Byłem w kinie na najnowszej produkcji telewizji TVN „Kochaj i Tańcz”. Niektórzy mówią: banalna fabuła, tandeta, kiepski scenariusz. Ja uważam inaczej, tym bardziej, że zainspirował mnie do napisania swoich gorzkich żali dotyczących „strategii” promocyjnej Olsztyna.
Denerwuje mnie to, jak potencjał drzemiący w tym mieście jest niedostrzegany i marnotrawiony. Olsztyn to najlepszy przykład na to, jak można zarżnąć dobrze zapowiadającą się kurę, która mogłaby znosić małe, bo małe, ale jednak złote jajka.
Politycy w tym mieście nie mają żadnej, podkreślam, żadnej koncepcji na to, jak promować Olsztyn w Polsce. Nie mówiąc już o zagranicy. Przepychają się tylko w walce o najwyższy urząd w mieście. Na pytanie „Jaki mają pomysł na to, by młodzi ludzie zostali w tym mieście, pracowali dla niego, rozwijali je, a nie uciekali, nie mają żadnej konkretnej odpowiedzi. Inwestycje, inwestycje… ale kto będzie z tych „szklanych domów”, z tych „przybytków kapitalistycznej konsumpcji” korzystał? Będą świecić pustkami.
Olsztyn od wielu lat jest w tyle w porównaniu do innych wojewódzkich miast. Jest stolicą dużego regionu, turystycznego… ale odpowiedzialni za promocję Warmii i Mazur nie widzą w nim żadnej innej możliwości promocji, niż turystyka. Jak ją promują? Smutno. Nudno. Sztampowo. Bez wyrazu. To samo tyczy się Olsztyna. Nie wiem kto i ile zasiada w wydziale promocji, ale zdecydowanie nie jest już na bieżąco, na czasie z nowoczesnymi strategiami promocyjnymi w marketingu terytorialnym. No ale jeśli zamiast branżowych pism czyta się np. „Galę”…
Zaraz pewnie ktoś się oburzy – pisze taki krytykant, że wszystko mu się nie podoba. Bo nie podoba. Nie wszystko – to, co sprawia, że Olsztyn w całym kraju traktowany jest jako prowincja, wieś i średniowiecze. Nie ma się co dziwić. Naprawdę. Wystarczy wymienić kilka niewykorzystanych możliwości z ostatnich miesięcy, które sprawiłyby, że Olsztyn byłby znany nie tylko z seks-afery, przepychanek politycznych i Mikołaja Kopernika.
1.Eskadra. Nie jest sztuką zapłacić pół miliona złotych firmie (znanej z tego, że jest znana), za przygotowanie profesjonalnej strategii promocyjnej miasta. I co za te ciężkie pieniądze wymyślili? Festiwal serów i latawców… co to ma wspólnego z Olsztynem? Powietrze jest wszędzie, a fabryka nabiału nie jest nawet w czołówce największych w kraju. Naciągactwo – bo tak trzeba to nazwać. Logo – powiększenie czcionki w już istniejącym znaku. I to musiało tyle kosztować?
Dlaczego nikt nie zapytał mieszkańców? Przecież to najprostsza forma wydobycia tego, czym żyje społeczeństwo, czym chwali się swoim znajomym, którzy – z powodów czysto rodzinnych – przyjeżdżają na Warmię i Mazury. Nikt tego nie zrobił. No tak, ale po co – zajęłoby to bardzo dużo czasu i wyciągnięte od miasta ciężkie pieniądze trzeba byłoby wydać na jakieś analizy. A tak – Eskadra ma pełną kabzę i szeroki, ironiczny uśmiech na ustach.
Tradycja – rzecz ważna. Ale współcześnie nie można się w niej zamykać. Trzeba iść z duchem czasu. Nikt nie przyjedzie, nie osiądzie, nie zainwestuje w mieście, które „trąci myszką”. A w Olsztynie ową „myszką” trąci niemal wszystko – począwszy od nastawienia, poprzez wykonanie, skończywszy na wizjach przyszłości.
