Sławomir Kurto, zastępca komendanta miejskiego Państwowej Straży Pożarnej w Olsztynie zapowiedział, że strażacy z Biskupca, którzy uratowali w weekend życie tonącemu mężczyźnie będą wyróżnieni.
- To jest najważniejsze, że ludzie nie tracą życia - uważa Sławomir Kurto. - Taki czyn, jak ten z Biskupca na pewno będzie zauważony.
Z wnioskiem o wyróżnienie strażaków powinien teraz wystąpić dowódca JRG nr 3 w Biskupcu.
JaN
Na ratunek rzucili się tak, jak stali
22-letni Mateusz unosił się na tafli jeziora na plecach. Miał sztywne ręce i zaciśnięte pięści. Leżał w trzcinach, kilka metrów od grobli, która przedziela jezioro Kraks Mały i Kraks Duży w Biskupcu. - Miał otwarte oczy, ale nie było z nim żadnego kontaktu - strażak Szymon Pawłowski z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej nr 3 PSP w Biskupcu pamięta dokładnie wydarzenia z soboty. Około godz. 7.25 dyżurny policji zawiadomił strażaków, że w jeziorze tonie mężczyzna. - Na miejsce pojechały dwa samochody, w tym jeden z łodzią - mówi Jarosław Grzymowicz, dowódca JRG nr 3 PSP w Biskupcu. Na grobli okazało się, że nie ma czasu na ubranie się w specjalistyczne kombinezony i na zwodowanie łódki. Trzej strażacy rzucili się do jeziora tak, jak stali - w ubraniach. - Na brzeg wyciągnęliśmy mężczyznę, którego ciało było bardzo wychłodzone - mówi młodszy ogniomistrz Janusz Gołaszewski.
Strażacy położyli 22-latka na desce ortopedycznej, owinęli go folią termiczną i podali maskę tlenową. Pogotowie zabrało Mateusza na oddział intensywnej opieki medycznej szpitala w Biskupcu. W poniedziałek 22-latek wciąż przebywał w szpitalu na oddziale wewnętrznym. Stan jego zdrowia znacznie się poprawił. Wciąż jednak nie wiadomo, jak znalazł się w jeziorze. W miejscu, w którym unosił się na tafli, jezioro ma tylko nieco ponad metr głębokości. Biskupieccy policjanci wyjaśniają okoliczności wypadku.
Jacek Niedźwiecki
Z wnioskiem o wyróżnienie strażaków powinien teraz wystąpić dowódca JRG nr 3 w Biskupcu.
JaN
Na ratunek rzucili się tak, jak stali
22-letni Mateusz unosił się na tafli jeziora na plecach. Miał sztywne ręce i zaciśnięte pięści. Leżał w trzcinach, kilka metrów od grobli, która przedziela jezioro Kraks Mały i Kraks Duży w Biskupcu. - Miał otwarte oczy, ale nie było z nim żadnego kontaktu - strażak Szymon Pawłowski z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej nr 3 PSP w Biskupcu pamięta dokładnie wydarzenia z soboty. Około godz. 7.25 dyżurny policji zawiadomił strażaków, że w jeziorze tonie mężczyzna. - Na miejsce pojechały dwa samochody, w tym jeden z łodzią - mówi Jarosław Grzymowicz, dowódca JRG nr 3 PSP w Biskupcu. Na grobli okazało się, że nie ma czasu na ubranie się w specjalistyczne kombinezony i na zwodowanie łódki. Trzej strażacy rzucili się do jeziora tak, jak stali - w ubraniach. - Na brzeg wyciągnęliśmy mężczyznę, którego ciało było bardzo wychłodzone - mówi młodszy ogniomistrz Janusz Gołaszewski.
Strażacy położyli 22-latka na desce ortopedycznej, owinęli go folią termiczną i podali maskę tlenową. Pogotowie zabrało Mateusza na oddział intensywnej opieki medycznej szpitala w Biskupcu. W poniedziałek 22-latek wciąż przebywał w szpitalu na oddziale wewnętrznym. Stan jego zdrowia znacznie się poprawił. Wciąż jednak nie wiadomo, jak znalazł się w jeziorze. W miejscu, w którym unosił się na tafli, jezioro ma tylko nieco ponad metr głębokości. Biskupieccy policjanci wyjaśniają okoliczności wypadku.
Jacek Niedźwiecki

