przysypiał. Kiedy w Morągu taksówka podjechała pod wskazany adres Zdzisław K. wszedł do bloku, ale po minucie wyszedł mówiąc, że rodzina, do której jechał, właśnie wyjechała do Gdańska. Czy więc taksówkarz...

Zapowiadała się jazda na całą noc, ale Henryk H. jeszcze raz się zgodził. Jechali przez Małdyty, Dzierzgoń, Malbork. Nic się nie działo do momentu, kiedy przed samym mostem w Kiezmarku, siedzący na tylnej kanapie Zdzisław K., nagle kazał skręcić w boczną dróżkę ku Wiśle.

„Coś pan, zgłupiał?”, zdziwił się kierowca zatrzymując samochód. Zaraz potem dostał gazrurką w głowę i bez czucia osunął się w prawo na siedzenie pasażera. Zdzisław K. nie sprawdzał czy żyje. Wciągnął go z auta, przetrząsnął kieszenie, a potem powlókł kilkanaście metrów w kierunku wału. Wyciągniętą z torby linką skrępował ofiarę. W bagażniku fiata znalazł worek, do środka włożył dwa duże kamienie, przywiązał to wszystko do rąk nieszczęśnika, a potem zepchnął ciało do rzeki.

Sekcja zwłok wykazała potem, że przyczyną śmierci Henryka H. było utopienie, w tamtym momencie był więc tylko nieprzytomny.

Zbrodniarz starał się działać metodycznie. Wycierał niewielkie ślady krwi na oparciu przedniego siedzenia. Gumowy dywanik pod nogi, kurtkę kierowcy, blaszane pudełko na pieniądze, także znak taxi wyrzucił do Wisły. Kiedy już ruszył w kierunku Gdańska, przypomniał sobie o leżącej ciągle za siedzeniem rurce, którą zaatakował taksówkarza. Zatrzymał się i z mostu cisnął ją do rzeki.
Dalsze „porządki” Zdzisław K. robił już w Gdańsku. W schowku pod tablicą rozdzielczą znalazł dokumenty kierowcy i samochodu, wyrzucił wszystko co było w bagażniku. Używając przygotowanego rozpuszczalnika zmył też numer boczny taksówki. Samochód zamierzał sprzedać na giełdzie w Gdyni, a za zarobione na nim pieniądze, kupić inny, czysty. Nerwy robiły jednak swoje.

Widząc wielu milicjantów kręcących się przy giełdzie — w końcu był grudzień 1982 roku, w PRL ciągle obowiązywał stan wojenny — nie odważył się wyjechać na plac. W jakieś bramie spreparował na wszelki wypadek akt kupna-sprzedaży fiata, ale żadna okazja się nie nastręczyła. Zostawił więc samochód pod jakimś blokiem i na noc wrócił do Szczytna.

Następnego dnia znów był w Gdyni, niepokoił go bowiem oryginalny, olsztyński numer rejestracyjny taksówki. Wpadł na pomysł, że zgłosi kradzież tablic rejestracyjnych w wydziale komunikacji i dostanie zastępcze blachy. Wydębił je, ale na dowód swojego zepsutego passata.

Cały plan zaczął się jednak sypać. Po pierwsze fiat nie chciał odpalić. Po drugie, jakaś kobieta stojąc w oknie zauważyła go, jak przykręca numery rejestracyjne i sądząc pewnie, że to złodziej, w poczuciu obywatelskiej odpowiedzialności, zadzwoniła na komendę. Kiedy po kolejnym kursie do Szczytna i z powrotem, Zdzisław K. ponownie pojawił się w Gdyni, auta już nie było, bo zostało odstawione na strzeżony milicyjny parking.

O zaginięciu Henryka H. jego żona — sprawdziwszy wcześniej wszystkie możliwe adresy — zawiadomiła na drugi czy trzeci dzień. 9 grudnia komunikat z zdjęciem poszukiwanego taksówkarza ukazał się w „Gazecie Olsztyńskiej”. Jakiś radiesteta wskazał, że Henryk H. nie żyje i leży gdzieś w lesie koło Kalnika pod Morągiem. Tam szukała go rodzina.

Właściwym tropem był, udający passata, seledynowy fiat w Gdyni i nazwisko Zdzisława K., jako osoby składającej wniosek o zastępcze blachy. Między Gdynią a Szczytem zaczęły krążyć faksy próbujące wyjaśnić narzucające się wątpliwości. W tym czasie Zdzisław K. pomyślał, że przyholuje spod Warszawy swojego, ciągle nienaprawionego, passata. Chciał go naprawiać w firmowym serwisie (jednym z niewielu wtedy w PRL) w Trójmieście. Gdzieś pod Wielbarkiem, hol się jednak zerwał, auto doznało dodatkowych uszkodzeń, a właściciel ostatecznie stracił do grata cierpliwość, wepchnął go głęniej w las i podpalił. Myślał, że może znów zgłosi kradzież. To było 13 grudnia. Dwa dni potem Zdzisław K. został aresztowany. Nie za zabójstwo lecz za... niedopełnienie obowiązku meldunkowego, bo parę tygodni wcześniej zmienił w Szczytnie mieszkanie, a takie rzeczy w stanie wojennym należało natychmiast zgłaszać. Za brak meldunku został ukarany ekspresowo przez kolegium i na jakiś czas wyszedł jeszcze na wolność.