W mieście jest (jeszcze) spora liczba uzdolnionych ludzi. Także grafików. Logotyp miasta zrobiliby dużo taniej, dużo szybciej, dużo nowocześniej. Nie jesteśmy Krakowem, ale takim małym Krakówkiem północy moglibyśmy być. Miasto ma klimat, który traci. A kiedy straci, ciężko będzie go odnowić…
2.Kortowiada. Największe studenckie święto w Polsce pod gołym niebem. W rankingu jednego z młodzieżowych miesięczników zwyciężyło jako najlepsze juwenalia w kraju. Czy ktoś to wykorzystał? Nie. Przecież to samonakręcający się samograj. Co, że ludzie piją, krzyczą, tańczą? A czego chcą młodzi ludzie? Bawić się! Miasto nie powinno bać się tego, że ktoś zarzuci mu promowanie alkoholowych imprez. Kortowiada to święto w pięknym kampusie. Najpiękniejszym spośród wszystkich ośrodków akademickich. Ciągle się rozbudowuje, unowocześnia. Niedawno rozmawiałem z koleżanką, która wyjechała uzupełniać edukację do Wrocławia. Co powiedziała? – Co z tego, że tam są znani wykładowcy. Wszystko, co wiem, nauczyłam się w Olsztynie. Zdziwieni? Ja nie. Nie nazwiska mają znaczenie, lecz podejście i sposób przekazania wiedzy.
3.Taniec. W telewizji jest już 9 czy 10 edycja „Tańca z Gwiazdami”. Bardzo prawdopodobne, że nie byłby taki popularny, gdyby nie postać dwójki jurorów pochodzących z naszego regionu. Pani Iwona Pavlovic i Pan Piotr Galiński znani są wszystkim. Kochają taniec. Dlaczego Olsztyn tańca nie pokochał? W Olsztynie nie odbywa się żaden casting do programu „You Can Dance”. W strategii promocyjnej nie ma nawet wzmianki o tańcu. Przecież to samo ciśnie się na usta! W filmie „Kochaj i Tańcz” jest motyw europejskiego konkursu tańca. Dlaczego nie miałby odbywać się w Olsztynie? Dlaczego nikt o tym nie pomyślał? Wystarczyło dogadać się z producentami filmu. Byłby to ciekawy element, który sprawiłby, że publiczność zgromadzona w – bądź co bądź jedynym w Olsztynie – kinie, uśmiechnęłaby się myśląc: „To u mnie! To tutaj”.
4.Muzyka. Olsztyn ma wielu dobrych muzyków, którzy z różnych względów nie są znani szerszemu, ogólnopolskiemu gronu. I teraz garść przykładów, jak rządzący tym miastem (otwiera mi się scyzoryk) nie mają zielonego pojęcia o promocji i marketingu. Bo przecież chodzi o to, by się sprzedać. I to z zyskiem.
Grupa Afromental. W Polsce wiedzą, że są z Olsztyna. Ciekawe ile osób w sondzie ulicznej stwierdziłoby, że muzycy są stąd. Strzelam, że mniejszość. Nagrali kilka utworów do ścieżki dźwiękowej filmu „Kochaj i Tańcz” (uczepiłem się go, ale jest to najlepszy i przejrzysty przykład). Czy miasto ich promuje? Nie. Czy chwali się tym, że chłopcy są z Olsztyna? Że wychodzą z olsztyńskich szkół? Nie. Podejrzewam, że jest im nawet przykro. Mnie by było. Nie być docenianym we własnym domu, a szukać uznania gdzie indziej.
Grupa Enej. Kolejni świetni muzycy. I znów TVN (widać już, jak i gdzie powinno szukać się sposobów na skuteczną promocję miasta) – serial „39 i pół”. W drugiej serii zespołem, który prezentuje tam swoje utwory jest Afromental. Dlaczego w trzeciej serii (a takie poszukiwania już trwają) nie miałby grać Enej? Chłopcy mogą sobie sami nie poradzić, więc to miasto powinno się za nimi ująć. Pomóc. Dla wspólnego przecież dobra.
5. Wiosna zaczyna się w Olsztynie. No i zaczęła się. Ktoś to zauważył? Pogibał się dr Alban. Ale ludzi zbyt wielu na imprezy nie przyszło. Powód? Pogoda. Pomysł organizowania koncertu plenerowego w czasach tak niepewnej i kapryśnej pogody uważam za strzał kulą w płot… Sama idea nie jest jeszcze taka zła, ale sposób organizacji i wykonanie… szkoda gadać. Było po prostu smutno. Chodzące lalki, bawiące się kukły z teatru. Ok, to istotny element kulturalnego krajobrazu Olsztyna. Ale na Boga! – nie jedyny, wcale nie radosny, wcale nie wiosenny! Po prostu smutny! Tak było na Targu Rybnym.
