Piątek, 19 grudnia 2014. Imieniny Beniaminy, Dariusza, Gabrieli

Nie zostanę w Anglii

2008-01-19 00:00:00

Aleksandra Adamowska, elblążanka, jest na studiach doktoranckich z mikrobiologii w Londynie. Nie zamierza jednak zostać w Anglii na stałe. Chce wracać do Polski: - Czegoś mi tu brakuje - mówi.

- Jestem zadowolona z tych studiów. Mam stypendium i wszystko układa się dobrze - mówi Aleksandra Adamowska. - Są sklepy spożywcze, w których czuję się jak w Polsce. Mogę kupić towary polskich firm. Czegoś jednak mi brakuje, nie potrafię tego wyrazić słowami, a więc na stałe nie zostanę w Anglii. Po uzyskaniu stopnia doktora muszę jeszcze pracować w swoim zawodzie. Z takimi kwalifikacjami łatwo znajdę pracę w Trójmieście, najprawdopodobniej w firmie kosmetycznej - planuje Aleksandra.

Egzotyka w Bradford
W 2006 roku Adamowska ukończyła wydział międzyuczelniany biotechnologii Akademii Medycznej i Uniwersytetu Gdańskiego. Już na studiach dwa razy wyjeżdżała za granicę.
- Pierwszy raz do Nicei. Potem był udział w unijnym programie Sokrates. Przez rok studiowałam w Bradford w Anglii i pracowałam - wspomina Aleksandra.
Przed przyjazdem do Bradford nie wiedziała, że w tym mieście mieszka więcej muzułmanów, Hindusów i przedstawicieli innych narodowości niż rodowitych Anglików.
- Byłam tym zaskoczona. Pewnego dnia spacerowałam po mieście jako turystka, rozglądałam się, podziwiałam architekturę, a zostałam potraktowana jak kobieta poszukująca wrażeń zupełnie innego rodzaju. Usłyszałam wulgarne zaczepki. Wtedy dowiedziałam się, że muzułmanie uważają, że skromna kobieta patrzy tylko w ziemię pod nogi. I tutaj stosują takie same prawa, jak w swoich krajach. Kobiety nie mają nic do powiedzenia. Myślałam, że to w Anglii niemożliwe - opowiada Aleksandra Adamowska.

Hinduskie
i muzułmańskie wesela
Podczas pobytu w Beraford Aleksandra musiała zarabiać.
- Zdecydowałam się na pracę barmanki i kelnerki. Przeważnie obsługiwałam wesela hinduskie lub muzułmańskie w hotelu Hilton. W naszym rozumieniu były wielkie uroczystości. W najmniejszym weselu brało udział 600 osób, a tych większych około 1500 gości. To łączy muzułmańskie i hinduskie uroczystości, ale dzieli je alkohol. Na tych pierwszych ani kropli trunków, a na tych drugich - ile goście sobie życzą. Druga istotna różnica to fakt, że podczas muzułmańskich wesel kobiety i mężczyźni bawią się osobno. Ci drudzy jako pierwsi otrzymują potrawy. Hindusi w tych sprawach są podobni do Europejczyków - wspomina Aleksandra.

Tylko nie Szwecja
Po powrocie z Anglii było jasne dla niej, że musi uzyskać doktorat i to najlepiej na Wyspach. W internecie znalazła oferty studiów. Wysłała pięć ofert, a tym cztery do Anglii, a jedną do Szwecji. Dostała odpowiedź pozytywną z Anglii i Szwecji.
- Wybrałam tę drugą. Temat wydał mi się bardziej praktyczny, mniej analiz komputerowych, a więcej pracy laboratoryjnej. I tak wyjechałam do Sztokholmu. Niestety, nie ukończyłam tam studiów. Pracę wykonywałam wspólnie z kolegą z Niemiec, którego mi przydzielono. Okazał się nieuczciwy. Kradł moje pomysły i przedstawiał jako własne. Dodatkowo temat okazał się niedopracowany. Trudno było już na siłę wprowadzać zmiany. Uznałam, że najlepiej wycofać się z umowy. Udało mi się to zrobić bez strat finansowych - wspomina Aleksandra.
Ta porażka nie spowodowała rezygnacji ze studiów doktoranckich poza Polską. Poszukiwania w Anglii przyniosły rezultat.