Na 17 grudnia 1982 roku dostał wezwanie na komendę w Gdyni „w związku z samochodem”. Próbował się migać, wieczorem telefonował z Olsztyna pytając, co ma robić, bo zaspał w pociągu i nie zdąży. Usłyszał, żeby się już nie fatygował, że sprawę może załatwić na miejscu w Olsztynie. 19 grudnia, aresztowany na dobre, usłyszał zarzuty. Na razie tylko przywłaszczenia samochodu, choć śledczy wiedzieli już o śladach krwi we fiacie i wszystko wskazywało, że doszło do zabójstwa.

Zdzisław K. wił się jak mógł. Przyznawał nawet, że miał w Gdyni styczność z seledynowym fiatem i jego kierowcą, ale wyjaśniał, że on był tam swoim passatem i to z niego skradziono mu tablice. Plątał się do momentu, kiedy pod Wielbarkiem odkryto wypalony wrak samochodu, jego passata. 23 grudnia Zdzisław K. przyznał się do zabójstwa taksówkarza. Od razu wskazał miejsce zbrodni. W Wigilię ciało Henryka H. wydobyte zostało z Wisły.

Proces Zdzisława K. przez Sądem Wojewódzkim w Olsztynie toczył się w styczniu 1984. I na sądowej sali i przed budynkiem, demonstrowali taksówkarze domagając się kary śmierci dla zabójcy kolegi. Wyrokiem z 19 stycznia 1984 roku, Zdzisław K. został przez olsztyński sąd skazany na 25 lat więzienia, lecz po apelacji prokuratury Sąd Najwyższy zmienił ten wyrok, orzekając wobec zabójcy karę śmierci. To był ostatnia, wykonana kara śmierci w naszym regionie, choć sama egzekucja odbyła się prawdopodobnie w Gdyni.

Stanisław Brzozowski

Komentarze (16) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. AKCJA T4 #2275623 | 93.105.*.* 30 cze 2017 08:03

    Karę śmierci trzeba przywrócić!

    Ocena komentarza: warty uwagi (4) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. Nick #2273177 | 37.201.*.* 25 cze 2017 23:21

    Patrzac co dzieje sie w kraju i za granica szkoda ze KARA SMIERCI zostala zniesiona

    Ocena komentarza: warty uwagi (2) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. Do XXXX #2268732 | 94.254.*.* 19 cze 2017 09:54

    Skąd wiesz, że Eugeniusz Mazur nie żyje? Co prawda info o śmierci pojawiło się na wiki, ale ciężko to potwierdzić.

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)

    1. xxxx #2268720 | 81.190.*.* 19 cze 2017 09:27

      Stracony w Gdańsku i tam pochowany. Siostra chciała przenieść go na cmentarz w Szczytnie, ale nie uzyskała na to zgody. Ogólnie inteligenty człowiek. Bez trudu układał kostkę Rubika. Niestety bez zasad moralnych.

      Ocena komentarza: warty uwagi (8) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)

      1. Olsztyn #2268671 | 89.228.*.* 19 cze 2017 08:05

        A Trynkiewiczowi się udało

        Ocena komentarza: warty uwagi (6) ! - + odpowiedz na ten komentarz

      2. Żart #2268607 | 5.172.*.* 18 cze 2017 23:52

        cde.

        ! - + odpowiedz na ten komentarz

      3. Żart #2268606 | 5.172.*.* 18 cze 2017 23:51

        Ostatnia kara śmierci na Warmii i Mazurach

        Ocena komentarza: poniżej poziomu (-1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

      4. Jack #2268514 | 83.6.*.* 18 cze 2017 21:33

        Brawo. Bardzo fajna seria, dobrze się czyta. Czekam na kolejną historię.

        Ocena komentarza: warty uwagi (12) ! - + odpowiedz na ten komentarz

      5. ox #2268469 | 94.254.*.* 18 cze 2017 19:46

        Wrócić do kar cielesnych i kary śmierci zaraz ludzie się uspokoją ....

        Ocena komentarza: warty uwagi (16) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)

        1. Antoni Siur Motyka #2268460 | 31.0.*.* 18 cze 2017 19:28

          Świetna seria. Więcej!

          Ocena komentarza: warty uwagi (9) ! - + odpowiedz na ten komentarz

        2. Teresa #2268450 | 31.0.*.* 18 cze 2017 19:00

          Pracowałam z żoną tego taksówkarza .To były straszne dni. Ona długo , bardzo długo nie mogła dźwignąć się z rozpaczy. Smutek na twarzy miała nawet wtedy, jak spotkałyśmy się po ponad 20 latach od tej tragedii .

          Ocena komentarza: warty uwagi (16) ! - + odpowiedz na ten komentarz

        3. luk #2268430 | 94.254.*.* 18 cze 2017 18:14

          Czyli ostatnia zasądzona w naszym regionie ;)

          Ocena komentarza: warty uwagi (2) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)