Co przyciąga ludzi? Show. I tego zabrakło. Może wybory Miss Wiosny. Może zawody sportowe dla olsztyniaków – choćby nawet przeciąganie liny pomiędzy zawodnikami z różnych osiedli. I mnóstwo innych pomysłów przychodzi mi do głowy. Potrzebne jest coś, co przyciągnie kamery, media. Nie oszukujmy się, taka impreza jak wczoraj była „promocją” miasta dla jego mieszkańców. A nie o to chyba chodziło.
6. Kop(i)erniczki i „Olsztyński Pocałunek”. Uczeń olsztyńskiego gastronomika wpadł na pomysł jak oryginalnie można uczcić Dzień Zakochanych czyli Walentynki. Chciał zebrać na Targu Rybnym pary, które jednocześnie wymienią między sobą pocałunki. Świetnie. Gdyby miasto pomogło w promocji… Gazeta Olsztyńska podchwyciła pomysł i chciała połączyć go z akcją ratowania znanego w mieście Cocktail Baru. „Olsztyński pocałunek”, bo tak nazywała się inicjatywa, przerodził się w ciastko, które sprzedawał zagrożony zamknięciem bar. Bardzo ciekawy pomysł na tzw. cross promocję. Kolejnym były Kop(i)erniczki. Dlaczego mamy bić się z Toruniem o Mikołaja Kopernika? Możemy sami wymyślić coś nowego. Na przykład to ciastko. Dlaczego Olsztyn ma być znany z zapiekanek? A jeśli nawet, to może warto byłoby opatentować ową „zapiekankę” tak, jak górale zrobili z oscypkiem…
Rozpisałem się. Mógłbym wymieniać i wymieniać. Łza się w oku kręci patrząc na to, jak Olsztyn marnuje promocyjne samograje. Apeluję do wiosennych porządków w instytucjach zajmujących się promocją miasta. Tam potrzeba nowych wizji, świeżego spojrzenia i – przede wszystkim – odwagi. Chętnie uzmysłowię to decydentom.
Radni, nie dziwcie się, że młodzi wyjeżdżają z Olszyna. Sam wkrótce pewnie też wyjadę. Swoje pomysły i zaangażowanie zaoferuję innemu miastu, które zechce wysłuchać głosu młodego pokolenia. Przystanek: Olsztyn. Jadę dalej…
niezależny_olsztyn
(imię i nazwisko do wiadomości redakcji)
Politycy w tym mieście nie mają żadnej, podkreślam, żadnej koncepcji na to, jak promować Olsztyn w Polsce. Nie mówiąc już o zagranicy. Przepychają się tylko w walce o najwyższy urząd w mieście. Na pytanie „Jaki mają pomysł na to, by młodzi ludzie zostali w tym mieście, pracowali dla niego, rozwijali je, a nie uciekali, nie mają żadnej konkretnej odpowiedzi. Inwestycje, inwestycje… ale kto będzie z tych „szklanych domów”, z tych „przybytków kapitalistycznej konsumpcji” korzystał? Będą świecić pustkami.
Olsztyn od wielu lat jest w tyle w porównaniu do innych wojewódzkich miast. Jest stolicą dużego regionu, turystycznego… ale odpowiedzialni za promocję Warmii i Mazur nie widzą w nim żadnej innej możliwości promocji, niż turystyka. Jak ją promują? Smutno. Nudno. Sztampowo. Bez wyrazu. To samo tyczy się Olsztyna. Nie wiem kto i ile zasiada w wydziale promocji, ale zdecydowanie nie jest już na bieżąco, na czasie z nowoczesnymi strategiami promocyjnymi w marketingu terytorialnym. No ale jeśli zamiast branżowych pism czyta się np. „Galę”…
Zaraz pewnie ktoś się oburzy – pisze taki krytykant, że wszystko mu się nie podoba. Bo nie podoba. Nie wszystko – to, co sprawia, że Olsztyn w całym kraju traktowany jest jako prowincja, wieś i średniowiecze. Nie ma się co dziwić. Naprawdę. Wystarczy wymienić kilka niewykorzystanych możliwości z ostatnich miesięcy, które sprawiłyby, że Olsztyn byłby znany nie tylko z seks-afery, przepychanek politycznych i Mikołaja Kopernika.
