Czuję się jak spam, nikomu niepotrzebny, natrętny, odrzucany. Tak jak spam wszędzie staram się zaistnieć, zostawić moje CV, może ktoś się mną zainteresuje?
W dobie kryzysu, przy 20 % bezrobociu, przy ogólnym braku znajomości, jak mam znaleźć pracę? Mam minę akwizytora, który próbuje uśmiechać się, gdy pada i sprzedawać przy tym olejki na opalanie z racji deszczowej pogody.
Nie umiem się zareklamować, nie znam słownictwa marketingowego, którym przemawiają do mnie wszystkie ogłoszenia o pracę. Miałam dwie propozycje - akwizycja i agencja towarzyska. Niestety nie umiem sprzedawać „byle czego” reklamując to jako produkt, bez którego klienci nie są w stanie żyć. W kwestii agencji towarzyskiej nie będę się w ogóle wypowiadać, gdyż sprawa jest jasna. NIGDY.
Obeszłam już wszystkie restauracje, punkty gastronomiczne i sklepy. Restauracje oczekują atrakcyjnych modelek, które będą pracować do 4 rano, właściciele sklepów podejrzliwie lustrowali moje biodra: A może zechcę jeszcze zajść w ciążę? I co wtedy? Panna - to źle, mężatka- też źle. Dzieci nie ma, to zechce mieć, a jak ma- to zachorują i pracownik pójdzie na chorobowe.
- Bo jest kryzys, a ja robię sobie konkurs na pracownika - usłyszałam od właściciela warzywniaka. Właściciel hotelu „X” oferuje stanowisko pokojowej. Na rozmowie kwalifikacyjnej chodził jak Cezar Neron po swoim dziedzińcu. Nikt nigdy mnie tak nie zdołował tak jak on, oczywiście nie zadzwonił.
Gdy widzę ogłoszenie o pracę, to zaraz idę zostawić moje CV. I wtedy czuję tak, jak już wcześniej powiedziałam:
jak
Spam.
Recepcjonistki, kierowniczki, szefowe itd. Wszystkie ziewając biorą moje papiery i wkładają je do szuflady. Solennie obiecują przekazać je swojemu szefowi, gdy ten wróci. Najczęściej zbywają mnie, zamykają drzwi, albo z góry informują: Nie poszukujemy.
Po wielu miesiącach zastanawiam się. Czy to ja nie pasuję do tego miasta, do tego kraju, czy to kraj nie pasuje do mnie. I czy to ja mam się leczyć, czy właśnie polskie realia powinny się poddać leczeniu.
Antonia Canova
Nie umiem się zareklamować, nie znam słownictwa marketingowego, którym przemawiają do mnie wszystkie ogłoszenia o pracę. Miałam dwie propozycje - akwizycja i agencja towarzyska. Niestety nie umiem sprzedawać „byle czego” reklamując to jako produkt, bez którego klienci nie są w stanie żyć. W kwestii agencji towarzyskiej nie będę się w ogóle wypowiadać, gdyż sprawa jest jasna. NIGDY.
Obeszłam już wszystkie restauracje, punkty gastronomiczne i sklepy. Restauracje oczekują atrakcyjnych modelek, które będą pracować do 4 rano, właściciele sklepów podejrzliwie lustrowali moje biodra: A może zechcę jeszcze zajść w ciążę? I co wtedy? Panna - to źle, mężatka- też źle. Dzieci nie ma, to zechce mieć, a jak ma- to zachorują i pracownik pójdzie na chorobowe.
- Bo jest kryzys, a ja robię sobie konkurs na pracownika - usłyszałam od właściciela warzywniaka. Właściciel hotelu „X” oferuje stanowisko pokojowej. Na rozmowie kwalifikacyjnej chodził jak Cezar Neron po swoim dziedzińcu. Nikt nigdy mnie tak nie zdołował tak jak on, oczywiście nie zadzwonił.
Gdy widzę ogłoszenie o pracę, to zaraz idę zostawić moje CV. I wtedy czuję tak, jak już wcześniej powiedziałam:
jak
Spam.
Recepcjonistki, kierowniczki, szefowe itd. Wszystkie ziewając biorą moje papiery i wkładają je do szuflady. Solennie obiecują przekazać je swojemu szefowi, gdy ten wróci. Najczęściej zbywają mnie, zamykają drzwi, albo z góry informują: Nie poszukujemy.
Po wielu miesiącach zastanawiam się. Czy to ja nie pasuję do tego miasta, do tego kraju, czy to kraj nie pasuje do mnie. I czy to ja mam się leczyć, czy właśnie polskie realia powinny się poddać leczeniu.
Antonia Canova