Anglicy nie chcą studiować
- Trafiłam do Londynu do Królewskiego Collegu. To 24. uczelnia na świecie. Studiują tam ludzie ze wszystkich kontynentów. W mojej grupie są Niemcy, Australijczycy, Amerykanie, Chińczycy z Tajwanu i Angielki, ale pochodzenia aramejskiego. Na uczelni nie brakuje też Polaków - wylicza Aleksandra.
Na pytanie, skąd tylu obcokrajowców, odpowiada:
- Anglicy nie chcą się uczyć. Szybko kończą edukację, chcą mieć natychmiast pieniądze. O pracę jest łatwo nawet bez specjalnego wykształcenia. Ponadto są kursy, których ukończenie gwarantuje awans. Studentów trzeba szukać daleko od Anglii. Teraz nabór prowadzony jest w Indiach - wyjaśnia.

Szukaj Szweda na męża
Elblążanka studiuje w Londynie pół roku. W tym czasie mogła się przekonać, czym różni się angielski i szwedzki system studiów.
- Ten pierwszy charakteryzuje dyscyplina. Trzeba studia ukończyć w trzy lata. Po tym czasie kończy się stypendium, nie ma za co żyć. Nie tylko doktorant ma miecz nad głową, ale także prowadzący. Gdy jego student nie ukończy w terminie, wiarygodność naukowca spada. Może mieć problem ze otrzymaniem zlecenia na następne prowadzenie studiów doktorskich. W Szwecji nie ma nacisków: nie udało się, to trudno, uda się później. Ponadto słyszę, że na pracę nie mam co liczyć, chyba, że wyjdę za Szweda. Zee szwedzkim nazwiskiem nie powinno być problemu. Nie jest łatwo się tam zaaklimatyzować - mówi Aleksandra.
W Szwecji po pracy nie ma spotkań z kolegami z biura. W Anglii - wręcz przeciwnie. Jest zasada, że aby razem pracować, trzeba dobrze się poznać. Najlepszą okazją są imprezy, wyjścia do kina czy koncerty i zwyczaj wymiany świątecznych prezentów.
- Podarek, wartości pięciu funtów, ma być dowcipny i przynieść radość. Ja otrzymałam dżengę, taką grę, gdzie zamiast bierek wyciąga się drewniane klocki, ułożone wcześniej w foremną wieżę. Szaleństwo świąteczne trwa od początku listopada do końca stycznia. Okazało się jednak, że z moimi angielskimi ze znajomymi nie do końca się rozumiemy. Nie wiedziałam, w czym rzecz. Potem się zorientowałam, że nie wystarczy zwykłe "dziękuję". Trzeba bardzo wyraźnie i dość długo wyrażać swoją wdzięczność - mówi Adamowska.

Bez angielskiej
mgły i herbaty
Zdziwienie Aleksandry wywołało także zamówienie filiżanki herbaty w restauracji.
- Kelner przyniósł mi herbatę, ale z mlekiem. Trzeba zawsze wyraźnie zaznaczyć, że bez białego płynu. Nie ma już słynnej angielskiej herbatki o 5 po południu. Mówi się o przerwie na kawę o 10 lub 15.30. Słynną angielską mgłę widziałam tylko raz podczas półrocznego pobytu - opowiada Aleksandra.
Trudno nie wspomnieć o Polakach. Są na każdym kroku, na ulicy, w pracy, restauracjach czy koncertach.
- Polacy w Anglii powinni się czuć dobrze. Mają dobrą opinię wśród pracodawców, jako solidni pracownicy. Za to ich koledzy z pracy są zaskoczeni tym, jak Polacy chętnie pracują w nadgodzinach. Nie mogą tego zrozumieć. Uważają, że wystarczy to, co się zarobiło - mówi Aleksandra.
Wszystkich zachęca do poznawania Anglii i innych krajów europejskich. - A potem powinniśmy wracać, tu jest nasze miejsce. Po powrocie z wojaży zawsze nasuwa się taki wniosek: trzeba wyjechać, by powrócić - przekonuje elblążanka.
Grażyna Wosińska


Uwaga! To jest archiwalny artykuł. Może zawierać niaktualne informacje.