Wojewódzka Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna zorganizowała swoim inspektorom kursy języka polskiego. Cel? Urzędnicy muszą wiedzieć, jak poprawnie konstruować pisma.
— W sumie umiemy mówić po polsku, ale dążymy do doskonałości — tłumaczy Janusz Dzisko, dyrektor Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Olsztynie, który razem ze swoimi podwładnymi z jednostek powiatowych brał udział w zajęciach pod tytułem "Potyczki z językiem polskim". Zajęcia mają pomóc urzędnikom posługiwać się w mowie i piśmie poprawną polszczyzną.
Szkolenia prowadzi Elżbieta Łabaj, rzecznik prasowy sanepidu.
— Skręcało mnie, gdy czytałam pisma urzędników, bo trafiało się tam na błędy językowe, których ludzie na stanowiskach nie powinni popełniać — wyjaśnia Elżbieta Łabaj. — Postanowiłam coś z tym zrobić. Zaproponowałam dyrekcji organizację kursów z poprawnej polszczyzny, na których wyjaśniłabym im zasady pisowni i poprawnego konstruowania tekstów.
Lista "zarzutów", które rzeczniczka miała w stosunku do swoich kolegów, była długa. — Używali wyrażeń w stylu: "w okresie czasu", "w dniu dzisiejszym" — wylicza Elżbieta Łabaj. — Kłopoty były też z odmianą nazwisk i nazw miejscowych. Absolutna dowolność panowała w pisaniu nazwy naszego województwa. Raz pisali małą, innym razem wielką literą, raz z łącznikiem, innym razem bez.
W sumie odbyło się już pięć wykładów z języka polskiego dla pracowników sanepidu, w tym trzy dla kadry kierowniczej.
Sanepid jest na razie jedynym urzędem w Olsztynie, który chce poprawić polszczyznę swoich pracowników. Pozostałe nie widzą takiej potrzeby.
Mariusz Jaźwiński
m.jazwinski@gazetaolsztynska.pl
Szkolenia prowadzi Elżbieta Łabaj, rzecznik prasowy sanepidu.
— Skręcało mnie, gdy czytałam pisma urzędników, bo trafiało się tam na błędy językowe, których ludzie na stanowiskach nie powinni popełniać — wyjaśnia Elżbieta Łabaj. — Postanowiłam coś z tym zrobić. Zaproponowałam dyrekcji organizację kursów z poprawnej polszczyzny, na których wyjaśniłabym im zasady pisowni i poprawnego konstruowania tekstów.
Lista "zarzutów", które rzeczniczka miała w stosunku do swoich kolegów, była długa. — Używali wyrażeń w stylu: "w okresie czasu", "w dniu dzisiejszym" — wylicza Elżbieta Łabaj. — Kłopoty były też z odmianą nazwisk i nazw miejscowych. Absolutna dowolność panowała w pisaniu nazwy naszego województwa. Raz pisali małą, innym razem wielką literą, raz z łącznikiem, innym razem bez.
W sumie odbyło się już pięć wykładów z języka polskiego dla pracowników sanepidu, w tym trzy dla kadry kierowniczej.
Sanepid jest na razie jedynym urzędem w Olsztynie, który chce poprawić polszczyznę swoich pracowników. Pozostałe nie widzą takiej potrzeby.
Mariusz Jaźwiński
m.jazwinski@gazetaolsztynska.pl