1.Eskadra. Nie jest sztuką zapłacić pół miliona złotych firmie (znanej z tego, że jest znana), za przygotowanie profesjonalnej strategii promocyjnej miasta. I co za te ciężkie pieniądze wymyślili? Festiwal serów i latawców… co to ma wspólnego z Olsztynem? Powietrze jest wszędzie, a fabryka nabiału nie jest nawet w czołówce największych w kraju. Naciągactwo – bo tak trzeba to nazwać. Logo – powiększenie czcionki w już istniejącym znaku. I to musiało tyle kosztować?
Dlaczego nikt nie zapytał mieszkańców? Przecież to najprostsza forma wydobycia tego, czym żyje społeczeństwo, czym chwali się swoim znajomym, którzy – z powodów czysto rodzinnych – przyjeżdżają na Warmię i Mazury. Nikt tego nie zrobił. No tak, ale po co – zajęłoby to bardzo dużo czasu i wyciągnięte od miasta ciężkie pieniądze trzeba byłoby wydać na jakieś analizy. A tak – Eskadra ma pełną kabzę i szeroki, ironiczny uśmiech na ustach.
Tradycja – rzecz ważna. Ale współcześnie nie można się w niej zamykać. Trzeba iść z duchem czasu. Nikt nie przyjedzie, nie osiądzie, nie zainwestuje w mieście, które „trąci myszką”. A w Olsztynie ową „myszką” trąci niemal wszystko – począwszy od nastawienia, poprzez wykonanie, skończywszy na wizjach przyszłości.
W mieście jest (jeszcze) spora liczba uzdolnionych ludzi. Także grafików. Logotyp miasta zrobiliby dużo taniej, dużo szybciej, dużo nowocześniej. Nie jesteśmy Krakowem, ale takim małym Krakówkiem północy moglibyśmy być. Miasto ma klimat, który traci. A kiedy straci, ciężko będzie go odnowić…
2.Kortowiada. Największe studenckie święto w Polsce pod gołym niebem. W rankingu jednego z młodzieżowych miesięczników zwyciężyło jako najlepsze juwenalia w kraju. Czy ktoś to wykorzystał? Nie. Przecież to samonakręcający się samograj. Co, że ludzie piją, krzyczą, tańczą? A czego chcą młodzi ludzie? Bawić się! Miasto nie powinno bać się tego, że ktoś zarzuci mu promowanie alkoholowych imprez. Kortowiada to święto w pięknym kampusie. Najpiękniejszym spośród wszystkich ośrodków akademickich. Ciągle się rozbudowuje, unowocześnia. Niedawno rozmawiałem z koleżanką, która wyjechała uzupełniać edukację do Wrocławia. Co powiedziała? – Co z tego, że tam są znani wykładowcy. Wszystko, co wiem, nauczyłam się w Olsztynie. Zdziwieni? Ja nie. Nie nazwiska mają znaczenie, lecz podejście i sposób przekazania wiedzy.
3.Taniec. W telewizji jest już 9 czy 10 edycja „Tańca z Gwiazdami”. Bardzo prawdopodobne, że nie byłby taki popularny, gdyby nie postać dwójki jurorów pochodzących z naszego regionu. Pani Iwona Pavlovic i Pan Piotr Galiński znani są wszystkim. Kochają taniec. Dlaczego Olsztyn tańca nie pokochał? W Olsztynie nie odbywa się żaden casting do programu „You Can Dance”. W strategii promocyjnej nie ma nawet wzmianki o tańcu. Przecież to samo ciśnie się na usta! W filmie „Kochaj i Tańcz” jest motyw europejskiego konkursu tańca. Dlaczego nie miałby odbywać się w Olsztynie? Dlaczego nikt o tym nie pomyślał? Wystarczyło dogadać się z producentami filmu. Byłby to ciekawy element, który sprawiłby, że publiczność zgromadzona w – bądź co bądź jedynym w Olsztynie – kinie, uśmiechnęłaby się myśląc: „To u mnie! To tutaj”.
4.Muzyka. Olsztyn ma wielu dobrych muzyków, którzy z różnych względów nie są znani szerszemu, ogólnopolskiemu gronu. I teraz garść przykładów, jak rządzący tym miastem (otwiera mi się scyzoryk) nie mają zielonego pojęcia o promocji i marketingu. Bo przecież chodzi o to, by się sprzedać. I to z zyskiem.
Grupa Afromental. W Polsce wiedzą, że są z Olsztyna. Ciekawe ile osób w sondzie ulicznej stwierdziłoby, że muzycy są stąd. Strzelam, że mniejszość. Nagrali kilka utworów do ścieżki dźwiękowej filmu „Kochaj i Tańcz” (uczepiłem się go, ale jest to najlepszy i przejrzysty przykład). Czy miasto ich promuje? Nie. Czy chwali się tym, że chłopcy są z Olsztyna? Że wychodzą z olsztyńskich szkół? Nie. Podejrzewam, że jest im nawet przykro. Mnie by było. Nie być docenianym we własnym domu, a szukać uznania gdzie indziej.
Grupa Enej. Kolejni świetni muzycy. I znów TVN (widać już, jak i gdzie powinno szukać się sposobów na skuteczną promocję miasta) – serial „39 i pół”. W drugiej serii zespołem, który prezentuje tam swoje utwory jest Afromental. Dlaczego w trzeciej serii (a takie poszukiwania już trwają) nie miałby grać Enej? Chłopcy mogą sobie sami nie poradzić, więc to miasto powinno się za nimi ująć. Pomóc. Dla wspólnego przecież dobra.
5. Wiosna zaczyna się w Olsztynie. No i zaczęła się. Ktoś to zauważył? Pogibał się dr Alban. Ale ludzi zbyt wielu na imprezy nie przyszło. Powód? Pogoda. Pomysł organizowania koncertu plenerowego w czasach tak niepewnej i kapryśnej pogody uważam za strzał kulą w płot… Sama idea nie jest jeszcze taka zła, ale sposób organizacji i wykonanie… szkoda gadać. Było po prostu smutno. Chodzące lalki, bawiące się kukły z teatru. Ok, to istotny element kulturalnego krajobrazu Olsztyna. Ale na Boga! – nie jedyny, wcale nie radosny, wcale nie wiosenny! Po prostu smutny! Tak było na Targu Rybnym.
Co przyciąga ludzi? Show. I tego zabrakło. Może wybory Miss Wiosny. Może zawody sportowe dla olsztyniaków – choćby nawet przeciąganie liny pomiędzy zawodnikami z różnych osiedli. I mnóstwo innych pomysłów przychodzi mi do głowy. Potrzebne jest coś, co przyciągnie kamery, media. Nie oszukujmy się, taka impreza jak wczoraj była „promocją” miasta dla jego mieszkańców. A nie o to chyba chodziło.
6. Kop(i)erniczki i „Olsztyński Pocałunek”. Uczeń olsztyńskiego gastronomika wpadł na pomysł jak oryginalnie można uczcić Dzień Zakochanych czyli Walentynki. Chciał zebrać na Targu Rybnym pary, które jednocześnie wymienią między sobą pocałunki. Świetnie. Gdyby miasto pomogło w promocji… Gazeta Olsztyńska podchwyciła pomysł i chciała połączyć go z akcją ratowania znanego w mieście Cocktail Baru. „Olsztyński pocałunek”, bo tak nazywała się inicjatywa, przerodził się w ciastko, które sprzedawał zagrożony zamknięciem bar. Bardzo ciekawy pomysł na tzw. cross promocję. Kolejnym były Kop(i)erniczki. Dlaczego mamy bić się z Toruniem o Mikołaja Kopernika? Możemy sami wymyślić coś nowego. Na przykład to ciastko. Dlaczego Olsztyn ma być znany z zapiekanek? A jeśli nawet, to może warto byłoby opatentować ową „zapiekankę” tak, jak górale zrobili z oscypkiem…
Rozpisałem się. Mógłbym wymieniać i wymieniać. Łza się w oku kręci patrząc na to, jak Olsztyn marnuje promocyjne samograje. Apeluję do wiosennych porządków w instytucjach zajmujących się promocją miasta. Tam potrzeba nowych wizji, świeżego spojrzenia i – przede wszystkim – odwagi. Chętnie uzmysłowię to decydentom.
Radni, nie dziwcie się, że młodzi wyjeżdżają z Olszyna. Sam wkrótce pewnie też wyjadę. Swoje pomysły i zaangażowanie zaoferuję innemu miastu, które zechce wysłuchać głosu młodego pokolenia. Przystanek: Olsztyn. Jadę dalej…
niezależny_olsztyn
(imię i nazwisko do wiadomości redakcji)

